leje-sie
31.08.07, 16:12
i komunikacyjnych w Polsce.
W krajach nawet średnio zaawansowanych cywilizacyjnie przyjętą procedurą
wzywania świadków i oskarżonych na przesłuchania jest wysłanie im listu
poleconnego z odpowiednim wyprzedzeniem. O transport do siedziby odpowiedniego
organu (sądu lub policji) starają się we własnym zakresie).
W innych jeszcze państwach pozwy dostarczają specjalni doręczyciele,
wyręczając w tym zakresie listonoszy.
Owszem, zdarza się, że niektórych podejrzanych zatrzymuje się na krótki okres
do czasu postawienia zarzutów prokuratorskich, ale dotyczy to jedynie
osobników złapanych z bronią w ręku lub w inny sposób szczególnie niebezpiecznych.
Podejrzanym, których można podejrzewać o ucieczkę z kraju, czasami zabiera się
paszporty lub wydaje nakaz nieopuszczania miejsca zamieszkania.
Co jednak z tymi, którzy złośliwie uchylają się od stawiennictwa? Najgorszą
sankcją (to nie sankcja, wiem), jaka może ich spotkać są odwiedziny
dobrodusznego policjanta oferującego podwodę. Zazwyczaj wystarcza.
Podejrzani odpowiadają zazwyczaj z wolnej stopy. Doprawdy trzeba sobie mocno
zasłużyć, by zostać osadzonym w areszcie - a wtedy czas osadzenia jest
określony i nie wolno go przekroczyć, co mobilizuje organy ścigania do
wytężonej i wydajnej pracy.
Z narastającym zdumieniem dowiaduję się, że zatrzymania i tymczasowe
aresztowania są stosowane rutynowe w państwie rządzonym przez partię mającą w
nazwie prawo i sprawiedliwość.
Nie znajduję innego wytłumaczenia tego zjawiska, jak niedomagania polskiej
poczty, która nie nie jest w stanie dostarczyć na czas wezwania do sądu lub na
przesłuchanie i zapaść miejskich przedsiębiorstw komunikacji nie potrafiących
bezpiecznie i terminowo dostarczyć delikwentów na miejsce.
Te karygodne usterki powinny stać się przedmiotem natychmiastowego
zainteresowania najwyższych organów państwowych, a winni zaniedbań pociągnięci
do odpowiedzialności służbowej, do utraty stanowiska włącznie.
Zadanie jak ulał dla młodego i rzutkiego Prokuratora Generalnego - nie sądzicie?