Polska kabaretowa

26.07.07, 11:34
Jacek Żakowski w najnowszej POLITYCE (2007, nr 30):
(...) Gdyby rzecz działa się w kinie, a nie w naszym najprawdziwszym życiu,
prawie codziennie pękalibyśmy ze śmiechu. Bo na oczach całego społeczeństwa
bracia Kaczyńscy (ksywka drapieżne kaczory) udają braci Marx, zaś Roman
Giertych z Andrzejem Lepperem (ksywka lis chytrus) grają Flipa i Flapa. A
przecież najwyższe koalicyjne kręgi nie są osamotnione w swoich komediowych
czy kabaretowych zapędach. Na niższych kregach władzy bez trudu można znaleźć
innych naśladowców największych komików: Leslie Nielsena, Jima Carreya,
Charlie Chaplina, Louisa de Funesa.
Trochę mi jest smutno, że ilekroć zobaczę Zbigniewa Wassermanna,
konstytucyjnego ministra w rządzie, nie mogę się opędzić od skojarzenia z
głównym bohaterem "Nagiej broni 33 i 1/3", który za wszelką cenę chce
uratować świat niczego nie kapując i bezwiednie demolując wszystko wokół
siebie. Przepraszam Pana Boga, że ile razy widzę marszałka Ludwika Dorna,
przypomina mi się Jim Carrey zamknięty w wymyślonym świecie z "Truman Show".
To wrażenie mocno się nasiliło, od kiedy dzięki Mariannie Rokicie, słynnej
posiadaczce seksrekordu Polski, poznaliśmy ekstrawaganckie seksualne zwyczaje
Marszałka, który ostatnio tak pięknie opowiadał o swojej intelektualnej
drodze do nawrócenia. Przykro mi, ale ile razy słyszę ministra Macierewicza
przejętego misją nawrócenia świata i nieustannie miotającego wokół
podejrzliwe spojrzenia, przypominają mi się sceny z "Żywotu Briana".
Gdy patrzę na ministra Ziobrę, coraz wyraźniej widzę lokalną kopię Chaplina
w "Dyktatorze" (nie chodzi tylko o grzywkę), a kiedy słyszę o sukcesach CBA,
odkrywam czytelne inspiracje ze "Szpiegów takich jak my". Nad nimi wszystkimi
unosi się zaś nieśmiertelny Miś, który teraz nazywa się IV RP.
Krótko mówiąc, coraz trudniej jest mi się oprzeć wrażeniu, że w polskiej
polityce grecki dramat lat 90. i zagmatwaną mieszczańską powieść pierwszych
lat tego stulecia wyparła poetyka prostego slapsticku. Na przykład ostatnio
bracia Marx osaczają Flipa i Flapa agentami w rajtuzach. W odpowiedzi Flip i
Flap prują rajtuzy agentom oraz braciom. (...)
Rok temu oni wszyscy ze swoją władzą, ze stojącym za nimi potężnym aparatem
państwa, ze szwadronami oddanych wyznawców, z wszystkimi swoimi zaklęciami,
planami, retorycznymi chwytami zdawali się wręcz śmiertelnie groźni. Co można
poradzić, że przez ten rok z okładem stali się już niemal śmiertelnie
śmieszni? To nie znaczy, że przestali być groźni. Są groźni w dalszym ciągu.
Bo mają władzę, w dużym stopniu kontrolują państwo, na swoje szaleństwa
wydają nasze pieniądze, prawie każdego dnia coś rozmontują, zepsują albo
wysadzą w powietrze. Ale już przestali być poważni. Za dużo było tej grozy.
    • alexanderson Ciąg dalszy (1) 26.07.07, 11:37
      Nie chodzi tylko o to, że prezydent uważa za stosowne publicznie ogłaszać stan
      swoich towarzyskich relacji z różnymi osobami (...). Nie chodzi też o to, że od
      dwóch lat wciąż w Polsce debatujemy (i to na najwyższym, a nawet
      międzynarodowym szczeblu), kto kogo obraził i kto powinien przepraszać. Jest to
      wprawdzie objaw infantylności, temat typowy dla wczesnego stadium okresu
      dojrzewania, kiedy dziewczęta i chłopcy zaczynają się uczyć samodzielnego
      (czyli bez udziału dorosłych) układania relacji w grupach rówieśnicczych, ale
      katastrofa to nie jest. Ciągłe przepraszanie i nieustanne żądanie przeprosin
      jako stały przedmiot politycznej debaty jest nieznanym w cywilizowanych krajach
      wynalazkiem ostatniej epoki polskiej polityki, ale na tle naszej sytuacji jest
      to raczej drobiazg.
