Pisuary zabili czlowieka. Ilu jeszcze ?

22.04.07, 14:37
W Wielką Sobotę, w przeddzień Wielkanocy, w szpitalu Akademii Medycznej w
Warszawie zmarł pacjent oczekujący na przeszczepienie narządu. Nie doczekał
się. Życie odebrały mu słowa polityków, rzucone dwa miesiące wcześniej do
mikrofonów i kamer telewizji. Niegodne, agresywne, brutalne i obliczone na
poklask u gawiedzi.(..)Od tamtego czasu Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne
ds. Transplantacji Poltransplant w Warszawie odnotowuje w całym kraju spadek
wykonywanych przeszczepień narządów. Nie ma dawców. Lekarze wstrzymują się od
orzeczeń śmierci mózgu. Chorzy w modlitwach błagają o życie.Chciałabym
pogratulować szanownym politykom i dziennikarzom spektakularnych wyroków
wydanych przed sprawą sądową oraz tak lekko rzucanych ciężkich słów,
sprzedających lepszą czy gorszą informację, dzięki której pogrążają Państwo
jedną z dziedzin ratujących nasze życie. Czy ktoś z Państwa pomyślał o
skutkach tak prowadzonej sprawy?”, pisze na forum Stowarzyszenia „Życie po
przeszczepie” Adriana czekająca na swoje nowe serce.
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2917
Czy ci tzw. katolicy maja chociaz wyrzuty sumienia ? Czy mysla chociaz o
naprawieniu swojej zbrodni ?

    • socjalliberal Ok, to teraz w stylu Ziobry: 22.04.07, 14:55
      KARA ŚMIERCI DLA
      ZIOBRY-MORDERCY

      Pieprzony ch.....
    • xyz_xyz_xyz Re: Pisuary zabili czlowieka. Ilu jeszcze ? 22.04.07, 16:52
      Skutki uboczne
      Autor informacji: Paweł Walewski
      fakty.interia.pl/prasa/polityka/news/skutki-uboczne,897425,3400
      Środa, 18 kwietnia (06:00)
      W Polskiej transplantologii zapaść, jakiej nie było od lat. Liczba przeszczepów
      spadła w niektórych szpitalach do zera. Kolejki oczekujących na nerkę, serce i
      wątrobę wydłużają się z tygodnia na tydzień. Czy ktoś za to odpowie?

      Będzie dramat. To pierwsza myśl, jaka przeszła przez głowę prof. Januszowi
      Wałaszewskiemu, szefowi Poltransplantu, gdy usłyszał ministra Zbigniewa Ziobrę
      na słynnej konferencji prasowej w połowie lutego. Oskarżenia pod adresem
      kardiochirurga, doktora G. z warszawskiego szpitala MSWiA, w tym największe - o
      umyślne dopuszczenie do śmierci pacjenta, rzuciły cień na całą polską
      transplantologię. Z napływających z całego kraju do Poltransplantu
      comiesięcznych raportów wynika, że liczba transplantacji spadła o ponad 60
      proc. Prof. Janusz Wałaszewski nie jest tym zdziwiony. Raczej zmartwiony, może
      nawet załamany, bo 10 lat mozolnego budowania dobrej atmosfery wokół
      przeszczepów zostało zniweczone jednym nieostrożnym oskarżeniem. - Zarzut
      korupcji i sugerowanie zabójstwa w powiązaniu z przeszczepianiem narządów
      wzbudzają oczywistą niechęć do tej metody leczenia, bo kto chce się leczyć w
      kryminale - retorycznie pyta profesor.

      Sytuację zaogniły dodatkowo dwie publikacje z przełomu marca i kwietnia
      w "Gazecie Polskiej" o nieprawidłowościach w białostockim szpitalu
      klinicznym. "Nerka na zamówienie", "Łowcy narządów" - takie tytuły nie
      przechodzą dzisiaj bez echa.
