basia.basia
10.12.07, 20:00
Pewne oznaki wskazują na to, że jest Pan blisko z dużym pałacem. Mam na myśli
to, że pani Jakubiak (jeszcze będąc przy prezydencie) powiedziała w TVN24
cytując Pana: "Piotrek powiedział..." oraz fakt, że często opisuje Pan ten
pałac i jego "mieszkańców" i zna personalne stosunki a przede wszystkim
obyczaje, nastroje i niedomagania pana prezydenta.
Kilka razy analizował Pan poczynania głównego mieszkańca dużego pałacu i oto
czego się dowiedzieliśmy (wtorek 3 lipca 2007) - garść cytatów:
www.dziennik.pl/opinie/article38593/Lech_swoje_krzywdy_wybaczy_zawsze_Jarka_nigdy.html
"To niewątpliwie on zaczął robić dobry użytek z orderów, nadając je ludziom
zasłużonym,(...). Ale oto wręcza odznaczenie znanej intelektualistce. Stoją
blisko siebie, a wówczas pani profesor słyszy: Ale tych bezeceństw, które
wypisujesz o moim bracie i o mnie, nigdy ci nie wybaczę."
"Tak ich widzi prywatny znajomy: – Bracia starają się nieustannie coś sobie
nawzajem wynagrodzić. Lech Jarosławowi to, że on ma żonę, dom, konto i
samochód, a brat nie ma nawet prawa jazdy i mieszka z matką. (...) Jarosław
Lechowi to, że zawsze w tym duecie przewodził, czego sam Lech zresztą nie ukrywa."
"Nie uzyskał rangi bezstronnego ojca narodu – co mogłoby zapewnić korzyści
premierowi uwikłanemu w tysiące wojen. Nie uzyskał z różnych powodów, także
dlatego że obaj bracia są w stałej wojnie z mediami, z różnymi środowiskami,
nie zawsze z własnego wyboru. Ale i dlatego, że nie potrafi i nie chce."
"Nie jest prawdą, że Lech Kaczyński jest prezydentem nic nieznaczącym,(...)
Przeciwnie, odgrywa wielką rolę, tylko że nie taką jak zwykle prezydent.
Wpływa przede wszystkim na politykę kadrową. Jarosław rzadko oponuje."
"To Jarosław tworzy Porozumienie Centrum i – poza przypadkiem ministrowania w
rządzie Buzka – trochę organizuje karierę brata. Dobrą pointą jest cytowany
setki razy raport w noc po wyborach prezydenckich: „Panie prezesie, melduję
wykonanie zadania”."
"Polityk lewicy Tomasz Nałęcz wykazał się kiedyś błyskotliwą uwagą: – Gdyby
nie siła osobowości Jarosława Kaczyńskiego, jego brat byłby dziś profesorem na
gdańskim uniwersytecie, może z ładną opozycyjną kartą z czasów komunizmu, ale
bez udziału w czynnej polityce. (...)coś jest w uwadze Nałęcza."
"W swoim mieszkanku zajmowanym z żoną przyjmuje nielegalną bibułę od legendy
gdańskiej opozycji Bogdana Borusewicza, ale po jego wyjściu wita dla odmiany
kolegów z uczelni stroniących od ryzyka, czasem członków PZPR. Jego
zaangażowanie jest mniejsze niż brata, a na sugestie szefa, że może stracić
pracę na uczelni, zawiesza chwilowo swoje nielegalne wykłady dla robotników."
"Jak opowiada ówczesny działacz Ruchu Młodej Polski Arkadiusz Rybicki, gdy
inni zbawiali świat, on raczył współwięźniów wykładami o... NRD-owskim prawie
pracy. Sumienny, rzeczowy, nieco belferski, czasem nudny."
"Specjaliści od marketingu załamywali ręce, że nie umie się ładnie uśmiechać,
że źle się ubiera. Ze wstrętem odmawiał rozmów z dziennikarzami kolorowych
pism, a gdy współpracownik doradzał mu pokazywanie się na zdjęciach z własnym
psem, zdenerwował się nie na żarty: to narazi biedne zwierzę na stres! Ale
Lech Kaczyński utrafił w swój czas, został w 2005 roku prezydentem państwa. I
zaczęły się kłopoty."
"Rzecz w tym, że Lech Kaczyński traktuje swoje otoczenie nie jak menedżer, ale
stary działacz antypeerelowskiej opozycji, który decyzje, a czasem brak
decyzji, wypracowuje w toku wielogodzinnych pogawędek przy herbacie. Co
więcej, nerwowego, skłonnego do stresów i zwątpień prezydenta ktoś musi
pocieszyć, podtrzymać na duchu, wysłuchać. Stąd tak duża rola kobiet (...).
Podobnie było w warszawskim magistracie. Niekiedy podstawowym zadaniem
prezydenckich ministrów jest psychoterapia."
