titus_flavius
12.03.03, 22:23
Ave,
jak widać, członkostwo Polski w UE wisi na coraz cieńszym włosku.
Przypominam, że Francja zawsze sceptycznie podchodziła do kandydatury Polski
i decydujący był tu głos Niemiec.
Polska zrobiła wiele, aby Niemców i Francuzów zrazić do siebie. Cimoszewicz
zachowywał się w Berlinie tak bezczelnie, jak by to on przyjmował Niemcy do
Unii, a nie odwrotnie. Tak więc za głupotę Millera zapłacimy wszyscy.
T.
Irackie kłopoty Polski
Robert Sołtyk 12-03-2003, ostatnia aktualizacja 12-03-2003 21:59
Unijny komisarz Chris Patten powiedział wczoraj głośno w Strasburgu to, co
wielu mówiło po cichu w brukselskich korytarzach. Kryzys iracki, a zwłaszcza
wywołany nim spór transatlantycki między USA a Francją i Niemcami, może
zagrozić rozszerzeniu Unii.
Zwłaszcza jeżeli dojdzie do wojny bez drugiej rezolucji ONZ, za to z
francuskim wetem w Radzie Bezpieczeństwa i niemieckim sprzeciwem.
Ofiarą kryzysu transatlantyckiego będzie bowiem Unia, do której wchodzimy.
Rozłam, jaki się w niej rysuje (za USA opowiada się m.in. Anglia i
Hiszpania), może uderzyć w kandydatów. Zwłaszcza w Polskę, bo Berlin i Paryż
patrzą coraz podejrzliwiej na nasz najwyrazistszy bodaj na Starym Kontynencie
proamerykanizm.
Czy w podzielonej Unii Francuzi i Niemcy nie ulegną pokusie zacieśnienia
współpracy w węższym gronie? Czy dotknięta do żywego Francja nie odegra się
do nas? Wystarczy, że - zamiast ratyfikować nasze członkostwo przez
parlament - rozpisze referendum, które nad Sekwaną niemal na pewno przegramy.
Oczywiście rysuję tu najczarniejszy scenariusz, ale one lubią się spełniać.
Co robić? Tłumaczyć nasze racje przyjaciołom z Unii - jeśli ich nie
przekonamy, to przynajmniej nie będziemy zaskakiwać. A także uważać, by nie
nazbyt skwapliwie realizować pojawiający się tu i ówdzie postulat, by to
Polska właśnie spróbowała pogodzić sojuszników. Telefon Chiraca Bush dobrze
zna, i odwrotnie - nie będą się w sprawie Iraku łączyć przez Warszawę.
poni