      "Gazety Polskiej" nie czyta zbyt wiele osób, ale tego dnia jej wstrząsające
      tytuły cytowały wszystkie telewizyjne dzienniki. To wystarczyło, by podkopać
      zaufanie do naszej specjalności i spłoszyć ludzi - mówi prof. Wojciech
      Rowiński, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii. Już następnego dnia
      po opublikowaniu przez "Gazetę Polską" wstrząsających doniesień nasz rozmówca
      pracował w komisji, która sprawdzała prawdziwość oskarżeń wysuniętych pod
      adresem lekarzy posądzonych o uśmiercanie pacjentów lekiem thiopental, by
      zdobyć ich narządy. Na podstawie otrzymanych z prokuratury dokumentów nie
      dopatrzono się żadnych uchybień przy orzekaniu śmierci mózgowej. Stosowne
      procedury były nawet bardziej rygorystyczne, niż przewiduje prawo.
      • man_sapiens xyz przeginasz, Giwi będzie musiała 22.04.07, 17:02
        zbanować ten wątek na oślą ławkę. Przecież wystarczy wstawić linka
    • xyz_xyz_xyz Re: Pisuary zabili czlowieka. Ilu jeszcze ? 22.04.07, 16:52
      Dlaczego krewni odmawiają
      - Podaną, informację, ze pacjenci byli usmiercani poprzez wprowadzanie ich w
      stan śpiączki po to, aby pobrać nerki czy wątrobę, jest mi w ogóle trudno
      komentować ~ mówi prof. Walaszewski. - Procedura rozpoznani asmierci mózgowej
      właśnie wyklucza obecność jakichkolwiek środków farmakologicznych, które mogą
      spowodować śpiączkę. Olbrzymią fantazją popisali się dziennikarze albo ci,
      którzy ich do tego namówili.
      Ale już kilka dni po feralnym artykule do siedziby Poltransplantu przyjechali
      ludzie z Białegostoku, którzy przywieźli w imieniu swoich rodzin starannie
      wypisane sprzeciwy na pobranie po śmierci ich komórek i narządów (Centralny
      Rejestr Sprzeciwów istnieje przy Poltransplancie od 1996 r., do tej pory
      zarejestrowało się w nim blisko 24 tys. osób). Zażądali natychmiastowego
      potwierdzenia, ze ich oświadczenia zostały przyjęte. Jakby powrotną drogę do
      domu chcieli odbyć ze świadomością, ze w razie wypadku nikt nie dobierze się do
      ich serca i nerek. Czy ktoś próbował z nimi rozmawiać, obalić fałszywe mity? -
      Nigdy wcześniej się nie zdarzałobyśmy mieli tutaj takich gości - tłumaczy
      dyrektor. - Nie mamy prawa kogokolwiek odwodzić od decyzji, jeśli wyraża swój
      sprzeciw na pobranie narządów po śmierci, jak usłyszałem w sekretariacie
      wzburzonego mężczyznę, ze ,,nikt nie będzie handlował jego bebechami", nawet
      nie miałem ochoty wychodzić ze swojego gabinetu.
      W całym ubiegłym roku w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów swoje personalia
      zgłosiły 272 osoby. Od lutego do początku kwietnia tego roku - 340. Same liczby
      nie są tu jednak najważniejsze. W 38-milionowym społeczeństwie ułamek procenta,
      który nie zgadza się z ideą transplantacji, nie jest w stanie jej zaszkodzić.
      Ale martwi coraz brutalniej wyrażany opór i tempo, w jakim oponenci zwieraj^
      szyki. Choć jasno wyrażony sprzeciw wobec oddania narządu jest jedyną barierą
      uniemożliwiającą zaliczenie zmarłego do grona potencjalnych dawców (na tym
      polega obowiązująca w polskim prawie zasada zgody domniemanej:, jeśli nikt nie
      wie o twoim sprzeciwie, lekarz ma prawo po stwierdzeniu śmierci przypuszczać,
      ze zgadzasz się na oddanie organów), to praktyka wygląda zupełnie inaczej. -
      Dobry obyczaj nakazuje porozmawiać rodziną zmarłego i zawiadomić ją o zamiarze
      pobrania narządu - wyjaśnia dr Krzysztof Pabisiak ze Szczecina, koordynator
      przeszczepień w tym regionie, który najczęściej prowadzi tego typu rozmowy. – W
      Polsce lekarze zawsze liczą się z decyzją rodziny. Kiedy zgłosi sprzeciw, nie
      chcemy wywoływać konfliktów i potęgować bólu po stracie bliskiej osoby, więc
      odstępujemy od pobrania narządów.
