Nawet jeśli PiS przegra wybory, to je wygra...

23.10.07, 14:21
"Scenariusz Kaczyńskiego"

Nawet jeśli PiS przegra wybory, to je wygra – podwójnie


Jaki jest polityczny bilans dwóch lat rządów PiS z punktu widzenia
Jarosława Kaczyńskiego? Czy może on być zadowolony z obecnego stanu
rzeczy, czy też jest looserem, wielkim przegranym?
Stoimy w obliczu przedterminowych wyborów, które w najgorszym
wypadku uczynią z PiS najliczniejszą opozycję od 1989 r. Klub partii
Kaczyńskiego może – według dzisiejszych sondaży – liczyć na 150-170
mandatów i stać się najpotężniejszym klubem opozycyjnym, jaki
widzieliśmy w Sejmie. I to klubem zdyscyplinowanym, będącym
skutecznym narzędziem w rękach swego szefa. Bo minione dwa lata były
okresem testowania lojalności poszczególnych polityków PiS wobec
prezesa. Przez sito wewnętrznej selekcji przy układaniu list
wyborczych prześlizgną się jedynie ci, co do których nie ma
wątpliwości w tej kwestii. Zabraknie na owych listach Jurka,
Zawiszy, Piłki i innych polityków, niedostatecznie uległych wobec
twardej ręki szefa PiS. Będzie to więc zdyscyplinowana armia
posłusznych posłów, którzy będą karnie wykonywać polecenia
Kaczyńskiego i czekać wraz z nim na lepsze czasy.

Miłe leniuchowanie
Ten okres oczekiwania posłowie PiS będą sobie umilać oglądaniem walk
ewentualnej większości PO-LiD z prezydentem, szefem NIK, prezesem
NBP i CBA, rzecznikiem praw obywatelskich, członkami KRRiT itp. We
wszystkich tych instytucjach są dziś – i będą po wyborach – osoby
związane z Kaczyńskim, które na pewno nie ułatwią zadania
antypisowskim rządom. Prowadzenie polityki państwowej przy silnym
oporze tych ośrodków będzie dostarczać pożywki mediom i czynić
działalność takiej koalicji niezwykle trudną.
PiS zachowa także swój stan posiadania w samorządach. Już dziś
tysiące radnych jest związanych z tą partią i w swej dużej części
pozostanie także w przyszłości. To pozwoli przezimować działaczom
tego ugrupowania do czasu powrotu PiS do władzy. Przez ostatnie dwa
lata z tą formacją związało swoje losy dziesiątki tysięcy aktywistów
i taki stan rzeczy pozostanie na długo (doliczmy do tego ludzi,
którzy PiS zawdzięczają ciepłe synekury w radach nadzorczych spółek
skarbu państwa itp.). Tego typu relacja jest elementem pozytywnym
dla każdej partii, bowiem utrwala pozycję i stan posiadania owej
formacji na przyszłość. W momencie gdy znów zacznie się wyborcza
walka, ludzie ci staną u boku Kaczyńskiego, by raz jeszcze powalczyć
o zwycięstwo PiS, ale także o własną pozycję.
Nie do przecenienia jest również prezydent – oprócz tego, że będzie
przeszkadzał antypisowskiemu rządowi w jego działalności (co
naturalne), będzie stanowił trwały przyczółek dla Jarosława
Kaczyńskiego w walce o rząd dusz Polaków i skutecznie przypominał o
sobie i swojej partii. Od prezydenta naprawdę wiele zależy w polskim
systemie politycznym i wynika to zarówno z zapisów konstytucji, jak
i z praktyki po 1989 r. Obaj bracia Kaczyńscy nie przegapią żadnej
okazji, by utrudniać życie przeciwnikom i czynić bardziej
prawdopodobnym powrót PiS w glorii. Nie warto nawet wspominać o tym,
że sytuacja, gdy PiS jest w opozycji, znacząco ułatwia reelekcję
Lecha Kaczyńskiego, co nie byłoby bez wpływu na szanse wyborcze
Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2011 r.
Taki scenariusz jest scenariuszem najgorszym! Może się wszak
zdarzyć, że PiS nadchodzącą elekcję wygra i stworzy rząd z PO (lub z
jej częścią) przy pomocy np. PSL. Nie należy wykluczać takiego
rozwoju wypadków. Kampania wyborcza może przynieść zaskakujące
rezultaty i być dla Kaczyńskiego miłą niespodzianką. Byłby to
pierwszy wypadek w historii Polski po 1989 r., kiedy to formacja
rządząca wygrałaby kolejne wybory i pozostała u władzy.

