Dodaj do ulubionych

Rozważania na sierpień - Powstanie Warszawskie

01.08.03, 16:35
Rozważania na sierpień
Powstanie Warszawskie

Dziś moje serce przepełniają zebrane z kamieni ofiarne krople krwi.
Zebrane z kamieni warszawskich, zbierane przez lata całe i przechowywane. By
nie zaginęły, by nie zapomniano o nich. Krew zebrana z ulic Warszawy, z
zaułków, z pól, na których kiedyś rosły kartofle, a teraz stoją bloki. Krople
krwi, które dają życie. Ofiarne krople, złożone na ołtarzu Ojczyzny,
przemawiające gorącą miłością.
Zbieram te krople przez ponad trzydzieści lat. Od pierwszego dnia, gdy
zamieszkałam w Warszawie, zbieram je kropla po kropli. Gdy pierwszy raz
wyszłam na ulice Warszawy - Warszawa przemówiła do mnie Powstaniem. Uczyniła
mnie częścią swej historii i zagarnęła na zawsze. Uczyła mnie i wychowywała
mową swych kamieni. I nakazała mi być Jej świadkiem, pamięcią, która się
będzie o Niej upominać.
I oto upominam się o Warszawę. Upominam się o pamięć dla Powstania!
Nie znam przedwojennej Warszawy. Potrafię jednak coś niecoś sobie
wyobrazić. Może byłaby ładniejsza, bogatsza w architekturę, więcej okazałej
secesji, trochę klasycyzmu, zabudowa bardziej zwarta, trochę więcej zabytków.
I wszystko stare, autentyczne, a nie odbudowywane. Lecz ta Warszawa, którą ja
znam, choć biedniejsza niż inne miasta w zabytki i architekturę, ta Warszawa
bogatsza jest swoją historią, zburzonymi domami i zgliszczami, ruinami,
których już nie ma. To miasto, które miało być wymazane z mapy świata
istnieje i żyje. Warszawa mojej młodości była już miastem odbudowanym.
Starówka stała piękna, nie było tylko Zamku Warszawskiego, ale Zygmunt
patrzył ze swojej kolumny i mógł widzieć wszystko naokoło odbudowane -
Krakowskie Przedmieście, Miodowa, Senatorska - wszystko już było odbudowane,
ruin nie było widać, a mimo to ja je czułam, one jakoś wychodziły z
niepamięci, by przemówić do mnie. Nike stała na Placu Teatralnym i górowała
nad wszystkim, jej podniesiony miecz przypominał i ostrzegał. Nie znam
Warszawy zburzonej, nie widziałam ruin i zgliszcz, a mimo to są one dla mnie
gdzieś tam, we wnętrzu każdego nowego budynku, są w odbudowanej Starówce, w
polach dalekiego Mokotowa, w ogrodach na Żoliborzu. Na ulicach były łatwo
zauważalne płyty pamiątkowe z krzyżem Virtuti Militari i napisami
upamiętniającymi miejsce martyrologii Narodu. Te płyty i dziś w większości
są. Tylko jakoś zginęły, zostały przytłoczone, pomniejszone i jakby skazane
na powolne zapomnienie w otoczeniu pyszniącego się szkła i betonu i
natrętnych nowych budynków, krzyczących o biznesie. Nike Warszawska stoi
gdzieś na boku Trasy W-Z, obok Niej nieustannie pędzą samochody i mało kto
pamięta, by odwrócić wzrok i spojrzeć na symbol czasów bohaterskich i ofiary
bohaterów.
Gdy patrzę dziś na Warszawę zaczynam się zastanawiać, czy nie jest
przypadkiem tak, że ci którzy chcieli wymazać miasto z mapy, całkiem ze swego
zamiaru nie zrezygnowali. Tylko znaleźli inny sposób - jeśli nie da się
wymazać Warszawy, to należy zmienić Jej oblicze, rozpuścić go w kwasie pogoni
za biznesem i sukcesem, zakryć pamięć pod płaszczem z betonu, błyszczącego
szkła i stali!
Ale ja jestem pamięcią, to jest moje posłanie, moje zadanie, które dała
mi Warszawa. Choć nie znałam Jej zburzonej, choć nie widziałam płynącej w
Niej krwi, to owe krople ofiarne nakazują mi mówić i nie zapominać. A Pamięć
Warszawy - to na pierwszym miejscu pamięć Powstania.
