Gość: Palnick
IP: *.stenaline.com
26.05.03, 13:50
Gabriel Janowski ujawnia prawdę o LPR
Wywiad z Gabrielem Janowskim:
"Moim obowiązkiem jest ostrzegać ludzi, żeby nie sprowadzili na swoje głowy
nieszczęścia. LPR nie jest tym, za co chce być uważana. W rękach tych panów
jest to organizacja niebezpieczna, zagrażająca rozwojowi kraju"
Artur Rojek "Głos": Panie Pośle, zdecydował się Pan na opuszczenie Klubu
Parlamentarnego LPR. Co skłoniło Pana do tej decyzji?
Gabriel Janowski: Klub parlamentarny nie funkcjonuje tak, jak powinien. Nie
mogłem już dłużej tolerować bezprawia i politycznego gangsterstwa, jakie
uprawiają liderzy partii LPR, gdyż byłoby ono ze szkodą dla zwolenników Ligi
i dla Polski.
Nieprawidłowe funkcjonowanie klubu nie było niczym nowym...
- To prawda i dlatego wystąpienie z klubu rozważałem od dawna. Zwlekałem z
nim, gdyż uważałem, że należy doprowadzić do konsolidacji ugrupowań
tworzących klub. A także dać szansę ludziom identyfikującym się z LPR na
osiągnięcie dobrego wyniku w wyborach samorządowych. I to drugie w jakiejś
mierze się powiodło.
Natomiast moje propozycje w sprawie konsolidacji, a także Macierewicza i
Łopuszańskiego, były torpedowane przez kierownictwo tworzącej się wówczas
partii LPR. Panowie ci zachowywali się jak "przewodnia siła" doby PRL...
Mimo to chciałem dać szansę władzom klubu parlamentarnego na naprawienie
swoich błędów. Nie udało się.
Pragnę przypomnieć, iż już w połowie ubiegłego roku ostrzegałem opinię
publiczną, że w klubie dzieje się źle. Później w proteście złożyłem funkcję
wiceprzewodniczącego klubu, dając kolejny sygnał ostrzeżenia. Decyzja o
wystąpieniu nie przyszła nagle, jest konsekwencją szeregu negatywnych
zjawisk, patologii narastających od początku istnienia Klubu Parlamentarnego
LPR.
Mówi Pan o bezprawiu i gangsterstwie politycznym. W czym się ono objawia?
- W LPR nie obowiązują żadne normy czy standardy, jakie przyjmuje się w
cywilizowanych ugrupowaniach politycznych. Nie szanuje się procedur
demokratycznych, nie ma jawności procesów decyzyjnych, nie dotrzymuje się
żadnych umów, nie respektuje zobowiązań. (...)
LPR od samego początku robiła wszystko, aby usunąć z klubu niewygodnych dla
siebie posłów, np. aby usunąć posła Macierewicza. Pan Maciej Giertych w
rozmowie ze mną stwierdził, że Macierewicz jest w Klubie Parlamentarnym LPR
zbędny. Podobnie Łopuszański.
Czyli jednym z zasadniczych powodów Pańskiego rozstania z klubem były
zadrażnienia personalne?
- Nie. Obok łamania zasad najgorsze, co działo się w tym klubie, to gra
pozorów, jaką Roman Giertych i jego koledzy uprawiają w sprawach kluczowych
dla Polski. (...)
Proszę mi powiedzieć, co dokładnie oznacza gra pozorów kierownictwa partii
LPR?
- Zupełnie co innego się mówi, a co innego robi. Na potrzeby opinii
publicznej gęba jest pełna Polski, lecz kiedy przychodzi do konkretnych
rozstrzygnięć, to panowie ci grają wspólnie z SLD na szkodę państwa i
obywateli.
Proszę o przykład.
- Może po kolei. Pierwszym może być sprawa referendum ziemskiego. Już w
trakcie zbierania podpisów zmieniono pytanie i pełnomocnika listy ze szkodą
dla sprawy. Nie wykorzystano z całą mocą tej akcji do uświadomienia Polakom
zagrożeń związanych ze sprzedażą ziemi obcokrajowcom. Całą sprawę ostatecznie
przeprowadzono przez Sejm półgębkiem, bez wyraźnego efektu politycznego. (...)
Czyli, jak Pan Poseł twierdzi, kierownictwo LPR ma usta pełne frazesów o
Polsce i obronie polskich interesów jedynie po to, by grając na uczuciach
patriotycznych, nabijać sobie kapitał polityczny?