RP III i pół
Gdyby jednak PiS pozostawało w opozycji, byłaby to najpotężniejsza
opozycja parlamentarna po 1989 r. Znacząca liczebnie, zaprawiona w
bojach, zdyscyplinowana, osadzona w terenie, wspierana przez
prezydenta i inne ośrodki władzy w Polsce. I działałaby w kraju,
który bardziej niż przed dwoma laty przypomina wyśnioną przez
Kaczyńskiego IV RP. Albowiem pewne rzeczy przy współudziale
populistów udało się jednak zrealizować – rozwiązanie WSI, powołanie
CBA, prowadzenie bardziej solidarystycznej polityki społecznej,
bardziej „godnościowej" polityki zagranicznej, zmiany w systemie
oświaty i resorcie kultury, spadek przestępczości i reforma wymiaru
sprawiedliwości. Wszystkie te zmiany przybliżyły realizację projektu
o nazwie IV RP. Mamy dziś do czynienia z IV RP in statu nascendi,
czyli z RP III i pół. Ale – z punktu widzenia Kaczyńskiego – lepsza
taka Polska niż ta z lat 2003-2004. To także czyni bilans rządów
Kaczyńskiego – w jego osobistej opinii – dodatnim.

Sztuka czekania
Plany PiS były znacznie ambitniejsze. Platforma miała zostać rozbita
i podzielona (część paltformersów miała zasilić PiS), populiści
mieli być zniszczeni, instytucje nie tylko przejęte, ale także
zmienione, lustracja miała objąć znacznie większy krąg ludzi.
Premier prawdopodobnie chciał się cieszyć władzą do 2009 r., kiedy
to mógłby się pochwalić wyborcom dokonaniami, które mogłyby być
znaczne dzięki sprzyjającej koniunkturze i skutecznej absorpcji
środków unijnych. Kraj mógłby być poprzecinany pięknymi
autostradami, po których jeździliby zasobni, zadowoleni i uradowani
niskim bezrobociem rodacy. To się w dużej mierze nie udało, tak jak
nie udały się inne zamierzenia Kaczyńskiego. Ale w polityce, jeśli
zdoła się zrealizować 20-30 proc. planu, można się uważać za
szczęściarza. A na tyle można ocenić dokonania PiS w ostatnich
latach. Przewagą Kaczyńskiego nad Krzaklewskim czy Millerem jest to,
że potrafi czekać i – wbrew powszechnym opiniom – rozstać się z
władzą. Oczywiście po to, by do niej powrócić po kilku latach i
dokończyć swój polityczny projekt. W przeciwieństwie do liderów AWS
i SLD Kaczyński przejdzie do opozycji w chwili, gdy popularność jego
formacji odpowiada wynikowi z poprzednich wyborów. Będzie dysponował
narzędziami, by ów powrót do rządzenia uczynić realnym.
Premier pokazał, że potrafi cierpliwie czekać (to ważna cnota
polityka). A że jego pomysł na Polskę będzie musiał poczekać na swą
pełniejszą realizację kilka lat? W historii Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej te kilka lat to zaledwie chwila.

źródło WPROST
Autor . Marek Migalski


    • bush_w_wodzie wielu takich wygranych kaczynskiemu zycze n/t 23.10.07, 14:25

      • kotek.filemon O tak, oby kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa! bt 23.10.07, 14:54

    • obraza.uczuc.religijnych Trochę obok tematu 23.10.07, 14:58
      a bardziej do podpisu pod tekstem. Jak poradzi sobie teraz "Wprost"
      bez przecieków z prokuratury?
    • www.nasznocnik.pl Re: "potrafi rozstać się z władzą" 23.10.07, 14:58
      No, właśnie widzimy ;->
Pełna wersja