a.adas
04.01.07, 02:21
Dawno, dawno temu, tuż przed wyborami parlementarnymi w 2001, gdy Krzaklewski
i spółka szli na dno, a Kaczyńscy i Tusk umościli sobie wygodne tratwy
ratunkowe dla szczurów, w III Rzeczypospolitej pojawił się Wielki Mędrzec. Nie
pamiętam juz jak się nazywał, wiem jedno - objawił on się poprzez Księgę i
liczne wywiady w mediach sympatyzujacych z lewicą. Ba, nawet wszechmocny
jeszcze wówczas redaktor Gembarowski ugościł go w swym programie, w najlepszym
czasie ekranowym, po Telexpresie a przed Klanem.
Nasz Mędrzec, choć był Polakiem, przybywał z zagranicy. Specjalizował się w
ekonomii, był chyba nawet profesorem czy innym doktorem, zastrzelcie mnie, nie
pamiętam. Głosił on, pierwsze primo, iz gospodarka polska wcale się tak źle
nie miała w 89, no i, drugie primo, wcale jej nie trzeba było "oddawać za
bezcen w obce ręce". Gdy głupi dziennikarze pytali się go: "Jak to, skad
mieliśmy wziąć pieniadze na inwestycję", Mędrzec odpowiadał: "Polacy na
kontach, rachunkach i w skarpetkach trzymali miliardy dolarów, trzeba je było
spożytkować w celach narodowych." Nie zauważył biedaczek, iż Polaków nie
interesowały zadne cele wyższe poza zamianą 20letnich pralek na nowsze lub
kupnem upragnionego auta, choćby i dziesieciolatka ze szrotu. i że to było
normalne, zwykła reacka biednych ludzi.
Ciekawe czy Mędrzec pisauje czasem na FK?