leszek.sopot
23.09.06, 11:31
Czy Lech Kaczyński zostałby prezydentem bez poparcia Leppera? Na pewno nie. A
zatem można napisać, że prezydent Polski jest prezydentem wszystkich
warchołów? Na pewno tak - nic nie wskazuje na to by warchoły poparły kogoś
innego. Poparcie warchołów zamieniło się w sukces wyborczy, a po nominacji
Pierwszego Warchoła IV RP na stanowisko wicepremiera usankcjonowano
warcholstwo jako cnotę politycznego powodzenia. W zamian za to wszelkie
warcholstwo zaczęło popierać koalicję rządzącą. Warchoł od wieków gnojony
został raptem w IV RP doceniony. Jakże wszyscy wyborcy mieszczący się w tej
kategorii musieli się poczuć szczęśliwi - warchoł wicepremierem! Szybko
musiał zareagować Kaczyński, który widząc wzrost notowań wicepremiara
warchoła postanowił sam zostać premierem i skorzystać z poparcia pospolitego
warcholstwa. To on miał szarpać za cugle krajowego warcholstwa a nie jakiś
facet widujący w Klewkach Talibów.
Przez pół roku zgodnie rządził cham z warchołem. Z początku słali sobie
ulizane laurki, kadzili o mężach stanu, pozytywnych zmianach... aż w końcu
zaczęli się podgryzać, bo tylko na jednym z nich mieli opierać swą wiarę w
przyszłość pospolite chamy i warchoły. Kropkę nad "i" postawił wkurzony
premier - jakto kto inny ma spijać śmietankę i wysłuchiwać słowa uznania
bezcennego elektoratu?! Teraz premier chce mieć monopol na poparcie warchołów
a Lepper ma odejść w niebyt. Zadaniu w utrzymaniu społecznego poparcia tej
klasy elektoratu ma pomóc nowy twór - klub narodowo-ludowy z Wrzodakiem na
czele. Przy mężu stanu tej miary co Wrzodak pewnie wyczyny Giertycha i
Leppera szybko pójdą w zapomnienie i rząd będzie mógł spokojnie liczyć nadal
na poparcie - warcholstwa, którego w kraju przecież dostatek. W zadaniu
dorżnięcia polepperowskich resztek wykorzystane zostaną polepperowscy
odszczepieńcy (dziś zasługujący na miano genetycznych patriotów) i oczywiście
tajne i jawne służby dbające o ład i porządek, które wytną w pień tę partię
założoną przez esbeków, którą niebacznie premier w USA nazwał partią godnie
reprezentującą dorbnych przedsiębiorców.
"Drobni przedsiębiorcy" zamienili się w warchołów, a mąż stanu w chama. Takie
są są metamorfozy IV RP. Będzie ich jeszcze wiele. Tym więcej im więcej ludzi
będzie miało ochotę pokazać, że jest niezależnych od przewodniej siły. Już na
miano warchołów zasłużyła sobie PO po wezwaniu do demonstracji przeciw rządom
PiS. Przypomnę, że pionierem w urządzaniu antyrządowych i antypaństwowych
demonstracji była dziś rządząca siła narodu, która z hasłami "Bolek do
Tworek" szła przez Warszawę by spalić przed Belwederm kukłę urzędującego
wówczas prezydenta. Kto wówczas wskazał, że warcholstwo to droga uprawiania
polityki? Oczywiście to pytanie retoryczne. Ale jak nazwać to gdy warchoł
wyzywa od warcholstwa innego warchoła?
Chyba jest to oznaka tego, że oni wszyscy przebywają we własnym gronie i
wobec tego nazywają siebie adekwatnie do swojego środowiska i lansują i
popierają równych sobie a wszelkich "obcych" uważają za "układ". Zamiast
mówić, że przygadał kocioł garnkowi, można mówić, że przygadał cham
warchołowi. Albo po prostu "spieprzaj dziadu" - bo warchoł to przecież jakiś
tam menel bądź bezdomny Hubert z Dworca Centralnego.
Polityka polegająca na zasadzie "spieprzaj dziadu" wywodzi się z pewnie z
epoki jaskoniowej, gdy warczący na siebie jaskiniowcy walący się po łbach
kłami z mamuta próbowali wykopać się nawzajem z jaskini by mieć bliższe
miejsce przy bezcennym ognisku.
Jak z takimi jaskiniowcami polskiej polityki sobie poradzić? Podpowiadał
niegdyś Kobuszewski: "Chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom
osobistom" - podkreślić wężykiem! I należy być świadomym tego, że jest pewna
klasa polityków, którzy bez chamstwa i warcholstwa obejść się nie mogą.