O Wyborczej, Garlickim i przyzwoitości - ładne

16.02.07, 09:28
Ta sprawa jest pokazowa - grzmi bez cienia wątpliwości Elżbieta Cichocka we wczorajszej "Wyborczej" o korupcji w szpitalu MSWiA. Autorka ma natomiast wątpliwości, czy lekarz brał łapówki i każe z jego osądzeniem czekać na wyrok sądu.
Zapomniała już "Gazeta Wyborcza" o tym, że nie czekając na sąd oskarżyła część załogi łódzkiego pogotowia o uśmiercanie ludzi dla pieniędzy. W tekście nie było dowodów morderstw. Ale dziennikarze zgromadzili mocne poszlaki i mieli stuprocentowe przekonanie o prawdziwości swoich zarzutów. Czy "Gazeta" miała rację i prawo publikować swój tekst? Miała. To jasne. Mimo że sąd potwierdził ich zarzuty dopiero kilka tygodni temu.
"Gazeta" bierze lekarza w obronę już samym tytułem "Wyrok na doktora G.". Cichocka ubolewa, że minister
Ziobro nie przedstawił natychmiast dowodów na morderstwo, którego dla pieniędzy miał dopuścić się kardiochirurg. Szokują ją słowa Zio-bry: "Dla tego jednego przypadku warto było powołać CBA". I wreszcie pyta retorycznie: "Czy trzeba pięciu prokuratorów zajmujących się przestępczością zorganizowaną, żeby wytropić jednego kardiochirurga?". Można by równie retorycznie spytać: Ile morderstw powinno wytropić CBA, żeby
stało się według "Gazety Wyborczej" opłacalne? Ile prokuratorów można zaangażować w sprawę rozwikłania morderstwa i korupcji, żeby nie narazić się "Gazecie" na zarzut rozrzutności? A może zadziałał tu prosty mechanizm: każdy sukces Ziobry i nielubianych'przez "GW" polityków trzeba na łamach tej gazety umniejszyć i zdezawuować?
Cichockiej ta sprawa bardzo źle się kojarzy. A mnie źle się kojarzą słowa Cichockiej. Z pańską manierą "Wyborczej" piętnowania i wykluczania tych, którzy myślą inaczej. Z "Gazetowym" zwyczajem naznaczania ludzi i polityków, którzy ośmielają się mieć inne zdanie i poglądy. Wiele razy na łamach Faktu piętnowaliśmy polityków różnych opcji, w tym partii rządzących. Ale na
Boga! Czy bycie politykiem partii rządzącej joznacza, że ten polityk z gruntu jest zły, robi wszystko na pokaz? Koleżanki i koledzy z "Wyborczej". Miejcie umiar w swoim zacietrzewieniu. I nie stosujcie podwójnej miary. Bo choć nie było wyroku sądu, pisząc o winie łowców skór, mieliście rację.

