haen1950
03.10.07, 07:25
Jest daleko powazniejsza niż nam się wydaje.
Niby chodzi o nędzne dla tych panów 100 zł. Drobna śmiesznostka,
utrwalona kamerami, że prezydent wybrał się na mszę bez portfela i
musiał pożyczyć od swego ministra rzuca sporo światła na całą
formację Kaczorów.
Po ujawnieniu sprawy przez media wszyscy myśleli, że sprawę
załatwiono. Można to było nawet zrobić ostentacyjnie przysparzając
sobie nieco popularności.
Ale Kaczor i jego ludzie już nie lubili Sikorskiego. Ryli pod nim
żeby się go pozbyć. Przeszkadzał im ten porzadny i popularny
minister. Postanowili tej drobnej pożyczki nie oddawać żeby go
upokorzyć.
A Sikorski się upomniał. W najmniej właściwym momencie. I tu wyszło
szydło ze szczygła. Oskarżył Sikorskiego, że upomina sie o zwrócony
dług. Obraza najgorsza z możliwych. Przed wojną tylko pojedynek
zakończył by sprawę.
Ta historyjka, to soczewka, objasnia nam, że to wcale nie mafia, nie
banda z zasadami i kodeksem honorowym.
To zwyczajne polskie żule najgorszego autoramentu. Lepper przy nich
to gentleman.
Myślę, że Sikorski nie poda już ręki temu ministrowi od wojny. A po
przekazaniu MON zwyczajnie wyrzuci go kopniakiem w dupę z jego
gabinetu.