DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA

    • Gość: Darek Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.icpnet.pl 07.03.02, 15:40
      Nie ma dzielenia przez zero. To podstawowa rzecz w matematyce. 1/0 nie jest
      odwrotnością zera, gdyż nie istnieje. I jeszcze jedno - nie sumuje się
      nieskończoności, nieskończoność + nieskończoność nie oznacza jeszcze, że to
      jest nieskończoność, stosuje się tu twierdzenie d'lHospitala
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 07.03.02, 16:12
        Gość portalu: Darek napisał(a):
        Nie ma dzielenia przez zero. To podstawowa rzecz w matematyce. 1/0 nie jest
        odwrotnością zera, gdyż nie istnieje.
        K: Czyzby? To tylko taki aksjomat, dotychczas nieudowodniony!
        Zero to taka sama licba, jak kazda inna, co wiecej, jest to
        liczba rzeczywista i wymierna oraz calkowita. Jako taka ma
        na pewno odwrotnosc, zapisuje sie ja jako 1/0!
        Podobnie jak pierwiastek kawdratowy z minus jeden zapisuje sie jako
        "i" (imaginary number): (-1)^(1/2)=i, to 1/0 mozna zapisac np. jako
        "k" (od Kagana). Udowodnij mi, ze tak NIE mozna!

        I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność + nieskończoność
        nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu twierdzenie
        d'lHospitala.
        K: NIE "Hospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^")...
        Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
        Johanna Bernoulli'ego, i dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0.
        Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
        daza do zera, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych (mowiac niezbyt
        precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach. rozniczkowego i
        calkowego)...
        I powiedz mi, moj drogi ekspercie, czy n+n<n,
        gdzie "n" oznacza nieskonczonosc (pozioma osemka)?
        A moze n+n=n? Czyli, ze n+1=n?
        Widzisz, nieskonczonosc, tak naprawde NIE istnieje, bo prowadzi
        do absurdalnych wynikow. Na szczescie, w naturze NIE ma nieskonczonosci...
        Mozna ja tylko uzywac jako granice, do ktorych dazy jakas zmienna,
        ale NIE jako "byt samodzielny"!
        Kagan
    • Gość: Darek Nieskończoność, reguła de L'Hospitala IP: *.icpnet.pl 07.03.02, 19:55
      NIESKOŃCZONOŚĆ, pojęcie występujące w różnych działach matematyki jako
      przeciwstawne pojęciu skończoności; na oznaczenie n. (w sensie nieograniczonego
      wzrostu) używa się symbolu ∞.

      Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego nieistnienia -
      to kwestia wiary. Zapewne wszelkie cuda w np. w Fatimie, np. cud wirującego
      słońca, który widziały tysiące ludzi, wytłumaczysz przy pomocy kosmitów".

      >Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      >nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      >nieskonczenie dobry).
      >Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      >umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      >moze istniec,
      Atrbuty te nie są wewnętrznie sprzeczne, gdyż można być jednocześnie dobrym,
      wielkim, mądrym i potężnym.
      Sprzeczne byłoby mówienie o kimś np., że jest suchy i mokry, wysoki i niski,
      albowiem te cechy wzajemnie się wykluczają - jak ktoś jest suchy, to nie jest
      mokry, jak ktoś jest wysoki, to nie jest niski itd.

      >K: Czyzby? To tylko taki aksjomat, dotychczas nieudowodniony!
      Nieprawda. To nie jest aksjomat, to rzecz udowodniona.
      Dzielenie przez zero jest niewykonalne, wynika to z określenia dzielenia:
      dzielenie - takie działanie dwuargumentowe przyporządkowujące dwóm liczbom a,b,
      (z których druga jest różna od zera) liczbę c taką, że b*c=a.
      Jeżeli istniałaby liczba x będąca ilorazem liczby a (różnej od zera) przez zero,
      to jej iloczyn przez zero dałby liczbę a różną od zera, co jest niemożliwe.


      >Zero to taka sama licba, jak kazda inna, co wiecej, jest to
      >liczba rzeczywista i wymierna oraz calkowita. Jako taka ma
      >na pewno odwrotnosc, zapisuje sie ja jako 1/0!
      Nieprawda, nie ma odwrotności liczby zero.

      >Podobnie jak pierwiastek kawdratowy z minus jeden zapisuje sie jako
      >"i" (imaginary number): (-1)^(1/2)=i, to 1/0 mozna zapisac np. jako
      >"k" (od Kagana). Udowodnij mi, ze tak NIE mozna!
      Patrz wyżej.


      >>I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność +
      >>nieskończoność
      >>nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu twierdzenie
      >>d'lHospitala.
      >K: NIE "Hospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^")...
      Nieprawda. Dokładnie pisze się tak: de L'Hospitala. A nad "o" nie mogłem dać
      daszka, bo nie mogę wpisać takiego znaku w przeglądarce.

      >Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
      >Johanna Bernoulli'ego,
      Nieprawda. Twierdzenie de L'Hospitala zostało wymyślone przez niego samego, a nie
      przez kogo innego. W innym przypadku nie nazywałoby się twierdzeniem de
      L'Hospitala. Mówię o twierdzeniu używanym przy obliczaniu granic funkcji w
      przypadkach, gdy stosowanie własności arytmetycznych granic funkcji prowadzi do
      wyrażeń nieoznaczonych typu: 0/0; nieskończoność/nieskończoność;
      0*nieskończoność; nieskończoność - nieskończoność; 0 do potęgi 0; nieskończoność
      do potęgi 0; 1 do potęgi nieskończoność.

      >i dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0.
      >Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
      >daza do zera, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych (mowiac niezbyt
      >precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach. rozniczkowego i
      calkowego)...
      Nie tylko 0/0, co już wykazałem powyżej.

      >I powiedz mi, moj drogi ekspercie, czy n+n<n,
      >gdzie "n" oznacza nieskonczonosc (pozioma osemka)?
      >A moze n+n=n? Czyli, ze n+1=n?
      Zadając to pytanie pokazałeś, że nie rozumiesz pojęcia nieskończoności. Nie można
      porównywać "dwóch" nieskończoności - nieskończoność jest tylko jedna. Nie możesz
      dodawać do siebie w wyrażeniu "dwóch" nieskończoności. Możesz to robić tylko dla
      funkcji, które zmierzają do nieskończoności (dla uproszczenia do plus
      nieskończoności). Jeśli sumuje się dwie funkcje, których wartości dla argumentu
      zmierzającego do nieskończoności zmierzają do nieskończoności, to suma też
      zmierza do nieskończoności. Ale zakładam, że pod symbolem n kryją się funkcje
      zmierzające do nieskończoności, wtedy mamy:
      n+n<n - fałsz
      n+n=n - granicą jest nieskończoność
      n+1=n - granicą również jest nieskończoność, wobec znikomości składnika "1" w
      stosunku do nieskończoności.

      >Widzisz, nieskonczonosc, tak naprawde NIE istnieje, bo prowadzi
      >do absurdalnych wynikow. Na szczescie, w naturze NIE ma nieskonczonosci...
      Jest. Wszechświat jest nieskończony.
      Bóg nie należy do "natury", nie jest jej częścią - On ją stworzył.

      Darek

      • Gość: Darek Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: *.icpnet.pl 07.03.02, 23:43
        > Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego
        > nieistnienia -to kwestia wiary.
        Przepraszam, powinno być:
        Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego istnienia -to
        kwestia wiary.
        • Gość: nie Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: 168.143.112.* 07.03.02, 23:51

          nieskonczonosc istnieje w naturze!
          Kagan jest nieskonczenie glupi.
          • Gość: tak Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: 168.143.112.* 08.03.02, 00:13

            zgodnie z regula Hospitala:

            nieskonczona glupota Kagana - niekonczona jego
            naiwnosc = Kagan (skonczony!)

            • Gość: Kagan Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 08.03.02, 00:56
              Gość portalu: tak napisał(a):

              >
              > zgodnie z regula Hospitala:
              >
              > nieskonczona glupota Kagana - niekonczona jego
              > naiwnosc = Kagan (skonczony!)
              >
              K: Jakiego "Hospitala", baranie!
              Regula naywa sie Markiza de l'HOPITAL (nad O akcent ^)
              a wynalazl ja Bernoulli!
              Tlumoki, udaja matematykow, a sloma im z butow wychodzi...


              >

          • Gość: Kagan Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 08.03.02, 00:57
            Gość portalu: nie napisał(a):

            >
            > nieskonczonosc istnieje w naturze!
            > Kagan jest nieskonczenie glupi.
            >
            Atakujac ad personam i mylac szpital z markizem
            pokazujecie swa glupote: choc skonczona, ale
            olbrzymia!


            • Gość: tak Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: 168.143.112.* 08.03.02, 01:28
              Gość portalu: Kagan napisał(a):

              > Gość portalu: nie napisał(a):
              >
              > >
              > > nieskonczonosc istnieje w naturze!
              > > Kagan jest nieskonczenie glupi.
              > >
              > Atakujac ad personam i mylac szpital z markizem
              > pokazujecie swa glupote: choc skonczona, ale
              > olbrzymia!
              >
              >

              no,to w koncu odowodniles swa nieskonczona
              glupote!
              mnie wlasnie chodzilo o szpital;
              bo jak "doskonale wiesz" regula markiza
              dotyczy chyba zupelnie innych funkcji; baranie!


          • Gość: Kagan Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: *.vic.bigpond.net.au 09.03.02, 09:08
            Gość portalu: nie napisał(a):

            >
            > nieskonczonosc istnieje w naturze!
            > Kagan jest nieskonczenie glupi.

            A teraz kleknijmy wszyscy przed ta
            NIESKONCZONA glupota "nie"...
            Amen
        • Gość: Kagan Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala - errata IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 08.03.02, 00:58
          Gość portalu: Darek napisał(a):

          > > Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego
          > > nieistnienia -to kwestia wiary.
          > Przepraszam, powinno być:
          > Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego istnienia -to
          >
          > kwestia wiary.

          K: Jakiego "Hospitala", baranie!
          Regula naywa sie Markiza de l'HOPITAL (nad O akcent ^)
          a wynalazl ja Bernoulli!
          Tlumoki, udaja matematykow, a sloma im z butow wychodzi...


          • Gość: Darek Do Kagana IP: *.icpnet.pl 08.03.02, 13:25
            Nazwisko sprawdziłem w encyklopedii matematyki wydanej przez Wydawnictwa
            Szkolne i Pedagogiczne. W Twoim amerykańskim "najlepszym" podręczniku jest
            błąd. Mówi się de lopitala, a pisze tak, jak pisałem wcześniej. I proszę, abyś
            nie mówił do mnie "baranie". To są Twoje argumenty? Stek wyzwisk? Nie rozumiesz
            podstawowych rzeczy. Tego, że się nie dzieli przez zero uczą się dzieci w
            młodszych klasach szkoły podstawowej. Jeśli tego nie rozumiesz, to spytaj
            jakiegoś pierwszaka lub trzecioklasistę. Wobec Twojego braku kultury muszę
            stwierdzić, że już nie będę z Tobą rozmawiał. I pomyśl jeszcze: co byś
            powiedział o człowieku, który nie wie, że się nie dzieli przez zero, nie
            rozumie tego (coś, co rozumieją uczniowie podstawówki)i taki ktoś chce
            udowadniać nieistnienie Pana Boga? :-)))
            • Gość: Kagan Re: Do Kagana IP: *.vic.bigpond.net.au 09.03.02, 01:14
              Gość portalu: Darek napisał(a):
              Nazwisko sprawdziłem w encyklopedii matematyki wydanej przez Wydawnictwa
              Szkolne i Pedagogiczne. W Twoim amerykańskim "najlepszym" podręczniku
              jest błąd. Mówi się de lopitala, a pisze tak, jak pisałem wcześniej.
              Mylisz:
              1. Michel de L'Hospital (1507-1573) Kanclerz Francji 1560-1568.
              2. Gauillaume Francois-Antoine, markiz de l'Hopital (o z akcentem "^",
              pisze sie wiec tez czasem L'Hospital), XVII wieczny matematyk francuski,
              uczen Johanna Bernoulliego, ktoremu pozniej placil za odkrycia, aby w ten
              sposob "nabyc" slawe...
              Tzw. regula l'Hopitala byla wynaleziona przez Johanna
              Bernoulliego, i dotyczy granic, ktore WYDAJA sie byc
              wyrazone stosunkiem 0/0 ("limits that would
              APPARENTLY be expressed by the ratio of 0/0")
              Britannica Macroaedia, 15th ed. vol. 2 pp. 867-8.
              A moj podrecznik to wydany przez prestizowa firme
              Harcourt Brace Jovanovich (San Diego & NY) "Calculus
              with Analytical Geometry", napisany przez R. Ellis i D. Gulick z
              rownie prestizowego University of Maryland. Maryland to
              zreszta b. ladne miejsce (okolice Washington DC)...

              > I proszę, abyś nie mówił do mnie "baranie".
              K: Przepraszam, za nazwanie po imieniu...

              > To są Twoje argumenty? Stek wyzwisk?
              K: Tylko jedno, przepraszam, i od dzis naywac cie bede "owieczka"...

              > Nie rozumiesz podstawowych rzeczy. Tego, że się nie dzieli przez zero
              uczą się dzieci w młodszych klasach szkoły podstawowej.
              K: Ucza sie tez, ze Bog stworzyl swiat w 6 dni, a siodmego opoczywal...

              > Jeśli tego nie rozumiesz, to spytaj jakiegoś pierwszaka lub
              trzecioklasistę.
              K: Mylisz to, czego ucza w szkolach, ze stanem aktualnym nauki.
              Nauczyciele, szczegolnie z podstawowki, sa zawsze cojnajmniej 10 lat
              do tylu, szczegolnie w Polsce!

              > Wobec Twojego braku kultury muszę stwierdzić, że już nie będę z Tobą
              rozmawiał.
              K: Powiedz lepiej, ze NIE masz argumentow! NIE masz pojecia o matematyce!

              > I pomyśl jeszcze: co byś powiedział o człowieku, który nie wie, że się
              nie dzieli przez zero, nie rozumie tego (coś, co rozumieją uczniowie
              podstawówki)i taki ktoś chce udowadniać nieistnienie Pana Boga? :-)))
              K: To ty NIC nie rozumiesz! Przez zero mozna dzielic, tyle, ze jest problem
              z zapisaniem wyniku. Dawniej twierdzono, ze NIE mozna wyciagnac pierwiastka
              kwadratowego z liczby "-1", dzis ten pierwiastek oznaczamy liczba "i".
              Ja zas wynik dzielenia przez zero oznaczam liczba "k", od Kagana, i czekam,
              az ktos zdefiniuje dokladnie te liczbe! Podobnie jak l'Hopital zaplacil
              Bernoulliemu, ja zaplace takiemu, co dobrze zdefiniuje liczbe "k"...
              NIE BOJMY SIE MYSLEC!
              Kagan
      • Gość: KAGAN Re: Nieskończoność, reguła de L'Hospitala IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 08.03.02, 01:23
        Gość portalu: Darek napisał(a):

        > NIESKOŃCZONOŚĆ, pojęcie występujące w różnych działach matematyki jako
        > przeciwstawne pojęciu skończoności; na oznaczenie n. (w sensie nieograniczonego
        > wzrostu) używa się symbolu ∞.
        K: To jest tylko taki symbol, za nim nic konkretnego NIE stoi.
        Mozna go uzywac w sensie, ze jaksi ciag DAZY do tzw. nieskonczonosci,
        ale wiadomo, ze go NIGDY NIE OSIAGNIE! Mylisz instrumentalne uzycie
        nieskonczonosci (Gauss) z nieracjonalna wiara, ze ona istnieje
        (Cantor). Pamietaj, Cantor skonczyl w azylu dla umyslowo chorych,
        a Gauss byl Ksieciem Matematykow!


        > Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego nieistnienia
        > -
        > to kwestia wiary. Zapewne wszelkie cuda w np. w Fatimie, np. cud wirującego
        > słońca, który widziały tysiące ludzi, wytłumaczysz przy pomocy kosmitów".
        K: A po jaka cholere Jahweh czy Allach mialby sie bawic w jarmarczne cuda!?
        Zydek David Copperfield potrafi robic lepsze "cuda" niz w Fatimie, a "wirujace
        slonce" to wynik zaklocen atmosferycznych, czy np. zorze polarna tez uznasz
        za cud (a zdarza sie ona nawet nad poludniowym Baltykiem, jak slonce jest
        wyjatkowo aktywne)...

        > >Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
        > >nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
        > >nieskonczenie dobry).
        > >Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
        > >umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
        > >moze istniec,
        > Atrbuty te nie są wewnętrznie sprzeczne, gdyż można być jednocześnie dobrym,
        > wielkim, mądrym i potężnym.
        > Sprzeczne byłoby mówienie o kimś np., że jest suchy i mokry, wysoki i niski,
        > albowiem te cechy wzajemnie się wykluczają - jak ktoś jest suchy, to nie jest
        > mokry, jak ktoś jest wysoki, to nie jest niski itd.
        K: Cytujesz selektywnie: NIE moze byc jednoczesnie wszechpotezny i wszechdobry,
        a tolerowac istnienia zla!

        > >K: Czyzby? To tylko taki aksjomat, dotychczas nieudowodniony!
        > Nieprawda. To nie jest aksjomat, to rzecz udowodniona.
        > Dzielenie przez zero jest niewykonalne, wynika to z określenia dzielenia:
        > dzielenie - takie działanie dwuargumentowe przyporządkowujące dwóm liczbom a,b,
        > (z których druga jest różna od zera) liczbę c taką, że b*c=a.
        > Jeżeli istniałaby liczba x będąca ilorazem liczby a (różnej od zera) przez zero
        > ,
        > to jej iloczyn przez zero dałby liczbę a różną od zera, co jest niemożliwe.
        K: Wiele rzeczy, co sie wydawaly niemozliwe, sa obecnie mozliwe:
        czesc teoretycznie, a czesc nawet praktycznie (lot maszyny ciezszej od powietrza,
        czy nawet podroz z szybkoscia wieksza niz szybkosc swiatla, kiedys pierwiastek
        kwadratowy z -1 tez byl uwazany za niemozliwosc).
        W praktyce NIE ma nigdy "absolutnego zera", np. nawet w tzw. absolutnej
        prozni znajda sie jakies czastki (nie mowiac o tzw. czastkach wirtualnych).
        Jesli dzielimy 1 przez BARDZO mala liczbe, otrzymujemy BARDZO duza
        liczbe. Sprawdz to na kalkulatorze. Przez zero sie nie da podzielic, bo
        wynik bylby BARDZO BARDZO duzy, przekraczajacy fizyczne mozliwosci
        klalulatora czy nawet najwiekszego komputera. Stad te rozwazania NIE maja sensu,
        dyskutujemy o czym absolutnie niepraktycznym...
        >
        > >Zero to taka sama licba, jak kazda inna, co wiecej, jest to
        > >liczba rzeczywista i wymierna oraz calkowita. Jako taka ma
        > >na pewno odwrotnosc, zapisuje sie ja jako 1/0!
        > Nieprawda, nie ma odwrotności liczby zero.
        K: Kiedys twierdzono, ze nie ma pierwiastka kawadratowego z -1.
        Podobnie jak pierwiastek kawdratowy z minus jeden zapisuje sie jako
        "i" (imaginary number): (-1)^(1/2)=i, to 1/0 mozna zapisac np. jako
        "k" (od Kagana). Udowodnij mi, ze tak NIE mozna!

        > Patrz wyżej.
        K: To NIE jest dowod, to jest wyznanie wiary "NIE ma i juz"...

        > >>I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność +
        > >>nieskończoność
        > >>nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu twierdze
        > nie
        > >>d'lHospitala.
        > >K: NIE "Hospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^").
        > ..
        > Nieprawda. Dokładnie pisze się tak: de L'Hospitala. A nad "o" nie mogłem dać
        > daszka, bo nie mogę wpisać takiego znaku w przeglądarce.
        K: Moze w Polsce, w moim podreczniku zaawansowanego rach. rozniczkowego
        i calkowego jest l'Hopital, a podrecznik jest "najlepszy" bo amerykanski! :)
        Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
        Johanna Bernoulli'ego,

        > Nieprawda. Twierdzenie de L'Hospitala zostało wymyślone przez niego samego,
        a nie przez kogo innego. W innym przypadku nie nazywałoby się twierdzeniem de
        L'Hospitala. Mówię o twierdzeniu używanym przy obliczaniu granic funkcji w
        przypadkach, gdy stosowanie własności arytmetycznych granic funkcji prowadzi do
        wyrażeń nieoznaczonych typu: 0/0; nieskończoność/nieskończoność;
        K: NIE znasz historii matematyki! L'Hopital placil Bernoulliemu za rozwiazywanie
        problemow, z ktorymi nie mogl dac sobie rady! Poczytaj cos z zakresu
        historii matematyki!

        K: Te twierdzenia dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0 i n/n,
        gdzie n jest symbolem tzw. nieskonczonosci!
        Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
        daza do zera lub n, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych
        (mowiac niezbyt precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach.
        rozniczkowego i calkowego)...

        K:I powiedz mi, moj drogi ekspercie, czy n+n<n,
        gdzie "n" oznacza nieskonczonosc (pozioma osemka)?
        A moze n+n=n? Czyli, ze n+1=n?

        > Zadając to pytanie pokazałeś, że nie rozumiesz pojęcia nieskończoności.
        K: Nie ma glupich pyatn, sa tylko glupie odpowiedzi, jak twoja!
        Pytanie moze byc zle sformulowane *jak w przypadku "liceum"),
        ale odpowiadajac argumentem ad personam pokazujesz swa absolutna ignorancje!

        > Nie można porównywać "dwóch" nieskończoności - nieskończoność jest tylko jedna.
        K: Czyzby? Jest nieskonczonosc ujemna i dodatnia!
        Jak Widzisz, nieskonczonosc, tak naprawde NIE istnieje, bo prowadzi
        do absurdalnych wynikow. Na szczescie, w naturze NIE ma nieskonczonosci...