Ojciec Święty Pius XII powiedział o Powstańczej Warszawie, że
jest „miastem nieujarzmionym, które stało się sumieniem narodów, miastem
wołającym o wyższą miłość, o sens praw Bożych w świecie". A Prymas
Tysiąclecia mówił o Powstaniu tak: „Pozostanie ono bez względu na późniejszą
ocenę historyków, najwspanialszym świadectwem woli i prawa do życia Narodu.
Było potężnym zrywem, który za wszelką cenę, nawet za cenę zniszczenia
stolicy, bo ona nie jest całym narodem, nawet za cenę krwi najlepszej
młodzieży, bo to nie jest jeszcze cały naród, pragnie zaświadczyć w obliczu
świata, że Polska chce żyć, że Polska ma prawo żyć, że Polska ma prawo do
wolności. W tym zrywie tak bohaterskim, wspaniałym, tak niepamiętnym na dobro
osobiste, brał udział cały Naród."
Powstanie Warszawskie jest więc dziełem całego Narodu i należy tak go
widzieć i tak o nim pamiętać. Całego Narodu, a nie tylko Warszawy, nie tylko
garstki ludzi. A czy pamiętamy?
Przyglądam się Warszawie w dniu 1 sierpnia 2001. Objeżdżam pół miasta,
by zobaczyć jak trwa ta pamięć. Na ulicach trochę „urzędowych" flag. Więcej
ich stanowczo na Saskiej Kępie i na Pradze niż w innych dzielnicach. Widać
gminy lepiej zadbały. Domy prywatne i balkony mieszkań - prawie nie ma oznak,
by ktoś pamiętał o Powstaniu. W mojej podwarszawskiej miejscowości
naliczyłam „aż" trzy flagi (łącznie z moją). Ale najbardziej boli, gdy ogląda
się kościoły. Owszem, są takie, gdzie wywieszono jedną czy dwie flagi. Ale są
i takie, gdzie zapomniano. Po prostu nikt nie pamiętał, że należy choć tę
jedną flagę wystawić, pokazać, że pamiętamy. Jeden ze znajomych proboszczów
życzliwie mi tłumaczy, że nie powinnam się denerwować. Podobno w rubrycelli
dla parafii nie ma obowiązku wywieszania flag, a tylko parafie warszawskie
mają obowiązek odprawić msze św. za powstańców. No więc wszystko jest w
porządku, spełnione jest to, co wymaga rubrycela. Msze św. można odprawić
mniej lub bardziej uroczyście i tylko w parafiach warszawskich. Choć obwody
AK były i poza Warszawą, przykładem może być obwód Pruszkowski, żołnierze
którego uczestniczyli w Powstaniu. Choć Powstanie było nie tylko Warszawskie,
ale w swej istocie - dla Narodu. Choć AK nie była tylko w Warszawie. I
wreszcie - choć z tylu kościołów wyszli księża, by spowiadać, pomagać, być z
powstańcami. Niektórzy z nich oddali swe życie na polach bitewnych Powstania.
Bo Powstanie - to nie jakiś tam zryw uczuciowy, to walka regularnego wojska,
wyćwiczonego w podziemiu, walka wyzwoleńcza. Jak długo jeszcze ma pokutować
strach i brak odwagi do uznania istotnej wartości Powstania? Jak długo ma
pokutować mit o zapaleńczo - nieroztropnym i marzeniowo - uczuciowym rozkazie
wzniecenia Powstania? Jest w Warszawie taki klasztor, wybudowany na górce. W
czasie Powstania stanowił on świetny punkt obserwacyjny - naokoło były pola
uprawne, które teraz zabudowane są blokami. Na górnych piętrach tego
klasztoru Niemcy zrobili sobie kwaterę. Powstańcy z Mokotowa, chcąc
przedostać się do walczącego jeszcze Śródmieścia, musieli nieraz przeczołgać
się przez odkryte i wystawione na obstrzał pola, by dojść do zabudowań, gdzie
mieli szansę się schować i wycofywać się do miasta. Na dolnym piętrze tego
klasztoru zostało kilku zakonników, nie mogli oni w żaden sposób pomóc
powstańcom. Tylko stali w oknach swoich cel i gdy rozlegała się kanonada i
widzieli jak któraś z czołgających się sylwetek przestaje się poruszać, przez
zamknięte okna udzielali rozgrzeszenia i prosili Pana o zmiłowanie dla
ginących. Ziemia tam nasączona jest krwią i nic nie potrafi zagłuszyć jej
głosu.
