Rodzina polska zagrożona

18.06.03, 01:35
Sterylizacja Polaków była częścią eksterminacyjnych programów hitlerowskich.
Czy oprzemy się temu zagrożeniu po ewentualnym wejściu do Unii Europejskiej,
zwłaszcza gdyby interesy Polski były tam reprezentowane przez postkomunistów?

wiecej jutro.......
    • Gość: widz i czytelnik Re: Rodzina polska zagrożona IP: *.web.thalamus.se 18.06.03, 01:51
      Do tego nie trzeba unijnej sterylizacji Polacy sobe sami dobrze rade daja: stres, alkohol, bezrobocie:)
      • Gość: Polak Re: Rodzina polska zagrożona IP: *.clvhoh.adelphia.net 18.06.03, 03:14
        Pierwsza rzecz ktorej sie naucza nasi "glosowaniem wybrani do Rzadu' jest
        uczciwosc. Nie uczciwosc, przekupstwo, smarowanie pod stolem, opadnie o 1000%.
        RYWIN to bedzie historia po komunistyczna. Cos podobnego nie zdarzy sie w Unii.


        Gość portalu: widz i czytelnik napisał(a):

        > Do tego nie trzeba unijnej sterylizacji Polacy sobe sami dobrze rade daja:
        st
        > res, alkohol, bezrobocie:)
        • Gość: blin Oj naiwniaczku... IP: 217.96.29.* 18.06.03, 09:21
          A słyszałes o Komisji niejakiego Santera? to wierzchołek korupcji w UE.
    • Gość: Pytak W ktorym kraju UE sterylizacja jest przymusowa ? IP: 130.94.106.* 18.06.03, 10:56
      Cos takiego moze wymyslic tylko pokraczna idiotka,ktorej
      cnota zezarla mozgowie jak rak.Przypominam ci, glupia
      cipo, ze przymusowa sterylizacje stosowana np. w
      katolickich irlandzkich przytulkow dla niedorozwinietych
      umyslowo kobiet, glupi babsztylu.
    • onatutrwa Re: Rodzina polska zagrożona cz1. 18.06.03, 14:03
      Rodzina polska zagrożona
      Zagrożenia i szanse współczesnej rodziny polskiej wynikają z postaw małżonków i
      ich sytuacji materialnej, obowiązujących przepisów prawnych, polityki rodzinnej
      państwa, zmian cywilizacyjnych, a także oddziaływania Kościoła, szkoły i
      mediów. Trudno stwierdzić, który z tych czynników wpływa najbardziej na
      kształtowanie kondycji rodziny polskiej. Łatwiej jest ocenić ich efekt na
      podstawie obiektywnych danych statystycznych i demograficznych. Warto więc
      podjąć próbę rozpoznania kondycji rodzin polskich na podstawie parametrów
      dotyczących m.in. liczby zawieranych małżeństw i ich trwałości, odsetki osób
      niezawierających małżeństw, wskaźników dzietności i przyrostu naturalnego,
      liczby wykonywanych tzw. aborcji, a także danych dotyczących struktury wiekowej
      społeczeństwa. Dla prawidłowej oceny aktualnej sytuacji warto też uwzględnić
      kierunki zmian tych parametrów w Polsce w porównaniu do innych krajów Europy i
      świata.