        > Jest. Wszechświat jest nieskończony.
        > Bóg nie należy do "natury", nie jest jej częścią - On ją stworzył.
        K: Natura stworzyla "sama siebie". Bog, jesli jest, to zgoda, jest poza
        natura, jemu skonczony swiat materialny NIE jest potrzebny!
        Po co mialby On stwarzac niedoskonaly, materialny swiat?
        Kagan

        • f116 Re: l'Hospital, BÓG, INTERNET, KAGAN I DAREK 09.03.02, 00:25
          Ano - następny czyli Darek dyskutuje o Bogu i nauce z facetem, który by w moim
          technikum 2 klasy z podstaw fizyki nie zdał. Ale potem obaj kłócą sie o
          pisownie nazwiska l'Hospitala i podpieraja jakimiś podręcznikami z półki po
          dziadku! Cholera, macie ten Internet na kliknięcie myszą! Wpisz jeden z drugim
          do np. Alta Visty to hasło i zobacz, ile tam l' Hospitali i l'Hopitali ! nawet
          prawie w oryginale!Obaj jesteście mędrcy za 5 groszy.....
          A ty "austalijczyku" sobie nie używaj nauki do wycierania butów. Ja tam jestem
          niewiele tylko mądrzejszy od Ciebie, ale wpajaja mi moi belfrowie szacunek do
          niej. a jaK SOBIE JAKIŚ BIEDNY "humanista " poczyta na forum twoje bełkoty, to
          jeszcze uwierzy w "naukowy pogląD na swiat" "tuwazysa" lenina.

          Uczen technikum (i nie ostatniej jeszcze klasy).
          • Gość: Kagan Re: l'Hospital, BÓG, INTERNET, KAGAN I DAREK IP: *.vic.bigpond.net.au 09.03.02, 01:02
            f116 napisał(a):
            Ano - następny czyli Darek dyskutuje o Bogu i nauce z facetem, który by w moim
            technikum 2 klasy z podstaw fizyki nie zdał.
            K: Ja technikum elektryczne skonczylem dawno temu, w czasach, jak jeszcze
            rzad lozyl na oswiate...

            Ale potem obaj kłócą sie o pisownie nazwiska l'Hospitala i podpieraja
            jakimiś podręcznikami z półki po dziadku!
            NP. R. Ellis & D. Gulick "Calculus with Analytic Geometry"
            San Diego & NY:, HBJ, 1986...

            Cholera, macie ten Internet na kliknięcie myszą! Wpisz jeden z drugim
            do np. Alta Visty to hasło i zobacz, ile tam l' Hospitali i l'Hopitali!
            nawet prawie w oryginale!Obaj jesteście mędrcy za 5 groszy.....
            K: A ty jeastes kompletnym durniem, co szuka wiedzy w Internecie.
            U mnie studenci za powolywanie sie na Internet po prostu NIE
            zaliczaja! Mylisz zrodlo rozrywki ze zrodlem wiedzy!
            Mylisz:
            1. Michel de L'Hospital (1507-1573)
            Kanclerz Francji 1560-1568
            2. Gauillaume Francois-Antoine, markiz de l'Hopital
            (o z akcentem "^", pisze sie wiec tez czasem L'Hospital),
            XVII wieczny matematyk francuski, uczen Johanna Bernoulliego,
            ktoremu pozniej placil za odkrycia, aby w ten sposob
            "nabyc" slawe...
            Tzw. regula l'Hopitala byla wynaleziona przez Johanna
            Bernoulliego, i dotyczy granic, ktore WYDAJA sie byc
            wyrazone stosunkiem 0/0 ("limits that would
            APPARENTLY be expressed by the ratio of 0/0")
            Britannica Macroaedia, 15th ed. vol. 2 pp. 867-8.

            > A ty "austalijczyku" (SIC) sobie nie używaj nauki do wycierania butów.
            Ja tam jestem niewiele tylko mądrzejszy od Ciebie, ale wpajaja mi moi
            belfrowie szacunek do niej.
            K: Powinni oni raczej jej uczyc, a nie wpjac do niej "szacunek"...
            Jak nisko upadlo szkolnictwo w Polsce! Jest na poziomie religijnych
            szkolek muzulmanskich czy zydowskich. Tam tez sie "wpaja szacunek",
            zamiast uczyc faktow...

            > a jaK SOBIE JAKIŚ BIEDNY "humanista " poczyta na forum twoje bełkoty, to
            jeszcze uwierzy w "naukowy pogląD na swiat" "tuwazysa" lenina.
            K: Leninowi do piet NIE dorastasz! On skonczyl prawo jeszcze za cara
            Mikolaja!

            > Uczen technikum (i nie ostatniej jeszcze klasy).
            K: Widac po poziomie wypowiedzi...
            • f116 Re: l'Hospital, BÓG, INTERNET, KAGAN I DAREK 09.03.02, 01:21
              Gość portalu: Kagan napisał(a):

              > > K: A ty jeastes kompletnym durniem, co szuka wiedzy w Internecie.
              > U mnie studenci za powolywanie sie na Internet po prostu NIE
              > zaliczaja! Mylisz zrodlo rozrywki ze zrodlem wiedzy!
              >F116 Jesteś studentem? Chyba takim w iranskim wydaniu! Nie rozsmieszaj mnie.
              A internet nie jest źródłem, ale narzedziem docierania do różnych informacji,
              takze źródłowych. Chyba w Australii też.

              Mylisz:
              > 1. Michel de L'Hospital (1507-1573)


              F116: Niczego nie mylę w sprawie jak wyzej. Myle sie tylko tracac czas na
              kontakty z tego typu co ty osobą - studentem, zamiataczem czy profesorem - to nie
              ważne. To się nazywa hermetyzowana bańka - czyli głowa w której jest co jest i
              koniec.
              • Gość: Kagan Re: l'Hospital, BÓG, INTERNET, KAGAN I DAREK IP: *.lib.latrobe.edu.au 09.03.02, 04:30
                K: A ty jestes kompletnym durniem, co szuka wiedzy w Internecie.
                U mnie studenci za powolywanie sie na Internet po prostu NIE
                zaliczaja! Mylisz zrodlo rozrywki ze zrodlem wiedzy!
                F116: Jesteś studentem? Chyba takim w iranskim wydaniu! Nie rozsmieszaj mnie.
                A internet nie jest źródłem, ale narzedziem docierania do różnych informacji,
                takze źródłowych. Chyba w Australii też.
                K: Jestem wykladowca, NIE studentem. Ty sie powolales na Internet, a NIE ja!
                Niegdys Internet byl moze narzedziem docierania do informacji, ale obecnie
                sie skomercjalizowal, i jest glownie zrodlem rozrywki (po kryzysie tzw.
                netbiznesu).

                Mylisz:
                1. Michel de L'Hospital (1507-1573)
                francuski maz stanu oraz
                2. Markiz G.F. L'Hopital ("o" z akcentem "^"), czasem mylnie pisanego L'Hospital.
                Byl to XVII wieczny matematyk, autor "Analyse des infiniment petits..." (1696),
                gdzie staral sie usunac niokreslone (za jego czasow) wyniki dzialan typu
                0/0 albo nieskonczonosc/nieskonczonosc, poprzez zastepowanie granic funkcji
                granicami ich pochodnych. Reguly L'Hopitala sa dosc ograniczone, bo obie funcje
                musza byc np. zdefiniowane w danym punkcie (szczegoly w kazdym dobrym podreczniku
                matematyki tzw. wyzszej)...
                Patrz wielotomowa "Encyclopedia of Mathematics" (Kluwer, Dordrecht/Boston/London)
                1990 vol. 5 pp. 407-8.

                F116: Niczego nie mylę w sprawie jak wyzej. Myle sie tylko tracac czas na
                kontakty z tego typu co ty osobą - studentem, zamiataczem czy profesorem - to
                nie ważne. To się nazywa hermetyzowana bańka - czyli głowa w której jest co jest
                i koniec.
                K: W kazdej glowie jest co jest. Tautlogia jest zawsze Tautologia!

        • Gość: Kagan Reguła de L'Hopitala IP: *.lib.latrobe.edu.au 09.03.02, 04:48
          Darek: NIESKOŃCZONOŚĆ, pojęcie występujące w różnych działach matematyki jako
          przeciwstawne pojęciu skończoności; na oznaczenie n. (w sensie nieograniczonego
          wzrostu) używa się symbolu ∞.
          K: To jest tylko taki symbol, za nim nic konkretnego NIE stoi.
          Mozna go uzywac w sensie, ze np. jakis ciag DAZY do tzw. nieskonczonosci,
          ale wiadomo, ze go NIGDY NIE OSIAGNIE! Mylisz instrumentalne uzycie
          nieskonczonosci (Gauss) z nieracjonalna wiara, ze ona istnieje
          (Cantor). Pamietaj, Cantor skonczyl w azylu dla umyslowo chorych,
          a Gauss byl Ksieciem Matematykow!

          D: Nie możesz udowodnić naukowo ani nieistnienia Pana Boga, ani Jego nieistnienia
          - to kwestia wiary. Zapewne wszelkie cuda w np. w Fatimie, np. cud wirującego
          słońca, który widziały tysiące ludzi, wytłumaczysz przy pomocy kosmitów".
          K: A po jaka cholere ALLMIGHTY Jahweh czy Allach mialby sie bawic w jarmarczne
          cuda!? Zydek David Copperfield potrafi robic lepsze "cuda" niz w Fatimie,
          a "wirujace slonce" to wynik zaklocen atmosferycznych, czy np. zorze polarna tez
          uznasz za cud (a zdarza sie ona nawet nad poludniowym Baltykiem, jak slonce jest
          wyjatkowo aktywne)...

          D: Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
          nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet nieskonczenie dobry).
          K: Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych umyslow), ze te
          atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE moze istniec.

          D: Atrbuty te nie są wewnętrznie sprzeczne, gdyż można być jednocześnie dobrym,
          wielkim, mądrym i potężnym. Sprzeczne byłoby mówienie o kimś np., że jest suchy i
          mokry, wysoki i niski, albowiem te cechy wzajemnie się wykluczają - jak ktoś jest
          suchy, to nie jest mokry, jak ktoś jest wysoki, to nie jest niski itd.
          K: Czyzby? Czy wiesz, ze elektron moze byc np. jednoczesnie w dwoch miejscach?
          Logika naszego swiata zawodzic moze w innych swiatach... Tu jest moze slabosc mego
          wywodu, ale jak dotad, zaden z religiantow NA TO nie wpadl!

          K: I cytujesz mnie selektywnie: NIE moze byc jednoczesnie wszechpotezny i
          wszechdobry, a tolerowac istnienia zla!
          (BRAK ODPOWIEDZI!)
          [...]

          D: Dzielenie przez zero jest niewykonalne, wynika to z określenia dzielenia:
          dzielenie - takie działanie dwuargumentowe przyporządkowujące dwóm liczbom
          a,b, (z których druga jest różna od zera) liczbę c taką, że b*c=a.
          Jeżeli istniałaby liczba x będąca ilorazem liczby a (różnej od zera) przez
          zero, to jej iloczyn przez zero dałby liczbę a różną od zera, co jest niemożliwe.
          K: Wiele rzeczy, co sie wydawaly niemozliwe, sa obecnie mozliwe:
          czesc teoretycznie, a czesc nawet praktycznie (lot maszyny ciezszej od powietrza,
          czy nawet podroz z szybkoscia wieksza niz szybkosc swiatla; kiedys pierwiastek
          kwadratowy z -1 tez byl uwazany za niemozliwosc).
          W praktyce NIE ma nigdy "absolutnego zera", np. nawet w tzw. absolutnej
          prozni znajda sie jakies czastki (nie mowiac o tzw. czastkach wirtualnych).
          Jesli dzielimy 1 przez BARDZO mala liczbe, otrzymujemy BARDZO duza
          liczbe. Sprawdz to na kalkulatorze. Przez zero sie nie da podzielic, bo
          wynik bylby BARDZO BARDZO duzy, przekraczajacy fizyczne mozliwosci kalkulatora
          czy nawet najwiekszego komputera. Stad te rozwazania NIE maja sensu,
          dyskutujemy o czym absolutnie niepraktycznym... Daliscie sie wciagnac w dyskuje o
          NICZYM! I jest to wciaz temat nr 1 na tym forum!
          A zero to taka sama licba, jak kazda inna, co wiecej, jest to liczba rzeczywista
          i wymierna oraz calkowita. Jako taka ma ona na pewno odwrotnosc, zapisuje sie ja
          jako 1/0!
          D: Nieprawda, nie ma odwrotności liczby zero.
          K: Kiedys twierdzono, ze nie ma pierwiastka kawadratowego z -1.
          Podobnie jak pierwiastek kawdratowy z minus jeden zapisuje sie jako "i"
          (imaginary number): (-1)^(1/2)=i, to 1/0 mozna zapisac np. jako "k" (od Kagana).
          Udowodnij mi, ze tak NIE mozna!
          (BRAK ODPOWIEDZI)

          D: I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność +
          nieskończoność nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu
          twierdzenie d'lHospitala.
          K: NIE "d'lHospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^").
          D: Nieprawda. Dokładnie pisze się tak: de L'Hospitala. A nad "o" nie mogłem
          dać daszka, bo nie mogę wpisać takiego znaku w przeglądarce.
          K: Moze w Polsce, w moim podreczniku zaawansowanego rach. rozniczkowego
          i calkowego jest l'Hopital, a podrecznik jest "najlepszy" bo amerykanski! :)
          Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
          Johanna Bernoulli'ego,
          D: Nieprawda. Twierdzenie de L'Hospitala zostało wymyślone przez niego samego,
          a nie przez kogo innego. W innym przypadku nie nazywałoby się twierdzeniem de
          L'Hospitala. Mówię o twierdzeniu używanym przy obliczaniu granic funkcji w
          przypadkach, gdy stosowanie własności arytmetycznych granic funkcji prowadzi do
          wyrażeń nieoznaczonych typu: 0/0; nieskończoność/nieskończoność;
          K: NIE znasz historii matematyki! L'Hopital placil Bernoulliemu za rozwiazywanie
          problemow, z ktorymi nie mogl dac sobie rady! Poczytaj cos z zakresu
          historii matematyki i matematyki w ogole!
          Np. wielotomowa "Encyclopedia of Mathematics" (Kluwer, Dordrecht/Boston/London)
          1990 vol. 5 pp. 407-8.
          I mylisz:
          1. Michel de L'Hospital (1507-1573) francuski maz stanu oraz
          2. Markiz G.F. L'Hopital ("o" z akcentem "^"), czasem mylnie pisanego L'Hospital.
          Byl to XVII wieczny matematyk, autor "Analyse des infiniment petits..." (1696),
          gdzie staral sie usunac niokreslone (za jego czasow) wyniki dzialan typu
          0/0 albo nieskonczonosc/nieskonczonosc, poprzez zastepowanie granic funkcji
          granicami ich pochodnych. Reguly L'Hopitala sa dosc ograniczone, bo obie funcje
          musza byc np. zdefiniowane w danym punkcie (szczegoly w kazdym dobrym podreczniku
          matematyki tzw. wyzszej)...
          K: Te twierdzenia dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0 i n/n,
          gdzie n jest symbolem tzw. nieskonczonosci!
          Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
          daza do zera lub n, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych
          (mowiac niezbyt precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach.
          rozniczkowego i calkowego)...
          I powiedz mi, moj drogi ekspercie, czy n+n<n,
          gdzie "n" oznacza nieskonczonosc (pozioma osemka)?
          A moze n+n=n? Czyli, ze n+1=n?
          D: Zadając to pytanie pokazałeś, że nie rozumiesz pojęcia nieskończoności.
          K: Nie ma glupich pyatn, sa tylko glupie odpowiedzi, jak twoja!
          Pytanie moze byc zle sformulowane *jak w przypadku "liceum") czy f116,
          ale odpowiadajac argumentem ad personam pokazujesz swa absolutna ignorancje!
          D: Nie można porównywać "dwóch" nieskończoności - nieskończoność jest tylko
          jedna.
          K: Czyzby? Jest nieskonczonosc ujemna i dodatnia! Inaczej pisalo by sie tylko
          ∞, a pisze sie +∞ oraz -∞!
          Jak Widzisz, nieskonczonosc, tak naprawde NIE istnieje, bo prowadzi
          do absurdalnych wynikow. Na szczescie, w naturze NIE ma nieskonczonosci...
          D: Jest. Wszechświat jest nieskończony. Bóg nie należy do "natury", nie jest jej
          częścią - On ją stworzył.
          K: Natura stworzyla "sama siebie". Bog, jesli jest, to zgoda, jest poza
          natura, jemu skonczony swiat materialny NIE jest potrzebny!
          Po co mialby On, tworca DOSKONALY i WSZECHMOGACY, bedacy sama esencja
          i kwintesencja DOBRA, stwarzac niedoskonaly, materialny swiat z tak duza iloscia
          ZLA???
          Kagan
          • Gość: Kagan L'Hopitala czy L'Hospital? IP: *.lib.latrobe.edu.au 09.03.02, 06:38
            Darek: I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność +
            nieskończoność nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu
            twierdzenie d'lHospitala.
            K: NIE "d'lHospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^").
            D: Nieprawda. Dokładnie pisze się tak: de L'Hospitala. A nad "o" nie mogłem
            dać daszka, bo nie mogę wpisać takiego znaku w przeglądarce.
            K: Moze w Polsce, w moim podreczniku zaawansowanego rach. rozniczkowego
            i calkowego jest l'Hopital, a podrecznik jest "najlepszy" bo amerykanski! :)
            Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
            Johanna Bernoulli'ego,
            D: Nieprawda. Twierdzenie de L'Hospitala zostało wymyślone przez niego samego,
            a nie przez kogo innego. W innym przypadku nie nazywałoby się twierdzeniem de
            L'Hospitala. Mówię o twierdzeniu używanym przy obliczaniu granic funkcji w
            przypadkach, gdy stosowanie własności arytmetycznych granic funkcji prowadzi do
            wyrażeń nieoznaczonych typu: 0/0; nieskończoność/nieskończoność;
            K: NIE znasz historii matematyki! L'Hopital placil Bernoulliemu za rozwiazywanie
            problemow, z ktorymi nie mogl dac sobie rady! Poczytaj cos z zakresu
            historii matematyki i matematyki w ogole!
            Np. wielotomowa "Encyclopedia of Mathematics" (Kluwer, Dordrecht/Boston/London)
            1990 vol. 5 pp. 407-8.
            I mylisz:
            1. Michel de L'Hospital (1507-1573) francuski maz stanu oraz
            2. Markiz G.F. L'Hopital ("o" z akcentem "^"), czasem mylnie pisanego L'Hospital.
            Byl to XVII wieczny matematyk, autor "Analyse des infiniment petits..." (1696),
            gdzie staral sie usunac niokreslone (za jego czasow) wyniki dzialan typu
            0/0 albo nieskonczonosc/nieskonczonosc, poprzez zastepowanie granic funkcji
            granicami ich pochodnych. Reguly L'Hopitala sa dosc ograniczone, bo obie funcje
            musza byc np. zdefiniowane w danym punkcie (szczegoly w kazdym dobrym podreczniku
            matematyki tzw. wyzszej)...
            Te twierdzenia dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0 i n/n,
            gdzie n jest symbolem tzw. nieskonczonosci!
            Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
            daza do zera lub n, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych
            (mowiac niezbyt precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach.
            rozniczkowego i calkowego)...
            I JESZCZE:
            1`. "The Biographical Dictionary of Scientists-Mathematicians", Blond Educational
            1985 (ed. by D. Abott, PhD) s. 17 (haslo Bernoulli) podaje wyraznie
            G. de l'Hopital 1661-1704("o" z akcentem "^"). W/g tego zrodla Hopital po
            prostu popelnil plagat z Bernoulliego (Johann'a/Jean'a).
            Kagan
            PS Generalnie, wszystkie rozwazania o nieskonczonosci oparte sa na tzw.
            fallacia supositionis, gdzie zmienia sie zalozenia podczas dowodu
            (Companion Encyclopedia of the History of Philosphy and of the Mathematical
            Sciences, Routledge 1994 p. 314).
            • Gość: Kagan Re: L'Hopital czy L'Hospital? IP: *.lib.latrobe.edu.au 09.03.02, 06:48
              > Darek: I jeszcze jedno - nie sumuje się nieskończoności, nieskończoność +
              > nieskończoność nie oznacza jeszcze, że to jest nieskończoność, stosuje się tu
              > twierdzenie d'lHospitala.
              > K: NIE "d'lHospitala", ale Marquis'a de l'Hopital'a (nad "o" jest akcent "^").
              > D: Nieprawda. Dokładnie pisze się tak: de L'Hospitala. A nad "o" nie mogłem
              > dać daszka, bo nie mogę wpisać takiego znaku w przeglądarce.
              > K: Moze w Polsce, w moim podreczniku zaawansowanego rach. rozniczkowego
              > i calkowego jest l'Hopital, a podrecznik jest "najlepszy" bo amerykanski! :)
              > Jego twierdzenia (sa aktualnie 2) byly wynalezione nie przez niego, ale przez
              > Johanna Bernoulli'ego,
              > D: Nieprawda. Twierdzenie de L'Hospitala zostało wymyślone przez niego samego,
              > a nie przez kogo innego. W innym przypadku nie nazywałoby się twierdzeniem de
              > L'Hospitala. Mówię o twierdzeniu używanym przy obliczaniu granic funkcji w
              > przypadkach, gdy stosowanie własności arytmetycznych granic funkcji prowadzi do
              > wyrażeń nieoznaczonych typu: 0/0; nieskończoność/nieskończoność;
              K: NIE znasz historii matematyki! L'Hopital placil Bernoulliemu za rozwiazywanie
              problemow, z ktorymi nie mogl dac sobie rady! Poczytaj cos z zakresu
              historii matematyki i matematyki w ogole!
              Np. wielotomowa "Encyclopedia of Mathematics" (Kluwer, Dordrecht/Boston/London)
              1990 vol. 5 pp. 407-8.
              I mylisz:
              1. Michel de L'Hospital (1507-1573) francuski maz stanu oraz
              2. Markiz G.F. L'Hopital ("o" z akcentem "^"), czasem mylnie pisanego L'Hospital.
              Byl to XVII wieczny matematyk, autor "Analyse des infiniment petits..." (1696),
              gdzie staral sie usunac niokreslone (za jego czasow) wyniki dzialan typu
              0/0 albo nieskonczonosc/nieskonczonosc, poprzez zastepowanie granic funkcji
              granicami ich pochodnych. Reguly L'Hopitala sa dosc ograniczone, bo obie funcje
              musza byc np. zdefiniowane w danym punkcie (szczegoly w kazdym dobrym podreczniku
              matematyki tzw. wyzszej)...
              Te twierdzenia dotycza tylko tzw. "indeterminate form" 0/0 i n/n,
              gdzie n jest symbolem tzw. nieskonczonosci!
              Dotycza one granicy, do ktorej dazy iloraz dwoch funkcji, ktore
              daza do zera lub n, ktora jest taka sama dla ilorazu ich pochodnych
              (mowiac niezbyt precyzyjnie, bo trudno mi tu uzywac symboliki z rach.
              rozniczkowego i calkowego)...
              I JESZCZE:
              1. "The Biographical Dictionary of Scientists-Mathematicians", Blond Educational
              1985 (ed. by D. Abott, PhD) s. 17 (haslo Bernoulli) podaje wyraznie
              G. de l'Hopital 1661-1704("o" z akcentem "^"). W/g tego zrodla Hopital po
              prostu popelnil plagat z Bernoulliego (Johann'a/Jean'a).
              2. Podobnie "The Penguin Dictionary of Mathematics" (1989 s.196)
              podaje trzy razy L'Hopital (o akcentowane), a tylko dwa razy l'Hospital (bez
              akcentu) i potwierdza jego plagiaryzm z Johanna Bernoulliego...
              I wyraznie jest tam napisane, ze ta regula odnosi sie tylko do granic relacji
              dwoch funkcji, ktoe osobna daza do zera, i ze granica, do ktorej dazy wyrazenie
              typu 0/0 istnieje, choc nie jest (na razie) mozliwe do bezposredniego wyliczenia!
              PS: Generalnie, wszystkie rozwazania o nieskonczonosci oparte sa na tzw.
              fallacia supositionis, gdzie zmienia sie zalozenia podczas dowodu
              (Companion Encyclopedia of the History of Philosphy and of the Mathematical
              Sciences, Routledge 1994 p. 314).
              Kagan

              • Gość: Kagan Re: L'Hopital czy L'Hospital? IP: *.arts.monash.edu.au 11.03.02, 07:12
                Wychodzi, ze jednak HOPITAL z "^" nad "O"...
    • chrikri4 Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA 08.03.02, 02:30
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 09.03.02, 00:35
        chrikri4 napisał(a): (NIC)
        Rozumiem, ze dla Ciebie nieistnienie Boga to pewnik, rzecz
        oczywista, ktorej dowodzic NIE trzeba. "Kon jest taki, jak kazdy
        widzi"...
        Kagan


    • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 04:38
      > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      > nieskonczenie dobry).
      > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      > Ale wrocmy do glownego tematu!
      > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
      > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      > NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
      > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
      > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
      > Pozdrawiam!
      > P.S. Wesolych Swiat!

    • Gość: Kagan DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 04:46
      > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      > nieskonczenie dobry).
      > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      > Ale wrocmy do glownego tematu!
      > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
      > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      > NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
      > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
      > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
      > Pozdrawiam!
      > P.S. Wesolych Swiat!

    • Gość: Kagan DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 04:47
      > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      > nieskonczenie dobry).
      > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      > Ale wrocmy do glownego tematu!
      > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
      > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      > NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
      > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
      > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
      > Pozdrawiam!
      > P.S. Wesolych Swiat!

    • Gość: Kagan DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 04:49
      > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      > nieskonczenie dobry).
      > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      > Ale wrocmy do glownego tematu!
      > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
      > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      > NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
      > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
      > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
      > Pozdrawiam!
      > P.S. Wesolych Swiat!

      • andrzejmat ODPOWIEDZ NA 3 PYTANIA 10.03.02, 10:23



        Pytania (porawka)

        KAGAN: Wracam do pytania o energii, na ktore NIE odpowiedziales poprawnie!
        Daruje ci uzycie "calculus'a" w poprzedniej odpowiedzi, wiec
        sformuluje pytania inaczej, aby nie bylo zadnych watpliwosci,
        o co mi chodzi. I prosze bez tzw. wyzszej matematyki, bo dla
        przecietnego uzytkownika tego Forum nawet rownanie roznicowe to
        czarna magia, a co dopiero rozniczkowe...
        Zreszta, jak wiadomo, wiekszosc rownan rozniczkowych nie da sie dokladnie
        rozwiazac, stosujemy tylko przyblizenia, metpdy numeryczne, wiec nigdy NIE
        mamy dokladnie 50% ale tylko okolo 50%...

        ANDRZEJMAT:
        W TYM AKURAT PRZYPADKU RÓWNANIE PO PIERWSZE MA ROZWIAZANIE OGÓLNE I DOKŁADNE A
        PO DRUGIE - BYŁA O NIM MOWA TYLKO DLA CELÓW "DYDAKTYCZNYCH", WŁAŚNIE ABY
        WYJASNIĆ "MECHANIZM" BYNAJMNIEJ NIE CUDOWNEGO PRZEKSZTAŁCANIA ENERGII ZAWARTEJ
        W KONDENSATORZE W ENERGIĘ CIEPLNĄ. A ŻE JEST TE 50% TO "SIĘ WYLICZA" PRAWIE NA
        PALCACH, CO JUŻ CI PRZEDSTAWIAŁEM, Z BILANSU TEGO CO PRZED I TEGO CO PO
        POŁĄCZENIU. TO NIGDY NIE BYŁO PYTANIEM, PYTANIEM BYŁO JAK TO SIĘ DZIEJE, A NIE
        CZY ANI ILE !!! A POWODY, DLA KTÓRYCH TO MOŻE NIE BYĆ "ABSOLUTNE" 50 % MOGĄ BYĆ
        PROZAICZNE, NIE TRZEBA "QUASIMETAFIZYKI". ZWYCZAJNIE KONDENSATORY MOGĄ NIE BYĆ
        ABSOLUTNIE IDENTYCZNE I DO TEGO MAJA JAKĄŚ SKOŃCZONĄ UPŁYWNOŚC - ROZŁADOWYWUJĄ
        SIĘ "NIECO" W CZASIE EKSPERYMENTU. ALE TO SĄ BŁĘDY INSTRUMENTALNE, NIE BŁĄD CO
        DO SAMEJ ZASADY.
        ZANIM PRZEJDĘ DO TWOICH TRZECH PYTAŃ, TAKA DYGRESJA:
        ISTNIEJE TAK ZWANA HYDRULICZNA ANALOGIA WIELU PROCESÓW ELEKTRYCZNYCH. ANALOGIA
        DLA PRZYPADKU LACZENIA KONDENSATOROW:
        - WYOBRAZMY SOBIE PIONOWY CYLINDRYCZNY ZBIORNIK PODZIELONY PIONOWĄ PRZEGRODĄ
        NA DWIE IDENTYCZNE CZĘŚCI. NA DOLE W PRZEGRODZIE JEST OTWÓR ZAMYKANY ZAWOREM.
        CAŁA PRZEGRODA - ACZKOLWIEK SZCZELNA, TEŻ MOŻE BYĆ SZYBKO USUNIĘTA.
        - DO JEDNEJ CZESCI NALANO CIECZ O MASIE "M" KTÓREJ LUSTRO JEST NA WYSOKOŚCI "H"
        OD DNA.
        -ENERGIA POTENCJALNA CIECZY WZGLĘDEM DNA JEST E= M*g*H/2 GDZIE "g"
        PRZYSPIESZENIE ZIEMSKE (O ILE EKSPERYMENT MYŚLOWY CZY RZECZYWISTY JEST
        PROWADZONY NA ZIEMI. ALE TO ŻART). H/2 TO WYSOKOŚC SRODKA CIEŻKOŚCI MASY CIECZY
        NAD DNEM.
        -OTWIERAMY ZAWOR W PRZEGRODZIE, CIECZ PRZEPŁYWA DO DRUGIEGO ZBIORNIKA, POZIOMY
        WRÓWNUJĄ SIĘ PO PEWNYM CZASIE, OSIĄGAJĄC WYSOKOŚC H/2. MASY ODPOWIEDNIO
        OCZYWISCIE M/2
        -CIECZ W KAŻDEJ Z DWOCH KOMOR BĘDZIE MIALA ENERGIE POTENCJALNA WZGLĘDEM DNA
        E' = E'' = M*g*H/8, BO JEST POLOWA MASY I POLOWA WYSOKOSCI SRODKA CIEZKOSCI.
        SUMA ENERGII JEST OCZYWIŚCIE E'''=E'+E''= M*g*H/4
        -WIDAC, ZE ZNOWU JEST TAK, ZE ENERGIA PO WYROWNANIU POZIOMOW JEST 50% ENERGII
        POCZATKOWEJ.
        -CO SIĘ STALO Z POLOWA ENERGII? ZAMIENIŁA SIĘ W CIEPŁO GDY CIECZ PRZECISKAŁA
        SIĘ PRZEZ OTWOREK (TZW STRATY HYDRAULICZNE.)

        -A TERAZ POWTORZMY DOSWIADCZENIE ALE ZAMIAST OTWIERANIA ZAWORKA SZYBKO USUNMY
        PRZEGRODE.
        -CIECZ GWAŁTOWNIE WYPEŁNI CAŁY ZBIORNIK, BĘDZIE PRZEJSCIOWE "ZAMIESZANIE",
        TARCIE WEWNETRZNE, WYDZIELANIE CIEPŁA, ALE I "CHLUPOT", FALE DZWIEKOWE. CZESC
        ENERGI ZAMIENI SIRE W ENERGIE FAL DZWIEKOWYCH, CZESC W CIEPŁO. OCZYWIŚCIE
        KONCOWA ENERGIA POTENCJALNA BĘDZIE E''' JAK POPRZEDNIO.
        -GDYBY CIECZ MIALA ZEROWA LEPKOSC A DOSWIADCZENIE PROWADZONE BYŁO W ABSOLUTNEJ
        PROZNI, CIECZ NIGDY BY SIE NIE USPOKOILA, "ZAMIESZANIE" TRWAŁO BY DOWOLNIE
        DLUGO, ROZPRASZANIA ENERGII BY NIE BYŁO, TYLKO PRZEMIANY ENERGI POTENCJALNEJ W
        KINETYCZNA I ODWROTNIE. ALE NIE JEST TO REALISTYCZNE ZALOZENIE.

        TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, NIE WYNIKA Z MOJEJ SZKOLNEJ TYLKO CZY "WYCZYTANEJ"
        WIEDZY. TO SPRAWY BLISKIE MOJEMU ZAWODOWI. MOŻE GO ZLE GO WYKONUJE, ALE
        TEGO, CO WYZEJ NAPISALEM JESTEM SUBIEKTYWNIE PEWIEN.

        A TERAZ ZABIERZMY SIĘ DO TWOICH PYTAN

        Kagan:
        Jeszcze raz:
        I. Wezmy naladowany kondensator, o danej pojemnosci, umieszczony
        w poruszajacym sie pociagu czy samochodzie (albo nawet samolocie) na pewnej
        wysokosci nad poziomem morza. Taki kondensator ma energie:
        1. Potencjalna (poniewaz jest ponad poziomem morza)
        2. Kinetyczna (jest w ruchu)
        3. Elektryczna (wl. elektromagnetyczna, bo jest naladowany).
        4. Chemiczna (mozna go np. spalic, wydzielajac cieplo)
        5. Rownowazna masie (E=m*c^2)
        ANDRZEJMAT :6. I JESZCZE CIEPLNĄ (MA TEMPERATURE POWYŻEJ ZERA BEZWZGLEDNEGO)

        Teraz zamieniamy mase na energie. Jest to teoretycznie mozliwe, wiec
        czemu nie? Powinnismy otrzymac rownowartosc m*c^2.
        Pytanie: co sie wtedy dzieje z pozostalymi rodzajami energii
        'zawartymi' w kondensatorze? Czy ona 'znika' (bo kondensator znika,
        zamienia sie caly w energie), czy tez jest 'dodana' do energii m*c^2?
        Zauwaz, ze jesli jest to kondensator o sporej masie, to jego energia np.
        kinetyczna moze byc tez spora...
        ANDZEJMAT: MASA, WARTOSC OPALOWA, PREDKOSC CZY ENERGI W POLU GRAWITACYJNYM I
        TEMPERATURA TO NIE S.A. NIEZBYWALNE CECHY KONDENSATORA. CZYLI TO TROCHE GROCH
        Z KAPUSTA. ALE CZEMU NIE? NIEKTORZY LUBIA. A ANIHILACJA KONDENSATORA MUSI SIĘ
        ODBYC NA ZASADZIE "DEUS EX MACHINA" PRAWDA?
        ZE WZGLĘDU NA SKALE DOSWIADCZENIE (WYBUCH ATOMOWY) PRAKTYCZNIEJ BĘDZIE PRZYJĄC
        UKŁAD ODNIESIENIA NIE ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ, ALE CO NAJMNIEJ ZE SLONCEM, BO ENERGIA
        KINETYCZNA PRZY TAKIEJ ZMIANIE NIE JEST NIEZMIENNIKIEM, TAK JAK MASA.
        WTEDY PREDKOSC SAMOLOTU KTÓRYM LECI KONDENSATOR BĘDZIE MIALA BLISKIE ZERU
        ZNACZENIE, JEGO ENERGIA KINETYCZNA BĘDZIE ENERGIA KINETYCZNA RUCHU OBROTOWRO
        ZIEMI SUMOWANEGO WEKTOROWO Z RUCHEM ZIEMI PO ORBICIE. TROCHE POWYZEJ 30KM/SEC,
        DO OBLICZENIA TEJ ENERGII TRZEBA JUŻ UWZGLEDNIC EFEKT RELATYWISTYCZNY OPISANY
        TRANSFORMACJĄ LORENTZA. ALE TA ENERGIA KINETYCZNA TO I TAK BĘDZIE MILIONY RAZY
        MNIEJSZA OD ENERGII ROWNOWAZNEJ MASIE SPOCZYNKOWEJ E=M*C^2.
        ENERGIA TA POWINNA JEDNAK BYĆ ZSUMOWANA W OGOLNYM BILANSIE z energią E=M*C^2
        NATOMIAT ENERGIA CIEPLA (KINETYCZNA RUCHU CZĄSTEK/ATOMOW) , ENERGIA CHEMICZNA
        (WIĄZAŃ ATOMÓW I CZĄSTEK) ORAZ ELEKTRYCZNA (ODZIAŁYWAN MIEDZY LADUNKAMI
        ELEKTRYCZNYMI) JEST JUŻ ZAWARTA W MASIE 'M" I DRUGI RAZ NIE POWINNO SIĘ JEJ
        UWZGLEDNIAC. ALE JEST TO ENERGIA ZNIKOMA W POROWNANIU NAWET Z ENERGIA
        KINETYCZNA RUCHU PO ORBICIE, O CO DOPIERO Z E=M*C^2
        TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, WYNIKA Z MOJEJ SZKOLNEJ ZWIETRZALEJ "WIEDZY". NIE
        JESTEM FIZYKIEM. 'ROBIE" W PROZAICZNYCH ZASTOSOWANIACH FIZYKI TYLKO. WIEC TO
        MOJE PRZEKONANIE, NIE PEWNOSC. ZDAJE SOBIE SPRAWE, ZE MOGĘ SIĘ TU I TAM MYLIC.
        .

        II. Co sie dzieje, jesli te twoje kondensatory polaczymy idealnym
        drutem, bez rezystancji, bez indukcyjnosci, drutem, ktory idealnie
        przewodzi strumien elektronow, nie wytwarzajac ani ciepla, ani
        promieniowania elektromagnetycznego (w fizyce uzywa sie np. 'idealne'
        gazy, czy 'idealna proznie', wiec czemu nie 'idealny' przewodnik).
        Pytanie: czy wtedy tez energia "cudownie" ubedzie z tego ukladu
        dwoch kondensatorow? Przeciez NIE bedzie zadnych strat zwiaznych z
        oporem przewodnika czy jego indukcyjnoscia (bedzie to przewodnik
        o dlugosci zera, np. polaczenie bedzie przez mini wormhole, ktora,
        jak wiadomo, ma dlugosc zerowa).
        ANDRZEJMAT: DRUT MOŻE BYĆ BEZ REZYSTANCJI, MOŻE ZWYCZAJNIE GO NIE BYĆ, STYKAJA
        SIĘ OKLADKI KONDENSATOTA, ALE ONE MAJA REZYSTANCJE, ALE NIECH NIE MAJA,
        ZAMROZONE W POBLIZE ZERA ABSOLUTNEGO. 'WORMHOLES' DO TEGO NIE S.A. POTRZEBNE,
        TO POSTACIE Z INNEJ BAJKI (SWIATY ROWNOLEGLE ITD.) ALE W PROCESIE WYROWNYWANIA
        LADUNKU, O KTÓRYM MOWA, MUSI POPLYNAC PRAD W TYCH OKLADKACH, A ONE MUSZA JENAK
        MIEĆ WYMIARY SKONCZONE. ZMIENNY PRAD (OSCYLACJE) GENERUJE FALE
        ELEKTROMAGNETYCZNE I TA DROGA ENERGIA ULEGNIE ROZPROSZENIU. MOŻNA BYŁO
        WYOBRAZIC SOBIE UPRZEDNIO CIECZ ABSOLUTNIE NIELEPKA I KONSEKWENCJE W POSTACI
        USTALONEGO "BELTANIA SIĘ" SIĘ JEJ W ZBIORNIKU, TO "TYLKO" ODBIEGA OD REALIOW,
        ALE ZAKLADANIE BRAKU EMISJII PROMIENIOWANIA PRZY ZMIENNYCH RUCHACH LADUNKOW TO
        BYLOBY NARUSZENIE PRYNCYPIOW SFORMULOWANYCH PRZEZ MAXWELLA.

        ABY BYĆ MAKSYMALNIE UPIERDLIWYM, PODAM JESZCZE JEDEN MODEL NASZEGO
        WIELKOPOMNEGO ZJAWISKA, JAKIM JEST "CUDOWNE ZNIKANIE" (JAK TO NAZYWASZ) ENERGII
        Z KONDENSTORA.
        OTOZ POJEMNOSC KONDENSA
        • Gość: Kagan Re: ODPOWIEDZ NA 3 PYTANIA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 12:03
          ANDRZEJMAT:
          W TYM AKURAT PRZYPADKU RÓWNANIE PO PIERWSZE MA ROZWIAZANIE OGÓLNE I
          DOKŁADNE A PO DRUGIE - BYŁA O NIM MOWA TYLKO DLA CELÓW "DYDAKTYCZNYCH",
          WŁAŚNIE ABY WYJASNIĆ "MECHANIZM" BYNAJMNIEJ NIE CUDOWNEGO PRZEKSZTAŁCANIA
          ENERGII ZAWARTEJ W KONDENSATORZE W ENERGIĘ CIEPLNĄ. A ŻE JEST TE 50% TO "SIĘ
          WYLICZA" PRAWIE NA PALCACH, CO JUŻ CI PRZEDSTAWIAŁEM, Z BILANSU TEGO CO PRZED
          I TEGO CO PO POŁĄCZENIU.
          K: To byl tylko bilans teoretyczny, w praktyce jest zawsze blad pomiaru,
          czyli NIGDY nie ma rowne 50%...

          TO NIGDY NIE BYŁO PYTANIEM, PYTANIEM BYŁO JAK TO SIĘ DZIEJE, A NIE
          CZY ANI ILE !!! A POWODY, DLA KTÓRYCH TO MOŻE NIE BYĆ "ABSOLUTNE" 50 %
          MOGĄ BYĆ PROZAICZNE, NIE TRZEBA "QUASIMETAFIZYKI". ZWYCZAJNIE KONDENSATORY
          MOGĄ NIE BYĆ ABSOLUTNIE IDENTYCZNE I DO TEGO MAJA JAKĄŚ SKOŃCZONĄ UPŁYWNOŚC
          - ROZŁADOWYWUJĄ SIĘ "NIECO" W CZASIE EKSPERYMENTU. ALE TO SĄ BŁĘDY
          INSTRUMENTALNE, NIE BŁĄD CO DO SAMEJ ZASADY.
          K: Czyli sam przyznajesz, ze to 50% to byla czysta science fiction...

          ZANIM PRZEJDĘ DO TWOICH TRZECH PYTAŃ, TAKA DYGRESJA:
          ISTNIEJE TAK ZWANA HYDRULICZNA ANALOGIA WIELU PROCESÓW ELEKTRYCZNYCH.
          ANALOGIA DLA PRZYPADKU LACZENIA KONDENSATOROW:
          - WYOBRAZMY SOBIE PIONOWY CYLINDRYCZNY ZBIORNIK PODZIELONY PIONOWĄ PRZEGRODĄ
          NA DWIE IDENTYCZNE CZĘŚCI. NA DOLE W PRZEGRODZIE JEST OTWÓR ZAMYKANY ZAWOREM.
          CAŁA PRZEGRODA - ACZKOLWIEK SZCZELNA, TEŻ MOŻE BYĆ SZYBKO USUNIĘTA.
          K: Ale nigdy w czasie zerowym!
          - DO JEDNEJ CZESCI NALANO CIECZ O MASIE "M" KTÓREJ LUSTRO JEST NA WYSOKOŚCI
          "H" OD DNA. ENERGIA POTENCJALNA CIECZY WZGLĘDEM DNA JEST E= M*g*H/2 GDZIE "g"
          PRZYSPIESZENIE ZIEMSKE (O ILE EKSPERYMENT MYŚLOWY CZY RZECZYWISTY JEST
          PROWADZONY NA ZIEMI. ALE TO ŻART). H/2 TO WYSOKOŚC SRODKA CIEŻKOŚCI MASY
          CIECZY NAD DNEM. OTWIERAMY ZAWOR W PRZEGRODZIE, CIECZ PRZEPŁYWA DO DRUGIEGO
          ZBIORNIKA, POZIOMY WYRÓWNUJĄ SIĘ PO PEWNYM CZASIE, OSIĄGAJĄC WYSOKOŚC H/2.
          MASY ODPOWIEDNIO OCZYWISCIE M/2 CIECZ W KAŻDEJ Z DWOCH KOMOR BĘDZIE MIALA
          ENERGIE POTENCJALNA WZGLĘDEM DNA E' = E'' = M*g*H/8, BO JEST POLOWA MASY
          I POLOWA WYSOKOSCI SRODKA CIEZKOSCI. SUMA ENERGII JEST OCZYWIŚCIE E'''=E'+E''
          = M*g*H/4 -WIDAC, ZE ZNOWU JEST TAK, ZE ENERGIA PO WYROWNANIU POZIOMOW JEST
          50% ENERGII POCZATKOWEJ.
          CO SIĘ STALO Z POLOWA ENERGII? ZAMIENIŁA SIĘ W CIEPŁO GDY CIECZ PRZECISKAŁA
          SIĘ PRZEZ OTWOREK (TZW STRATY HYDRAULICZNE.)
          A TERAZ POWTORZMY DOSWIADCZENIE ALE ZAMIAST OTWIERANIA ZAWORKA SZYBKO USUNMY
          PRZEGRODE. CIECZ GWAŁTOWNIE WYPEŁNI CAŁY ZBIORNIK, BĘDZIE
          PRZEJSCIOWE "ZAMIESZANIE", TARCIE WEWNETRZNE, WYDZIELANIE CIEPŁA, ALE
          I "CHLUPOT", FALE DZWIEKOWE. CZESC ENERGI ZAMIENI SIRE W ENERGIE FAL
          DZWIEKOWYCH, CZESC W CIEPŁO. OCZYWIŚCIE KONCOWA ENERGIA POTENCJALNA BĘDZIE E'''
          JAK POPRZEDNIO. GDYBY CIECZ MIALA ZEROWA LEPKOSC A DOSWIADCZENIE PROWADZONE
          BYŁO W ABSOLUTNEJ PROZNI, CIECZ NIGDY BY SIE NIE USPOKOILA, "ZAMIESZANIE"
          TRWAŁO BY DOWOLNIE DLUGO, ROZPRASZANIA ENERGII BY NIE BYŁO, TYLKO PRZEMIANY
          ENERGI POTENCJALNEJ W KINETYCZNA I ODWROTNIE. ALE NIE JEST TO REALISTYCZNE
          ZALOZENIE.
          K: Wiec co by bylo, gdyby przewodnik nie mial w ogole ani oporu, ani
          indukcyjnosci? Przeciez prad plynie zawsze z ogromna szybkoscia!
          Analogia z malym zaworem byla wiec bledna, tylko analogia z wielka
          przegroda mial jakis sens!

          TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, NIE WYNIKA Z MOJEJ SZKOLNEJ TYLKO CZY "WYCZYTANEJ"
          WIEDZY. TO SPRAWY BLISKIE MOJEMU ZAWODOWI. MOŻE GO ZLE GO WYKONUJE, ALE
          TEGO, CO WYZEJ NAPISALEM JESTEM SUBIEKTYWNIE PEWIEN.

          A TERAZ ZABIERZMY SIĘ DO TWOICH PYTAN
          ...kondensator ma energie:
          1. Potencjalna (poniewaz jest ponad poziomem morza)
          2. Kinetyczna (jest w ruchu)
          3. Elektryczna (wl. elektromagnetyczna, bo jest naladowany).
          4. Chemiczna (mozna go np. spalic, wydzielajac cieplo)
          5. Rownowazna masie (E=m*c^2)
          ANDRZEJMAT :6. I JESZCZE CIEPLNĄ (MA TEMPERATURE POWYŻEJ ZERA BEZWZGLEDNEGO)
          K: Zgoda, to byly tylko przyklady...
          Teraz zamieniamy mase na energie. Powinnismy otrzymac rownowartosc m*c^2.
          Co sie wtedy dzieje z pozostalymi rodzajami energii 'zawartymi'
          w kondensatorze?
          ANDZEJMAT: MASA, WARTOSC OPALOWA, PREDKOSC CZY ENERGI W POLU GRAWITACYJNYM I
          TEMPERATURA TO NIE SA NIEZBYWALNE CECHY KONDENSATORA. CZYLI TO TROCHE GROCH
          Z KAPUSTA. ALE CZEMU NIE? NIEKTORZY LUBIA. A ANIHILACJA KONDENSATORA MUSI SIĘ
          ODBYC NA ZASADZIE "DEUS EX MACHINA" PRAWDA?
          K: Jak w filmie SF. Wyciagamy antykondesator z antymaterii i polem
          silowym zblizamy go do naszego kondensatora...
          ZE WZGLĘDU NA SKALE DOSWIADCZENIE (WYBUCH ATOMOWY) PRAKTYCZNIEJ BĘDZIE
          PRZYJĄC UKŁAD ODNIESIENIA NIE ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ, ALE CO NAJMNIEJ ZE SLONCEM,
          BO ENERGIA KINETYCZNA PRZY TAKIEJ ZMIANIE NIE JEST NIEZMIENNIKIEM, TAK
          JAK MASA.
          WTEDY PREDKOSC SAMOLOTU KTÓRYM LECI KONDENSATOR BĘDZIE MIALA BLISKIE ZERU
          ZNACZENIE, JEGO ENERGIA KINETYCZNA BĘDZIE ENERGIA KINETYCZNA RUCHU OBROTOWRO
          ZIEMI SUMOWANEGO WEKTOROWO Z RUCHEM ZIEMI PO ORBICIE. TROCHE POWYZEJ 30KM/SEC,
          DO OBLICZENIA TEJ ENERGII TRZEBA JUŻ UWZGLEDNIC EFEKT RELATYWISTYCZNY OPISANY
          TRANSFORMACJĄ LORENTZA. ALE TA ENERGIA KINETYCZNA TO I TAK BĘDZIE MILIONY RAZY
          MNIEJSZA OD ENERGII ROWNOWAZNEJ MASIE SPOCZYNKOWEJ E=M*C^2.
          K: Zgoda, ale bedzie...
          ENERGIA TA POWINNA JEDNAK BYĆ ZSUMOWANA W OGOLNYM BILANSIE z energią E=M*C^2
          NATOMIAT ENERGIA CIEPLA (KINETYCZNA RUCHU CZĄSTEK/ATOMOW) , ENERGIA CHEMICZNA
          (WIĄZAŃ ATOMÓW I CZĄSTEK) ORAZ ELEKTRYCZNA (ODZIAŁYWAN MIEDZY LADUNKAMI
          ELEKTRYCZNYMI) JEST JUŻ ZAWARTA W MASIE 'M" I DRUGI RAZ NIE POWINNO SIĘ JEJ
          UWZGLEDNIAC.
          K: Elektryczna tak (naladowany kondesnator zwieksza mase, bo przybywa w nim
          elektronow), ale cieplna i chemiczna?

          ALE JEST TO ENERGIA ZNIKOMA W POROWNANIU NAWET Z ENERGIA KINETYCZNA RUCHU PO
          ORBICIE, O CO DOPIERO Z E=M*C^2 TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, WYNIKA Z MOJEJ
          SZKOLNEJ ZWIETRZALEJ "WIEDZY". NIE JESTEM FIZYKIEM. 'ROBIE" W PROZAICZNYCH
          ZASTOSOWANIACH FIZYKI TYLKO. WIEC TO MOJE PRZEKONANIE, NIE PEWNOSC. ZDAJE SOBIE
          SPRAWE, ZE MOGĘ SIĘ TU I TAM MYLIC.
          K: Ja w ogole NIE jestem fizykiem, wiec tylko wyrazam swe watpliwosci
          oparte na ogolnej wiedzy...
          Ale NIE opowiedziales na pytanie, tylko rozwazyles ilosciowe stosunki
          energii. Tu 100% zgoda, m*c^2 tak przewyzsza inne rodzaje energii,
          ze praktycznie sie to nie liczy do bilansu. Ale mnie chodzilo o
          zasade, a NIE bilans...

          II. Co sie dzieje, jesli te twoje kondensatory polaczymy idealnym
          drutem, nie wytwarzajacym ani ciepla, ani promieniowania elektromagnetycznego
          Pytanie: czy wtedy tez energia "cudownie" ubedzie z tego ukladu
          dwoch kondensatorow?
          ANDRZEJMAT: DRUT MOŻE BYĆ BEZ REZYSTANCJI, MOŻE ZWYCZAJNIE GO NIE BYĆ,
          STYKAJA SIĘ OKLADKI KONDENSATOTA, ALE ONE MAJA REZYSTANCJE, ALE NIECH NIE
          MAJA, ZAMROZONE W POBLIZE ZERA ABSOLUTNEGO. 'WORMHOLES' DO TEGO NIE S.A.
          POTRZEBNE, TO POSTACIE Z INNEJ BAJKI (SWIATY ROWNOLEGLE ITD.) ALE W PROCESIE
          WYROWNYWANIA LADUNKU, O KTÓRYM MOWA, MUSI POPLYNAC PRAD W TYCH OKLADKACH,
          A ONE MUSZA JENAK MIEĆ WYMIARY SKONCZONE.
          K: Ale moga byc bez oporu...
          ZMIENNY PRAD (OSCYLACJE) GENERUJE FALE ELEKTROMAGNETYCZNE I TA DROGA ENERGIA
          ULEGNIE ROZPROSZENIU.
          K: Ale jak NIE ma indukcyjnosci, to NIE ma fal EM!
          MOŻNA BYŁO WYOBRAZIC SOBIE UPRZEDNIO CIECZ ABSOLUTNIE NIELEPKA I KONSEKWENCJE
          W POSTACI USTALONEGO "BELTANIA SIĘ" SIĘ JEJ W ZBIORNIKU, TO "TYLKO" ODBIEGA
          OD REALIOW, ALE ZAKLADANIE BRAKU EMISJII PROMIENIOWANIA PRZY ZMIENNYCH
          RUCHACH LADUNKOW TO BYLOBY NARUSZENIE PRYNCYPIOW SFORMULOWANYCH PRZEZ MAXWELLA.
          K: Maxwell sformulowal rownania dla konkretnych warunkow. Kazdy realny
          przewodnik ma jakas indukcyjnosc i opornosc, ale przewodnik o wymiarach zero
          jej NIE ma! Kondensator o wymiarach zerowych jest tak samo nierealny
          jak ciecz o lepkosci zerowej czy proznia absolutna, ale w Gedankenexperimenten
          moze byc uzyty...
      • andrzejmat ODPOWIEDZ CD. 10.03.02, 10:28
        KAGANIE, ABY BYĆ MAKSYMALNIE UPIERDLIWYM, PODAM JESZCZE JEDEN MODEL NASZEGO
        WIELKOPOMNEGO ZJAWISKA, JAKIM JEST "CUDOWNE ZNIKANIE" (JAK TO NAZYWASZ) ENERGII
        Z KONDENSTORA.
        OTOZ POJEMNOSC KONDENSATORA MOŻNA JAKNAJBARDZIEJ REALNIE ZWIEKSZYC, (TAKŻE NP.
        DWUKROTNIE, Z TA DWUKROTNOSCIA TO ŻADEN SPECJALNY WYMOG, TYLE ZE WYNIK
        JEST "LADNY", TE ROWNE 50%, KTÓRYCH NIE MOŻESZ PRZELKNAC) NIE ŁACZAC WCALE
        OSOBNYCH KONDENSATORÓW
        OTO NIECH BĘDZIE DLA UPROSZCZENIA PLASKI KONDENSATOR - DWIE OKLADKI ODDALONE OD
        SIEBIE NA PEWNA ODLEGLOŚĆ L, W POWIETRZU ALBO W PROZNI. NIECH TEN KONDENSATOR
        MA LADUNEK Q, POJEMNOSC C, NAPIECIE V ORAZ ODPOWIADAJACA ENERGIE E. JEŻELI
        BĘDZIEMY ZMNIEJSZAĆ ODLEGLOSCC L, POJEMNOSC KONDENSATORA BĘDZIE SIĘ ZWIEKSZAC.
        GDY ODPOWIEDNIO DOSUNIEMY, POJEMNOSC ZWIEKSZY SIĘ NP. DWUKROTNIE I ENERGIA
        ZMNIEJSZY SIĘ O "NASZE" 50%. GDZIE SIĘ PODZIAŁA? ZOSTAŁA ZUŻYTA NA PRACE
        MECHANICZNĄ ZWIĄZANA Z DOSUWANIEM OKŁADEK. OKŁADKI SĄ BOWIEM DO SIEBIE
        OCZYWIŚCIE PRZYCIĄGANE. NO I JEST SIŁA RAZY PRZESUNIECIE. DZELĄC WŁOS NA
        CZWORO TRZEBA DODAĆ ŻE POWSTANIE TEŻ JAKIEŚ MINIMALNE PROMIENIOWANIE ELMGN. BO
        LADUNEK ELEKTRYCZNY WYKONAŁ RUCH.

        III. Wyjasnij mechanizm fizyczny (NIE matematyczny), jak ta energia
        "ubywa" z kondensatora i przemienia sie w inne rodzaje energii.
        Powtarzam: NIE abstrakcyjnymi wzorami, ale wyjasnij mechanizm fizyczny
        (fizykochemiczny) tej 'cudownej' przemiany energii, na poziomie makro
        i mikro.
        Kagan, z nadzieja, ze pytania tym razem byly sformulowane jasno
        i jednoznacznie! Oczywiscie, NIE musisz odpowiadac. Obiecuje, ze
        bez zlosliwosci napisze tylko, ze na me pytania odpowiedzi NIE dostalem...
        K.

        ANDRZEJMAT: MECHANIZM WYDZIELANIA SIĘ CIEPŁA PRZY PRZEPLYWIE PRADU PRZEZ
        REZYSTOR? (ZDERZANIE CZASTEK, ZWIĘKSZANIE ŚREDNIEJ ENERGII KINETYCZNEJ CZĄSTEK
        ITD.) MECHANIZM PROMIENIOWANIA FAL ELMG. PRZEZ LADUNEK PORUSZAJACY SIĘ RUCHEM
        ZMIENNYM? TO ZROBIŁ MAXWELL, TRUDNO TO WYJASNIAC NA MIGI, NIE POTRAFIE BEZ
        MATEMATYKI, MAXWELL TEZ NIE. MECHANIZM ROZPRASZANIA CIEPLA? (PROMIENIOWANIE
        CIEPLNE I SWIETLNE, BOLTZMAN). TAKŻE PRZEWODZENIE.





        Poczekam ile chcesz, tylko prosze, bez calek i rozniczek (ja to rozumie,
        oczywiscie w pewnym
        zakresie, ale obawiam sie, ze dla 90% forumowiczow rownania rozniczkowe to cos z
        Harrego Pottera czy Lord of Rings. Ja bym teraz chyba najprostszego nie
        roziwazal, no moze
        cos takiego na poziomie pochodnej od y=x^2)...
        Myslalem tez sporo o tej energii (E=m*c^2 i np. E=1/2 * m * v^2).
        O ile pamietam, to E=Eo + Ek, gdzie E0=energia spoczynkowa i Ek=energia
        kinetyczna, i ze
        E=m*c^2 (calkowita energia) , ale to, zdaje sie, odnosi sie tylko do czastek
        elementarnych.
        Rozumiem tez, ze we wspolczsnej fizyce mamy zasade zachowania masy i energii,
        ale jak to jest w
        swiecie makro? Oprocz tego pamietam, ze np. masa baterii (akumulatora)
        zmniejsza sie, jak sie ona
        (on) rozladowywuje (oczywiscie o miligramy)...Wynika z rego, ze kondensator tez
        powinien tracic
        na masie, jak sie rozladowywuje...
        Znow sie rozpisalem, ale naprawde, NIE w celu zamacenia. Liceum sprowokowalo
        dyskusje na temat
        zagadek, i teraz ponosimy tego konsekwencje!
        Kagan

        ANDRZEJMAT: CAŁKOWITA ENERGIA TO ENERGIA SPOCZYNKOWA WG WZORU E=M*C^2 PLUS
        ENERGIA KINETYCZNA W UKŁADZIE WSPÓŁRZEDNYCH ZWIĄZANYCH Z TZW GWIZDAMI STAŁYMI.
        PRZY OBLICZANIU ENERGII KINETYCZNEJ UWZGLEDNIA Się EFEKT RELATYWISTYCZNY –
        ZWIEKSZANIE MASY WG TRANSFORMACJ Lorentza.

        PRZY WYLADOWANIU MASA TAK KONDENSATORA JAK AKUMULATORA ZMIEJSZA SIĘ WG
        ZALEZNOŚCI M=E/C^2. ALE W PRZYPADKU AKUMULATORA TO SIĘ ZMNIEJSZA PRAKTYCZNIE –
        BO PROCES CHEMICZNY I WYDZIELANIE GAZÓW. ALE TO ZACHODZI TEŻ W CZASIE
        ŁADOWANIA!!

        KAGANIE, TO TYLE

        POZDROWIENIA
        ANDRZEJMAT

        P.S.CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM?
        -WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW NA KONCU SZPILKI
        -DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE NIE MUSI BYĆ JASNE DLA
        INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
        MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
        • Gość: Kagan Re: ODPOWIEDZ CD. IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 12:40
          KAGANIE, ABY BYĆ MAKSYMALNIE UPIERDLIWYM, PODAM JESZCZE JEDEN MODEL NASZEGO
          WIELKOPOMNEGO ZJAWISKA, JAKIM JEST "CUDOWNE ZNIKANIE" (JAK TO NAZYWASZ)
          ENERGII Z KONDENSTORA.
          OTOZ POJEMNOSC KONDENSATORA MOŻNA JAKNAJBARDZIEJ REALNIE ZWIEKSZYC,
          (TAKŻE NP. DWUKROTNIE, Z TA DWUKROTNOSCIA TO ŻADEN SPECJALNY WYMOG, TYLE ZE
          WYNIK JEST "LADNY", TE ROWNE 50%, KTÓRYCH NIE MOŻESZ PRZELKNAC) NIE ŁACZAC
          WCALE OSOBNYCH KONDENSATORÓW OTO NIECH BĘDZIE DLA UPROSZCZENIA PLASKI
          KONDENSATOR - DWIE OKLADKI ODDALONE OD SIEBIE NA PEWNA ODLEGLOŚĆ L, W
          POWIETRZU ALBO W PROZNI. NIECH TEN KONDENSATOR MA LADUNEK Q, POJEMNOSC C,
          NAPIECIE V ORAZ ODPOWIADAJACA ENERGIE E. JEŻELI BĘDZIEMY ZMNIEJSZAĆ
          ODLEGLOSCC L, POJEMNOSC KONDENSATORA BĘDZIE SIĘ ZWIEKSZAC.
          K: Wychodzi NA TO, ze im mniejszy kondensatoe, tym wieksza jego
          pojemnosc. Jesli L-ɬ to C->NIESKONCZONOSCI!

          GDY ODPOWIEDNIO DOSUNIEMY, POJEMNOSC ZWIEKSZY SIĘ NP. DWUKROTNIE I ENERGIA
          ZMNIEJSZY SIĘ O "NASZE" 50%. GDZIE SIĘ PODZIAŁA? ZOSTAŁA ZUŻYTA NA PRACE
          MECHANICZNĄ ZWIĄZANA Z DOSUWANIEM OKŁADEK. OKŁADKI SĄ BOWIEM DO SIEBIE
          OCZYWIŚCIE PRZYCIĄGANE.
          K: Jak sa przyciagane, to zadnej energii nie musimy zuzyc na dosuwanie,
          grawitacja zrobi to za nas!

          NO I JEST SIŁA RAZY PRZESUNIECIE. DZELĄC WŁOS NA CZWORO TRZEBA DODAĆ ŻE
          POWSTANIE TEŻ JAKIEŚ MINIMALNE PROMIENIOWANIE ELMGN. BO LADUNEK ELEKTRYCZNY
          WYKONAŁ RUCH.
          K: I co z tego? Takze beda straty cieplne (jaesli nie bedzie to proznia
          absolutna). O co mi chodzi? O to, ze straty cieplne sa funkcja oporu
          przewodnika, straty na promieniowanie EM funkcja jego indukcyjnosci itp.
          A ty zakladasz, ze NIEZALEZNIE jaki jest przewodnik, starry sa
          takie same i DOKLADNIE 50%, NIEzaleznie, czy to jest gruby
          a krotki drut miedziany z malym oporem i mala indukcyjnoscia,
          czy tez dlugi element grzejny, na dodatek nawiniety jak cewka,
          wiec z duzym oporem i duza indukcyjnoscia...

          III. Wyjasnij mechanizm fizyczny (NIE matematyczny), jak ta energia
          "ubywa" z kondensatora i przemienia sie w inne rodzaje energii.
          MECHANIZM WYDZIELANIA SIĘ CIEPŁA PRZY PRZEPLYWIE PRADU PRZEZ
          REZYSTOR? (ZDERZANIE CZASTEK, ZWIĘKSZANIE ŚREDNIEJ ENERGII KINETYCZNEJ
          CZĄSTEK ITD.)
          K: Ta energia jest funkcja rezystancji. Co bedzie, jak rezystancja bedzie
          zero (idealny superprzewodnik)?
          MECHANIZM PROMIENIOWANIA FAL ELMG. PRZEZ LADUNEK PORUSZAJACY SIĘ RUCHEM
          ZMIENNYM? TO ZROBIŁ MAXWELL, TRUDNO TO WYJASNIAC NA MIGI, NIE POTRAFIE BEZ
          MATEMATYKI, MAXWELL TEZ NIE.
          K: Ale jest ona funkcja indukcyjnosci. Jesli przewodnik ma dlugosc
          0, to indukcyjniosc tez bedzie 0...
          Mysle, tez ze mozna to zrobic bez matematyki. Fala EM jest niejako w dwoch
          wymiarach: Elektrycznym i Magnetycznym. Prad staly wytwarza pole
          jednowymiarowe (elektryczne), zmienny (plynacy raz od umownego + do
          umownego -, a raz odwrotnie) wytwarza dwuwymiarowe pole EM. W obu wypadkach
          nastepuje transformacja energii elektrycznej na odp. Magnetyczna i EM.
          Oczywiscie, w wielkim uproszczeniu.

          MECHANIZM ROZPRASZANIA CIEPLA? (PROMIENIOWANIE CIEPLNE I SWIETLNE, BOLTZMAN).
          TAKŻE PRZEWODZENIE.
          K: Ale skad sie to cieplo bierze? Wiadomo, ze promieniowanie EM
          rozgrzewa materie (kuchenki mikrofalowe). Energie cieplnna mozna tez
          zamienic na EM poprzez np. turbine parowa i dynamo z antena...
          Ale mi chodzi o mechanizm tych przemian! Widzisz, ze to NIE
          takie proste!

