homosovieticus
02.11.06, 11:57
"W hitleryzmie, i w komunizmie, i w liberalizmie - różnymi metodami i na
różne sposoby - lansowane jest usunięcie religii z życia publicznego, a jak
wskazują pewne sygnały pojawiające się dzisiaj na Zachodzie, również z życia
prywatnego. Tym, co zniszczyło Rosję, która była kiedyś może najbardziej
wierzącym krajem Europy, było zastąpienie religii obowiązkiem wyznawania
antyreligii. W czasie studiów uniwersyteckich przymusowe wykłady marksizmu
studenci nazywali "lekcjami religii". Lansowano hasło nieskrępowanej niczym
wolności, która jest wykroczeniem przeciwko jednoznacznym regułom współżycia
międzyludzkiego. To przypomina szosę, na której zniesiono zasady ruchu
drogowego. Podobnie - obserwując zjawiska, które narastają w liberalizmie -
można odnieść wrażenie, że nie obowiązują zasady ruchu drogowego i jeden
człowiek zderza się z drugim, jedna grupa społeczna z drugą, cały świat
przybiera postać - "wszyscy przeciw wszystkim". Bez jednoznacznych norm,
zasad postępowania nie można przewidzieć, co uczyni drugi człowiek. I nie ma
życia społecznego. Pod hasłami wolności totalitaryzm zmierza do zniewolenia."
Tak o antyreligii mysli socjolog Pro. Anna Pawłczyńska. Moim zdaniem takie
myślenie socjologa jest znacznie bliższe zarówno prostemu człowiekowi ka i
gruntownie wykształconemu.
Inaczej o liberaliźmie i religii myśli mała, ale za to bardzo głośna i stale
widoczna w mediach, część "Wykształciuchów".
Doskonałym przykładem są forumowi wrogowie każdej religii, niesłusznie,
nazywajacy siebie samych racjonalistami.
Należą do nich nicki: venus99, emerytka 2006, kum z antałkiem, antykagan,
3promile boryga, capitalismus postkomunistyczny i wieli innych forumowych
krzykaczy.