      Chodzi o sprawy naprawdę poważne dla egzystencji tysięcy czy milionów ludzi. Na
      przykład premier sporo osób w Polsce bardzo mocno przestraszył, kiedy w
      odpowiedzi na poparcie opozycji dla strajku pielęgniarek zapowiedział
      wprowadzenie podatku dla najbogatszych. Miało być nawet referendum w tej
      sprawie. (...) Publicyści rozpoczęli spory (...) społeczeństwo przyjęło
      zapowiedź premiera z należną wypowiedzi szefa rządu powagą. Ale on nie. Parę
      dni później oświadczył, że już się rozmyślił.
      Drugi brat, prezydent, pojechał do Waszyngtonu i po przelotnej pogawędce z
      politycznie tonącym prezydentem Bushem oświadczył, że sprawa tak zwanej tarczy
      jest już przesądzona. Obserwatorów wprawił tym w osłupienie. Bo tarcza nie jest
      przesądzona nawet w Ameryce. Publicznie padło więc pytanie, czy Polska została
      przez Busha zwasalizowana. W Warszawie i w całej Europie komentatorzy i
      analitycy zastanawiali się, co to może znaczyć. (...) Ale wszystko na nic.
      Nazajutrz prezydent podjął polemikę sam z sobą i tłumaczył światu, że wszelkie
      sugestie, jakoby sprawa była przesądzona, są nieuprawnione.
      Setki lub tysiące ludzi na całym świecie zaczęły teraz zadawać sobie pytanie,
      co się takiego stało w ciągu tych 24 godzin. (...) Krótko mówiąc, próbowaliśmy
      zgadnąć, co w istocie prezydent miał na myśli? Ale znów była to zupełnie
      niepotrzebnie stracona energia. Bo wszystko wskazuje, że prezydent nic nie miał
      na myśli i nic nie chciał powiedzieć. Prezydent po prostu mówił, bo chciał coś
      mówić.
      Sprawa jest poważna. Słowa premiera i prezydenta, a nawet ministrów przywykło
      się w cywilizowanym świecie traktować poważnie. Sęk w tym, że oni sami siebie,
      nas i swoich słów poważnie nie traktują. Minister Fotyga posunęła się nawet do
      tego, że embargo na mięso nazwała wypowiedzeniem wojny. Świat by się pewnie
      zatrząsł, gdyby nie to, że w ważnych ambasadach już wcześniej zrobiono jej
      portret psychologiczny. Wobec słowa wojna w ustach ministra spraw zagranicznych
      zgłoszony przez premiera pomysł wypowiedzenia traktatu polsko-niemieckiego to
      po prostu drobiazg. Na szczęście minął równie szybko, jak się na scenie
      politycznej pojawił.
      • alexanderson Ciąg dalszy (2) 26.07.07, 11:39
        Pewnie powinniśmy już nareszcie przywyknąć, że najwyżsi urzędnicy tylko tak
        sobie mówią różne rzeczy. Bo oni się nie przywiązują do tego, co powiedzieli.
        Problem polega na tym, że nawet uważnym obserwatorom trudno jest odróżnić, co
        mówią poważnie, a co tylko tak sobie. Idee brzmiące zupełnie poważnie okazują
        się bowiem tylko luźno rzuconymi słowami, a pomysły najbardziej księżycowe
        nieoczekiwanie szybko stają się obowiązującym prawem.
        U braci Kaczyńskich tak było chyba zawsze. Kto dziś jeszcze pamięta, że będąc w
        opozycji opowiadali o Wielkiej Komisji Prawdy i Sprawiedliwości, której
        powołanie byłoby oczywiście sprzeczne z konstytucją, albo obiecywali, że w
        cztery lata zbudują trzy miliony mieszkań? Nie wiadomo, dlaczego akurat trzy, a
        nie pięć albo dwa i pół. Ale tak mówili. Specjalnie ich to nie wyróżniało, bo
        będąc w opozycji politycy często mówią głupstwa (...). Problem polega na tym,
        że PiS jest pierwszą partią, a bracia pierwszymi przywódcami niepodległej
        Polski, którzy nie zauważyli, iż obejmując władzę przestali być w opozycji.