          Myslalem tez sporo o tej energii (E=m*c^2 i np. E=1/2 * m * v^2).
          O ile pamietam, to E=Eo + Ek, gdzie E0=energia spoczynkowa i Ek=energia
          kinetyczna, i ze E=m*c^2 (calkowita energia), ale to, zdaje sie, odnosi
          sie tylko do czastek elementarnych.
          Rozumiem tez, ze we wspolczsnej fizyce mamy zasade zachowania masy i energii,
          ale jak to jest w swiecie makro? Oprocz tego pamietam, ze np. masa baterii
          (akumulatora) zmniejsza sie, jak sie ona (on) rozladowywuje (oczywiscie o
          miligramy)...Wynika z rego, ze kondensator tez powinien tracic
          na masie, jak sie rozladowywuje...
          ANDRZEJMAT: CAŁKOWITA ENERGIA TO ENERGIA SPOCZYNKOWA WG WZORU E=M*C^2 PLUS
          ENERGIA KINETYCZNA W UKŁADZIE WSPÓŁRZEDNYCH ZWIĄZANYCH Z TZW GWIZDAMI STAŁYMI.
          (Gwiazdami ??? Ale zadne NIE sa przeciez, tak naprawde, stale, kazda sie
          porusza wzgledem np. centrum galaktyki).
          PRZY OBLICZANIU ENERGII KINETYCZNEJ UWZGLEDNIA Się EFEKT RELATYWISTYCZNY –
          ZWIEKSZANIE MASY WG TRANSFORMACJ Lorentza.
          PRZY WYLADOWANIU MASA TAK KONDENSATORA JAK AKUMULATORA ZMIEJSZA SIĘ WG
          ZALEZNOŚCI M=E/C^2. ALE W PRZYPADKU AKUMULATORA TO SIĘ ZMNIEJSZA PRAKTYCZNIE
          BO PROCES CHEMICZNY I WYDZIELANIE GAZÓW.
          K: A jakby te gazy trzymac w zbiorniczku na albo pod akumulatorem?
          ALE TO ZACHODZI TEŻ W CZASIE ŁADOWANIA!!
          KAGANIE, TO TYLE POZDROWIENIA
          ANDRZEJMAT
          K: Dziekuje, wiele sie dowiedzialem i wiele sobie przypomnialem, ale
          wciaz uwazam, ze straty zaleza od rodzaju przewodnika. Analogia
          hydrauliczna: rura krotka, prosta i gladka to cos zupelnie innego
          niz rura dluga, kreta i porowata...
          P.S. CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM? WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW
          NA KONCU SZPILKI DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE
          NIE MUSI BYĆ JASNE DLA INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
          MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
          K: Ja tez sie czegos nauczylem, ale wciaz uwazam, ze straty wynikle z
          przeplywu pradu miedzy kondensatorami sa funkcja wlasciwosci przewodnika
          laczacego te kondensatory, ergo: idealny przewodnik=zerowe straty,
          marny przewodnik, straty do 99% i wiecej, NIGDY dokladnie 50%...
          To NIE jest perptuum mobile, ani naruszenie I prawa termodynamiki,
          bo energia NIE zmienia swej postaci...
          Kagan
          • andrzejmat Re:JESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ 11.03.02, 12:20
            ANDRZEJMAT:
            DLA PRZYPOMNIENIA: DYSKUSJA O TYCH DURNYCH KONDENSATORACH ZACZELA SIĘ OD TEGO,
            ZE KTOS STWIERDZIAL, ZE ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI' W DYSKUSJI
            NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY WYKAZAC SPRAWNOSC W
            ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW FIZYCZNYCH... TAKIM
            PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI W
            CELU POGNEBIENIA UCZNIÓW - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD JEGO - z
            przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.

            KAGANIE, USLYSZALEM DZIS W JAKIMS POSTSOCJALISTYCZNYM, KLERYKALNYM PROGRAMIE
            TELEWIZYJNYM DLA GLUPICH POLACZKOW TAKA ANEGDOTE:
            KATECHETKA NA LEKCJI PYTA JASIA: "JAK MYSLISZ, CO TO JEST: JEST MALE, RUDE, MA
            DLUGI OGON, SKACZE PO DRZEWACH I JE ORZESZKI?" JASIO ODPOWIADA: "JESTEM PEWIEN
            ZE TO WIEWORKA, ALE - JAK PANIA ZNAM - TO PEWNIE CHODZI O PANA JEZUSA".
            NASZA DYSKUSJA O TYCH DURNYCH KONDENSATORACH JAKOS MI SIĘ NIEJASNO KOJARZY Z
            TYM KAWAŁEM. TYLKO KTO Z NAS DWOCH JEST TU JASIEM?!
            MIAŁEM JUŻ NASZA DYSKUSJE KONDENSATOROWA ZAKOŃCZYĆ - PRZECIEZ POWIEDZIALEM JUŻ
            WSZYSTKO, CO BYŁO DO POWIEDZENIA, TO MOŻE REKORD GUINESSA W DLUGOSCI ROZWAZAN
            NA TEN I TAKI DROBNY TEMAT, ALE PRZECZYTALEM TWOJA OSTATNIA WYMIANE ZDAN
            Z "COMA" I PONIEWAŻ NIE BYŁA TO O DZIWO CALKIEM GRA W TENISA ZE SCIANĄ -
            JESZCZE RAZ WRACAM DO TEMATU, JAK UPIERDLIWA MUCHA...


            DLA ROZRYWKI JESZCZE JEDNA ANALOGIA: (ALE JUŻ NIE KAWAL!!!)

            W INERCJALNYM UKLADZIE ODNIESIENIA SA DWA IDENTYCZNE NIESPREZYSTE CIALA O
            MASIE "M". LEDNO Z NICH PORUSZA SIĘ Z PREDKOSCIA "V1" POZIOMO,BEZ WPLYWU
            GRAWITACJI I BEZ TARCIA. DRUGIE JEST NIERUCHOME. NASTEPUJE ZDERZENIE
            NIESPREZYSTE - BEZ "ODBICIA SIĘ".
            PRZED ZDERZENIEM CIAL MIALY PED P= M*V1 + 0= M*V1 ORAZ ENERGIE KINETYCZNA
            E=1/2*M*V1^2. PO ZDERZENIU PREDKOSC BĘDZIE "WSPOLNA" , OZNACZMY JA V2. MASA
            BĘDZIE 2*M PED MUSI BYĆ ZACHOWANY, CZYLI 2*M*V2=M*V1; Z TEGO WIDAC, ZE
            V2=1/2*V1. A ENERGIA KINETYCZNA? OBLICZ SAM I ZOBACZ, ZE TO ZNOWU JEST TE
            NIESZCZESNE 50% ENERGII "E". TO CZEGO BRAKUJE ZAMIENILO SIĘ W CIEPLO - WZROSŁA
            TEMPERATURA ZDERZAJACYCH SIĘ CIAL..
            PROSZĘ, NIE MOW TYLKO, ZE TO PRZYBLIZENIE I NIE BĘDZIE 50% ROWNE, BO (WYBACZ
            SZYDERSTWO, TWOJA SZKOLA DYSKUSJI) AKURAT BISKUP W POZNANIU KOPULOWAL, WPLYNELO
            TO (TO PRAWDA) NA POLE GRAWITACYJNE WSZECHSWIATA I NASZEGO UKLADU ODNIESIENIA,
            RUCH NIE BYŁ ZATEM CALKIEM I CALY CZAS POZIOMY... NIECH ZATEM TEN EKSPERYMENT
            BĘDZIE EKSPERYMENTEM MYSLOWYM, A DO NASZYCH MYSLI NIE WPUSZCZAJMY BISKUPA ITP.
            ITD....
            OPISANE POWYZEJ ZDERZENIE STANOWI ANALOGIE MECHANICZNĄ LACZENIE KONDENSATORÓW
            CZY ZBIORNIKÓW Z WODĄ..

            I KOMENTARZ DO TWOICH KOMENTARZY DO MOICH UPRZEDNICH POSTÓW:

            ANDRZEJMAT:
            ....... A ŻE JEST TE 50% TO "SIĘ WYLICZA" PRAWIE NA PALCACH, CO JUŻ CI
            PRZEDSTAWIAŁEM, Z BILANSU TEGO CO PRZED I TEGO CO PO POŁĄCZENIU.
            K: To byl tylko bilans teoretyczny, w praktyce jest zawsze blad pomiaru,
            czyli NIGDY nie ma rowne 50%...A. NIECH TO BĘDZIE EKSPERYMENT MYSLOWY. TYLKO
            BLEDY MYSLENIA.....

            A.;
            .........................................................................JAKĄŚ
            SKOŃCZONĄ UPŁYWNOŚC
            - ROZŁADOWYWUJĄ SIĘ "NIECO" W CZASIE EKSPERYMENTU. ALE TO SĄ BŁĘDY
            INSTRUMENTALNE, NIE BŁĄD CO DO SAMEJ ZASADY.
            K: Czyli sam przyznajesz, ze to 50% to byla czysta science
            fiction..A.; .NICZEGO NIE PRZYZNAJE CO DO ZASADY...
            A.:
            ....................CAŁA PRZEGRODA - ACZKOLWIEK SZCZELNA, TEŻ MOŻE BYĆ SZYBKO
            USUNIĘTA.
            K: Ale nigdy w czasie zerowym! A. TO SIĘ MOWI W CZSIE ZANIEDBYWALNIE KROTKIM W
            STOSUNKU DO CZASU PROCESU......
            - DO JEDNEJ CZESCI NALANO CIECZ O MASIE "M" KTÓREJ LUSTRO JEST NA WYSOKOŚCI
            "H" OD DNA. ENERGIA POTENCJALNA CIECZY WZGLĘDEM DNA JEST E= M*g*H/2 GDZIE "g"
            PRZYSPIESZENIE ZIEMSKE (O ILE EKSPERYMENT MYŚLOWY CZY RZECZYWISTY JEST
            PROWADZONY NA ZIEMI. ALE TO ŻART). H/2 TO WYSOKOŚC SRODKA CIEŻKOŚCI MASY
            CIECZY NAD DNEM. OTWIERAMY ZAWOR W PRZEGRODZIE, CIECZ PRZEPŁYWA DO DRUGIEGO
            ZBIORNIKA, POZIOMY WYRÓWNUJĄ SIĘ PO PEWNYM CZASIE, OSIĄGAJĄC WYSOKOŚC H/2.
            MASY ODPOWIEDNIO OCZYWISCIE M/2 CIECZ W KAŻDEJ Z DWOCH KOMOR BĘDZIE MIALA
            ENERGIE POTENCJALNA WZGLĘDEM DNA E' = E'' = M*g*H/8, BO JEST POLOWA MASY
            I POLOWA WYSOKOSCI SRODKA CIEZKOSCI. SUMA ENERGII JEST OCZYWIŚCIE E'''=E'+E''
            = M*g*H/4 -WIDAC, ZE ZNOWU JEST TAK, ZE ENERGIA PO WYROWNANIU POZIOMOW JEST
            50% ENERGII POCZATKOWEJ.
            CO SIĘ STALO Z POLOWA ENERGII? ZAMIENIŁA SIĘ W CIEPŁO GDY CIECZ PRZECISKAŁA
            SIĘ PRZEZ OTWOREK (TZW STRATY HYDRAULICZNE.)
            A TERAZ POWTORZMY DOSWIADCZENIE ALE ZAMIAST OTWIERANIA ZAWORKA SZYBKO USUNMY
            PRZEGRODE. CIECZ GWAŁTOWNIE WYPEŁNI CAŁY ZBIORNIK, BĘDZIE
            PRZEJSCIOWE "ZAMIESZANIE", TARCIE WEWNETRZNE, WYDZIELANIE CIEPŁA, ALE
            I "CHLUPOT", FALE DZWIEKOWE. CZESC ENERGI ZAMIENI SIRE W ENERGIE FAL
            DZWIEKOWYCH, CZESC W CIEPŁO. OCZYWIŚCIE KONCOWA ENERGIA POTENCJALNA BĘDZIE E'''
            JAK POPRZEDNIO. GDYBY CIECZ MIALA ZEROWA LEPKOSC A DOSWIADCZENIE PROWADZONE
            BYŁO W ABSOLUTNEJ PROZNI, CIECZ NIGDY BY SIE NIE USPOKOILA, "ZAMIESZANIE"
            TRWAŁO BY DOWOLNIE DLUGO, ROZPRASZANIA ENERGII BY NIE BYŁO, TYLKO PRZEMIANY
            ENERGI POTENCJALNEJ W KINETYCZNA I ODWROTNIE. ALE NIE JEST TO REALISTYCZNE
            ZALOZENIE.
            K: Wiec co by bylo, gdyby przewodnik nie mial w ogole ani oporu, ani
            indukcyjnosci? Przeciez prad plynie zawsze z ogromna szybkoscia!
            Analogia z malym zaworem byla wiec bledna, tylko analogia z wielka
            przegroda mial jakis sens! A.: PRĄD NIE PLYNIE Z "OGRAMNA PREDKOSCIA". IMPULS
            ELEKTRYCZNY ROZCHODZI SIĘ Z REDKOSCIA POROWNYWALNA Z PREDKOSCIA SWIATLA. PRAD -
            CZYLI STOSUNEK LADUNKU EL. DO CZASU PRZEPLYWU - MA WARTOSC ZALEZNA OD
            WŁAŚCIWOŚCI OBWODU.


            A TERAZ ZABIERZMY SIĘ DO TWOICH PYTAN
            ...kondensator ma energie:
            1. Potencjalna (poniewaz jest ponad poziomem morza)
            2. Kinetyczna (jest w ruchu)
            3. Elektryczna (wl. elektromagnetyczna, bo jest naladowany).
            4. Chemiczna (mozna go np. spalic, wydzielajac cieplo)
            5. Rownowazna masie (E=m*c^2)
            ANDRZEJMAT :6. I JESZCZE CIEPLNĄ (MA TEMPERATURE POWYŻEJ ZERA BEZWZGLEDNEGO)
            K: Zgoda, to byly tylko przyklady...
            Teraz zamieniamy mase na energie. Powinnismy otrzymac rownowartosc m*c^2.
            Co sie wtedy dzieje z pozostalymi rodzajami energii 'zawartymi'
            w kondensatorze?
            ANDZEJMAT: MASA, WARTOSC OPALOWA, PREDKOSC CZY ENERGI W POLU GRAWITACYJNYM I
            TEMPERATURA TO NIE SA NIEZBYWALNE CECHY KONDENSATORA. CZYLI TO TROCHE GROCH
            Z KAPUSTA. ALE CZEMU NIE? NIEKTORZY LUBIA. A ANIHILACJA KONDENSATORA MUSI SIĘ
            ODBYC NA ZASADZIE "DEUS EX MACHINA" PRAWDA?
            K: Jak w filmie SF. Wyciagamy antykondesator z antymaterii i polem
            silowym zblizamy go do naszego kondensatora...A: NIE MOWIMY O SF
            K: Elektryczna tak (naladowany kondesnator zwieksza mase, bo przybywa w nim
            elektronow), ale cieplna i chemiczna? A.; NIE MUSI WCALE PRZYBYWAC ELEKTRONOW,
            ZMIENIA SIĘ TYLKO ICH POLOZENIE. MASA ROSNIE, BO ROSNIE ENERGIA WEWNETRZNA
            UKLADU, TO SAMO Z E. CIEPNA I CHEMICZNA.

            ALE JEST TO ENERGIA ZNIKOMA W POROWNANIU NAWET Z ENERGIA KINETYCZNA RUCHU PO
            ORBICIE, O CO DOPIERO Z E=M*C^2 TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, WYNIKA Z MOJEJ
            SZKOLNEJ ZWIETRZALEJ "WIEDZY". NIE JESTEM FIZYKIEM. 'ROBIE" W PROZAICZNYCH
            ZASTOSOWANIACH FIZYKI TYLKO. WIEC TO MOJE PRZEKONANIE, NIE PEWNOSC. ZDAJE SOBIE
            SPRAWE, ZE MOGĘ SIĘ TU I TAM MYLIC.
            K: Ja w ogole NIE jestem fizykiem, wiec tylko wyrazam swe watpliwosci
            oparte na ogolnej wiedzy...
            Ale NIE opowiedziales na pytanieA.; KTÓRE?, tylko rozwazyles ilosciowe stosunki
            energii. Tu 100% zgoda, m*c^2 tak przewyzsza inne rodzaje energii,
            ze praktycznie sie to nie liczy do bilansu. Ale mnie chodzilo o
            zasade, a NIE bilans...

            II. Co sie dzieje, jesli te twoje kondensatory polaczymy idealnym
            drutem, nie wytwarzajacym ani ciepla, ani promieniowania elektromagnetycznego
            Pytanie: czy wtedy tez energia "cudownie" ubedzie z tego ukladu
            dwoch kondensatorow?
            ANDRZEJMAT: DRUT MOŻE BYĆ BEZ REZYSTANCJI, MOŻE ZWYCZAJNIE GO NIE BYĆ,
            STYKAJA SIĘ OKLADKI KONDENSATOTA, ALE ONE MAJA REZYSTANCJE, ALE NI
            • andrzejmat Re:JESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ CD 11.03.02, 12:30
              II. Co sie dzieje, jesli te twoje kondensatory polaczymy idealnym
              drutem, nie wytwarzajacym ani ciepla, ani promieniowania elektromagnetycznego
              Pytanie: czy wtedy tez energia "cudownie" ubedzie z tego ukladu
              dwoch kondensatorow?
              ANDRZEJMAT: DRUT MOŻE BYĆ BEZ REZYSTANCJI, MOŻE ZWYCZAJNIE GO NIE BYĆ,
              STYKAJA SIĘ OKLADKI KONDENSATOTA, ALE ONE MAJA REZYSTANCJE, ALE NIECH NIE
              MAJA, ZAMROZONE W POBLIZE ZERA ABSOLUTNEGO. 'WORMHOLES' DO TEGO NIE S.A.
              POTRZEBNE, TO POSTACIE Z INNEJ BAJKI (SWIATY ROWNOLEGLE ITD.) ALE W PROCESIE
              WYROWNYWANIA LADUNKU, O KTÓRYM MOWA, MUSI POPLYNAC PRAD W TYCH OKLADKACH,
              A ONE MUSZA JENAK MIEĆ WYMIARY SKONCZONE.
              K: Ale moga byc bez oporu...
              ZMIENNY PRAD (OSCYLACJE) GENERUJE FALE ELEKTROMAGNETYCZNE I TA DROGA ENERGIA
              ULEGNIE ROZPROSZENIU.
              K: Ale jak NIE ma indukcyjnosci, to NIE ma fal EM!
              MOŻNA BYŁO WYOBRAZIC SOBIE UPRZEDNIO CIECZ ABSOLUTNIE NIELEPKA I KONSEKWENCJE
              W POSTACI USTALONEGO "BELTANIA SIĘ" SIĘ JEJ W ZBIORNIKU, TO "TYLKO" ODBIEGA
              OD REALIOW, ALE ZAKLADANIE BRAKU EMISJII PROMIENIOWANIA PRZY ZMIENNYCH
              RUCHACH LADUNKOW TO BYLOBY NARUSZENIE PRYNCYPIOW SFORMULOWANYCH PRZEZ MAXWELLA.
              K: Maxwell sformulowal rownania dla konkretnych warunkow .A. TAK, ALE ONE SA
              OGOLNE. NIE POSLUGUJA SIĘ TECHNICZNYMI OGRANICZENIAMI Kazdy realny
              przewodnik ma jakas indukcyjnosc i opornosc, ale przewodnik o wymiarach zero
              jej NIE ma! Kondensator o wymiarach zerowych jest tak samo nierealny
              jak ciecz o lepkosci zerowej czy proznia absolutna, ale w Gedankenexperimenten
              moze byc uzyty...
              A.: PRZECIE "ZGODZILEM SIĘ", ABY NIE BYŁO NIGDZIE REZYSTANCJI, NAWET W
              OKLADKACH KONDENSATORA (ZAMROZONE NA TRUPA). ALE NIE MOGĄ OKLADKI MIEĆ ZEROWYCH
              WYMIAROW, BO WTEDY NIE BĘDZIE PRZEDMIOTU DYSKUSJI... A JAK MAJA WYMIARY, TO
              MUSZA W CZASIE PRZEMIESZCZANIA SIĘ PO NICH LADUNKU Z ZMIENNA PREDKOSCIA
              GENEROWAC IMPULSY ELM.



              KAGANIE, ABY BYĆ MAKSYMALNIE UPIERDLIWYM, PODAM JESZCZE JEDEN MODEL NASZEGO
              WIELKOPOMNEGO ZJAWISKA, JAKIM JEST "CUDOWNE ZNIKANIE" (JAK TO NAZYWASZ)
              ENERGII Z KONDENSTORA.
              OTOZ POJEMNOSC KONDENSATORA MOŻNA JAKNAJBARDZIEJ REALNIE ZWIEKSZYC,
              (TAKŻE NP. DWUKROTNIE, Z TA DWUKROTNOSCIA TO ŻADEN SPECJALNY WYMOG, TYLE ZE
              WYNIK JEST "LADNY", TE ROWNE 50%, KTÓRYCH NIE MOŻESZ PRZELKNAC) NIE ŁACZAC
              WCALE OSOBNYCH KONDENSATORÓW OTO NIECH BĘDZIE DLA UPROSZCZENIA PLASKI
              KONDENSATOR - DWIE OKLADKI ODDALONE OD SIEBIE NA PEWNA ODLEGLOŚĆ L, W
              POWIETRZU ALBO W PROZNI. NIECH TEN KONDENSATOR MA LADUNEK Q, POJEMNOSC C,
              NAPIECIE V ORAZ ODPOWIADAJACA ENERGIE E. JEŻELI BĘDZIEMY ZMNIEJSZAĆ
              ODLEGLOSCC L, POJEMNOSC KONDENSATORA BĘDZIE SIĘ ZWIEKSZAC.
              K: Wychodzi NA TO, ze im mniejszy kondensatoe, tym wieksza jego
              pojemnosc A.: TAK!!!! ALE NIE IM MNIEJSZY , TYLKO IM BLIZEJ OKLADKI. TO NIE
              NACZYNIE Z WODA!!!. Jesli L-? to C-)NIESKONCZONOSCI! A.: TAK!!! ALE PRZEDTEM
              BĘDZIE ZWARCIE I NIE BĘDZIE KONDENSATORA

              GDY ODPOWIEDNIO DOSUNIEMY, POJEMNOSC ZWIEKSZY SIĘ NP. DWUKROTNIE I ENERGIA
              ZMNIEJSZY SIĘ O "NASZE" 50%. GDZIE SIĘ PODZIAŁA? ZOSTAŁA ZUŻYTA NA PRACE
              MECHANICZNĄ ZWIĄZANA Z DOSUWANIEM OKŁADEK. OKŁADKI SĄ BOWIEM DO SIEBIE
              OCZYWIŚCIE PRZYCIĄGANE.
              K: Jak sa przyciagane, to zadnej energii nie musimy zuzyc na dosuwanie,
              grawitacja zrobi to za nas! A.: NIE GRAWITACJA, ALE SILA ELS. A PRACE NIE MY
              BĘDZIEMY WYKONYWALI, TYLKO TO POLE, DZIALAJAC SILĄ ROWNĄ ALE PRZECIWNIE
              SKIEROWANA DO SIL ZEWNETRZNYCH KONIECZNYCH DO UTRZYMYWANIU CALEGO INTERESU W
              ROWNOWADZE!! KURCZE, ZAJRZYJ DO PODRECZNIKA!!

