gorby1
30.12.06, 18:33
W roku 1989 rząd Rakowskiego postanowił, że Caritas będzie jedyną
organizacją, która w imieniu Kościoła może prowadzić działalność
charytatywną. Uznano tak w wyniku prowadzonych z Kościołem negocjacji na
temat uregulowania pozycji prawnej Krk w Polsce. W tym czasie istniało jednak
stowarzyszenie świeckie o podobnej nazwie – Zrzeszenie Katolików Caritas.
Organizacja ta została więc czym prędzej rozwiązana przez władze, a jej
likwidator złożył sprawozdanie ze swoich działań... biskupom. Cały majątek
ZKC – oddany niegdyś przez państwo proPRL-owskiej instytucji – został
przekazany władzom kościelnym. O jaki majątek chodzi? Otóż dokładnie nie
wiadomo. Nie ma ani żadnych danych, ani nawet szacunków. My policzyliśmy, że
Kościołowi przekazano w ten sposób co najmniej dwieście nieruchomości w całej
Polsce wraz z przyległymi do nich terenami, z wyposażeniem, samochodami itp.
plus nieznaną kwotę pieniędzy. ZKC miało 49 bardzo majętnych zarządów
wojewódzkich i wszystkie one wpadły w ręce kleru. Całkowicie. Od tego bowiem
czasu firma ta stała się organizacją prawa kanonicznego, niezależną w
zasadzie od prawa państwowego. Zmieniono też struktury Caritasu. Nie ma już
zarządów wojewódzkich, są za to zarządy diecezjalne, zakonne i czapa o nazwie
Caritas Polska, powołana przez Konferencję Episkopatu Polski.
Kto kontroluje Caritas? Państwo nie ma żadnego prawa do wtykania nosa w
interesy i rozliczenia. Caritas kontroluje się sam pod nadzorem właściwego
terytorialnie księdza biskupa. Rozpatrzmy to na takim przykładzie: Caritas
zbiera pieniądze np. na pomoc dla rodzin ofiar tragedii w kopalni Halemba.
Datki płyną od osób fizycznych (ludności) i prawnych (różnych firm, np. TVP).
Zostają one zgromadzone na koncie bankowym, a później przekazywane
potrzebującym. Teoretycznie... bowiem nikt ani z darczyńców, ani z
obdarowanych, ani wreszcie z jakiejkolwiek kontroli skarbowej nie wie (nie ma
prawa wiedzieć!), ile pieniędzy zebrano, a ile rozdano.
O ile w ogóle rozdano...
Jakby tego było mało, z 46 istniejących Caritasów 26 uznano za organizacje
pożytku publicznego. Oznacza to, iż mogą one przyjmować od państwa zlecenia
na organizowanie dożywiania dzieci (oraz kolonii i zimowisk), prowadzenie
stołówek i schronisk dla bezdomnych. Na ich konto można również wysyłać 1
procent odliczenia od podatku PIT. Taka działalność wymaga jednak rozliczania
się z dotacji, czyli składania odpowiednich sprawozdań finansowych. I Caritas
to robi, a dokładnie... jeden oddział Caritasu! Pozostałe 25 ma gdzieś
polskie prawo, którego zresztą nikt nie śmie od nich egzekwować.
Ile pieniędzy przechodzi przez Caritas? O tym wie tylko biskup, ksiądz
dyrektor i skarbnik (zazwyczaj zaufana siostra zakonna). Według szacunków
dokonanych na podstawie dokumentów, do których dotarliśmy, przez średniej
wielkości Caritas przechodzi rok w rok co najmniej 20 milionów złotych. To w
skali kraju daje około miliarda złotych rocznie. Minimum, bo nasze wyliczenia
prowadziliśmy bardzo ostrożnie.
Jaka jest efektywność Caritasu, czyli jaki procent zebranych kwot
rzeczywiście przeznacza się na pomoc ubogim? Przeciętny oddział Caritasu
prowadzi około 30 zbiórek rocznie (nie licząc zbiórek ogólnopolskich i konta
wskazywanego także w publicznych mediach). Dokładnie policzyć nie sposób, bo
żaden Caritas nie podał nigdy, ile zbiórek prowadził i ile zebrał pieniędzy.
Policzmy to jednak na przykładzie Caritasu gnieźnieńskiego, do którego
dokumentów „przypadkiem” dotarliśmy. Otóż w roku 2005 przeprowadził on 40
zbiórek i zebrał 908 900 złotych (same datki lokalne). Każda inna organizacja
charytatywna za punkt honoru ma generowanie jak najmniejszych kosztów
własnych, aby jak najwięcej wydać na potrzebujących. Owe koszty nigdy nie
powinny przekraczać 10 procent zebranej kwoty. Tymczasem koszty caritasowych
zbiórek w Gnieźnie wyniosły 589 597 złotych – czyli 65 procent zebranej
sumy „przepadło”.
