Prokurator Olejnik wyjaśnia

10.07.03, 08:49
Prokurator Olejnik zeznawał dzisiaj przed Moniką Olejnik. Podał argumenty,
którym prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie Rywina go przekonali, że
Kwiatkowskiemu nie można postawić zarzutów:
- bo Rywin jest niewiarygodny
- bo kontekst pokazywania nazwiska Kwiatkowskiego był różny
Rzeczywiście, żelazne argumenty.

Na koniec Olejnik zapytała czy miał telefony od polityków w sprawie Rywina.
Na żadne z trzech pytań nie odpowiedział wprost ("pani Moniko, ja wykonując
swoją służbę kontaktuję się z wieloma osobami"). Brzmiało to jak "prawdy
powiedzieć nie mogę a skłamać nie chcę". No chyba, że prokurator jest trochę
nierozgarnięty i nie wie, że na takie pytanie - jeśli nie miał telefonów -
nalezy odpowiedzieć precyzyjnie i stanowczo bo wszelkie niedopowiedzenia
stawiają go w nieciekawym świetle.
    • Gość: don Pedro Re: Prokurator Olejnik wyjaśnia IP: *.biaman.pl 10.07.03, 08:54
      jest nierozgarniety.
      • kataryna.kataryna Re: Prokurator Olejnik wyjaśnia 10.07.03, 08:55
        Gość portalu: don Pedro napisał(a):

        > jest nierozgarniety.


        Bratek?
        • Gość: bingo ... IP: *.biaman.pl 10.07.03, 09:11
        • Gość: ewa Re: Prokurator Olejnik wyjaśnia IP: 212.87.3.* 10.07.03, 09:12
          Jest wystarczajaco rozgarniety by wiedziec ze kolegow
          Kwiatkowskiego lepiej sie nie czepiac bo mozna szybko
          stracic posade. Nie tlumacze go ale mysle ze chcac
          zachowac stanowisko, a majac telefony od politykow
          umoczonych w sprawe, to on nie bardzo mogl cos innego
          odpowiedzedz. No i wydaje mi sie ze nie tylko on ma
          naciski w sprawie Rywin-Kwiatkowski. Nowi czlonkowie Rady
          nadzorczej TVP tez juz sa coraz mniej skorzy do
          odwolywania Roberta. Kilka dni temu w Rzepie byla
          wypowiedz jednego z tych bardziej liberalnych 'ze sa
          pilniejsze sprawy'.
          ewa
          • kataryna.kataryna Re: Prokurator Olejnik wyjaśnia 10.07.03, 09:19
            Gość portalu: ewa napisał(a):

            > Jest wystarczajaco rozgarniety by wiedziec ze kolegow
            > Kwiatkowskiego lepiej sie nie czepiac bo mozna szybko
            > stracic posade. Nie tlumacze go ale mysle ze chcac
            > zachowac stanowisko, a majac telefony od politykow
            > umoczonych w sprawe, to on nie bardzo mogl cos innego
            > odpowiedzedz.


            Też zrozumiałaś, że jednak ktoś do niego dzwonił? Zgadzam się, że jeśli tak
            było, Olejnik nie mógł inaczej odpowiedzieć (chociaż gdyby się jeden z drugim
            odważyli mówić, może kiedyś byłoby normalnie).


            No i wydaje mi sie ze nie tylko on ma
            > naciski w sprawie Rywin-Kwiatkowski. Nowi czlonkowie Rady
            > nadzorczej TVP tez juz sa coraz mniej skorzy do
            > odwolywania Roberta. Kilka dni temu w Rzepie byla
            > wypowiedz jednego z tych bardziej liberalnych 'ze sa
            > pilniejsze sprawy'.
            > ewa


            Bo oni (grupa tw) się uparli na wersję, że Rywin był sam, blef biznesowy,
            sytuacja pachnąca absurdem i w ogóle nie ma o czym gadać. I albo jest tak, że
            są na tyle głupi, że wolą pchać na siłę wersję całkowicie nie do przyjęcia dla
            większości obserwatorów, nie zdając sobie sprawy jak drogo kosztują (prędzej
            czy później) takie ordynarne matactwa. Druga wersja jest taka, że bronią
            Kwiatkowskiego, bo jest na tyle mocny a więzi z resztą grupy na tyle łatwe do
            zidentyfikowania, że gdyby on poleciał, za wielu innych może za sobą pociągnąć
            więc go bronią jak mogą.
            • hkreuz Czy Rywin mógł być sam 10.07.03, 10:00
              kataryna.kataryna napisała:

              > Bo oni (grupa tw) się uparli na wersję, że Rywin był sam, blef biznesowy,
              > sytuacja pachnąca absurdem i w ogóle nie ma o czym gadać. I albo jest tak, że
              > są na tyle głupi, że wolą pchać na siłę wersję całkowicie nie do przyjęcia
              dla większości obserwatorów, nie zdając sobie sprawy jak drogo kosztują
              (prędzej czy później) takie ordynarne matactwa. Druga wersja jest taka, że
              bronią
              > Kwiatkowskiego, bo jest na tyle mocny a więzi z resztą grupy na tyle łatwe do
              > zidentyfikowania, że gdyby on poleciał, za wielu innych może za sobą
              pociągnąć więc go bronią jak mogą.



              Na to pytanie można udzielić odpowiedzi po przeanalizowaniu systemu wyborczego
              i zależności jakie ten determinuje oraz odpowiedź na pytanie, czy w ogóle można
              kupić ustawę, skoro jest 460 posłów, i jak.

              Dotychczasowa ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że to lider partii
              dokonuje wyborów posłów (ustala listę kandydatów), natomist wyborcy tylko
              głosują, ale nie wybierają.
              Skutkuje to tym, że:
              1/ lider partii np. L.Miller, ma swoich posłów ponieważ to on ich zrobił
              posłami.
              2/ posłowie wybrani przez lidera partii nie chcą się mu narazić, ponieważ to od
              niego zależy, czy obecny poseł załapie się na listę lidera na następne wybory.
              3/ lider Partii, taki jak Car rozdaje również pomniejsze przywileje.

              W tej sytuacji posłowie większości parlamentarnej są całkowicie uzależnieni o
              lidera partii, a więc głosują też tak jak on sobie zażyczy.
              Jeżeli tak, to oczywistym jest, że dla przegłosowania dowolnej ustawy
              koniecznym jest dogadanie się z liderem Partii.
              Pozwyższe daje odpowiedź na to, czy można, od kogo i jak kupuje się ustawę.

              Uniezależniając wybór posłów od lidera partii np. poprzez zmianę ordynacji
              wyborczej na JOW, znacząco utudniłoby takie działania, bowiem do sejmu weszliby
              ludzie bez namaszczenia lidera, a z woli wyborców. Zatem poseł byłby bardziej
              uzależniony od wyborców jak od szefa parii, a zatem ten miałby mniejszy na
              niego wpływ.
Pełna wersja