              NO I JEST SIŁA RAZY PRZESUNIECIE. DZELĄC WŁOS NA CZWORO TRZEBA DODAĆ ŻE
              POWSTANIE TEŻ JAKIEŚ MINIMALNE PROMIENIOWANIE ELMGN. BO LADUNEK ELEKTRYCZNY
              WYKONAŁ RUCH.
              K: I co z tego? Takze beda straty cieplne (jaesli nie bedzie to proznia
              absolutna). O co mi chodzi? O to, ze straty cieplne sa funkcja oporu
              przewodnika, straty na promieniowanie EM funkcja jego indukcyjnosci itp.
              A ty zakladasz, ze NIEZALEZNIE jaki jest przewodnik, starry sa
              takie same i DOKLADNIE 50%, NIEzaleznie, czy to jest gruby
              a krotki drut miedziany z malym oporem i mala indukcyjnoscia,
              czy tez dlugi element grzejny, na dodatek nawiniety jak cewka,
              wiec z duzym oporem i duza indukcyjnoscia...A.; POWTARZAM PO RAZ DZIESIATY,
              STRATY S.A. TE SAME, PROCES TYLKO TOCZY SIĘ ROZNIE, SZYKO I INTESYWNIE ALBO
              BARDZO WOLNO. EFEKT KONCOWY POZOSTAJE TAKI SAM. PRZECIEZ TO WYNIKA Z ROWNAN
              LADUNEK - POJEMNOSC - ENERGIA - Z NICZEGO INNEGO!!

              III. Wyjasnij mechanizm fizyczny (NIE matematyczny), jak ta energia
              "ubywa" z kondensatora i przemienia sie w inne rodzaje energii.
              MECHANIZM WYDZIELANIA SIĘ CIEPŁA PRZY PRZEPLYWIE PRADU PRZEZ
              REZYSTOR? (ZDERZANIE CZASTEK, ZWIĘKSZANIE ŚREDNIEJ ENERGII KINETYCZNEJ
              CZĄSTEK ITD.)
              K: Ta energia jest funkcja rezystancji. Co bedzie, jak rezystancja bedzie
              zero (idealny superprzewodnik)?A. JUŻ PISALEM, PRZECZYTAJ.
              MECHANIZM PROMIENIOWANIA FAL ELMG. PRZEZ LADUNEK PORUSZAJACY SIĘ RUCHEM
              ZMIENNYM? TO ZROBIŁ MAXWELL, TRUDNO TO WYJASNIAC NA MIGI, NIE POTRAFIE BEZ
              MATEMATYKI, MAXWELL TEZ NIE.
              K: Ale jest ona funkcja indukcyjnosci. Jesli przewodnik ma dlugosc
              0, to indukcyjniosc tez bedzie 0.. A.: ALE SAM KONDENSATOR NIE MOŻE MIEĆ
              WYMIAROW ZERO....
              Mysle, tez ze mozna to zrobic bez matematyki. Fala EM jest niejako w dwoch
              wymiarach: Elektrycznym i Magnetycznym. Prad staly wytwarza pole
              jednowymiarowe (elektryczne), zmienny (plynacy raz od umownego + do
              umownego -, a raz odwrotnie) wytwarza dwuwymiarowe pole EM. W obu wypadkach
              nastepuje transformacja energii elektrycznej na odp. Magnetyczna i EM.
              Oczywiscie, w wielkim uproszczeniu. A.: W ZBYT WIELKIM...

              MECHANIZM ROZPRASZANIA CIEPLA? (PROMIENIOWANIE CIEPLNE I SWIETLNE, BOLTZMAN).
              TAKŻE PRZEWODZENIE.
              K: Ale skad sie to cieplo bierze? Wiadomo, ze promieniowanie EM
              rozgrzewa materie (kuchenki mikrofalowe). Energie cieplnna mozna tez
              zamienic na EM poprzez np. turbine parowa i dynamo z antena...
              Ale mi chodzi o mechanizm tych przemian! Widzisz, ze to NIE
              takie proste! A.: CIEPLO - TEMPERATURA -PATRZ ENERGIA KINEMATYCZNA RUCHU
              CZASTEK CIALA

              Myslalem tez sporo o tej energii (E=m*c^2 i np. E=1/2 * m * v^2).
              O ile pamietam, to E=Eo + Ek, gdzie E0=energia spoczynkowa i Ek=energia
              kinetyczna, i ze E=m*c^2 (calkowita energia), ale to, zdaje sie, odnosi
              sie tylko do czastek elementarnych.
              Rozumiem tez, ze we wspolczsnej fizyce mamy zasade zachowania masy i energii,
              ale jak to jest w swiecie makro? Oprocz tego pamietam, ze np. masa baterii
              (akumulatora) zmniejsza sie, jak sie ona (on) rozladowywuje (oczywiscie o
              miligramy)...Wynika z rego, ze kondensator tez powinien tracic
              na masie, jak sie rozladowywuje...
              ANDRZEJMAT: CAŁKOWITA ENERGIA TO ENERGIA SPOCZYNKOWA WG WZORU E=M*C^2 PLUS
              ENERGIA KINETYCZNA W UKŁADZIE WSPÓŁRZEDNYCH ZWIĄZANYCH Z TZW GWIZDAMI STAŁYMI.
              (Gwiazdami ??? Ale zadne NIE sa przeciez, tak naprawde, stale, kazda sie
              porusza wzgledem np. centrum galaktyki).A.: MASZ RACJE TO BYŁA FIGURA
              RETORYCZNA, CHODZILO O HIPOTETYCZNE CENTRUM WSZECHSWIATA...
              PRZY OBLICZANIU ENERGII KINETYCZNEJ UWZGLEDNIA Się EFEKT RELATYWISTYCZNY -
              ZWIEKSZANIE MASY WG TRANSFORMACJ Lorentza.
              PRZY WYLADOWANIU MASA TAK KONDENSATORA JAK AKUMULATORA ZMIEJSZA SIĘ WG
              ZALEZNOŚCI M=E/C^2. ALE W PRZYPADKU AKUMULATORA TO SIĘ ZMNIEJSZA PRAKTYCZNIE
              BO PROCES CHEMICZNY I WYDZIELANIE GAZÓW.
              K: A jakby te gazy trzymac w zbiorniczku na albo pod akumulatorem? A.: TO BYLBY
              TYLKO TAKI EFEKT JAK DLA KONDENSATORA.


              K: Dziekuje, wiele sie dowiedzialem i wiele sobie przypomnialem, ale
              wciaz uwazam, ze straty zaleza od rodzaju przewodnika. Analogia
              hydrauliczna: rura krotka, prosta i gladka to cos zupelnie innego
              niz rura dluga, kreta i porowata...
              P.S. CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM? WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW
              NA KONCU SZPILKI DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE
              NIE MUSI BYĆ JASNE DLA INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
              MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
              K: Ja tez sie czegos nauczylem, ale wciaz uwaz
              • Gość: Kagan JESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ (3) IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 09:09
                > II. Co sie dzieje, jesli te twoje kondensatory polaczymy idealnym
                > drutem, nie wytwarzajacym ani ciepla, ani promieniowania elektromagnetycznego
                > Pytanie: czy wtedy tez energia "cudownie" ubedzie z tego ukladu dwoch kondensatorow?
                > ANDRZEJMAT: DRUT MOŻE BYĆ BEZ REZYSTANCJI, MOŻE ZWYCZAJNIE GO NIE BYĆ,
                > STYKAJA SIĘ OKLADKI KONDENSATOTA, ALE ONE MAJA REZYSTANCJE, ALE NIECH NIE
                > MAJA, ZAMROZONE W POBLIZE ZERA ABSOLUTNEGO. (..) ALE W PROCESIE
                > WYROWNYWANIA LADUNKU, O KTÓRYM MOWA, MUSI POPLYNAC PRAD W TYCH OKLADKACH,
                > A ONE MUSZA JENAK MIEĆ WYMIARY SKONCZONE.
                > K: Ale moga byc bez oporu... Ostatecznie jest to eksperyment myslowy!
                > ZMIENNY PRAD (OSCYLACJE) GENERUJE FALE ELEKTROMAGNETYCZNE I TA DROGA ENERGIA
                > ULEGNIE ROZPROSZENIU.
                > K: Ale jak NIE ma indukcyjnosci, to NIE ma fal EM!
                > MOŻNA BYŁO WYOBRAZIC SOBIE UPRZEDNIO CIECZ ABSOLUTNIE NIELEPKA I KONSEKWENCJE
                > W POSTACI USTALONEGO "BELTANIA SIĘ" SIĘ JEJ W ZBIORNIKU, TO "TYLKO" ODBIEGA
                > OD REALIOW, ALE ZAKLADANIE BRAKU EMISJII PROMIENIOWANIA PRZY ZMIENNYCH
                > RUCHACH LADUNKOW TO BYLOBY NARUSZENIE PRYNCYPIOW SFORMULOWANYCH PRZEZ
                MAXWELLA.
                K: Maxwell sformulowal rownania dla konkretnych warunkow .A. TAK, ALE ONE SA
                OGOLNE. NIE POSLUGUJA SIĘ TECHNICZNYMI OGRANICZENIAMI Kazdy realny
                przewodnik ma jakas indukcyjnosc i opornosc, ale przewodnik o wymiarach zero
                jej NIE ma! Kondensator o wymiarach zerowych jest tak samo nierealny
                jak ciecz o lepkosci zerowej czy proznia absolutna, ale w Gedankenexperimenten
                moze byc uzyty...
                > A.: PRZECIE "ZGODZILEM SIĘ", ABY NIE BYŁO NIGDZIE REZYSTANCJI, NAWET W
                > OKLADKACH KONDENSATORA (ZAMROZONE NA TRUPA). ALE NIE MOGĄ OKLADKI MIEĆ
                ZEROWYCH WYMIAROW, BO WTEDY NIE BĘDZIE PRZEDMIOTU DYSKUSJI...
                A JAK MAJA WYMIARY, TO MUSZA W CZASIE PRZEMIESZCZANIA SIĘ PO NICH LADUNKU Z ZMIENNA
                PREDKOSCIA GENEROWAC IMPULSY ELM.
                K: Kondensator o zerowych rozmiarach to taka sama niemozliwosc jak przewodnik o
                zerowym oporze, bo wiadomo, ze zera absolutnego NIE da sie osiagac, a pozwyzej zera
                Kelvina kazdy drut ma jakas opornosc... Podobnie drut bez indukcyjnosci. Zaczynamy sie
                znow gubic w nierealnych zalozeniach!

                ABY BYĆ MAKSYMALNIE UPIERDLIWYM, PODAM JESZCZE JEDEN MODEL NASZEGO
                WIELKOPOMNEGO ZJAWISKA, JAKIM JEST "CUDOWNE ZNIKANIE" (JAK TO NAZYWASZ)
                ENERGII Z KONDENSTORA.
                OTOZ POJEMNOSC KONDENSATORA MOŻNA JAKNAJBARDZIEJ REALNIE ZWIEKSZYC,
                (TAKŻE NP. DWUKROTNIE, Z TA DWUKROTNOSCIA TO ŻADEN SPECJALNY WYMOG, TYLE ZE
                WYNIK JEST "LADNY", TE ROWNE 50%, KTÓRYCH NIE MOŻESZ PRZELKNAC) NIE ŁACZAC
                WCALE OSOBNYCH KONDENSATORÓW OTO NIECH BĘDZIE DLA UPROSZCZENIA PLASKI
                KONDENSATOR - DWIE OKLADKI ODDALONE OD SIEBIE NA PEWNA ODLEGLOŚĆ L, W
                POWIETRZU ALBO W PROZNI. NIECH TEN KONDENSATOR MA LADUNEK Q, POJEMNOSC C,
                NAPIECIE V ORAZ ODPOWIADAJACA ENERGIE E. JEŻELI BĘDZIEMY ZMNIEJSZAĆ
                ODLEGLOSCC L, POJEMNOSC KONDENSATORA BĘDZIE SIĘ ZWIEKSZAC.
                K: Wychodzi NA TO, ze im mniejszy kondensator, tym wieksza jego pojemnosc A.: TAK!!!! ALE NIE IM
                MNIEJSZY , TYLKO IM BLIZEJ OKLADKI. TO NIE NACZYNIE Z WODA!!!.
                K: Nie napisales, ze jak zblizamy okladki, to ryzykujemy ich zetkniecie, i wtedy pojemnosc
                spada do zera! Czyli dokladniej: jak zblizymy okladki do pewnej granicy, to po jej przekroczeniu
                kondensator przestaje byc kondensatorem! Znow diabel chichra w szczegolach!
                Dobrze wiesz, ze z powodu tej nieprzekraczalnej granicy, duze kondensatory musza miec duze okladki
                i dobra izolacje miedzy nimi. Kondensator powietrzny potrzebuje dosc duzej odleglosci
                miedzy okladzinami, inaczej szybko przestaje byc kondenmsatorem...
                Jesli L-> 0 to C -> NIESKONCZONOSCI! A.: TAK!!! ALE PRZEDTEM BĘDZIE ZWARCIE I NIE BĘDZIE
                KONDENSATORA
                K: Wlasnie to napisalem...
                > GDY ODPOWIEDNIO DOSUNIEMY, POJEMNOSC ZWIEKSZY SIĘ NP. DWUKROTNIE I ENERGIA
                > ZMNIEJSZY SIĘ O "NASZE" 50%. GDZIE SIĘ PODZIAŁA? ZOSTAŁA ZUŻYTA NA PRACE
                > MECHANICZNĄ ZWIĄZANA Z DOSUWANIEM OKŁADEK. OKŁADKI SĄ BOWIEM DO SIEBIE
                > OCZYWIŚCIE PRZYCIĄGANE.
                K: A jak dosuniemy za blisko, to co sie stanie? Cala energia pojdzie w cieplo? Ile z niej pojdzie
                np. na promienowanie EM, ile na fale dzwiekowe itp.
                > K: I jak sa przyciagane, to zadnej energii nie musimy zuzyc na dosuwanie,
                > grawitacja zrobi to za nas! A.: NIE GRAWITACJA, ALE SILA ELS. A PRACE NIE MY
                > BĘDZIEMY WYKONYWALI, TYLKO TO POLE, DZIALAJAC SILĄ ROWNĄ ALE PRZECIWNIE
                > SKIEROWANA DO SIL ZEWNETRZNYCH KONIECZNYCH DO UTRZYMYWANIU CALEGO INTERESU
                W ROWNOWADZE!! KURCZE, ZAJRZYJ DO PODRECZNIKA!!
                K: Ty tez! Okladki sie przyciagaja "elektrycznie" i "grawitacyjnie"! Elektromagnetyzm NIE
                znosi grawitacji!
                > NO I JEST SIŁA RAZY PRZESUNIECIE. DZELĄC WŁOS NA CZWORO TRZEBA DODAĆ ŻE
                > POWSTANIE TEŻ JAKIEŚ MINIMALNE PROMIENIOWANIE ELMGN. BO LADUNEK ELEKTRYCZNY
                > WYKONAŁ RUCH.
                K: I co z tego? Takze beda straty cieplne (jesli nie bedzie to proznia absolutna). O co mi chodzi? O to, ze
                straty cieplne sa funkcja oporu przewodnika, straty na promieniowanie EM funkcja jego indukcyjnosci itp.
                A ty zakladasz, ze NIEZALEZNIE jaki jest przewodnik, straty sa takie same i DOKLADNIE 50%,
                NIEzaleznie, czy to jest gruby a krotki drut miedziany z malym oporem i mala indukcyjnoscia,
                czy tez dlugi element grzejny, na dodatek nawiniety jak cewka, wiec z duzym oporem i duza
                indukcyjnoscia..
                A:; POWTARZAM PO RAZ DZIESIATY, STRATY S.A. TE SAME, PROCES TYLKO TOCZY SIĘ ROZNIE,
                SZYKO I INTESYWNIE ALBO BARDZO WOLNO. EFEKT KONCOWY POZOSTAJE TAKI SAM. PRZECIEZ
                TO WYNIKA Z ROWNAN LADUNEK - POJEMNOSC - ENERGIA - Z NICZEGO INNEGO!!
                K: Przepraszam, ale jak drut jest z duzym oporem to sie bedzie glownie wydzielalo cieplo,
                jak bedzie z duza indukcyjnoscia, a malym oporem, to powstanie w miare silne pole EM. A ty sugerujesz,
                ze niezaleznie jaki bedzie przewodnik, to sie tyle samo ciepla wytworzy, tyle ze raz predzej,
                a raz wolniej, i ze ZAWSZE 50% energii zamieni sie na cieplo! Ja nigdy NIE negowalem strat
                energii, bo to wynika z praw termodynamiki (zdaje sie, ze z Iszego), ale kwestionuje to,
                ze zawsze musi byc strata dokladnie 50%, i ze ta "starcona" energia zamieni sie w calosci,
                albo w olbrzymiej wiekszosci, w cieplo! NA TO mi NIE odpowiedziales!

                • andrzejmat Re: KOLEJNA ODPOWIEDZ (1) 12.03.02, 11:51
                  K: I jak sa przyciagane, to zadnej energii nie musimy zuzyc na dosuwanie,
                  > grawitacja zrobi to za nas! A.: NIE GRAWITACJA, ALE SILA ELS. A PRACE NIE MY
                  > BĘDZIEMY WYKONYWALI, TYLKO TO POLE, DZIALAJAC SILĄ ROWNĄ ALE PRZECIWNIE
                  > SKIEROWANA DO SIL ZEWNETRZNYCH KONIECZNYCH DO UTRZYMYWANIU CALEGO INTERESU
                  W ROWNOWADZE!! KURCZE, ZAJRZYJ DO PODRECZNIKA!!
                  K: Ty tez! Okladki sie przyciagaja "elektrycznie" i "grawitacyjnie"!
                  Elektromagnetyzm NIE znosi grawitacji! A.: MASZ RACJE, NIE ZNOSI, TYLKO ZE JEJ
                  WPLYW W TYM PRZYPADKU JEST PODOBNY (ALE JEST, ZGODA!) JAK ZARTOBLIWIE OPISANY
                  PRZEZE MNIE UPRZENIO PRZY OMAWIANIU ANALOGII MECHANICZNEJ WPLYW NIESTOSOWNEGO
                  ZACHOWANIA SIE BISKUPA!
                  > NO I JEST SIŁA RAZY PRZESUNIECIE. DZIELĄC WŁOS NA CZWORO TRZEBA DODAĆ ŻE
                  > POWSTANIE TEŻ JAKIEŚ MINIMALNE PROMIENIOWANIE ELMGN. BO LADUNEK ELEKTRYCZNY
                  > WYKONAŁ RUCH.
                  K: I co z tego? Takze beda straty cieplne (jesli nie bedzie to proznia
                  absolutna). O co mi chodzi? O to, ze
                  straty cieplne sa funkcja oporu przewodnika, straty na promieniowanie EM
                  funkcja jego indukcyjnosci itp.
                  A ty zakladasz, ze NIEZALEZNIE jaki jest przewodnik, straty sa takie same i
                  DOKLADNIE 50%,
                  NIEzaleznie, czy to jest gruby a krotki drut miedziany z malym oporem i mala
                  indukcyjnoscia,
                  czy tez dlugi element grzejny, na dodatek nawiniety jak cewka, wiec z duzym
                  oporem i duza
                  indukcyjnoscia..
                  A:; POWTARZAM PO RAZ DZIESIATY, STRATY S.A. TE SAME, PROCES TYLKO TOCZY SIĘ
                  ROZNIE,
                  SZYKO I INTESYWNIE ALBO BARDZO WOLNO. EFEKT KONCOWY POZOSTAJE TAKI SAM.
                  PRZECIEZ
                  TO WYNIKA Z ROWNAN LADUNEK - POJEMNOSC - ENERGIA - Z NICZEGO INNEGO!!
                  A.: I JA TEGO NIE "ZAKLADAM", TO WYNIK ELEMENTARNEGO RACHUNKU Z WYKORZYSTANIEM
                  ELEMENTARNYCH PRAW FIZYKI. PRZYPOMINAM, TE CHOLERNE 50% DOTYCZY PRZYPADKU
                  IDENTYCZNYCH DWOCH KONDENSATOROW, GDZIE NA POCZATKU JEDEN TYLKO JEST
                  NALADOWANY!!
                  K: Przepraszam, ale jak drut jest z duzym oporem to sie bedzie glownie
                  wydzielalo cieplo,
                  jak bedzie z duza indukcyjnoscia, a malym oporem, to powstanie w miare silne
                  pole EM. A ty sugerujesz,
                  ze niezaleznie jaki bedzie przewodnik, to sie tyle samo ciepla wytworzy, tyle
                  ze raz predzej,
                  a raz wolniej, i ze ZAWSZE 50% energii zamieni sie na cieplo! Ja nigdy NIE
                  negowalem strat
                  energii, bo to wynika z praw termodynamiki (zdaje sie, ze z Iszego), ale
                  kwestionuje to,
                  ze zawsze musi byc strata dokladnie 50%, i ze ta "starcona" energia zamieni sie
                  w calosci,
                  albo w olbrzymiej wiekszosci, w cieplo! NA TO mi NIE odpowiedziales!
                  A.:
                  NIGDY NIE TWIERDZILEM I NIE NAPISALEM, ZE W CALOSCI ALBO W OGROMNEJ WIEKSZOSCI
                  W CIEPLO!!!
                  - DLA KONDEBSATOROW - W JEDNYM GRANICZNYM PRZYPADKU PRAWIE CALKOWICIE W CIEPLO
                  I MINIMALNIE W ENERGIE PROMIENIOWANIA ELM. A W DRUGIM GRANICZNYM PRZYPADKU,
                  PRZY CALKOWITYM NIEISTNIENIU REZYSTANCJI - CALKOWICIE W ENERGIE TYCH FAL. W
                  POSREDNICH PRZYPADKACH W JEDNO I DRUGIE W ROZNYCH PROPORCJACH.
                  -PRZY ZDERZENIU CIAL IDEALNIE SPREZYSTYCH NIE MA STRAT ICH ENERGII
                  KINETYCZNEJ. PRZY OPISANYM ZDERZENIU NIESPREZYSTYM - TYLKO PRZEMIANA E. KINET.
                  W CIEPLO
                  -DLA ANALOGII (OPISANEJ) HYDRAULICZNEJ - PRZEMIANA ENERGII POTENCJALNEJ W
                  CIEPLO, NIEKIEDY DROBNA CZESC W ENERGIE FAL DZWIEKOWYCH. (JAK KSIAZKA SPADNIE
                  ZE STOLU - TEZ TAK SAMO...)
                  - MOŻNA SOBIE WYOBRAZIC CIECZ O ZEROWEJ LEPKOSCI ALBO CIALO IDEALNIE
                  NIESPREZYSTE. MOŻNA SOBIE TEZ WYOBRAZIC ZEROWA REZYSTANCJE - NADPRZEWODNICTWO.
                  TO JEST TAK ZWANA IDEALIZACJA. TO DO PEWNYCH CELOW JEST PRZYDATNE I TO WOLNO!
                  -ALE NIE WOLNO SOBIE WYOBRAZAC, ZE LADUNEK ELEKTRYCZNY PORUSZAJACY SIĘ RUCHEM
                  NIEUSTALONYM NIE POWODUJE EMISJI IMPULSU ENERGII ELM. BO TO NIE BYŁA BY
                  ŻADNA "IDEALIZACJA" TYLKO NARUSZENIE PRAW FIZYKI. TO ZNACZY WYOBRAZAC SOBIE
                  WOLNO, ALE TO BLAD. DLATEGO "BEZREZYSTANCYJNE" I BEZREZYSTANCYJNIE LACZONE
                  KONDENSATORY "MUSZA" CZESC ENERGII WYPROMIENIOWAC, BO ICH OKLADKI MAJA
                  SKONCZONE WYMIARY.
                  -GDYBY KONDENSATOR MIAL WYMIARY ZEROWE, TO BY GO NIE BYŁO I NIE BYŁO BY O CZYM
                  DYSKUTOWAC.

                  Pozdrowienia
                  Andrzejmat

                  PS Caps Lock mi się nie zaciol, ale jak pisze (często) w edytorze a nie on line
                  to on dran mi podkresla brak polskich liter, co mnie zlosci, a staram się pisac
                  bez pl. Bo nie wiem jak u Ciebie" wychodza"? Roznie z tym może być. A duze
                  litery olewa. Nie będę zmienial ustawien, bo uzywam roznych komputerow a do
                  tego jestem leniwy...


              • Gość: Kagan ESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ (4) IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 09:19
                > III. Wyjasnij mechanizm fizyczny (NIE matematyczny), jak ta energia
                > "ubywa" z kondensatora i przemienia sie w inne rodzaje energii.
                > MECHANIZM WYDZIELANIA SIĘ CIEPŁA PRZY PRZEPLYWIE PRADU PRZEZ
                > REZYSTOR? (ZDERZANIE CZASTEK, ZWIĘKSZANIE ŚREDNIEJ ENERGII KINETYCZNEJ
                > CZĄSTEK ITD.)
                > K: Ta energia jest funkcja rezystancji. Co bedzie, jak rezystancja bedzie
                > zero (idealny superprzewodnik)?A. JUŻ PISALEM, PRZECZYTAJ.
                > MECHANIZM PROMIENIOWANIA FAL ELMG. PRZEZ LADUNEK PORUSZAJACY SIĘ RUCHEM
                > ZMIENNYM? TO ZROBIŁ MAXWELL, TRUDNO TO WYJASNIAC NA MIGI, NIE POTRAFIE BEZ
                > MATEMATYKI, MAXWELL TEZ NIE.
                > K: Ale jest ona funkcja indukcyjnosci. Jesli przewodnik ma dlugosc
                > 0, to indukcyjniosc tez bedzie 0.. A.: ALE SAM KONDENSATOR NIE MOŻE MIEĆ
                > WYMIAROW ZERO....
                K: Sam pisales, ze im blizej sa okladki, tym wieksza pojemnosc (przy tej samej
                powierzchni okladek, oczywiscie). Znow zaplatujemy sie w zalozeniach.
                A mi chodzi o wyjasnienie, czemu dokladnie 50% bez potrzeby uzywania matematyki!
                Ostatecznie Faraday wykazal wiele zaleznosci eksprymentalnie. Wytlumacz wiec,
                bez matematyki, czemu sa az tak duze straty energii przy laczeniu kondensatorow.
                Tak duza strata (1/2) to nie byle co. To musi miec jakies wytlumaczenie empiryczne!
                (...)

                > MECHANIZM ROZPRASZANIA CIEPLA? (PROMIENIOWANIE CIEPLNE I SWIETLNE, BOLTZMAN).
                > TAKŻE PRZEWODZENIE.
                > K: Ale skad sie to cieplo bierze? Wiadomo, ze promieniowanie EM
                > rozgrzewa materie (kuchenki mikrofalowe). Energie cieplna mozna tez
                > zamienic na EM poprzez np. turbine parowa i dynamo z antena...
                > Ale mi chodzi o mechanizm tych przemian! Widzisz, ze to NIE
                > takie proste! A.: CIEPLO - TEMPERATURA -PATRZ ENERGIA KINEMATYCZNA RUCHU
                > CZASTEK CIALA
                K: Wiem, ale wracam znow do pytania nr 1! Czemu dokladnie 50% strat?
                Silnik parowy czy tym bardziej spalinowy traci znacznie mniej. A tu az polowa
                energii idzie na straty. Jesli tak jest, to musi byc NA TO jakies "filozoficzne"
                wytlumaczenie, bez potrzeby odwolywania sie do wyzszej matematyki...

                > Myslalem tez sporo o tej energii (E=m*c^2 i np. E=1/2 * m * v^2).
                > O ile pamietam, to E=Eo + Ek, gdzie E0=energia spoczynkowa i Ek=energia
                > kinetyczna, i ze E=m*c^2 (calkowita energia), ale to, zdaje sie, odnosi
                > sie tylko do czastek elementarnych.
                > Rozumiem tez, ze we wspolczsnej fizyce mamy zasade zachowania masy i energii,
                > ale jak to jest w swiecie makro? Oprocz tego pamietam, ze np. masa baterii
                > (akumulatora) zmniejsza sie, jak sie ona (on) rozladowywuje (oczywiscie o
                > miligramy)...Wynika z rego, ze kondensator tez powinien tracic
                > na masie, jak sie rozladowywuje...
                > ANDRZEJMAT: CAŁKOWITA ENERGIA TO ENERGIA SPOCZYNKOWA WG WZORU E=M*C^2 PLUS
                > ENERGIA KINETYCZNA W UKŁADZIE WSPÓŁRZEDNYCH ZWIĄZANYCH Z TZW GWIZDAMI
                STAŁYMI.
                > (Gwiazdami ??? Ale zadne NIE sa przeciez, tak naprawde, stale, kazda sie
                > porusza wzgledem np. centrum galaktyki).A.: MASZ RACJE TO BYŁA FIGURA
                > RETORYCZNA, CHODZILO O HIPOTETYCZNE CENTRUM WSZECHSWIATA...
                K: Tam, gdzie byl BIG BANG? Ale on, podobno, byl "wszedzie"...

                > PRZY OBLICZANIU ENERGII KINETYCZNEJ UWZGLEDNIA Się EFEKT RELATYWISTYCZNY -
                > ZWIEKSZANIE MASY WG TRANSFORMACJ Lorentza.
                > PRZY WYLADOWANIU MASA TAK KONDENSATORA JAK AKUMULATORA ZMIEJSZA SIĘ WG
                > ZALEZNOŚCI M=E/C^2. ALE W PRZYPADKU AKUMULATORA TO SIĘ ZMNIEJSZA PRAKTYCZNIE
                > BO PROCES CHEMICZNY I WYDZIELANIE GAZÓW.
                > K: A jakby te gazy trzymac w zbiorniczku na albo pod akumulatorem? A.: TO BYLBY
                > TYLKO TAKI EFEKT JAK DLA KONDENSATORA.
                K:Czyli?
                >
                > K: Dziekuje, wiele sie dowiedzialem i wiele sobie przypomnialem, ale
                > wciaz uwazam, ze straty zaleza od rodzaju przewodnika. Analogia
                > hydrauliczna: rura krotka, prosta i gladka to cos zupelnie innego niz rura dluga, kreta i porowata...
                > P.S. CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM? WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW
                > NA KONCU SZPILKI DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE
                > NIE MUSI BYĆ JASNE DLA INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
                > MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
                • andrzejmat Re: KOLEJNA ODPOWIEDZ (2) 12.03.02, 13:20

                  > K: Sam pisales, ze im blizej sa okladki, tym wieksza pojemnosc (przy tej samej
                  > powierzchni okladek, oczywiscie). Znow zaplatujemy sie w zalozeniach.
                  > A mi chodzi o wyjasnienie, czemu dokladnie 50% bez potrzeby uzywania matematyki
                  > !
                  > Ostatecznie Faraday wykazal wiele zaleznosci eksprymentalnie. Wytlumacz wiec,
                  > bez matematyki, czemu sa az tak duze straty energii przy laczeniu kondensatorow
                  > .
                  > Tak duza strata (1/2) to nie byle co. To musi miec jakies wytlumaczenie empiryc
                  > zne!
                  > (...)
                  >
                  Andrzejmat:
                  Sprobuje, ale pamietam te wiewiorke i nadzieja ze mnie wyplywa...
                  A wiec kondensator o pewnej pojemnosci i ladunku gromadzi pewna energie bedaca
                  funkcja tego ladunku i tej pojemnosci. Ladunek kondenstora to jest roznica
                  ladunkow miedzy jego okladkami; wartosc ladunku kazdej okladki osobno nie ma tu
                  nic do rzeczy. (Dygresja: odpowiedz na Twoje pytanie zawarte gdzies w naszej
                  niekonczacej sie korespondencji: Ladowanie polega - albo moze polegac-
                  na "wysysaniu" elektronow z jednej okladki i "wpychaniu" ich do drugiej - dlatego
                  elektronow w calym kondensatorze nie musi w czasie ladowania przybywac.)
                  Jezeli zewrzemy - jakkolwiek - te okladki, to ladunki okladek wzajemnie sie
                  wyrownaja i bez wzgledu na sposob zwierania i procesy przejsciowe bedzie w koncu
                  lsdunek kondensatora zero i energia zero. Czyli w stosunku do poczatku to bedzie
                  100% "strat" - czy tak?!
                  Jezeli polaczymy ten nasz kondensator z kondensatorem bardzo duzym (nie mowie -
                  docen to - "z nieskonczenie duzym" - bo znam Twoje przekonania w tym wzgledzie i
                  na uzytek tej akurat "dyskusji" - szanuje je) to efekt bedzie ten sam - ladunek
                  kazdej z okladek "rozplynie sie" po okladce przylaczanej i rożnica potencjalow
                  bedzie pomijalna, a energia tego polaczonego kondensatora bedzie bliska zero.
                  Czyli znowu bedzie bardzo (dowolnie) blisko 100% "strat". (Tu pewnie sie nie
                  zgodzisz - no ale co ja na to moge?!!)
                  Jezeli jednak nie bedziemy tak brutalnie postepowac i polaczymy nasz kondensator
                  nie "na zwarcie" i nie z jakims potworem kondensatorowym - tylko z drugim takim
                  samym - no to bedzie polowa ladunku w kazdym i jedna czwarta energii w kazdym.
                  Nic na to nie poradze... Tu w zadnym wypadku takze przy zwarciu nie ma mowy o
                  utracie ldunkow elementarnych - niech bedzie elektronow - tu sie one tylko
                  przemieszczja ze stanow o jednej energii potencjalnej do stanu o innej energii
                  potencjalnej. A przemieszczjac sie cos tam grzeja ,cos tam promieniuja ale to to
                  samo, co ksiazka spadjaca z biurka - spada ze stanu blat do stanu podłoga, jest
                  utrata energii potencjalnej pola grawitacyjnego, halas i nagrzanie ksiazki, Ale
                  jak ja w polowie wysokosci zlapiesz (ten drugi kondensator o pojemnosci takiej
                  jak pierwszy) to bedzie tylko 50% zmiany eneergii potencjalnej i 50% efektow tej
                  zmiany...

                  Pozdrowienia - Andrzejmat

                  • andrzejmat Re: KOLEJNA ODPOWIEDZ (3) 13.03.02, 00:28
                    andrzejmat napisał(a):

                    A przemieszczjac sie cos tam grzeja ,cos tam promieniuja ale to t
                    > o
                    > samo, co ksiazka spadjaca z biurka - spada ze stanu blat do stanu podłoga, jest
                    >
                    > utrata energii potencjalnej pola grawitacyjnego, halas i nagrzanie ksiazki, Ale
                    >
                    > jak ja w polowie wysokosci zlapiesz (ten drugi kondensator o pojemnosci takiej
                    > jak pierwszy) to bedzie tylko 50% zmiany eneergii potencjalnej i 50% efektow te
                    > j
                    > zmiany...
                    >
                    Poniewaz "meczy Cie" dlaczego "takie duze straty" to podkreslam, ze to czy to sa
                    straty zalezy od punktu widzenia. To sa przemiany energii. Jezeli energia pola
                    zamienia sie w cieplo i chodzi nam o ogrzanie czegos, to mamy nie "strate" tylko
                    osiagamy cel. Jezeli - w innym przypadku - chodzi wyslanie sygnalu elm, to tez
                    taki cel mozemy osiagnac. Jezeli w obwod wsadzimy silnik elektryczny, to realny
                    dobry(no i wspolmierny wielkoscia z ladunkiem kondensatora) silnik o sprawnosci
                    kolo 80% przeksztalcic moze te "nasze" 50% "traconej" energii potencjalnej pola
                    w 40% energii mechanicznej (predklośc obrotowa razy moment razy czas razy
                    wspolczynnik proporcjonalnosci zalezny od ukladu jednostek). A silnik prawie
                    idealny przekształci prawie cale te cholerne 50%. Albo nawt 100%, jak nie bedzie
                    drugiego "pustego" kondensatora tylko zewrzemy przez silnik ten "pelny".
                    Mozemy tez naladowac "ten drugi" kondensator "wsadzajac" w obwod miedxzy nimi
                    duża indukcyjność i moinimalizujć za to rezystancje. Ale wtedy musimy "złapac"
                    moment, w ktorym w pierwszym (najlepiej) cyklu powstalych oscylacji ten "pusty"
                    na wstepie kondensator bedzie "pelny" a ten pierwszy "pusty". Bo jak poczekamy,
                    az sie wszystko uspokoi i oscylacje zanikna, to bedzie juz "po ptokach", czyli te
                    50% energi pola ulegnie tak czy owak czy jesazce inaczej nie "zniknieciu" tylko
                    zamianie na inne formy energii.

                    U mnie już pozno
                    Pozdrowienia
                    Andrzejmat
                    >
                    >

            • Gość: Kagan JESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ (1) IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 08:37
              DLA PRZYPOMNIENIA: DYSKUSJA O TYCH DURNYCH KONDENSATORACH ZACZELA SIĘ OD TEGO,
              ZE KTOS STWIERDZIAL, ZE ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI' W DYSKUSJI
              NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY WYKAZAC SPRAWNOSC W
              ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW FIZYCZNYCH... TAKIM
              PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI W
              CELU POGNEBIENIA UCZNIÓW - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD JEGO - z
              przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.
              K: Po pierwsze, sprawnosc w rozwiazywaniu idotycznych zadan, z ktorych wynika, ze jak jeden
              parobek kopie studnie w dzien, to 1440 parobkow wykopie ja w minute, a 84 tysiace w sekunde,
              kompromituja tych, co takie idiotyczne testy wymyslali. Podobnie jest z tymi kondensatorami: tylko
              bezbronne dzieci mozna nimi gnebic, dorosli sie NA TO nie nabiora. Takie sztuczne
              zadania, nieralne w realnym swiecie, sa ukladane przez ludzi chorych, sadystow, ktorzy
              powinni miec zabroniony kontakt ze spoleczenstwem...
              I co sie stalo z twoja klawiatura (Caps Lock sie zacial?).

              > KAGANIE, USLYSZALEM DZIS W JAKIMS POSTSOCJALISTYCZNYM, KLERYKALNYM PROGRAMIE
              > TELEWIZYJNYM DLA GLUPICH POLACZKOW TAKA ANEGDOTE:
              > KATECHETKA NA LEKCJI PYTA JASIA: "JAK MYSLISZ, CO TO JEST: JEST MALE, RUDE, MA
              > DLUGI OGON, SKACZE PO DRZEWACH I JE ORZESZKI?" JASIO ODPOWIADA: "JESTEM PEWIEN
              > ZE TO WIEWORKA, ALE - JAK PANIA ZNAM - TO PEWNIE CHODZI O PANA JEZUSA".
              > NASZA DYSKUSJA O TYCH DURNYCH KONDENSATORACH JAKOS MI SIĘ NIEJASNO KOJARZY Z
              > TYM KAWAŁEM. TYLKO KTO Z NAS DWOCH JEST TU JASIEM?!
              > MIAŁEM JUŻ NASZA DYSKUSJE KONDENSATOROWA ZAKOŃCZYĆ - PRZECIEZ POWIEDZIALEM JUŻ
              > WSZYSTKO, CO BYŁO DO POWIEDZENIA, TO MOŻE REKORD GUINESSA W DLUGOSCI ROZWAZAN
              > NA TEN I TAKI DROBNY TEMAT, ALE PRZECZYTALEM TWOJA OSTATNIA WYMIANE ZDAN
              > Z "COMA" I PONIEWAŻ NIE BYŁA TO O DZIWO CALKIEM GRA W TENISA ZE SCIANĄ -
              > JESZCZE RAZ WRACAM DO TEMATU, JAK UPIERDLIWA MUCHA...

              > DLA ROZRYWKI JESZCZE JEDNA ANALOGIA: (ALE JUŻ NIE KAWAL!!!)
              > W INERCJALNYM UKLADZIE ODNIESIENIA SA DWA IDENTYCZNE NIESPREZYSTE CIALA O
              > MASIE "M". LEDNO Z NICH PORUSZA SIĘ Z PREDKOSCIA "V1" POZIOMO,BEZ WPLYWU
              > GRAWITACJI I BEZ TARCIA. DRUGIE JEST NIERUCHOME. NASTEPUJE ZDERZENIE
              > NIESPREZYSTE - BEZ "ODBICIA SIĘ".
              K: Jak powszechnie wiadomo, NIE ma ani cial absolutnie niesprezystych, ani tez tzw.
              inercjalnego ukladu odniesienia, bo musialbys sie odnosic do czegos, co jest poza
              naszym wszechswiatem... Stad twoja "rozrywka: to cztste SF (science fiction)...

              > PRZED ZDERZENIEM CIAL MIALY PED P= M*V1 + 0= M*V1 ORAZ ENERGIE KINETYCZNA
              > E=1/2*M*V1^2. PO ZDERZENIU PREDKOSC BĘDZIE "WSPOLNA" , OZNACZMY JA V2. MASA
              > BĘDZIE 2*M PED MUSI BYĆ ZACHOWANY, CZYLI 2*M*V2=M*V1; Z TEGO WIDAC, ZE
              > V2=1/2*V1. A ENERGIA KINETYCZNA? OBLICZ SAM I ZOBACZ, ZE TO ZNOWU JEST TE
              > NIESZCZESNE 50% ENERGII "E". TO CZEGO BRAKUJE ZAMIENILO SIĘ W CIEPLO - WZROSŁA
              > TEMPERATURA ZDERZAJACYCH SIĘ CIAL..
              K: Temperatura na pewno wzrosnie, ale w zaleznosci od sprezystosci tych cial: im te ciala
              bardziej sprzezyste, tym mniejsza przemiana energii kinetycznej na cieplo. Jak sie zderza dwie
              kule z plasteliny, to sie polacza w jedna, ciepla bryle plasteliny (prawie cala energia
              kinetyczna zamieni sie w cieplo), ale jak sie zderza dwie kulki metalowe, takie jak np. w lozysku,
              to tylko niewielka czesc energii kinetycznej zamieni sie w cieplo. Podobnie
              naszymi kondensatorami, ilosc ciepla wytworzonego zalezec bedzie glownie od oporu przewodnika...

              > PROSZĘ, NIE MOW TYLKO, ZE TO PRZYBLIZENIE I NIE BĘDZIE 50% ROWNE, BO (WYBACZ
              > SZYDERSTWO, TWOJA SZKOLA DYSKUSJI) AKURAT BISKUP W POZNANIU KOPULOWAL,
              > WPLYNELO TO (TO PRAWDA) NA POLE GRAWITACYJNE WSZECHSWIATA I NASZEGO UKLADU
              > ODNIESIENIA, RUCH NIE BYŁ ZATEM CALKIEM I CALY CZAS POZIOMY... NIECH ZATEM TEN
              > EKSPERYMENT BĘDZIE EKSPERYMENTEM MYSLOWYM, A DO NASZYCH MYSLI NIE
              > WPUSZCZAJMY BISKUPA ITP. ITD....
              K: Powyzej ci juz wytlumaczylem, ze NIE bedzie nigdy dokladnie 50%, bo nie ma cial idealnie
              niesprzezystych... A co, jak to beda ciala "idealnie sprzezyste"? Czemu ten wariant pominales?

              > OPISANE POWYZEJ ZDERZENIE STANOWI ANALOGIE MECHANICZNĄ LACZENIE
              > KONDENSATORÓW CZY ZBIORNIKÓW Z WODĄ..
              K: Kazda analogia ma swe granice... Ale tez wylazales (niechcacy), ze te 50% to mit...

