emerytka2006
07.03.07, 14:06
... a nie jakimś samozwańczym organizacjom ze Stanów Zjednoczonych.
Tak uważam.
Nie podzielam argumentu, że te 65 miliardów dolarów dostać mogą jedynie
spadkobiercy właścicieli - jakoś tak dzięki Szoah niewielu ich się zachowało,
więc nie można tu stosować podobnej miary jak w przypadku Polaków, Niemców
czy Ukraińców.
Stanowczo jednak upieram się przy tym, by nie wypłacać grosza Singerowi i
jego kolegom. Powód?
Prawdziwym spadkobiercą żydowskiej diaspory z Europy Środkowo-Wschodniej
i "jidyszkajt" jest państwo Izrael, nawet jeśli niezbyt troskliwie opiekowało
się ono po wojnie ocalonymi z Szoah. W Izraelu mieszka najwięcej emigrantów z
lat 1930-39, a także z okresu powojennego.
To wreszcie Izraelowi jako państwu winni jesteśmy pewne przeprosiny za
nieroztropną politykę antysyjonistyczną, jaka prowadziła PRL po 1968 roku
(Czesi i Węgrzy np. w antysemityzm państwowy nie poszli, a też byli
uzależnieni od ZSRR - o czym to świadczy?).
Tak więc wzorem Heleny Łuczywo również domagam się, by premier Kaczyński nie
negocjował z Singerem, przy okazji wyciszając antysemityzm koalicjantów...