stranger.pl
10.10.07, 12:01
Cyt.: "Jeszcze gorszy los spotkał książkę Piotra Włodarskiego: Pan
Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista. O istnieniu tej książki
nie wie nikt poza osobami, które Autor wyróżnił, wysyłając im
egzemplarz.
Już sama forma książki jest rewelacyjna. Składa się ona z samych
oświadczeń, wypowiedzi o sobie reżysera Wajdy, z zachwytów
pochwalnych recenzji i jego dokumentów osobowych pisanych przez
bohatera książki, a odnalezionych przez Włodarskiego. Z chwalb i
pochwał powstała książka niszcząca.
Przemilczenie tej zaskakująco ciekawej książki nie jest niczym
nieodwołalnym. Pomijanie jej dziś, przez „badaczy
twórczości”, recenzentów – zarówno filmowych, poświęcających swe
życie Wajdzie, jak i informujących o książkach – nie będzie trwało
zawsze, gdyż książka ta jest nie tylko bezcennym źródłem dla badania
warunków, w jakich powstawała „socjalistyczna kultura” Polski, losów
jej twórców, jak i ze względu na walory formalne. Najlepiej byłoby
ją całą przedrukować w odcinkach.
Wobec wielu faktów wydobytych na jaw przez Włodarskiego drobiazgiem
jest to, że bezpartyjny i odżegnujący się nawet od podejrzenia go o
samą myśl wstąpienia do PPR-PZPR, okazuje się jednak byłym członkiem
PZPR, co o tyle dziwniejsze, że pozwolono mu cichaczem z tej partii
zniknąć i nie tylko nie prześladowano go za to, ale otrzymał
nieograniczone wsparcie.
Kulminacją Pana Andrzeja... jest strona 143, na której Włodarski
dochodzi do rodowodu Andrzeja W w. wersji podanej
przez reżysera.
W czym tkwi problem?
Jak zwykle w faktach – pisze Włodarski.
Ojciec Pana Andrzeja nie zginął w Katyniu, o czym Pan Andrzej dobrze
wiedział.
Ojciec Pana Andrzeja zginął podczas wojny – to fakt. Osoba, do
której Pan Andrzej się przyznaje, a która zginęła w Katyniu, nawet
nie należała do rodziny Pana Andrzeja, o czym Pan Andrzej dobrze
wiedział.
Po co więc głosić nieprawdę? Żeby czuć się lepszym? Bardziej
doświadczonym przez los?
Po co szargał dla swej pychy kolejną świętość Polaków?
Faktem zamykającym wszystkie niedomówienia co do osoby zamordowanej
w Katyniu była publikacja życiorysów ofiar w Wojskowym Przeglądzie
Historycznym (lista ta była drukowana w latach 1989-1994). Według
historyków, wspomniany już w 1943 r. zamordowany „kapitan Karol
Wajda” to rzeczywiście „Karol Konrad Erazm Wajda, kapitan, syn
Stanisława i Marii z Königów”.
Nie miał on nigdy nic wspólnego z Jakubem Wajda, synem Kazimierza
(czyli ojcem Pana Andrzeja).
Sprawa tak niezwykle ważna dla większości ludzi na świecie, jak to,
od kogo się wywodzą, ich rodowód, przodkowie,
nieraz odlegli, o których pamięć pielęgnowana jest nie tylko przez
szlachtę, ale przez mieszczaństwo, a także chłopów – przez reżysera
została podeptana, czym poniżył nie tylko siebie, ale i pamięć
swojego rzeczywistego rodzica, w tyle lat po jego zgonie, wybierając
sobie innego ojca dla autoreklamy."
Krzysztofa Kakolewskiego "Generalowie gina w czasie pokoju".