      Coraz mniej małżeństw
      Liczba zawieranych małżeństw ma bardzo istotny wpływ na rozrodczość
      społeczeństwa. W Polsce była ona rekordowo duża w 1975 roku, kiedy to zostało
      zawartych 330,8 tys. małżeństw. W kolejnych latach zmniejsza się ona
      sukcesywnie, osiągając w 1989 r. liczbę 255,7 tys., a w 2001 r. 195,2 tys. Przy
      tym większość zawieranych małżeństw ma charakter wyznaniowy, a mianowicie 67,6
      proc. w miastach i 82,3 proc. na wsiach. Wraz ze spadkiem liczby zawieranych
      małżeństw niestety pogarsza się również bilans małżeństw zawartych i
      rozwiązanych.
      W 1989 roku nadwyżka małżeństw zawartych nad rozwiązanymi wynosiła 22,6 tys., a
      w kolejnych latach została ona zastąpiona pogłębiającą się przewagą liczby
      małżeństw rozwiązanych, która w 2001 roku wynosiła 17,2 tys. Przy tym
      rozwiązywanie małżeństw następowało głównie z powodu śmierci jednego z
      małżonków.
      Liczba rozwodów w 1989 r. wynosiła 47,2 tys. Zmniejszyła się ona przejściowo na
      początku procesu transformacji ustrojowej, tuż po odzyskaniu niepodległości, do
      27,9 tys. w 1993 r. Niestety, następnie wzrosła, osiągając 45,3 tys. w 2001
      roku. W tym okresie zwiększyła się również liczba rozwodów w stosunku do 1000
      nowo zawieranych małżeństw, ze 185 w 1989 r. do 232 w 2001 r. Nadal jednak
      liczba rozwodów w Polsce jest stosunkowo mała w porównaniu z innymi krajami
      Europy.
      Pewną szansę dla ograniczenia liczby rozwodów daje wprowadzenie w 1999 roku
      instytucji separacji małżeńskiej, która stanowi alternatywę dla rozwodu i
      pozostawia możliwość pojednania małżonków.
      Niepokojąco zwiększa się odsetek osób niezawierających małżeństw. W 1989 r.
      wśród kobiet poniżej 50. roku życia było ich zaledwie 10 proc., a wśród
      mężczyzn w tym wieku 15 proc. Natomiast w 2001 roku odsetki te wzrosły w obu
      grupach do 42 proc.!
      Negatywne skutki niezawierania małżeństw dla liczby rodzonych dzieci należy
      zsumować z występowaniem przypadków bezpłodności małżeńskiej. Publikacje
      medyczne szacują, że dotyczy ona około 15 proc. wszystkich małżeństw. Osoby
      niezawierające w Polsce małżeństwa przed 50. rokiem życia i nieposiadające
      potomstwa wraz z małżeństwami bezpłodnymi stanowią bowiem w sumie około 50
      proc. ludzi w wieku rozrodczym. Trudno sobie wyobrazić, aby płodni małżonkowie -
      stanowiący mniej niż połowę społeczeństwa - mogli wyrównać niedobór urodzeń,
      spowodowany brakiem potomstwa przez drugą połowę. Tym bardziej nie można na to
      liczyć dlatego, że obserwujemy tendencję do zmniejszania dzietności małżeństw.
      W latach 1989-2001 nastąpiło zmniejszenie liczby dzieci pierwszej i drugiej
      kolejności o 27,6 proc., a liczba dzieci trzecich i czwartych zmniejszyła się
      aż o 52 proc.
      Niektórzy ludzie niezawierający małżeństwa żyją w konkubinatach. Przemawia za
      tym zwiększenie się liczby dzieci zrodzonych poza małżeństwem z 5 proc. w roku
      1985 do 13,1 proc. w 2001 roku. Przy tym dwa razy więcej rodzi się ich w
      miastach niż na wsiach. Brak jedności małżeńskiej zagraża funkcjom wychowawczym
      rodziny, co jest jedną z przyczyn upowszechniania się patologii społecznych.
      Jednakże sytuacja w Polsce i tak jest lepsza niż w większości pozostałych
      krajów europejskich, z wyjątkiem Włoch i Szwajcarii. Najgorsza pod tym względem
      sytuacja jest w Szwecji, gdzie ze związków pozamałżeńskich pochodzi około
      połowa dzieci.
      Konieczny jest zatem, oprócz zwiększenia dzietności małżeństw, wzrost liczby
      zawieranych małżeństw. Nie uzyska się tego bez podjęcia konsekwentnej i
      aktywnej polityki prorodzinnej, opanowania bezrobocia czy też rozwoju
      budownictwa mieszkaniowego.

