Kacczyści zafundowali nam II Białoruś (Łukaszenki

22.09.07, 11:32
JARK boi się obserwarorów OBWE !
Zasłużył na nową ksywkę:
"Łukaszeko-Putinek-Hołota" :-(
    • pav2 Podobno już w wolności przegoniliśmy Białoruś. 22.09.07, 11:35
      Tam jest dozwolona aborcja i stopni z religii nie ma świadectwach
      maturalnych.
    • goldenwomen3 Byłes na Białorusi? 22.09.07, 11:43
      zapewne czytasz tylko GW stąd duperele prawisz.
      • gruby Re: Byłes na Białorusi? 22.09.07, 12:19
        Nie trzeba być fizycznie na Białorusi, żeby dostrzec mentalne
        podobieństwo JARK-a do Łukaszenki


        Ps.
        A fizycznie to na Białorusi jest czesto znacznie czyściej niż w
        Polsce. Szkoda, że kaczyści = zreszta nie tylko kaczyści - nie
        potrafią naśladować Białorusi właśnie w tej dziedzinie.
        Znacznie łatwiej idzie im straszenie wyborczych współpracownników
        PO
        • marzeka1 Re: Byłes na Białorusi? 22.09.07, 12:24
          Pieprzeysz, gruby jak porąbany,akurat znam studenta z Białorusi, więc WIEM, że gadasz i piszesz głupoty. Może jednak pojedź tam, pobądź, a potem gadaj,że tam lepiej.
          • gruby Re: Byłes na Białorusi? 22.09.07, 12:41
            marzeka1 napisała:

            > Pieprzeysz, gruby jak porąbany,akurat znam studenta z Białorusi,
            więc WIEM, że
            > gadasz i piszesz głupoty. Może jednak pojedź tam, pobądź, a potem
            gadaj,że tam
            > lepiej.

            Widać od razu,ze studentem tio ty nie jesteś ;-)
            Przecież nie napisałem,ze tamjest lepiej, tylkoże częśsto czysciej,,
            co tez nie oznacza,że wszedzie a tale w tych miejscach ktore znam .

            Przypominam też że temat ten dotyczy stosunu łukaszenkowcow do i
            kaczystów do obserwatorów OBW widzisz jakies roznice? ;-)


    • babilon6661 Re: Kacczyści zafundowali nam II Białoruś (Łukas 22.09.07, 12:22


      Apel poranny w ZOMO: Borusewicz – Jestem! Mężydło – Jestem! Sikorski – Jestem!

      Kto nie jest w ZOMO – ten jest na emigracji. Kiedyś wyjeżdżała biedota, bo
      rządziła oligarchia. Teraz odwrotnie – wyjeżdża oligarchia, bo rządzi biedota
      (przy pomocy służb specjalnych).

      Oglądamy dokładnie to, przed czym ostrzegano Platformę zanim zgodziła się na
      przedterminowe wybory (zamiast trwać przy postulacie utworzenia komisji
      śledczych do spraw PiS). Oglądamy polowanie na Platformę, na niezależne od PiS
      media, na opozycję. Donald Tusk nie chciał zadawać się z Samoobroną i LPR przy
      tworzeniu komisji, nie chciał iść na awanturę, chciał wygrać czysto i elegancko
      – można go zrozumieć. Ale teraz ponosi już część odpowiedzialności za to, co
      wyprawia PiS. Wygrać z PiS elegancko, kiedy ten ma wszystko – prokuraturę,
      wywiad, archiwa, publiczne radio i telewizję – to karkołomne zadanie. Za to po
      wyborach pozostanie Platformie droga otwarta do POPiS-u. Bo przecież koalicją
      „liberałów z komunistami”, którą straszy prawica, Platforma się nie splami.

      Polska polityka jest pustynią ideową, a na pustyni wszystko jedno gdzie człowiek
      stoi i bardzo łatwo utracić kierunek. Fakt, że PiS był w koalicji z warchołami z
      Samoobrony i LPR, a teraz miesza ich z błotem, fakt, że znany działacz opozycji
      – Jan Maria Rokita - uchyla się od walki ze Zbigniewem Ziobrą (i jeszcze
      niektórzy dziennikarze nazywają to „eleganckim odejściem”, „odejściem z klasą”
      etc), fakt, że szef PiS oferuje temuż Rokicie miejsce w swoim przyszłym rządzie,
      fakt, że były komunista Leszek Miller i brutalny antykomunista oraz narodowiec
      Zygmunt Wrzodak kandydują z jednej partii, fakt, że dwoje ministrów obecnego
      rządu (pp. Gilowska i Religa) wywodzi się z partii opozycyjnej – wszystko to
      świadczy, że w polskiej polityce poglądy nie mają znaczenia.

