haen1950
08.10.07, 07:53
"Bezapelacyjnym zwycięzcą emigracyjnych wyborów byłaby PO (51
proc.). Dalej LiD (18,7 proc.), a trzeci dopiero PiS (12 proc.).
Próg wyborczy przekroczyłaby jeszcze Partia Kobiet (6 proc.).
Pozostałe partie to już polityczny plankton (emigranci zauważają
jeszcze UPR, ale LPR, Samoobrona i PSL mają wyniki oscylujące wokół
1 proc.)".
Kaczor poleciał robić kampanię braciszkowi do Chicago. Ale jemu
chodziło o starą emigrację, katolicką i ksenofobiczną.
Nowej emigracji boją się, jak Rydzyk święconej wody. Na wyspach
napewno się nie pokażą, żeby nie oberwać jajkami. Tam nikt się CBA
nie boi i jego jajecznego CBA Brigadefuhrera.
Oczywiście, sama emigracja co najwyżej pomoże Tuskowi w Warszawie.
Ale w kraju jest kilka milionów ich rodzin i te mogą poważnie
zaważyć na wyniku wyborów.
Kaczorom w ich planach emigracja pasuje. Pozbywają się milionów
niezadowolonych z Polski. Moherami i pielęgniarkami łatwiej się
rządzi, nawet policji nie trzeba wysyłać do pałowania demonstracji.
Wystarczy płot pod IVRPKanzlei.