Tanie państwo? Kto pamięta?

15.12.06, 06:00
Ktoś tu zachwalał wrodzoną skromność Kaczyńskich przed wyborami. Niech chwali
dalej.
"Metro": Na utrzymanie Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w przyszłym
roku wydamy aż 160 mln złotych, czyli o 20 mln więcej niż potrzebował
krytykowany za rozrzutność Aleksander Kwaśniewski.
Jeszcze przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi Lech Kaczyński
twierdził, że urząd prezydenta musi cechować pewien prestiż, ale uznał, że
styl Aleksandra Kwaśniewskiego jest zbyt wystawny.

- Widzę tu duże pole do oszczędności - zapowiadał. Ale o obietnicach głowa
państwa szybko zapomniała - zaznacza "Metro". Już w budżecie na 2006 rok na
wniosek posłów PiS prezydencka kancelaria otrzymała 150 mln zł. W przyszłym
roku ma być jeszcze więcej. Tak zadecydowała wczoraj sejmowa komisja finansów
publicznych, a jutro jej budżet ma zatwierdzić Sejm. - Na utrzymanie pana
prezydenta podatnicy będą musieli wydać o 10 mln więcej niż w tym roku -
ujawnia Zbigniew Chlebowski, poseł PO. - Będzie to też o 20 mln więcej niż w
ostatnim roku prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego - precyzuje Jolanta
Szymanek-Deresz, była szefowa Kancelarii Prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego".
    • tomek6665 Re: Tanie państwo? Kto pamięta? 15.12.06, 06:28
      patrzcie co robią , a nie co mówią
    • daktylek Re: Tanie państwo? Kto pamięta? 15.12.06, 07:37
      Rośnie armia rządowych doradców i asystentów
      autor: Anna Cieślak-Wróblewska, kb, 2006-12-09, Ostatnia aktualizacja: 2006-12-
      11
      W rządzie premiera Marka Belki było tylko 83 doradców i asystentów
      politycznych. W ekipie premiera Jarosława Kaczyńskiego jest ich już o ponad 60
      proc. więcej. wysoko oceniana.
      Za kilka dni do grona doradców premiera dołączy prawdopodobnie były minister
      finansów Mirosław Barszcz.
      Jarosław Kaczyński zaproponował mu stanowisko szefa doradców ekonomicznych.
      Choć obecność Barszcza, znanego jako dosyć liberalny fachowiec od podatków, na
      zapleczu obecnego rządu na pewno jest bardzo pożądana, nie zmienia to jednak
      faktu, że to zaplecze rozrasta się ostatnio w zastraszającym tempie.
      W rządzie Marka Belki zatrudnionych było w sumie 83 doradców i asystentów w
      gabinetach politycznych premiera, poszczególnych ministrów oraz prezesów
      urzędów centralnych. W marcu 2006 r., gdy u sterów stał Kazimierz
      Marcinkiewicz, doradców było już 124.

      Jarosław Kaczyński wraz z wicepremierami najwyraźniej skłonny jest jeszcze
      poszerzać ich grono. Jeszcze na początku października w gabinetach politycznych
      jego rządu pracowało już 131 osób (na 117 etatach). Od tego czasu przybyło co
      najmniej kolejnych sześć osób, gdyż liczba doradców w jednym tylko resorcie
      rolnictwa zwiększyła się z jednego do siedmiu.

      Ciepłe posadki?
      Sami doradcy twierdzą, że jest ich tak dużo, ponieważ mają więcej pracy niż ich
      poprzednicy. – Kiedyś określoną pracę wykonywało np. trzech doradców z 20
      podwładnymi, teraz robi to tylko pięć osób – tłumaczy anonimowo jeden z
      doradców. Politycy koalicji z kolei dodają, że przed nowym rządem stoją
      nieporównywalnie większe wyzwania, więc potrzeba dużo rąk do pracy.

      Takie argumenty nie przekonują jednak Dariusza Lipińskiego, posła PO, który od
      jakiegoś czasu śledzi to, co się dzieje w gabinetach politycznych. – Zdaję
      sobie sprawę, że obecny rząd chce wiele zrobić, ale śmiem twierdzić, że
      większość zatrudnionych doradców nie może pochwalić się wybitnymi osiągnięciami
      i nie bardzo nadaje się do reformowania kraju – mówi Lipiński.
      – Moim zdaniem, zatrudnienie w gabinetach rośnie, bo rośnie apetyt zaplecza
      politycznego rządzących partii na dobre posady – dodaje.

    • wujaszek_joe Re: Tanie państwo? Kto pamięta? 15.12.06, 07:41
      tanie draństwo.
      gdzie nowy prezes NBP? z podstawowymi obowiązkami ten pyszałek sobie nie radzi
    • belkot_belkot_belkot Re: Tanie państwo? Kto pamięta? 15.12.06, 07:49
      Ja
      Pamiętliwy jestem
Pełna wersja