      Dwie największe partie to orzeł i reszka tej samej monety. Nie wiadomo, kto dziś
      jest w jednej, a kto w drugiej partii. W nadchodzących wyborach chodzi tylko o
      władzę – po to są wybory - ale o nic więcej. Żadnej walki na programy nie ma.
      Nawet nie wiadomo, kto będzie rządził jeśli wygra PiS, a kto jeśli zwycięży
      Platforma. (Możliwe, że będą rządzili wspólnie. Większości z nich marzy się
      „POPiS Light” – bez JK i Tuska). Nie oznacza to, że namawiam do absencji
      wyborczej, wręcz przeciwnie – „każdy kłos na wagę złota”, jak mówiono w PRL
      podczas dożynek.

      Te wybory to sprawa życia i śmierci, zwłaszcza dla Donalda Tuska (no, może
      jeszcze dla Leszka Millera), bo przegrana Platformy będzie dlań oznaczać koniec
      snu o Pałacu. Poza tym walka dwóch największych partii to raczej kwestia stylu
      niż meritum, ponieważ od jej wyniku nie zależą ani podatki, ani stosunki Kościół
      – państwo, ani służba zdrowia, ani aborcja – program jest podobny, mogą się
      różnić metody. Wybory mają tylko zdecydować, ile w herbacie będzie cukru z
      Platformy, od której robi się mdło, a ile cytryny z PiS, która jest cierpka i
      wykrzywia człowiekowi gębę.

      Jeżeli „wygra” Platforma i powstanie POPiS, to będzie trochę mniej chamstwa,
      mniej bezczelności i pychy, mniej prokuratury, mniej wymachiwania szabelką, mnie
      inwektyw i dzielenia „na nas i na ZOMO”, mniej rozczulania się nad przeszłością
      narodową, zaś następcy pani Kruk i pana Szczygło będą w lepszym stylu, o co
      nietrudno. Europa odetchnie. To nie jest mało, ale zasadniczej różnicy nie
      będzie, bo co drugi minister i wysoki urzędas będzie od Kaczyńskich. Będzie to
      koalicja kłótni. Tylko odsunięcie PiS od władzy czyniłoby większą różnicę, ale
      Polska chyba jeszcze do tego nie dojrzała. Nie dojrzała Platforma ani lewica.
      Tej ostatniej brakuje jeszcze kilku lat w opozycji, żeby wiedziała kim jest i
      czego pragnie, żeby umiała powiedzieć „nie” fałszowaniu historii, „nie”
      czystkom, „nie” sojuszowi tronu z ołtarzem, nie awanturom w polityce
      zagranicznej. Z punktu widzenia lewicy, POPiS po wyborach wcale nie będzie
      tragedią, przeciwnie - dopiero wtedy LiD mógłby się okazać prawdziwą alternatywą.

      Zamiast walki na programy mamy więc nieustająca awanturę. Na pięć tygodni przed
      wyborami archeolodzy z PiS dokopali się w Cytadeli (oraz w szufladzie pani Kruk)
      do rewelacyjnych dokumentów na temat właściciela Polsatu, p.Solorza. Też mi
      sensacja! Wszak o tym, że Solorz miał różne oblicza, różne paszporty, różne
      nazwiska, różne pieniądze – prasa trąbiła już kilkanaście lat temu. Ale PiS
      odkrył te rewelacje teraz, żeby dyskredytować nieposłuszne media. Solorz na
      wszelki wypadek pozbył się Tomasza Lisa. Że niby bez Lisa będzie taniej i
      lepiej, bo pan redaktor jest trudny we współpracy. Bardzo możliwe, że Lis jest
      trudny, ale od kiedy za to zwalniają z telewizji w przededniu wyborów? Mam
      nadzieję, że pewnego dnia Lis zostanie prezydentem i JK z Solorzem razem będą
      się mieli z pyszna.

      Oczywiście, zwolnienie Lisa nie ma „nic wspólnego” z tym, że Solorza postraszono
      dokumentami. Nie ma też nic wspólnego z dyskredytacją wolnych mediów. „Uczciwi
      dziennikarze nie mają się czego bać.” Tak uspokojony udaję się na urlop.
      Powrócę, jeśli PiS pozwoli, za dwa tygodnie – 4 października, ale nic nie
      wiadomo – mieszkam blisko Cytadeli.
      Passent
Pełna wersja