      -Ale to jak wyrok śmierci dla sześciu innych osób, bo przecież ktoś czeka na
      nerki, wątrobę, płuca, serce, trzustkę - mówi prof. Jacek Szmidt z Kliniki
      Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej w
      Warszawie. Jeszcze pamięta te lata, kiedy nowe nerki otrzymywało w jego klinice
      ponad stu chorych. W marcu tego roku nie było żadnej takiej operacji! Powód:
      brak narządów. Kilka dni temu otrzymał sygnał z innego oddziału, ze być może
      warto zwoływać zespół na salę operacyjną, bo są zwłoki 50-letniej samotnej
      kobiety, która w rejestrze nie zgłosiła sprzeciwu. W trakcie rozmowy jej matka
      nagle sobie przypomniała, ze córka z całą pewnością nie chciałaby zostać
      dawczynią - nie było to wiarygodne, ale lekarze uszanowali wole; matki i od
      pobrania nerek odstąpiono.
      -Z punktu widzenia przepisów w żadnym kraju, od czasów rzymskich, rodzina nie
      jest dysponentem zwłok - dobitnie stwierdza prof. Wojciech Rowinski. Przypomina
      sobie rozmowie dla ,,Polityki" sprzed pięciu lat (,,Z ciała do ciała"; POLITYKA
      7/02), w której żalił się na zły odbiór transplantologii: ,,Rodziny sądzą, że
      lekarze w poszukiwaniu dawcy nie zrobią wszystkiego, aby ratować ich
      najbliższych. Gdy kilka lat temu telewizja poinformowała, ze 18-
      letniBartekczeka w Zabrzu na dawce serca, następnego ranka z oddziałów
      neurochirurgicznych na własne zadanie wypisało się; wielu pacjentów".
      - Po ostatnich wydarzeniach jestem jeszcze bardziej wyczulony na punkcie doboru
      właściwych słów - mówi profesor. - Gubi nas nieostrożność. Mówimy: brak dawców,
      a powinniśmy: brak narządów.
      Po czyjej stronie jest minister
      Inne kraje Unii Europejskiej dawno przegoniły Polskę w liczbie wykonywanych
      przeszczepień. Obecny kryzys jeszcze powiększy ten dystans, choć już ubiegły
      rok okazał się trudny dla polskiej transplantologii. Przedłużające się strajki
      lekarzy i pielęgniarek sprawiły, ze w szpitalach nikt
      nie miał głowy do zajmowania się procedurą związaną z pobieraniem narządów.
      -1po raz pierwszy od 10 lat mieliśmy gorsze wskaźniki - mówią w Poltransplancie.
      - W2005 r. przeszczep otrzymało 1400 biorców, w ubiegłym roku 1257. Liczba
      wszystkich pobrań od zmarłych dawców w 2006 r. spadła o 11 proc.
      Najbliższe tygodnie zapowiadają się fatalnie. Prof. Paweł Kuna, dyrektor
      Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Lodzi: - W styczniu
      mieliśmy dwa przeszczepy nerek, jeden serca i jeden wątroby. Od lutego nie było
      żadnych ze względu na brak zgody na pobranie organów. Przed aferami odmawiało
      60 proc. rodzin. Teraz wszystkie.
      Brak zabiegów ma swoje implikacje: wydłuża się kolejka osób oczekujących na
      nowa nerkę (czekają już 1184 osoby), serce (231) lub wątrobę (162; te liczby z
      tygodnia na tydzień są coraz większe), ale poszkodowane zaczynają być również
      szpitale, które tracą pieniądze, jakie mogłyby otrzymać z Ministerstwa Zdrowia
      za wykonane operacje (transplantologia finansowana jest z budżetu ministerstwa,
      a nie przez NFZ). A są to całkiem niemałe kwoty: za przeszczep nerki resort
      płaci w tym roku 35 tys. zł, serca - 90 tys., wątroby - 170 tys. Dyrektor Kuna,
      jak wielu innych szefów dużych szpitali, musi mimo to utrzymywać w gotowości
      dwa zespoły chirurgów, którzy w każdej chwili - gdy nadejdzie sygnał o
      narządach do pobrania - staną przy stole operacyjnym. Skąd ma brać na to
      pieniądze?