"Chyba najgorszą rzeczą, jaką wypomina się dziś jego ekipie, jest to, że nie
potrafi powiedzieć swojemu szefowi: popraw coś, zmień się. Bardziej już
utwierdzają go, choć pewnie to krzywdzące uogólnienie, w starych nawykach,
obawach, urazach. Raczej zgodzą się, gdy nie zechce udzielać kolejnego
wywiadu, niż zmobilizują, aby się przemógł. Raczej przytakną zbyt ostremu
wystąpieniu, niż podpowiedzą ostrożność."
"Jest w tym człowieku szczególny niepokój. Wyczuwa się go podczas rozmowy, gdy
nerwowo chodzi po pokoju. (...) Niepokój szybko zmienia się w nerwowość.
Oczywiście i wcześniej bywał mieszaniną impulsywności i profesorskiego
przekonania o powadze własnej osoby. Ale dziś te cechy się nasiliły. – Proszę
tak do mnie nie mówić, mówi pan do prezydenta – słyszeli od niego jakże liczni
dziennikarze. Podobny tekst usłyszał przewodnik w izraelskim Yad Vashem, który
uraził czymś Kaczyńskiego. Liderom Platformy Obywatelskiej oznajmił jeszcze
bardziej dobitnie podczas jednego z kilku nieudanych spotkań: W tym budynku
(czyli w Pałacu Prezydenckim) mój poprzednik wprowadził taki zwyczaj, że
goście mówią, kiedy ja pozwolę. Ja prezydent!"
"Ale Polska nie zna Lecha Kaczyńskiego z opowieści jego współpracowników:
wyluzowanego, ciekawego świata, czasem autoironicznego. Zna nadmiernie
poważną, często zaciętą lub zasępioną twarz, którą pokazuje im w mediach. I
zna mocne, nieproporcjonalne do zdarzeń reakcje. Gdy pojawił się problem
wykreślenia kilku nazwisk z raportu o WSI, prezydent zaatakował na zapas
marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, którego skądinąd poważa i lubi, jako
potencjalnego kłamcę. Gdy prezydent poszedł rozmawiać ze środowiskami
akademickimi, to zamiast złagodzić debatę, zaczął od mocnego uderzenia: ktoś,
kto atakuje lustrację, nie jest inteligentem. Dalsza rozmowa nie miała już
sensu.Tę huśtawkę nastrojów ludzie dobrze go znający tłumaczą różnie."
"Ma stałe poczucie przebywania na barykadzie. To dlatego dziennikarza
londyńskiego „Timesa” chcącego rozmawiać o gospodarce uraczył długą litanią
win Platformy i dlatego robił to samo przy okazji wielu publicznych wystąpień.
Przy czym – ważne zastrzeżenie – w tej wojnie mniej już chodzi o godność jego
prezydentury. Najbardziej o obronę brata. Polityk prawicy wspomina
charakterystyczne zdanie prezydenta: – Swoje krzywdy wybaczę zawsze. Jarka –
nigdy."
"To zresztą prowadzi nas chyba do największej słabości tej prezydentury. Jest
nią wepchnięcie się w rolę, której akurat Polacy – widać to po popularności
Kwaśniewskiego – od prezydenta wyraźnie nie oczekują. Rolę wiecznego
wojownika. Ta rola niszczy jego samego. PiS-owcy snują już wizję Lecha
Kaczyńskiego przy kolejnym parlamencie. Chłoszczącego najbardziej
prawdopodobną koalicję PO – lewica wetami i groźnymi orędziami. Jeśli tak się
stanie, zszarpie mu to nerwy do końca."
"Ale Lech Kaczyński złożył swą tożsamość na ołtarzu walki u boku brata."
"Wpływa głównie na sprawy personalne. Nie ma istotniejszej zmiany w
PiS-owskiej ekipie, w której Pałac Prezydencki nie maczałby palców.
Prezydent od początku niepokoił się, że to Kazimierz Marcinkiewicz, a nie jego
brat został premierem. I los Marcinkiewicza został przesądzony,(...) Minister
obrony Radek Sikorski nie podobał się Kaczyńskiemu. Czasem chodziło o linię –
prezydent obstawał przy szybkiej likwidacji WSI, Sikorski miał wątpliwości.
Czasem były to starcia prestiżowe – szef MON mianował zastępcę szefa Sztabu
Generalnego bez konsultacji z głową państwa, do czego formalnie miał prawo,
ale Kaczyński uznał to za naruszenie jego pozycji zwierzchnika sił zbrojnych.
– Poza tym lordowski Radek drażnił Kaczyńskiego, który lubi, gdy młodsi od
niego słuchają na baczność (...)
Pałac od początku boczył się na Bronisława Wildsteina jako szefa publicznej
telewizji. (...)Ale podrażnienie prezydenta opowieściami, że nie pokazują go
dobrze w telewizji, mogło przeważyć szalę.
Nawet Ludwik Dorn ̵