roterupel
29.08.07, 11:25
Magdalena Środa, filozof, etyk
Jestem przeciw mundurkom z dziewięciu powodów. Po pierwsze: nie
znoszę hipokryzji. Mundurek niczego nie wyrówna, nie zaprowadzi ani
równości, ani sprawiedliwości społecznej, bo dzieci, które chcą się
wyróżniać i dominować bogactwem, i tak będą to robić poprzez inne
elementy stylu bycia.
Po drugie: nie znoszę autorytaryzmu. Z czasów komunizmu pozostała mi
niechęć do władzy, która interesuje się życiem osobistym (lub jego
częściami składowymi). Strój szkolny (poza pewnymi elementami w
rodzaju tarczy) jest sprawą osobistą.
Po trzecie: cenię sobie indywidualizm, nawet ten wyrażony tylko w
stylu bycia. Jak mówił J.S. Mill, dobrobyt rodzi się w
społecznościach, gdzie panuje wolność, i to zarówno od woli innego
człowieka, jak i od opinii publicznej. Tej wolności trzeba się uczyć
od dziecka.
Po czwarte: nie znoszę uniformów, urawniłowki, szarości,
jednolitości i wojskowości. Mundur, mundurek, garnitur, więzienny
pasiak i habit wywołują u mnie repulsję. Bo każdy z nas jest
wyjątkowy i nie powinniśmy naśladować termitów oraz innych owadów
błonkoskrzydłych, które przyroda stworzyła w innym celu niż ludzi.
Po piąte: cenię sobie samorządność i uważam za złą praktykę
centralizowanie decyzji dotyczących majtek, kapci, fartuszków i
innych elementów odzieży przez szczebel ministerialny. O stroju
szkolnym powinny decydować władze szkoły, rodzice i dzieci.
Po szóste: uważam, że dziecko jest podmiotem posiadającym prawa. W
dodatku dla dziecka ważne jest to, w co się ubiera, uważam więc, że
dzieci - poprzez debatę - powinny wspólnie ustalić, w czym chcą
chodzić do szkoły. Nie chodzi o rewię mody, tylko o naukę
samorządności.
Po siódme: jestem za tradycją, która traktuje mundurek jako element
przynależności do pewnej wyróżnionej szkolnej wspólnoty. Mundurek
może być przedmiotem dumy, ale tylko wtedy, gdy jest - zarazem -
przedmiotem wyboru, to znaczy gdy wybiera się szkołę, gdzie panuje
tradycja mundurków.
Po ósme: coroczny wydatek na mundurek (bo dzieci szybko rosną),
zwłaszcza w wielodzietnej rodzinie, jest z pewnością niemałym i
zupełnie niepotrzebnym obciążeniem domowego budżetu. Lepiej kupić
dziecku "Ferdydurke" Gombrowicza lub "W oparach absurdu"
Słonimskiego, żeby lepiej rozumiało świat, który je otacza.
Po dziewiąte: chcę zapomnieć o tym kompromitującym epizodzie w
dziejach polskiej szkoły. I niechaj dzieci od tej pamięci też będą
wolne.