Sławomir Jastrzębowski
    • rydzyk_fizyk Gazeta to nie prokurator 16.02.07, 09:48
      na szczęście.
      • xtrin234 Re: Gazeta to nie prokurator 16.02.07, 09:49
        To wstrząsające! Mirosław G. (45 l.) znany kardiochirurg, miał operować za seks. Bez zażenowania stawiał ultimatum: życie mamy za stosunek z córką. Nie dawał żadnego wyboru. Doktor G., ordynator kliniki MSWiA w Warszawie, od poniedziałku siedzi za kratami.
        Mirosław G. to nie lekarz, to obrzydliwy zwyrodnialec. Śledczy ustalili, że przed kilku laty do kliniki kardiochirurgii MSWiA została skierowana kobieta w średnim wieku. Przyjęto ją na leczenie. Na konsultacje przyjeżdżała z córką. Podczas jednej z wizyt Mirosław G. poprosił chorą, by na chwilę wyszła z gabinetu. Wówczas zaczął się ordynarnie dobierać do córki. Bezwstydnie ją obmacywał. Nie zwracał uwagi na protesty kobiety. Bez pardonu wypalił: "Mamę już mamy, a teraz kolej na córeczkę".
        Następnie oświadczył, że albo kobieta odda mu się, albo mama nie ma co liczyć na operację. Nie ukrywał,
        że dla chorej oznacza to po prostu śmierć. Mirosław G. wymusił na córce chorej spotkanie. Udawał romantycznego amanta. Zaprosił ją nawet na kolację. Kobieta czuła się bezradna. Nie mogła skazać mamy na śmierć. Zgodziła się na stosunek. Gdy matka leżała już w szpitalu, Mirosław G. specjalnie odkładał termin przeszczepu. Chodziło po prostu, o to, by mógł uprawiać seks z córką pacjentki. Młoda kobieta była w pułapce. Musiała spotykać się
        z ordynatorem do czasu, aż mama wyszła ze szpitala.
        Śledztwo w sprawie G. przynosi coraz bardziej wstrząsające informacje na temat działalności doktora. Jak ustalił Fakt, prokuratorzy oraz śledczy Centralnego Biura Antykorupcyjnego badają już przynajmniej trzy przypadki zbrodni, w których kardiochirurg mógł się dopuścić zbrodni.
        Wychodzą na jaw szczegóły śmierci Jerzego Gołębia (56 l.). Mirosław G. przyjął go na operację
        serca, będąc w pełni świadomym, że jej nie przeżyje. Pacjent miał bowiem w tym czasie zapalenie płuc. Lekarzowi chodziło jedynie o pieniądze. Gdy okazało się, że rodzina nie jest w stanie zapłacić łapówki, zdecydował o jego śmierci. Kazał odłączyć chorego od aparatury podtrzymującej życie. Zrobił to telefonicznie. Z Krakowa, gdzie wówczas przebywał,
        zadzwonił do lekarzy w klinice kardiochirurgii w Warszawie. "Odłączyć tego Gołębia" - wydał polecenie. Gdy lekarz próbował ratować sytuację i tłumaczył, że pacjent umrze, usłyszał w słuchawce: "To dobrze. Odłączcie!". Nie było możliwości sprzeciwu. Według informacji Faktu, to właśnie lekarz, który rozmawiał z ordynatorem zgłosił sprawę do CBA. Śledczy wstrzymali pogrzeb pacjenta. Badania ciała zmarłego wykazały, żeoperacja została wykonana wbrew regułom medycznym!
        Doktor G. był bezwzględny. Miał decydować o śmierci pacjenta, nawet wówczas, gdy wziął już część pieniędzy, a rodzinie chorego zabrakło na ostatnią ratę łapówki. Funkcjonariusze sprawdzają szczegóły właśnie takiego wypadku. Doktor G. przyjął na operację ciężko chorego człowiek. Zażądał łapówki. Rodzina zgodziła się, ale poprosiła o rozłożenie "zapłaty" na trzy raty. Wpłaciła
        dwie. Gdy nie miała na trzecią, pacjent zmarł.
        Operacje za seks, wymuszanie łapówek, to nie wszystkie zarzuty wobec Mirosława G. Jak dowiedział się Fakt, śledczy sprawdzają wątek handlu organami ludzkimi do przeszczepów.
        Funkcjonariusze natknęli się także na ślady wskazujące na to, że G. nakłaniał swoich pacjentów, by przepisywali na niego swoje nieruchomości.
        Bez wątpienia jeszcze bardzo wiele szczegółów wyjdzie na
        jaw. Tylko od wczoraj na specjalną infolinię CBA zadzwoniło około 300 osób. Z tego 30 zawiadomień złożyli ludzie, którzy mieli dawać łapówki doktorowi Mirosławowi G. Śledczy już badają te sprawy.
        Wczoraj funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeszukali dom rodziców kardiochirurga w Nisku na Podkarpaciu.
        Doktor został aresztowany na trzy miesice. Postawiono mu już 20 zarzutów, przede wszystkim brania łapówek.
        • kacza.republika.bananowa niech Ziobro zatrudni się w Fakcie 16.02.07, 09:55
          xtrin234 napisała:

          > To wstrząsające! Mirosław G. (45 l.) znany kardiochirurg, miał

          Ziobro do Faktu!
          ma do tego kwalifikacje, będzie mógł swoje rewelacje wygłaszać opatrując je
          drastycznymi tytułami i nie przedstawiać na to żadnych dowodów.

          Jego praca w MS to pomyłka, marnuje się chłopak
    • jola_iza Re: O "aferze" JKM - ładne 16.02.07, 10:00
      "naśladowanie Adolfa Hitlera, który też skutecznie zwalczał skorumpowaną "Republikę Weimarską" - to zabawa niebezpieczna. Korupcja przetrwa - tyle, że w głębszym podziemiu - a faszystowskie metody działania się utrwalą.
      Powtarzam: jeśli TO miała być pierwsza pokazowa akcja CBA - to instytucję tę należy jak najprędzej rozwiązać. A co najmniej zmienić jej szefa.
      I p.Premier powinien to uczynić nie zwlekając.
      Zanim (na polecenie krakowskiej prokuratury?) Jego samego wyprowadzą w kajdankach z gabinetu."
Pełna wersja