      Brak zastępowalności pokoleń
      Wgląd w aktualną sytuację demograficzną daje ocena współczynników dzietności i
      przyrostu naturalnego ludności.
      Współczynnik dzietności określa średnią liczbę dzieci żywo urodzonych, jaka
      przypada na jedną kobietę w wieku od 15 do 49 lat. Dla osiągnięcia prostej
      zastępowalność pokoleń, w warunkach krajów cywilizowanych, konieczne jest
      uzyskanie wartości tego współczynnika na poziomie co najmniej 2,11-2,13.
      Spośród krajów europejskich tylko w Albanii zachowana jest prosta
      zastępowalność pokoleń. W Polsce, począwszy od 1962 roku, nie ma
      zastępowalności pokoleń ludności miejskiej, a od 1990 r. przeciętna rodzina
      polska (wraz z rodziną wiejską) zeszła do poziomu reprodukcji zawężonej, co
      oznacza, że pokolenie rodziców nie jest zastępowane przez pokolenie dzieci.
      Współczynnik dzietności w Polsce nadal dramatycznie obniża się i aktualnie
      wynosi 1,37. Jego wartość jest podobna jak w Niemczech (1,36), ale znacznie
      niższa niż we Francji (1,89), Irlandii i Norwegii (1,85), Danii (1,77) oraz w
      Szwecji (1,54). Ponadto należy podkreślić, że współczynnik ten w krajach Europy
      Zachodniej wykazuje znaczną stabilność, a nawet nieco poprawia się, natomiast
      dramatycznie obniża się we wszystkich krajach postkomunistycznych. W 2000 roku
      jego wartość wynosiła: na Ukrainie - 1,10 proc., w Rosji - 1,21, Czechach -
      1,14, Słowacji - 1,29, na Litwie - 1,27. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu
      trochę wyższe współczynniki dzietności w krajach Europy Zachodniej niż
      Wschodniej są spowodowane większą rozrodczością, mieszkających w tych krajach,
      licznych grup imigrantów z innych kontynentów.
      Zastępowalności pokoleń nie ma także w USA, Kanadzie, Australii i Japonii, a
      więc w zasadzie we wszystkich krajach rozwiniętych.

      • onatutrwa Re: Rodzina polska zagrożona cz 2. 18.06.03, 14:04
        Zerowy przyrost naturalny
        Współczynnik przyrostu naturalnego określa różnicę pomiędzy liczbą urodzeń i
        zgonów, zwykle przeliczaną na tysiąc mieszkańców.
        W latach 1983-2001 liczba urodzeń w Polsce zmniejszyła się o połowę, z 723,6
        tys. do 368,2 tys. Natomiast liczba zgonów w okresie powojennym zwiększa się
        systematycznie, z powodu wzrostu odsetka ludzi starych. Aktualnie liczba zgonów
        jest równa liczbie urodzeń. Jednakże niedobór urodzeń jest częściowo maskowany
        przez wydłużenie się średniego wieku życia kobiet i mężczyzn. W związku z tym
        mimo katastrofalnego stanu braku prostej zastępowalności pokoleń wartość
        wskaźnika przyrostu naturalnego w ostatnich kilku latach oscyluje w pobliżu
        zera i jeszcze nie nastąpiło istotne zmniejszenie się liczby ludności z tego
        powodu. Jednakże Narodowy Spis Powszechny z 2002 roku wykazał zmniejszenie się
        ludności Polski o mniej więcej 320 tys. z powodu straty migracyjnej. Realne
        jest zagrożenie sukcesywnym zmniejszaniem się rodzimej ludności Polski z powodu
        niedoboru urodzeń i zwiększenia się wielkości straty migracyjnej, która
        najprawdopodobniej wzrośnie w przypadku ewentualnego wejścia Polski do Unii
        Europejskiej.
        Współczynnik przyrostu naturalnego w Polsce jest niższy niż w krajach Europy
        Zachodniej, z wyjątkiem Niemiec, ale wyższy niż w krajach Europy Wschodniej i
        Środkowej, gdzie w większości krajów jest głęboko ujemny. Następuje tam
        systematyczne zmniejszenie liczby ludności. Ludność Europy w ostatnich latach
        zmniejsza się średnio o 1 osobę na tysiąc mieszkańców. Tymczasem ludność świata
        w 2001 roku zwiększyła się o 13 osób na tysiąc, a w końcu lat sześćdziesiątych
        zwiększała się o 20 osób na tysiąc mieszkańców w skali rocznej. Niedobór
        urodzeń w bogatych krajach jest uzupełniany przez migrację ludzi z innych
        kontynentów. Polska także może być atrakcyjnym krajem osiedlenia dla
        mieszkańców biedniejszych regionów świata. Aktualnie obserwujemy już takie
        zjawisko, ale jeszcze na małą skalę.