Jest w Warszawie taki kościół, który nie został zburzony w czasie w
czasie Powstania. Bodajże jeden jedyny, który został ocalony przez samych
Niemców. Tam powstańcy urządzili szpital dla rannych Niemców, bo powstańcy
rannych z pola zabierali o ile mogli i starali się o nich, póki mogli,
przecież byli to jeńcy wojenni. Tak właśnie powstańcy odnosili się do swoich
najgorszych wrogów. Ale jest i inny kościół, gdzie też urządzono szpital -
tam byli ranni powstańcy. A gdy tam dotarli Niemcy, wydali na wszystkich
wyrok śmierci. Był z nimi ksiądz - zakonnik. Mógł w ostatniej chwili ich
opuścić i uratować swoje życie. Proponowano mu to. Ale został, bo chciał ich
wyspowiadać i udzielić rozgrzeszenia przed śmiercią. I Niemcy na to poszli.
Ksiądz spowiadał i opatrywał na śmierć, a Niemiec strzelał w głowę rannego.
Obserwuj wątek
    • onatutrwa Rozważania na sierpień - Powstanie Warszawski czII 01.08.03, 16:37
      Jest w Warszawie taki kościół, który nie został zburzony w czasie w czasie
      Powstania. Bodajże jeden jedyny, który został ocalony przez samych Niemców. Tam
      powstańcy urządzili szpital dla rannych Niemców, bo powstańcy rannych z pola
      zabierali o ile mogli i starali się o nich, póki mogli, przecież byli to jeńcy
      wojenni. Tak właśnie powstańcy odnosili się do swoich najgorszych wrogów. Ale
      jest i inny kościół, gdzie też urządzono szpital - tam byli ranni powstańcy. A
      gdy tam dotarli Niemcy, wydali na wszystkich wyrok śmierci. Był z nimi ksiądz -
      zakonnik. Mógł w ostatniej chwili ich opuścić i uratować swoje życie.
      Proponowano mu to. Ale został, bo chciał ich wyspowiadać i udzielić
      rozgrzeszenia przed śmiercią. I Niemcy na to poszli. Ksiądz spowiadał i
      opatrywał na śmierć, a Niemiec strzelał w głowę rannego. I tak przechodzili do
      następnego - razem - ksiądz i Niemiec. Na koniec Niemiec strzelił ostatni raz -
      w księdza. Ulice Warszawy. Czasami były przekopane na nich transzeje, można
      było przebiec z jednej na drugą stronę i uniknąć obstrzał ustawionej niedaleko
      niemieckiej batarei. Zza okna cudem nie zburzonego domu pewna matka patrzyła
      jak jej syn przemyka się na drugą stronę ulicy. Była taka szczęśliwa. Powstanie
      trwało już ponad miesiąc, a ona nie wiedziała co z jej synem. I dziś przyszedł
      na chwilę, ucałował ją, a teraz idzie znowu do walki. I chciała go wzrokiem
      jeszcze odprowadzić. Okna nie otwierała, by Niemcy nie zauważyli ruchu. Stała
      za firanką i patrzyła jak syn się czołga przez rów. I wtedy coś się pomylił i
      za wcześnie wyskoczył. Rozległ się samotni strzał i syn padł. Matka
      przeczołgała się przez rów, wywlekła ciało syna i pochowała go na podwórku, pod
      figurką Matki Bożej. Po wojnie rozkopała grób i pochowała na cmentarzu.
      Krople krwi na ulicach Warszawy. Krople, które nie wyschły i nie wyschną.
      Schyl głowę przed Powstaniem! Schyl głowę przed Warszawą. Przyjrzyj się
      Jej ulicom, poszukaj śladów walki, poszukaj historii ludzi. Wraz ze mną stań
      się pamięcią Powstania, pamięcią 63 dni!

      A sierpień tego lata był gorący
      I pola już złociły się pszenicą
      Dojrzewał wrzesień i płakał październik
      A oni ciągle, jeszcze tam walczyli
      Świat się odwracał i oczy zamykał
      By nie zobaczyć jaki jest zdradliwy.
      I tylko Matka Boska nad Warszawą
      Płakała ciągle, a w Jej rękach Jezus
      Poległym i walczącym błogosławił.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka