benek231
20.12.07, 06:30
demokracji przez kk.
Tu nie chodzi o to za kim stoją moralne i inne racje, gdy o dostęp do metody
in vitro idzie. Te mogą być rozstrzygane na linii kler-parafianie. Aktualnie
po raz kolejny narzuca kler Sejmowi opowiadanie się w myśl konkretnych
rozwiązań systemowych sprowadających się do władzy nad ludem - w miejsce
władzy ludu.
Kler coraz wyraźniej opowiada się za paternalizmem.
W demokracjach parlamenty nie sięgają po bandyckie metody osiągania celów
poprzez zaskoczenie, zza węgła, z zasadzki... W demokracjach istotne problemy
dyskutowane są w kampaniach wyborczych - by obywatel wiedział na kogo może i
zechce zagłosować. Temat dostepności in vitro nie był poruszany tej jesieni,
co oznacza, że Sejm nie ma legitymacji społecznej do, choćby, zajmowania się
tym problemem, w bieżącej kadencji.
Każda próba ustosunkowania się Sejmu do kolejnego biskupiego szantażu oznaczać
będzie wyłącznie jedno: Sejm znów ma w nosie własny elektorat i znów ucieka do
serwilizmu w kontaktach z klerem.
Nie tak dawno burczal byl Tusk bojowo w odpowiedzi na próbny balonik Nycza, że
in vitro powinno pozostać nienaruszone. Sonda najwyraźniej wykazała, że można
przejśc do porządku dziennego nad tak delikatnym burczeniem. Wynikiem jest
list biskupów.
Jeśli jednak premierowi, oraz koalicji rządzącej zależy cokolwiek na
uchronieniu systemowych pryncypiów przed katastrofą wowczas winni otwarcie
oświadczyć biskupom, że decyzję podejmą po nastąpnej kampanii wyborczej, w
której sami zaprezentują rzeczowe stanowisko. W przypadku przegranej zdecyduje
ktoś inny - tak jak obiecał swym wyborcom.