goniacy.pielegniarz
03.04.07, 16:00
Kurski w czasie rozprawy miał tłumaczyć, że wypowiedź na temat kampanii Tuska
finansowanej rzekomo przez PZU, była wypowiedzią w afekcie i że mu się
wyrwało. Sędzia musiała biedakowi przypomnieć, że, idąc do programu, zabrał
ze sobą notatki na ten temat.
Po rozprawie Kurski stwierdził, że miało być 100 tysięcy, a sąd przyznał
tylko 15 tysięcy, więc Kurski odtrąbił swoje zwycięstwo, stwierdzając,
że "jest 85 do 15 dla mnie".
Na koniec żalił się, że to wszystko niepotrzebne, bo czas w sądzie to czas
zmarnowany, a można było w tym czasie zrobić dużo potrzebnej roboty w Sejmie.