        Zamach na życie poczęte
        Bardzo duży wpływ na sytuację demograficzną ma także stosunek liczby tzw.
        aborcji do liczby urodzeń. Z roczników "Recent Demographic Development",
        publikowanych przez Radę Europy, wynika, że tylko w roku 2001 na naszym
        kontynencie wykonano w sposób "legalny" 4,9 mln tzw. aborcji, co w stosunku do
        liczby urodzeń daje wskaźnik 70. Najwięcej dzieci poczętych ginie w Rosji,
        gdzie wskaźnik liczby sztucznych poronień do porodów wynosi 154, na Ukrainie -
        127, na Białorusi - 111, w Estonii - 92, w Rumunii - 90, na Łotwie - 80, w
        Bułgarii - 75, na Węgrzech - 58. Najniższe wskaźniki stosunku liczby tzw.
        aborcji do porodów zanotowano w Austrii (3), Belgii i Holandii - 11, Hiszpanii -
        16 i w Niemczech - 18. Cyfry te są zatem kilka do kilkudziesięciu razy
        mniejsze niż w większości krajów postkomunistycznych, gdzie tzw. aborcje
        spełniają rolę podstawowej metody ograniczenia liczby urodzeń. I tak jednak te
        dane są przerażające.
        W Polsce w 2001 roku wykonano "legalnie" 124 tzw. aborcje, a urodziło się 368,2
        tys. dzieci. Liczby te zostały podane do wiadomości w rocznym Sprawozdaniu Rady
        Ministrów z wykonania ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku. Oznaczają one, że na
        100 tysięcy porodów wykonywano 34 tzw. zabiegi aborcji. Zatem niedobór urodzeń
        w Polsce aktualnie nie jest spowodowany tylko wykonywaniem tzw. aborcji.
        Należy natomiast wspomnieć, że "legalizacja sztucznych poronień" w 1956 roku, a
        zwłaszcza właściwe rozporządzenia wykonawcze spowodowały wówczas dramatyczny
        spadek liczby urodzeń w Polsce, który jest przyczyną współczesnego kryzysu
        demograficznego.

        Kłamstwa o tzw. podziemiu aborcyjnym
        Liczba tzw. aborcji w Polsce w stosunku do innych krajów Europy wymaga
        dokładniejszego omówienia. Jest to tym bardziej ważne, że zwolennicy
        legalizacji tzw. aborcji na żądanie twierdzą, iż istnieje duże podziemie
        aborcyjne. Proces zmniejszania się liczby wykonywanych tzw. aborcji rozpoczął
        się podczas prowadzenia ogólnonarodowej dyskusji, w której liczne grupy
        społeczeństwa domagały się uchwalenia ustawy chroniącej życie dziecka
        poczętego. Liczba "sztucznych poronień" zmniejszyła się ze 123 534 w roku 1987
        do 11 640 w roku 1992 (poprzedzającym wprowadzenie zmian ustawowych). Dane te
        zostały opublikowane w późniejszych Sprawozdaniach Rady Ministrów z wykonania
        ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku (ostatnie sprawozdanie w druku sejmowym nr
        808). Zatem dziesięciokrotne zmniejszenie się liczby "sztucznych poronień"
        dokonało się pod wpływem zmiany postaw ludzi wobec życia dziecka poczętego,
        jeszcze przed wprowadzeniem zmian ustawowych. Przyjęto wówczas do powszechnej
        świadomości, że dziecko poczęte jest istotą ludzką, która ma niezbywalne prawo
        do życia. Podjęte zostały wielokierunkowe działania, przez licznych ludzi
        dobrej woli - m.in. pracowników ochrony zdrowia - które wspierały ochronę
        dziecka poczętego oraz rozwiązywanie problemów kobiety w stanie błogosławionym.
        Ochrona ustawowa życia dziecka poczętego została zapisana w Ustawie z dnia 7
        stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach
        dopuszczalności przerywania ciąży. Ustawa ta wyeliminowała legalność
        wykonywania tzw. aborcji w przypadkach "trudnej sytuacji życiowej kobiety", co
        praktycznie oznaczało: na każde żądanie kobiety. Najważniejsze w całej ustawie
        są zasady zapisane w art. 1. ust. 1: "Każda istota ludzka ma od chwili poczęcia
        przyrodzone prawo do życia". Ustawa 2. głosi, że: "Życie i zdrowie dziecka od
        chwili jego poczęcia pozostają pod ochroną prawa".
        W dodanym do ustawy, zmienionym art. 149a kodeksu karnego, określono cztery
        wyjątki od tych zasad (§3). Według prawa, "nie popełnia przestępstwa" lekarz
        powodujący śmierć dziecka poczętego w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej w
        przypadku gdy:
        1) ciąża stanowiła zagrożenie dla życia lub poważne zagrożenie dla zdrowia
        matki,
        2) gdy śmierć dziecka poczętego nastąpiła wskutek działań podjętych dla
        ratowania życia matki albo dla przeciwdziałania poważnemu uszczerbkowi na
        zdrowiu matki,
        3) badania prenatalne wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu,
        4) zachodzi uzasadnione podejrzenie potwierdzone zaświadczeniem prokuratora, że
        do poczęcia doszło w wyniku czynu zabronionego.
        Należy podkreślić, że w żadnym z tych wyjątków ustawa nie nakazuje spowodowania
        śmierci dziecka poczętego. Zatem kompromisowe zapisy ustawy, chociaż nie
        wyrażają w pełni normy moralnej, ale stwarzają możliwość podejmowania w każdym
        przypadku działań, akceptowanych przez matkę, które są dla niej pomocne i
        ratują życie dziecka poczętego. Zostało więc utrzymane zagrożenie ustawowe dla
        pewnej grupy dzieci poczętych, ale także szansa ich ratowania.

