wuk4
04.11.06, 20:32
Dziś oglądałem w telewizji przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego
wygłoszone przy okazji odwołania dotychczasowego prezesa Trybunału
Konstytucyjnego Marka Safjana i powołania na jego miejsce Jerzego Stępnia.
Treść przemówienia nie zawierała żadnych sensacji, przeciwnie - sporo było
tam rzeczy oczywistych i banalnych (jak działa prawo itp.) Ale nie na treść
zwróciłem uwagę. Charakterystyczne i dziwne było zachowanie się Lecha
Kaczyńskiego podczas przemówienia. Człowiek piastujący urząd Prezydenta RP
powinien się zachowywać inaczej. Pomijam już wpadki z kaleczeniem
polszczyzny, choć niestety zdarzają się one u Lecha K. nierzadko - parę dni
temu (jeśli słuch mnie nie zawiódł) usłyszałem z jego ust słowa: "Bydgoszcz
przed wojną NALEŻAŁ [sic!] do Polski". W dzisiejszym przemówieniu jednak,
oprócz używania w bierniku r.ż. formy zaimka "tą" zamiast "tę" nie
dostrzegłem tak dużych błędów. Odpuszczę też Lechowi K. niewyraźny, zlewający
się głos - bo przecież i inny politycy (vide T.Mazowiecki, A.Michnik) mieli i
mają kłopoty z dykcją i nie odbiera im to ich wartości. Ale jedno zaszokowało
mnie i nie znajduję tu usprawiedliwienia. Otóż prezydent Kaczyński podczas
wygłaszania swego przemówienia, zamiast patrzeć wprost na zebranych i
zachować choćby pozory spokoju umysłu - nerwowo kręcił głową, rzucał
gorączkowe spojrzenia na prawo i lewo swoimi małymi, wystraszonymi oczkami.
Czekałem, aż się opanuje - niestety, wciąż pozostał niespokojny, odwracał
głowę aż za ramię po raz pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty...
Przypuszczam, że ten człowiek boi się wypełniania swojego urzędu i czasami mi
go po prostu żal. I żal przede wszystkim Polski, bo oficjalne przemówienia
prezydenckie powinny być wygłaszane z powagą i godnością