        (...) Po blisko dwóch latach faktycznego rządzenia sporym europejskim krajem
        polski premier nadal nie rozumie, a może raczej uparcie odmawia zrozumienia, że
        mając taką władzę trzeba się wypowiadać i działać rozważnie i odpowiedzialnie.
        Wciąż, jak Piotruś Pan, buja więc w opozycyjnych politycznych obłokach, marzy i
        opowiada, co śni albo widzi oczami duszy swojej. W tym sensie wielką metaforą
        obecnego rządu był napis "38 lat temu człowiek wylądował na Księżycu"
        umieszczony przez wydawcę TVN24 na tzw. pasku podczas transmisji rocznicowej
        konferencji premiera. Coraz częściej staje się oczywiste, że mamy władzę z
        Księżyca.
        Przepraszam za zrzędzenie, ale politykę traktuję śmiertelnie poważnie. Bo
        politycy nie tylko w czasie wojny decydują o naszym życiu i śmierci. Od nich
        zależy, czy pogotowie dojedzie na czas, czy bandyci wyrzucą nas z pociągu albo
        wbiją nam nóż na ciemnej ulicy, jakie będziemy dostawali emerytury, ile będą
        kosztowały lekarstwa. Dlatego od ministra, posła, wojewody, a nawet od
        prezydenta nie oczekuję ani pięknej biografii, ani nieposzlakowanej opinii. Nie
        chcę od nich nic więcej niż kompetencji, pracowitości, inteligencji,
        odpowiedzialności i w miarę możliwości niezawracania mi głowy. Nie po to na
        kogoś głosuję, by mi urządzał spektakle w telewizji, tylko po to, żeby dał mi –
        i nam wszystkim, naszym dzieciom, wnukom i prawnukom – szansę możliwie
        najlepszego życia. Od tego są politycy. (...)
        W Polsce – zwłaszcza ostatnio – sprawy ułożyły się jednak inaczej. Polityka
        stała się strefą przyjmującą coraz bardziej kabaretowe, komediowe czy
        groteskowe formy publicznej swawoli, mającej zaspokoić wybujałe potrzeby
        rozbuchanych ego rozmaitych osób o bardzo dziwnych konstrukcjach emocjonalnych.
        Jadwiga Staniszkis powiedziała ostatnio, że w premierze Kaczyńskim "walczy
        piękna umysłowość ze złą emocjonalnością". To dotyczy dużej części świata
        polityki. Z tym, że "piękna umysłowość" jest zjawiskiem nieporównanie rzadszym
        od "pięknego umysłu" i dużo mniej znaczącym niż coraz groźniejsza różnego
        rodzaju "zła emocjonalność". To, że z tygodnia na tydzień władza staje się
        coraz bardziej śmieszna, wcale już nie jest śmieszne. Bo ta władza wciąż ma nad
        naszym życiem pewną władzę.
    • warczacy_z_wilkami Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 11:38
      niestety w życiu nie tak łatwo zmienić płytkę na inną, z lepszymi aktorami
    • koperczak5 Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 12:40
      Artykuł znakomity, ale smutny. Jakoś nie widać wyjścia z zaułka, w który PiS
      wepchnął Polskę.
      • pisuarro Re: Artykuł znakomity 26.07.07, 15:55
        Owszem.



        P.S. Niepotrzebnie tylko pojechał z tą Marianną Rokitą; niech potem nie beczy,
        gdy ktoś się bliżej przyjrzy jego alkowie.
        • alexanderson Re: 26.07.07, 17:34
          Tu chodzi o połączenie Marianny Rokity (i jeszcze wielu innych wcześniej
          znanych ekscesów) z uniesieniami pana marszałka nad własnym nawróceniem.
          • pisuarro Re: Tu chodzi o 26.07.07, 17:45
            Daruj sobie, doskonale wiem o co chodzi (a że Dorn jest hipokrytą, to inna
            sprawa...)
    • wanda43 Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 17:46
      Oskar dla Kaczynskich!!!!


      Żakowski ma racje, na naszych oczach rozgrywa sie komedia nad komedie.
      A my sie smiejemy. Przez łzy niestety.
    • wanda43 Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 17:46
      Oskar dla Kaczynskich!!!!


      Żakowski ma racje, na naszych oczach rozgrywa sie komedia nad komedie.
      A my sie smiejemy. Przez łzy niestety.
    • venus99 Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 17:50
      najweselszy barak Watykanu?
      • wanda43 Re: Polska kabaretowa 26.07.07, 18:11
        yes,yes,yes !!!!!!!
Pełna wersja