        Skutki wprowadzenia ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r.
        Już w pierwszym roku jej obowiązywania, zaowocowała ona dalszym
        dziesięciokrotnym zmniejszeniem się liczby "sztucznych poronień", z 11 640 w
        1992 roku do 1240 przypadków w roku 1993.
        Wykonywanie "sztucznych poronień" ze względu na zagrożenie zdrowia i życia
        matki zwykle nie wynikało z przesłanek obiektywnych, tylko było wykładnikiem
        aktualnego poziomu świadczeń medycznych wobec kobiety spodziewającej się
        dziecka. Stąd naturalna była ambicja pracowników ochrony zdrowia w dążeniu do
        poprawy swoich kwalifikacji oraz jakości opieki nad kobietami spodziewającymi
        się dziecka, zwłaszcza w przypadkach "zwiększonego ryzyka". Mimo braku
        karalności pozbawienia życia dziecka poczętego kalekiego większość matek takich
        dzieci opowiadała się za ich życiem. Również lekarze byli świadomi sprzeczności
        tego wyjątku z kodeksem etyki lekarskiej, a także z faktem, że cała ich
        działalność zawodowa polega na służbie życiu ludzi, głównie chorych i kalekich.
        Musimy nadal mobilizować się do udzielenia skutecznej i wszechstronnej pomocy w
        każdym pojedynczym przypadku zagrożenia życia dziecka poczętego. Życzliwa rada
        i konkretna pomoc kobietom w ni
        • onatutrwa Re: Rodzina polska zagrożona cz 2. 18.06.03, 14:05
          Dowody wiarygodności zmniejszenia się liczby tzw. aborcji
          Zarzut o rozwoju podziemia aborcyjnego byłby prawdziwy, gdyby zwiększyła się
          liczba kobiet leczonych szpitalnie z powodu powikłań po poronieniach
          kryminalnych oraz przypadki zgonów kobiet z tego powodu. Nie ma bowiem żadnych
          przeszkód, aby takie kobiety zgłaszały się do leczenia, ponieważ w myśl ustawy,
          kobieta poddająca się wykonaniu "sztucznego poronienia" nie podlega żadnej
          karze. Dane ze sprawozdania rządowego wykazują przeciwne zjawisko. Otóż, w
          ostatnim dziesięcioleciu wybitnie zmniejszyła się liczba zgonów kobiet
          związanych z ciążą i porodem: z 80 przypadków w 1991 roku do 25 przypadków w
          2000 roku.
          Nie jest także prawdą, aby jakaś większa liczba tzw. aborcji mogła być ukrywana
          przez nieuczciwych lekarzy pod nazwą poronień samoistnych. Bowiem liczba
          poronień samoistnych w latach 1987-2001 zmniejszyła się z 66 751 do 40 559,
          równolegle ze zmniejszeniem się liczby porodów, tak że stosunek poronień
          samoistnych do porodów w obu tych latach wynosił 11 proc., a w międzyczasie
          wahał się o ułamki procenta.
          Nie ma danych prokuratury i policji dostarczających dowodów na zwiększenie
          podziemia aborcyjnego po wprowadzeniu ustawy z 1993 roku.
          Kłamliwy argument o dużym podziemiu aborcyjnym był używany w uzasadnieniu
          zmiany ustawy z 7 stycznia 1993 r., która została uchwalona 30 sierpnia 1996
          roku przez zdominowany przez SLD Sejm, a następnie podpisana przez prezydenta
          Kwaśniewskiego. Na szczęście Trybunał Konstytucyjny orzekł jej niezgodność z
          Konstytucją, tak że obowiązywała tylko w 1997 roku, przyczyniając się do
          zwiększenia liczby tzw. aborcji z 505 w 1996 r. do 3047 (w tym 2524 "z powodu
          ciężkich warunków życia"). Zatem ten SLD-owski "eksperyment" przyzwalający na
          wykonywanie tzw. aborcji "w ciężkich warunkach życiowych lub w trudnej sytuacji
          osobistej kobiety" udowodnił, że zmieniła się mentalność Polaków i ujawnił, że
          poglądy zwolenników aborcji o rozwoju dużego podziemia aborcyjnego są mitem
          zgodnym z myśleniem życzeniowym. Ustawa z 1993 roku - choć jeszcze
          niedoskonale - chroni więc zarówno życie dziecka poczętego, jak i zdrowie matki.