      Skoro Ministerstwo Zdrowia nie ma za co płacić ośrodkom transplantacyjnym, bo
      są bezczynne, może kogoś ucieszą takie oszczędności? W pierwszym kwartale tego
      roku przeszczepiono w kraju 162 nerki i 14 serc - to odpowiednio o 58 i 9 mniej
      niż w identycznym okresie ubiegłego roku (przypomnijmy: najgorszym ostatniej
      dekadzie). Pod adresem ministra padło ostatnio mnóstwo zarzutów, ze milcząco'
      toleruje poczynania kolegów z rządu, którzy dyskredytują polską
      transplantologię? (choć przecież prof. Zbigniew Religa sam należy do elitarnego
      grona jej twórców). Ale ostrożne podejście ministra, który nie odciął się
      jednoznacznie od absurdalnych oskarżeń wysuwanych pod adresem lekarzy,
      wytłumaczyć łatwo: nie chce stracić stanowiska w rządzie, ponieważ ma ambicję
      zrealizować jeszcze w tym roku swe sztandarowe pomysły - sieć szpitali i koszyk
      świadczeń. Może się obawiać, ze nie dostanie na nie zgody, jeśli wejdzie w
      konflikt z pupilem premiera i swoim imiennikiem, szefem prokuratury. A ten trzy-
      ma ministra zdrowia w szachu i zdaje się mówić: na temat postępowania pańskich
      kolegów wiem więcej niż pan; proszę się w moje śledztwa nie mieszać.
      Niedawno natomiast prof. Religa zganił lekarzy za uchylanie się od orzekania
      śmierci mózgowej i pobierania narządów. To wasz moralny obowiązek - przypomniał
      podniesionym głosem. Ale nie przysporzyło mu to popularności. - Chciałbym
      dopatrzyć się w tym stwierdzeniu czegoś dobrego, mimo ze było tak szorstkie -
      tłumaczy pojednawczo prof. Wojciech Rowinski. Bo jest to faktycznie moralna
      powinność lekarza, aby zwrócić uwagę, ze jak ktoś umarł, to inny człowiek może
      żyć.
      Według proszącego o niepodawanie swoich personaliów anestezjologa, który nieraz
      komisyjnie orzekał śmierć mózgu (robi to zawsze wspólnie trzech lekarzy:
      anestezjolog, neurolog lub neurochirurg oraz inny specjalista), ostatnie afery
      spłoszyły kolegów, czemu trudno się dziwić.
    • xyz_xyz_xyz Re: Pisuary zabili czlowieka. Ilu jeszcze ? 22.04.07, 16:53
      -Jeśli nasze zajęcie ma być traktowane jako chęć łatwego zarobku, a nas nazywa
      się łowcami narządów, łowcami dawców i wreszcie skoro możemy być posądzeni o
      zabójstwo -kto będzie dobrowolnie ściągać prokuraturę na swoją głowę? Nie
      wierzę, by pan Religa tego nie rozumiał On po prostu nie jest już po naszej
      stronie.
      Co zrobiłeś dla bliźniego?
      Zanim w 1996 r. zaczęła w Polsce obowiązywać ustawa o przeszczepianiu narządów,
      transplantolodzy tworzyli zręby swojej - uważanej do dzisiaj za nowatorską -
      dziedziny już od 30 lat (pierwsza trans-plantacja nerki odbyła się w Warszawie
      w 1966 r.). Czuliśmy się niekomfortowo - to najczęściej powtarzane wspomnienia
      lekarzy z tamtego okresu, kiedy nie było żadnego prawa sankcjonującego ich
      działalność. Pobranie nerek od osób zmarłych traktowa-no jako wstępny etap
      badania sekcyjnego, a wykonujących te zabiegi chirurgów nawet koledzy z innych
      klinik nazywali złośliwie brygadą sępów.
