piotr7777
21.10.06, 12:49
...i sam się do tego przyznaje.
Jak mówi Milczanowski zapytał go w 1991 roku czy można stosować względem
Tymińskiego działania pozaprawne i doktor prawa powiedział, że tak, bo
sytuacja jest poważna.
Załóżmy że to prawda. Wtedy zgodnie z ustawą o policji zgodę na podsłuch
wyrażali minister spraw wewnętrznych i prokurator generalny a nie szef
kancelarii prezydenta. Zatem Kaczyński świadomie przekroczył kompetencje i
zezwolił na naruszenie prawa.
Jeśli teraz kreuje się na ofiarę to niestety jest mało wiarygodny. Bo mogło
być tak, że dwa lata później tenże Milczanowski albo Konieczny zapytał
Wachowskiego czy można stosować "metody pozaprawne" wobec PC i usłyszał "tak,
bo sytuacja jest poważna". J. K. stał się więc ofiarą precedensu, który sam
stworzył i aprobował (bo za czasów gdy kierował kancelarią inwigilowano np.
SdRP i podsycano konflikt Kwaśniewski - Cimoszewicz). Z kolei w okresie gdy
UOP przeszedł pod kontrolę Siemiątkowskiego z SLD podobne metody stosowano
wobec radykalnej lewicy (np. Piotra Ikonowicza). I oczywiście tego
Siemiątkowski nie ujawnił, ale akurat to mnie nie dzwi.
Reasumując J.K. wybiórczo przedstawiając dowolne kwity z otwartej w 1997
roku szafy Lesiaka (po cholerę sobie o tym przypomnieli) i jego wesoła
kompania są żałośni. Zaznaczam - piszę o polityku Kaczyńskim a nie
funkcjonariuszu Kaczyńskim.