          Dlaczego mniej poczęć?
          W jaki sposób doszło do zmniejszenia się liczby porodów, mimo zmniejszenia się
          liczby tzw. aborcji?
          Jak wynika z Ankiet Macierzyństwa, w latach 1984-2001 zwiększyło się stosowanie
          innych sposobów ograniczających liczbę urodzeń. Około 2,5-krotnie zwiększyło
          się stosowanie metody termicznej/owulacyjnej (z 8,6 proc. do 21,3 proc.).
          Niestety, na skutek akcji propagandowej wielu środowisk feministycznych i
          liberalnych około 5-krotnie zwiększył się też odsetek osób stosujących
          prezerwatywy (z 6,6 proc. do 35,9 proc.) oraz tzw. hormonalne tabletki
          antykoncepcyjne (z 3,6 proc. do 17,2 proc.). Należy jednak podkreślić, że
          metody naturalnego planowania rodziny nadal są stosowane przez większy odsetek
          osób niż hormonalna antykoncepcja.
          Podsumowując, należy wskazać na niedostateczne upowszechnianie współczesnych
          metod naturalnego planowania rodziny, które w przypadku właściwego stosowania
          są bardziej efektywne od "kalendarzyka", prezerwatyw, stosunków przerywanych i
          wkładek wewnątrzmacicznych, a nie powodują ich negatywnych efektów (zwłaszcza
          skutków ubocznych stosowania tabletek hormonalnych). Ponadto naturalne metody
          planowania rodziny pomagają w kształtowaniu pozytywnych postaw wobec posiadania
          potomstwa, a stosowanie środków antykoncepcyjnych wiąże się z przyjęciem postaw
          antynatalistycznych. Takie postawy, przeciwne posiadaniu potomstwa, zagrażają
          przyszłości demograficznej Polski i jednocześnie stwarzają klimat przychylny
          dla wprowadzenia tzw. aborcji na żądanie w przypadku niepowodzenia
          antykoncepcji, jak to ma miejsce prawie we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
          Należy podkreślić, że tzw. hormonalne środki antykoncepcyjne, w przypadkach
          stosowania niskich dawek hormonów, a także gdy zawiedzie mechanizm ich
          działania antykoncepcyjnego, wywierają efekt wczesnoporonny. Zatem ich
          stosowanie przez 17 proc. Polek może spowodować nierozpoznaną śmierć nawet
          kilkuset tysięcy dzieci poczętych we wczesnym okresie (około 7-8 dnia) ich
          życia zarodkowego.
          Z tych wszystkich względów nagląca jest sprawa zintensyfikowania działań
          zmierzających do upowszechnienia metod naturalnego planowania rodziny.

