Gość: baba j.
IP: *.waw1.cyber-cafe.pl
31.05.03, 14:28
13 lat temu pewien mężczyzna zaręczył się z pewną kobietą. On - silny, zawsze
zarozumiały i pewny siebie. Ma mentalność damskiego boksera. Ona - drobna i
łatwowierna. We wszystkim mu ulega.
Nie układa się im najlepiej. On - przez 13 lat narzeczeństwa - okradł ją
prawie ze wszystkiego, odkupując od kobiety za bezcen prawie cały majątek z
wyjątkiem ziemi. Niezłe dochody czerpie teraz z tego majątku: fabryk, banków,
elektrowni itd. Większość jednak zamknął a pracowników wyrzucił na bruk. Ma w
końcu u siebie podobne fabryki i nie chce mieć żadnej konkurencji. No...
chyba że potrzeba taniej siły roboczej do najprostszych prac.
Teraz mężczyzna zgodził się wreszcie na ślub (bez możliwości rozwodu!). Mówi,
że chce budować lepszą przyszłość we wspólnym domu. Wraz ze zbliżaniem się
daty ślubu zaczął grozić swojej narzeczonej i po pijaku wyzywać od "oślic
trojańskich", dlatego że kobieta ciepło się wyraziła o swoim koledze zza
siedmiu gór, siedmiu rzek i jednego oceanu, który pokłócił się ostatnio z
narzeczonym. "Straciłaś niepowtarzalną okazję żeby siedzieć cicho" - dodał.
W posagu przyszły mąż ma dostać prawo do współdecydowania o resztkach majątku
kobiety. Nie bez racji twierdzi również, że większość należącej do
narzeczonej ziemi od wieków należała do JEGO przodków. Mówi, że dopiero 58
lat temu ziemię i to co się na niej znajduje "przywłaszczył sobie" dziadek
kobiety. Ale narzeczona nie zwraca uwagi na te skomplikowane zaszłości,
patrzy ufnie w przyszłość z nadzieją że małżeństwo scementuje wreszcie ich
związek. Ślub i huczne wesele ma trwać aż dwa dni: 7-8 czerwca 2003 roku!!!