Z naszych informacji wynika, że jest to i tak dobry wynik, bo w innych
Caritasach ów wskaźnik kosztów grubo przekracza 70 procent.
Powiedzmy to jeszcze raz: Kowalski daje Caritasowi na szczytny cel jedną
złotówkę i nie wie, że tylko (wg Krk „aż”) 30 groszy dostanie potrzebujący, a
resztę... Chyba tylko diabeł wie, co dzieje się z resztą. Diabeł i co nieco
my, bo ustaliliśmy, że niemal każdy oddział Caritasu ma jeden lub kilka
własnych superkomfortowo wyposażonych ośrodków (często są to pałace
wyremontowane przez państwo lub gminy i przekazane jako darowizna) z parkami,
fontannami, kortami tenisowymi, basenami itp. Wypoczywają w nich głównie
biskupi, z dala od wścibskich oczu świeckiej biedoty... Utrzymanie takich
ośrodków kosztuje krocie. Ponadto na same pensje dla pracowników (głównie
księża i zakonnice) jeden tylko Caritas gnieźnieński wydaje milion złotych
rocznie, od czego odprowadza 196 tysięcy złotych składek ZUS. A jakże to? –
ktoś zapyta. Przecież normalny pracodawca musi ZUS-owi bulić około 40
procent. Cóż, Caritasowi wolno i już. Oprócz tego opisywana przez nas firma
otrzymuje jeszcze wielkie (i też nieznane) dotacje państwowe z budżetu.
Rocznie dziesiątki milionów złotych trafia na konta Caritasu z tytułu
nawiązek po przegranych sprawach sądowych. Prowadzi również własną dochodową
działalność gospodarczą, której nie wykazuje w księgach rachunkowych (bo ich
też nie ma).
Ot, choćby Caritas katowicki. Tenże prowadzi firmę o nazwie Caritas Zdrowie
Sp. z o.o. Dokumentacji jakiejkolwiek nie ma, bo... nie ma!
Nie inaczej jest w Legnicy, gdzie firemka kościelna prowadzi przychodnię
zdrowia, której nie ma jednak w żadnych kwitach. Istnieje, a jakoby jej nie
było. Ot, katolickie „cuda”.
Ile osób rocznie uzyskuje pomoc z Caritasu? Dane te nie są nigdzie
publikowane. Może 100 tysięcy, może 500? Nikt nie wie. Ale my przyjrzeliśmy
się diecezji kieleckiej i wyszło nam, że na liście tamtejszych obdarowanych
(zwykle jednorazowo) figuruje 14 tysięcy biednych ludzi (38 osób dziennie – w
tym ponad połowa to pensjonariusze Domów Opieki Społecznej, którzy oddają
swoje renty i emerytury, a za ich utrzymanie płaci dodatkowo państwo).
Caritas bierze też udział w programie Unii Europejskiej o nazwie PEAT. To
rozdział darmowej żywności dla najbiedniejszych członków UE. Ile tego jest i
kto jedzenie dostaje, nie wie nawet europejska wspólnota i grozi Caritasowi
wstrzymaniem dostaw. Ten się jednak wcale nie przejmuje.
Jakie jest w Polsce zapotrzebowanie na pomoc, czyli rozmiary ubóstwa? Na
poziomie biologicznego minimum egzystencji (348 zł miesięcznie na osobę) żyje
w Polsce 11 proc. obywateli – prawie 4 miliony. Minimum socjalne (870
złotych) uzyskuje ponad 47 proc. Polaków. To jest skala potrzeb.
I teraz uwaga! „Czy dostaliście pomoc od instytucji i organizacji
kościelnych?” – zapytali socjologowie najbiedniejszych obywateli RP. „Tak”
odpowiedziało 0,8 proc. respondentów żyjących w nędzy.
W najbiedniejszym w Polsce województwie lubuskim liczba osób, które
potwierdziły, że dostają pomoc z Caritasu, wyniosła 0,0 (zero przecinek zero!)
16 proc. respondentów oświadczyło natomiast, że może liczyć na większą lub
mniejszą pomoc od państwa.
Czy Caritas ma obowiązek występować o zgodę na ogólnopolskie zbiórki
charytatywne, a jeśli tak, to czy o taką zgodę występuje? Owszem, Caritas
powinien na wszelkie ogólnopolskie społeczne zbiórki dostawać zgodę od
ministra spraw wewnętrznych. Wystąpiliśmy więc do MSWiA z pytaniem o liczbę
takich zezwoleń. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Z naszych informacji
wynika jednak, że Caritas nie zaprząta sobie głowy podobnymi biurokratycznymi
dyrdymałami.Reasumując: Caritas obraca w skali ogólnopolskiej gigantycznymi
pieniędzmi pochodzącymi ze zbiórek społecznych, od instytucjonalnych
darczyńców, z nawiązek sądowyc