          Trwałe ubezpłodnienie, czyli sterylizacja
          Sterylizacja, czyli trwałe pozbawienie zdolności płodzenia jest traktowane
          m.in. przez polski kodeks karny jako ciężkie uszkodzenie ciała, na równi z
          pozbawieniem wzroku, słuchu, mowy (art. 156 § 1 pkt 1). Niestety, w skali
          światowej sterylizacja stanowi jeden z najczęściej stosowanych sposobów
          ograniczenia liczby urodzeń. Jest ona niejednokrotnie narzucana biedniejszym i
          słabszym członkom społeczeństw, a także całym narodom.
          Według raportu "Population Reference Bureau", sterylizacja jest stosowana w
          krajach rozwijających się u 22 proc. kobiet i u 6 proc. mężczyzn, a w krajach
          rozwiniętych te odsetki wynoszą odpowiednio 11 i 4 proc. W niektórych krajach
          sterylizacja nie jest stosowana, ale w innych odsetki te są znacznie większe,
          np. w Indiach i w Chinach wysterylizowanych jest 1/3 zamężnych kobiet, a w
          Brazylii 44 proc. Są to wielomilionowe rzesze okaleczonych kobiet i liczne
          rzesze mężczyzn.
          Sterylizacja Polaków, i w ogóle Słowian, była częścią eksterminacyjnych
          programów hitlerowskich. Także władze komunistyczne już od dawna przygotowywały
          się do wprowadzenia w Polsce sterylizacji "na życzenie osoby zainteresowanej".
          Zostało to oficjalnie sformułowane we "Wstępnym projekcie ustawy o ochronie
          zdrowia" z lipca 1980 roku (art. 134). W realizacji tych niecnych projektów
          przeszkodził zryw solidarnościowy, w tym także oprotestowanie tej zbrodniczej
          propozycji w "Memoriale w sprawie planowania rodziny w Polsce". Czy oprzemy się
          temu zagrożeniu po ewentualnym wejściu do Unii Europejskiej, gdzie sterylizacja
          została już wprowadzona, zwłaszcza gdyby interesy Polski były tam
          reprezentowane przez postkomunistów?

          Starzenie się społeczeństwa
          Według ONZ, społeczeństwo uznaje się za stare, jeżeli ludzie w wieku 65 i
          więcej lat stanowią co najmniej 7 proc. W Polsce w 1989 roku ludzie w tym wieku
          stanowili już 10 proc. społeczeństwa, a w roku 2001 - 12,5 proc. ludności. Do
          osób nieczynnych zawodowo należy oprócz osób obydwu płci w wieku powyżej 65.
          roku życia także większość kobiet w wieku powyżej 60 lat. Ta grupa osób w
          Polsce stanowi 14,9 proc. i jest równa odsetkowi osób w wieku poprodukcyjnym w
          Europie Zachodniej, który obejmuje tam ludzi w wieku powyżej 65. roku życia.
          Skutki starzenia się społeczeństw Zachodu są łagodzone przez ich bogactwo,
          pozwalające na zabezpieczenie materialne starości i opiekę pielęgnacyjną nawet
          przez ludzi z zagranicy, m.in. z Polski. Jednakże postępująca ateizacja tych
          społeczeństw i uznawanie nadrzędności kapitału nad człowiekiem prowadzi do
          legalizacji eutanazji. Narusza ona najbardziej fundamentalne prawo każdego
          człowieka do życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Uzasadniona jest
          obawa, że eutanazja, zalegalizowana już w kilku państwach Unii Europejskiej,
          może być narzucana nowym jej członkom, zwłaszcza przeżywającym ciężkie problemy
          ekonomiczne.
          Struktura wiekowa ludności Polski cechuje się wyraźnym niedoborem liczebności
          roczników urodzonych w okresie promocji ustawy aborcyjnej - w latach
          sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - oraz zmniejszającym się z roku na rok
          odsetkiem dzieci urodzonych w ostatnich kilkunastu latach. Aktualnie dzieci
          poniżej 15. roku życia stanowią 19 proc. ludności Polski. Jest to odsetek nieco
          większy niż w skali całej Europy, gdzie stanowią one 17 proc. ludności, ale
          znacznie niższy niż w skali całego świata, gdzie stanowią one 30 proc. ludności.

          Co po wejściu do Unii?
          Zmniejszanie się z roku na rok liczby dzieci stwarza w Polsce groźniejszą
          sytuację niż w
Pełna wersja