- Tak, dokładnie jest, jak pan mówi. W czasie konfliktu o STOEN, w gorącym
tygodniu poprzedzającym wybory samorządowe, kierownictwo LPR uniemożliwiało
mi publiczne przedstawienie naszych argumentów. Podczas gdy w mediach
odsądzano mnie od czci i wiary. Giertych (delegujący przedstawicieli LPR do
programów w mediach publicznych) przy aprobacie Kotlinowskiego i Wrzodaka
uniemożliwili mi uczestniczenie w programie telewizyjnym "Forum" i "Tygodniku
politycznym", ułatwiając tym samym zadanie naszym przeciwnikom.
Co więcej, zaproszony do "Kropki nad i" w TVN na dwie godziny przed programem
dowiaduję się, że mam jednak nie przychodzić.
To ten sam program, w którym tak często gości Roman Giertych...
- ...po to, by go promować jako młodego gniewnego prawej strony sceny
politycznej, gdy w rzeczywistości jest to człowiek, który działa po myśli
rządzących.
Dlaczego Roman Giertych jest tak promowany w mediach liberalno-lewicowych?
- Mogę powiedzieć o sobie, że odbiera mi się prawo do debaty publicznej
dlatego, że stoją za mną racje państwa i obywateli, konsekwencja w działaniu.
Ponadto promowanie Giertycha ma dla lewicy głęboki sens. Chodzi o wyhodowanie
siły na pierwszy rzut oka skrajnej, posługującej się hasłami narodowymi i
katolickimi, a w rzeczywistości będącej pod kontrolą.
A może poparcie dla Giertycha bierze się stąd, że odpowiedzialni politycy,
tacy jak Janowski, Macierewicz czy Łopuszański, pewnych rzeczy nie zrobią i
na pewne układy nie pójdą?
- To prawda, że on nie przestrzega absolutnie żadnych reguł. Każdego sprzeda,
każdego zamorduje, byle tylko osiągnąć cel, który sobie wyznacza.
A tym celem jest przede wszystkim materialna i polityczna korzyść.
Polityczna, gdy idzie o wygodne usadowienie się na karku wyselekcjonowanego
elektoratu. Giertych nie widzi bowiem spraw polskich całościowo, jego
pojmowanie polityki ogranicza się do wąskiego interesu, który jemu i jego
kamratom zapewni powodzenie. Tyle i tylko tyle. (...)
Liga Polskich Rodzin powstała dzięki wspólnemu wysiłkowi kilku ugrupowań.
Obecnie zdaniem wielu jej dorobek jest zawłaszczany przez członków
Stronnictwa Narodowego, którzy bezpardonowo wykluczyli przedstawicieli innych
formacji. Czy możliwy był inny scenariusz?
- Powstanie LPR do dzisiaj owiane jest mgłą tajemnicy i tak do końca nie
wiadomo, kto za tym szyldem stoi. Byłem zdania, że istnieje konieczność
ukształtowania jednej reprezentacji elektoratu patriotycznego. Formuła mogła
być dowolna, nawet jednolitej partii. Pod jednym wszakże warunkiem - że
wszyscy uczestnicy Ligi będą mieli równe prawa i będą przestrzegali
przyjętych przez siebie reguł zgodnych z kanonami demokracji. Takie
postępowanie jest jednak, jak już mówiłem, kompletnie obce liderom partii
LPR - Kotlinowskiemu, Giertychowi i Wrzodakowi.
Obawiam się, że Liga jest jedynie zasłoną dymną, wygodnym narzędziem wpływu
politycznego.
W większości szefowie partii LPR mają podwójną przynależność partyjną, mimo
że statuty partii LPR i SN wykluczają podwójne członkostwo. Doskonale
ilustruje to ich stosunek do reguł życia publicznego.
Chciałbym zapytać, jakie Pańskim zdaniem cele przyświecały Giertychowi i
Kotlinowskiemu w ich działaniu?
- Pierwotnie, jeszcze przed wyborami, panowie ci w ogóle nie brali pod uwagę
takiej ewentualności, że uda się im wejść do parlamentu. Ich celem było
jedynie przekroczenie trzyprocentowego progu wyborczego i załapanie się na
dotację budżetową dla partii politycznych.
Byłem jedynym członkiem komitetu wyborczego, który wierzył, że możemy wejść
do Sejmu z niezłym wynikiem wyborczym.
Kiedy się okazało, że jednak próg wyborczy zostanie przekroczony i będą mieli
reprezentację parlamentarną, wtedy uznali, że cały ten interes - w tym przede
wszystkim pieniądze - trzeba zagarnąć w całości, ignorując pozycję polityczną
i pomysły na działanie innych.
Ich zasadniczym zmartwieniem była dotacja z budżetu?
- Powiem więcej - nawet idąc do wyborów samorządowych, nie kierowali się
interesem państwa, ale tylko i wyłącznie politycznym efektem. Stąd cała ich
uwaga koncentrowała się na sejmikach, gdy tymczasem na poziomie gmin i
powiatów LPR zupełnie zaniedbała interesy obywateli. (...)