haen1950
16.12.07, 07:09
Opisuje matka kurka swoje spojrzenie na najnowsze dzieje i opiniuje
zakręty historii ostatnich parudziesięciu lat. Ładne to , zgrabne,
tylko nie do końca prawdziwe. Decyduje często przypadek.
Ponieważ mamy rocznicę grudnia 70, dobrze o tym mówili Tusk z
Wałęsą, ja też dorzucę swoje trzy grosze.
A chodzi mi o drobiazg - jak łatwo mógł zamienić się ten niby
protest głodowy przeciwko podwyżkom cen zamienić się w grubą rewoltę
polityczną na skalę krajową. Co miało miejsce w sierpniu 80.
W pamiętny poniedziałek grudniowy stoczniowcy byli zrozpaczeni.
Narozrabiali, spalili komitet partii, pogonili z miasta milicję,
protest wymknął się im spod kontroli. Przywaliło bractwo pod
politechnikę szukając wyścia z sytuacji. Krótko po południu.
Niestety , studenci byli wtedy rosproszeni po akademikach, rektor
wysłał list ostrzegawczy opisujący sytuację, zwolnił z zajęć.
Stołówki i kluby były pełne, rej wodzili kombatanci marca 68,
gorączkowo zastanawiano się, co robić? Stanęło na mimikrze, którą
opiszę jednym zdaniem:
Jak w marcu braliśmy wp...ol od ORMO i innej hołoty partyjnej, to
żeście wiecowali razem Gomułką. Teraz dla odmiany my sobie
popatrzymy, jak was ładnie spałują i spacyfikują.
I tak się stało. Kiedy wieczorem dziesięć tysięcy stoczniowców
przywaliło na osiedle przy Wyspiańskiego we Wrzeszczu
wołając "Chodźcie z nami" - wszyscy byli w oknach, ale nikt się nie
ruszył. Jak kibice na meczu.
Skończyła się wtedy polityka, rewolta zamieniła się w totalną
rozróbę przez wtorek i środę. A w nocy ze środy na czwartek zaczęły
jechać czołgi i skoty i jechały całą noc. Władza potrzebowała trupów.
I tak sobie myślę, że gdyby wtedy politechnika przyłączyła się do
stoczniowców - w sumie ze czterdzieści tysięcy chłopa, to gdański
grudzień miałby dzisiaj całkiem inne znaczenie i przebieg.
I nieprawdą jest, gdy matka kurka pisze, że chodziło tylko o chleb,
robotnicy byli wtedy bardziej wqrwieni na komunę, niż w sierpniu
dziesięc lat później.