      Śmierć bliskich jest najbardziej traumatycznym przeżyciem, a skomplikowanej
      definicji śmierci mózgowej - której rozpoznanie stanowi podstawę do
      stwierdzenia zgonu i umożliwia po-branie narządów- większość nie po-trafi
      zaakceptować (mózg nie funkcjonuje, nie ma reakcji źrenic na światło, ale serce
      bije!)
      Być może wszystkie kampanie społeczne, namawiające ludzi do zgody na oddawanie
      swych narządów po śmierci - organizowane pod hasłami ,,Podziel się
      życiem", ,,Nie wszystko można kupić", ,,Nauczmy się dawać najcenniejszy dar" -
      nie trafiają w ogóle tam, gdzie powinny: w sedno naszych lęków związanych ze
      śmiercią. Skoro większość rodzin nie zgadza się w Polsce na sekcję zwłok ich
      zmarłych bliskich, nawet za cenę poznania odpowiedzi na pytanie, z jakiego
      powodu nastąpił zgon
      - to opór przed pobraniem narządu nie wynika być może z kwestionowania samej
      idei transplantacji, (co akcentują wspomniane kampanie), lecz z głęboko
      zakorzenionej, niewzruszonej wiary, ze ciało człowieka po śmierci należy
      pozostawić w spokoju.
      Czy zatem górnolotne hasło, które w dużym uproszczeniu zawiera prostoduszna
      prośbę: oddawajcie narządy po śmierci, ma szansę na szerszą akceptację? -
      Trudno oczekiwać, by rodzina, która poniosła ciężką stratę (a potencjalnymi
      dawcami narządów są zwykle młodzi ludzie, którzy umierają niespodziewanie),
      była skłonna do takiej szczodrości -mówi Paweł Lukow, doktor etyki z Instytutu
      Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Tu daje o sobie znać nasza specyficznie
      pojęta polska religijność. Bo czy chrześcijanin po-winien bać się śmierci albo
      przesadnie troszczyć się o pośmiertny los ciała? Przeciwnie, wszak religia ta
      akcentuje duchowość. A już na pewno powinien respektować to, czego nauczał Jan
      Paweł II: ,,Człowiek wyrażający zgodę na pobranie narządów po swoim zgonie
      wykazuje świadectwo miłości chrześcijańskiej, która daje życie innym".
      Według Pawła Lukowa, jeśli chcemy skłonić ludzi do udostępniania swoich
      narządów, trzeba moralną edukację zindywidualizować. - Duchowny nie powinien
      nauczać w kościele, ze wierni maja być dobrymi chrześcijanami. Lepiej zapytać
      każdego z nich: a co ty zrobiłeś dla bliźniego? Zgodziłeś się na przykład, by
      twoje serce lub nerki po śmierci uratowały czyjeś życie?
      Robert Kąder codziennie budzi się ze świadomością, ze żyje dzięki takiemu
      altruizmowi. Nową wątrobę otrzymał w czerwcu 2000 r. - Nie mogę uwierzyć, ze
      ofiarowano mi do tej pory siedem lat- mówi. Poświęcił się działalności w
      Stowarzyszeniu Życie po Przeszczepie, niedawno został prezesem Polskiej
      Federacji Pacjentów Dial Trans plant. Dlatego doskonale rozumie, co czują
      dzisiaj chorzy czekając na przeszczep narządów.
      -Byłbym w nieustającej depresji, bo człowiek pozbawiony szansy i nadziei ginie.
      Sam czekał na swoją nowe wątrobę trzy miesiące.
      A dziś - jak piszą zdezorientowani pacjenci do Stowarzyszenia-znalezienie
      organu to jak wygrana w lotto.
      PAWEtWALEWSKI
    • xyz_xyz_xyz Re: Pisuary zabili czlowieka. Ilu jeszcze ? 22.04.07, 16:53
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=61&w=59496540&v=2&s=0
Pełna wersja