              > I KOMENTARZ DO TWOICH KOMENTARZY DO MOICH UPRZEDNICH POSTÓW:
              > ....... A ŻE JEST TE 50% TO "SIĘ WYLICZA" PRAWIE NA PALCACH, CO JUŻ CI
              > PRZEDSTAWIAŁEM, Z BILANSU TEGO CO PRZED I TEGO CO PO POŁĄCZENIU.
              > K: To byl tylko bilans teoretyczny, w praktyce jest zawsze blad pomiaru,
              > czyli NIGDY nie ma rowne 50%...A. NIECH TO BĘDZIE EKSPERYMENT MYSLOWY. TYLKO
              > BLEDY MYSLENIA.....
              K: W oryginalnym "zadaniu" byla mowa o realnych, a nie "myslowych" kondensatorach!
              A: (kazdy kondensator) ma .JAKĄŚ SKOŃCZONĄ UPŁYWNOŚC
              > - ROZŁADOWYWUJĄ SIĘ "NIECO" W CZASIE EKSPERYMENTU. ALE TO SĄ BŁĘDY
              > INSTRUMENTALNE, NIE BŁĄD CO DO SAMEJ ZASADY.
              > K: Czyli sam przyznajesz, ze to 50% to byla czysta science fiction.
              .A.; .NICZEGO NIE PRZYZNAJE CO DO ZASADY...
              K: ??? Znow dowiodles, ze te 50% to SF!
              > A.: ....CAŁA PRZEGRODA - ACZKOLWIEK SZCZELNA, TEŻ MOŻE BYĆ SZYBKO USUNIĘTA.
              > K: Ale nigdy w czasie zerowym! A. TO SIĘ MOWI W CZSIE ZANIEDBYWALNIE KROTKIM W
              > STOSUNKU DO CZASU PROCESU......
              K: Przegroda ma swa bezwladnosc (inercje), bo musi miec mase, i to spora w porownaniu
              do masy wody (porownaj mase sluz do masy wody w zbiorniku, to sa porownywalne rzedy
              wielkosci: im wiecej wody, tym masywniejsza sluza).
              (Eksperyment z woda)
              > CO SIĘ STALO Z POLOWA ENERGII? ZAMIENIŁA SIĘ W CIEPŁO GDY CIECZ PRZECISKAŁA
              > SIĘ PRZEZ OTWOREK (TZW STRATY HYDRAULICZNE.)
              K: Im wiekszy otwor, tym mniejsze straty cieplne...
              > A TERAZ POWTORZMY DOSWIADCZENIE ALE ZAMIAST OTWIERANIA ZAWORKA SZYBKO USUNMY
              > PRZEGRODE. CIECZ GWAŁTOWNIE WYPEŁNI CAŁY ZBIORNIK, BĘDZIE
              > PRZEJSCIOWE "ZAMIESZANIE", TARCIE WEWNETRZNE, WYDZIELANIE CIEPŁA, ALE
              > I "CHLUPOT", FALE DZWIEKOWE. CZESC ENERGI ZAMIENI SIRE W ENERGIE FAL
              > DZWIEKOWYCH, CZESC W CIEPŁO. OCZYWIŚCIE KONCOWA ENERGIA POTENCJALNA BĘDZIE E'''
              > JAK POPRZEDNIO. GDYBY CIECZ MIALA ZEROWA LEPKOSC A DOSWIADCZENIE PROWADZONE
              > BYŁO W ABSOLUTNEJ PROZNI, CIECZ NIGDY BY SIE NIE USPOKOILA, "ZAMIESZANIE"
              > TRWAŁO BY DOWOLNIE DLUGO, ROZPRASZANIA ENERGII BY NIE BYŁO, TYLKO PRZEMIANY
              > ENERGI POTENCJALNEJ W KINETYCZNA I ODWROTNIE. ALE NIE JEST TO REALISTYCZNE
              > ZALOZENIE.
              K: Tak samo nie jest realistyczne zalozenie, ze cialo jest doskonale sprzezyste albo doskonale
              niesprezyste. Zaczynamy sie platac w zalozeniach...
              > K: Wiec co by bylo, gdyby przewodnik nie mial w ogole ani oporu, ani indukcyjnosci? Przeciez prad
              plynie zawsze z ogromna szybkoscia! Analogia z malym zaworem byla wiec bledna, tylko analogia z
              wielka przegroda mial jakis sens!
              A.: PRĄD NIE PLYNIE Z "OGRAMNA PREDKOSCIA". IMPULS ELEKTRYCZNY ROZCHODZI SIĘ Z
              REDKOSCIA POROWNYWALNA Z PREDKOSCIA SWIATLA.
              K: Jest to predkosc OGROMNA w porownaniu do szybkosci wody. Znasz formule opisujaca
              zaleznosc miedzy masa a energia niezbedna do rozpedzenia danej masy do szybkosci poswietlnych?
              Szybkosc wody, nawet w najwyzszym wodospadzie, jest znikoma do szybkosci swiatla,
              jej malutkim ulamkiem (coz jest np, nawet 1000km/h to 300,000km/s).
              PRAD CZYLI STOSUNEK LADUNKU EL. DO CZASU PRZEPLYWU - MA WARTOSC ZALEZNA OD
              WŁAŚCIWOŚCI OBWODU.
              K: Podobnie jak prad wody zalezy od stanu koryta rzeki i ilosci wody...
              CDN
            • Gość: Kagan JESZCZE RAZ ODPOWIEDŻ (2) IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 08:43
              > A TERAZ ZABIERZMY SIĘ DO TWOICH PYTAN
              > ...kondensator ma energie:
              > 1. Potencjalna (poniewaz jest ponad poziomem morza)
              > 2. Kinetyczna (jest w ruchu)
              > 3. Elektryczna (wl. elektromagnetyczna, bo jest naladowany).
              > 4. Chemiczna (mozna go np. spalic, wydzielajac cieplo)
              > 5. Rownowazna masie (E=m*c^2)
              > ANDRZEJMAT :6. I JESZCZE CIEPLNĄ (MA TEMPERATURE POWYŻEJ ZERA BEZWZGLEDNEGO)
              > K: Zgoda, to byly tylko przyklady...
              > Teraz zamieniamy mase na energie. Powinnismy otrzymac rownowartosc m*c^2.
              > Co sie wtedy dzieje z pozostalymi rodzajami energii 'zawartymi'
              > w kondensatorze?
              > ANDZEJMAT: MASA, WARTOSC OPALOWA, PREDKOSC CZY ENERGI W POLU GRAWITACYJNYM I
              > TEMPERATURA TO NIE SA NIEZBYWALNE CECHY KONDENSATORA. CZYLI TO TROCHE GROCH
              > Z KAPUSTA. ALE CZEMU NIE? NIEKTORZY LUBIA. A ANIHILACJA KONDENSATORA MUSI SIĘ
              > ODBYC NA ZASADZIE "DEUS EX MACHINA" PRAWDA?
              > K: Jak w filmie SF. Wyciagamy antykondesator z antymaterii i polem
              > silowym zblizamy go do naszego kondensatora...A: NIE MOWIMY O SF
              K: najpierw sam robisz exprymenty myslowe, a mnie ochrzaniasz, jak robie to samo...
              Antymateria istnieje, cos w rodzaju pola silowego tez mozna sobie wyobrazic...
              > K: Elektryczna tak (naladowany kondesnator zwieksza mase, bo przybywa w nim
              > elektronow), ale cieplna i chemiczna? A.; NIE MUSI WCALE PRZYBYWAC ELEKTRONOW,
              > ZMIENIA SIĘ TYLKO ICH POLOZENIE. MASA ROSNIE, BO ROSNIE ENERGIA WEWNETRZNA
              > UKLADU, TO SAMO Z E. CIEPNA I CHEMICZNA.
              K: Kondensator ladujemy np. z baterii czy cewki. Plynie wtedy do niego strumien elektronow.
              Jak proponujesz naladowac kondensator bez podlaczenia do zrodla pradu?

              > ALE JEST TO ENERGIA ZNIKOMA W POROWNANIU NAWET Z ENERGIA KINETYCZNA RUCHU PO
              > ORBICIE, O CO DOPIERO Z E=M*C^2 TO, CO POWYZEJ NAPISALEM, WYNIKA Z MOJEJ
              > SZKOLNEJ ZWIETRZALEJ "WIEDZY". NIE JESTEM FIZYKIEM. 'ROBIE" W PROZAICZNYCH
              > ZASTOSOWANIACH FIZYKI TYLKO. WIEC TO MOJE PRZEKONANIE, NIE PEWNOSC. ZDAJE SOBIE
              > SPRAWE, ZE MOGĘ SIĘ TU I TAM MYLIC.
              > K: Ja w ogole NIE jestem fizykiem, wiec tylko wyrazam swe watpliwosci oparte na ogolnej wiedzy...
              > Ale NIE opowiedziales na pytanieA.; KTÓRE?, tylko rozwazyles ilosciowe stosunki
              > energii. Tu 100% zgoda, m*c^2 tak przewyzsza inne rodzaje energii, ze praktycznie sie to nie liczy do
              > bilansu. Ale mnie chodzilo o zasade, a NIE bilans...
              K: BRAK ODPOWIEDZI!


          • andrzejmat Re: JESZCZE RAZ CD. 11.03.02, 12:34



            K: Dziekuje, wiele sie dowiedzialem i wiele sobie przypomnialem, ale
            wciaz uwazam, ze straty zaleza od rodzaju przewodnika. Analogia
            hydrauliczna: rura krotka, prosta i gladka to cos zupelnie innego
            niz rura dluga, kreta i porowata...
            ANDRZEJMAT:
            P.S. CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM? WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW
            NA KONCU SZPILKI DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE
            NIE MUSI BYĆ JASNE DLA INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
            MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
            K: Ja tez sie czegos nauczylem, ale wciaz uwazam, ze straty wynikle z
            przeplywu pradu miedzy kondensatorami sa funkcja wlasciwosci przewodnika
            laczacego te kondensatory, ergo: idealny przewodnik=zerowe straty,
            marny przewodnik, straty do 99% i wiecej, NIGDY dokladnie 50%...
            To NIE jest perptuum mobile, ani naruszenie I prawa termodynamiki,
            bo energia NIE zmienia swej postaci...

            ANDRZEJMAT: WOBEC TEGO WSZYSTKIEGO, CO NA TEMAT POWIEDZIALEM, OSTATNIE TWOJE
            AKAPITY POZOSTAWIAM BEZ komentarza..

            Pozdrowienia
            AndrzejMat
            • Gość: Kagan JESZCZE RAZ (5) IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 09:28
              K: Dziekuje, wiele sie dowiedzialem i wiele sobie przypomnialem, ale
              wciaz uwazam, ze straty zaleza od rodzaju przewodnika. Analogia
              hydrauliczna: rura krotka, prosta i gladka to cos zupelnie innego
              niz rura dluga, kreta i porowata...
              ANDRZEJMAT:
              P.S. CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM? WIEM, JAK POWSTAJA DYSKUSJE TYPU ILU DIABLOW
              NA KONCU SZPILKI DOSWIADCZYLEM OCZYWISTEJ PRAWDY, ZE COS JASNE DLA MNIE
              NIE MUSI BYĆ JASNE DLA INNYCH I NA ODWRÓT. I ZE TO CHOLERNIE TRUDNO ZMIENIC.
              MOŻE TO NAWET NIE JEST MOŻLIWE?
              K: Ja tez sie czegos nauczylem, ale wciaz uwazam, ze straty wynikle z
              przeplywu pradu miedzy kondensatorami sa funkcja wlasciwosci przewodnika
              laczacego te kondensatory, ergo: idealny przewodnik=zerowe straty,
              marny przewodnik, straty do 99% i wiecej, NIGDY dokladnie 50%...
              To NIE jest perptuum mobile, ani naruszenie I prawa termodynamiki,
              bo energia NIE zmienia swej postaci...

              ANDRZEJMAT: WOBEC TEGO WSZYSTKIEGO, CO NA TEMAT POWIEDZIALEM, OSTATNIE TWOJE
              AKAPITY POZOSTAWIAM BEZ komentarza..
              K: ??? Chodzilo mi o to, ze zawsze bedziemy mnieli do czyniena z energia elektryczna,
              niezaleznie od rodzaju uzytego przewodnika. Przepraszam za niezreczne wyrazenie sie...
              Co zlego w stwierdzeniu, ze straty wynikle z przeplywu pradu miedzy kondensatorami sa funkcja
              wlasciwosci przewodnika laczacego te kondensatory, ergo: idealny przewodnik=zerowe straty,
              marny przewodnik, straty do 99% i wiecej. Zgoda, czasem moze byc 50%, ale to jest tak samo
              prawdopodobne jak 40% czy 60%... I chodzilo mi o to, ze jak energia pozostaje w tej samej
              postaci, to teoretycznie nie musi byc strat wyniklych z Igo prawa termodynamiki. Myslalem
              tu np. o transformatorach (zgoda, one tez sie grzeja, bo kazda cewka ma tez rezystancje)...
              Kagan
              • Gość: WIDZ Re Kagan , fizyka i ekonomia IP: *.pl 12.03.02, 14:59
                Zajrzlem do watku o Balcerowiczu - a tam kagan tez!!
                Wiec sobie ten jego "dowod" przypomnialem, patrze - a tu ciagle gledzenie o
                tych kondensatorach. Jacys masochisci chca czegos nauczyc teflonowego Kagana!
                Dobrze wam tak, jak nie macie ciekawszych zajec. A w ekonomii to jestes kaganie
                taki spec jak w tych kondensatorach.
                Te watki sa denne. Chyba zajrze do Wysokich Obcasow. jednak baby maja sredenio
                biorac rowniej pod sufitem, moze ino troche niżej.
                • Gość: Kagan Re: Re Kagan , fizyka i ekonomia IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 01:42
                  Gość portalu: WIDZ napisał(a):
                  Zajrzlem do watku o Balcerowiczu - a tam kagan tez!!
                  K: Czemu piszesz "WIDZ" samymi DUZYMI LITERAMI, a "kagan"
                  samymi malymi? Mania wielkosci??? :) Mizantropia??? :(

                  Wiec sobie ten jego "dowod" przypomnialem, patrze - a tu ciagle gledzenie
                  tych kondensatorach.
                  K: Zgoda, nudne to strasznie...

                  Jacys masochisci chca czegos nauczyc teflonowego Kagana!
                  Dobrze wam tak, jak nie macie ciekawszych zajec. A w ekonomii to jestes
                  kaganie taki spec jak w tych kondensatorach.
                  K: Jestem lepszy w kondensatorach i w ekonomi... Nawet andrzejmat, ktory jest
                  "praktykujacym" inzynierem elektrykiem sie pogubil, bo zaczal sugerowac,
                  ze prad plynie znacznie szybciej w przewodniku o malej opornosci...

                  Te watki sa denne.
                  K: Nikt ci NIE karze ich czytac, a tym bardziej do nich pisac...

                  Chyba zajrze do Wysokich Obcasow. jednak baby maja sredenio
                  biorac rowniej pod sufitem, moze ino troche niżej.
                  K: Milej lektury!
            • Gość: Kagan JESZCZE RAZ CD - proba podsumowania! IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 02:06
              Jeszcze raz dziekuje za udzial w dyskusji o kondensatorach.
              Podsumowujac:
              1. Laczac kondesatory (jeden naladowany, drugi nie),
              powodujemy, ze ladunek naladowanego rozdzieli sie miedzy ten "naladowany"
              i ten "rozladowany".
              2. Beda nieuniknione straty energii, bo wymiana ladunkow bedzie poprzez
              prad elektryczny (strumien elektronow) plynacy w przewodniku.
              3. Prad plynacy w przewodniku spowoduje glownie:
              - wydzielanie sie ciepla (opornosc, dokl. rezystancja polaczenia)
              - wydzielanie sie pola magnetycznego (indukcyjnosc przewodnika).
              4. Straty energi zalezne wiec beda od wlasciwosci przewodnika.
              Poniewaz zawsze bedzie mial on jakas dlugosc, wiec zawsze bedzie
              jakas indukcyjnosc i rezystancja (ɬ). Teoretycznie mozna by zminimalizowac
              rezystancje, uzywajac superprzewodnika, ale to NIE ma sensu, bo
              aby otrzymac superprzewodnosc trzeba by najpierw ten przewodnik schlodzic do
              prawie zera absolutnego, co wymaga nakladu energii (analogicznie jak lodowka
              wymaga doplywu energii, aby obnizyc w swym wnetrzu temperature). Koszta
              takiej operacji bylyby wieksze niz zysk z mniejszych strat cieplnych...
              5. Straty te NIE moga byc wiec dokladnie 50%, bo sa funkcja zuzytego
              przewodnika (dokl. jego rezystancji i indukcyjnosci). Im lepszy
              przewodnik, tym mniejsze straty! Dodatkowo, im wyzsze napiecie,
              tym nizsze straty na rezystancji (dlatego wlasnie uzywa sie
              wysokich napiec do przesylania energii elektrycznej na wieksze
              odleglosci).
              6. Modele matematyczne reprezentuja jedynie siebie, czyli modele
              matematyczne. Sa one tylko przyblizeniem rzeczywistosci, np.
              model Newtona opisuje z wystarczajaca dokladnoscia zachowanie sie
              duzych (makro) cial przy szybkosciach znacznie ponizej szybkosci
              swiatla. Dopiero jak "schodzimy" do swiata mikro, to zaczyna
              obowiazywac mechanika kawantowa, podobnie jak cialo makro zaczyna osiagac
              szybkosci porownywalne z szybkoscia swiatla, to zaczyna obowiazywac
              teoria wzglednosci, ktora mozemy ignorowac w zyciu codziennym,
              gdzie rzadko sie poruszamy z szybkoscia ponad tysiac km/h
              (wyjatek to tylko astronauci/kosmonauci i piloci mysliwcow czy
              samolotow szpiegowskich, oraz nieliczna garstka milionerow
              i ich obslugi latajacych samolotami Concorde)...
              7. Dyskusja o kondensatorach NIC nie udowodnila, oprocz tego, ze
              niektorzy nauczyciele fizyki lubuja sie w zle sformulowanych, idiotycznych
              zadaniach, ktore nic nie maja wspolnego z codzienna praktyka...
              Kagan
              • andrzejmat Re: SMUTNE WNIOSKI Z "NIBY ZABAWY". 13.03.02, 20:02
                DLA PRZYPOMNIENIA: "DYSKUSJA O KONDENSATORACH" ZACZELA SIĘ OD TEGO,
                ZE KTOS STWIERDZIL, IZ ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI" W DYSKUSJI
                NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY WYKAZAC SIE JAKA TAKA
                WIEDZA WDZIEDZINIE TEJ NAUKI A "NA PROBE" WYKAZAC SPRAWNOSC W
                ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW FIZYCZNYCH... TAKIM
                PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI
                - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD JEGO - z
                przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.
                OSOBA O NICKU "KAGAN" NIE WYKAZALA SIE TAKA SPRAWNOSCIA KU ZDUMIENIU
                PODDAJACYCH JĄ TEJ PROBIE. CO WIECEJ, MIMO DLUGICH USILOWAN KILKU UCZESTNIKOW
                FORUM NIE BYLA W STANIE ZROZUMIEC ELEMENTARNEGO ZADANIA A NAWET ZROZUMIEC, ZE
                PRZEKRACZA TO JEJ MOZLIWOSCI INTELEKTUALNE. "WIEDZA " TEJ OSOBY NA TEMATY
                NAZWIJMY TO - NAUK MAT/FIZ- OKAZALA SIE NIEUPORZADKOWANYM STOSEM ZASLYSZANYCH
                INFORMACJI.
                DYSKUSJA I "DOWODY" CZEGOKOLWIEK W TEJ SYTUACJI SĄ NIEPOROZUMIENIEM I STRATĄ
                CZASU ALE CO WAŻNIEJSZE MOGĄ U OSOB MNIEJ BIEGLYCH W DZIEDZINIE NAUK SCISŁYCH
                SPRAWIAC WRAŻENIE , ŻE NAUKI TE MOGA BYC NA ZAWOLANIE UZYTE DO
                PRZEPROWADZENIA - NA PRZYKLAD - "DOWODU NA NIEISTNIENIE BOGA". MYSLE JEDNAK,
                ZE OSOBA O NICKU KAGAN NIE JEST W STANIE ZDAC SOBIE SPRAWY Z TEGO , ŻE
                DOPUSZCZA SIĘ OSZUSTWA I TO - UZYJMY TAKIEJ PRZENOSNI- PRZY UZYCIU NIEUDOLNIE
                PODROBIONYCH PIENIEDZY. INNMI SLOWY JEST TO OSZUSTWO - PARADOKSALNIE - W DOBREJ
                WIERZE, BO ON SAM WIERZY "SWIECIE" W TO, CO WYPISUJE. SMUTNE, ALE NIESTETY
                CZESTE ZJAWISKO.

                POZDRAWIAM WSZYSTKICH NA FORUM
                ANDRZEJMAT
                • Gość: Kagan Nicosc andrzejmata... IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 01:55
                  andrzejmat napisał(a):
                  DLA PRZYPOMNIENIA: "DYSKUSJA O KONDENSATORACH" ZACZELA SIĘ OD TEGO,
                  ZE KTOS STWIERDZIL, IZ ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI" W
                  DYSKUSJI NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY
                  WYKAZAC SIE JAKA TAKA WIEDZA WDZIEDZINIE TEJ NAUKI A "NA PROBE"
                  WYKAZAC SPRAWNOSC W ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW
                  FIZYCZNYCH... TAKIM PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM
                  SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD
                  JEGO - z przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.
                  K: Bzdura! Na zachodzie nauczyciel, dajacy tak glupie zadanie
                  bylby wysmiany przez uczniow i wywalony z roboty, bo nauczanie NIE
                  polega na nekaniu uczniow glupimi pseudoproblemami, ale na
                  wyjasnianiu rzeczywistych problemow i nauczaniu technik ich
                  rozwiazywania. To pseudozadanie z kondensatorami bylo celowo
                  zle, NIEjednoznacznie sformulowane, tak, ze mozna bylo je roznie zrozumiec,
                  np. tak jak ja, ze sugeruje ono "pojawianie' sie energii "znikad"...
                  Stajac po stronie tych, co takie glupie zadania wymyslaja, i na
                  dodatek zle formuluja, pokazujesz swa ciasnosc umyslu, bo jako tzw.
                  fachowiec (specjalista w waskiej dziedzinie) straciles gietkosc
                  umyslu: myslisz w/g ustalonych schematow, modele matemtyczne
                  mylisz ze znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistoscia...
                  George Picht napisal w "Odwaga Utopii" (W-wa 1981 s. 125-6)
                  "obiektywnosc nowoczesnej nauki definiuje sie przez to wlasnie, ze nie
                  odpowiada ona rzeczywistosci, lecz ogranicza sie do tych tylko wiadomosci,
                  ktore mozna zdobyc w dajacej sie jednoznacznie skontrolowac aranzacji
                  eksperymentu". Tak wiec odpowiednio aranzujac eksperyment z kondensatorami
                  mozna pewnie uzyskac straty ok. 50%, inaczej aranzujac eksperyment,
                  straty te beda np. 10%... Pisalem juz, jak nie aranzujac eksperymentu, nawet
                  prawo Ohma NIE jest tak proste, jak w podrecznikach (tj. zaleznosc istnieje,
                  ale NIE jest liniowa). Jak widzisz, caly ten problem z kondesatorami
                  jest znacznie bardziej zlozony, niz myslisz, chocby dla tego, ze liniowe
                  czy inne proste (np. potegowe) zaleznosci, NIE wystepuja tak naprawde w
                  przyrodzie... Ty i "liceum" dyskutowali jakies nierealne, "idealne" i
                  zaaranzowane doswiadczenie, ja zas realna rzeczywistosc,
                  ktora jest znacznie brdziej skomplikowana...

                  > OSOBA O NICKU "KAGAN" NIE WYKAZALA SIE TAKA SPRAWNOSCIA KU ZDUMIENIU
                  > PODDAJACYCH JĄ TEJ PROBIE. CO WIECEJ, MIMO DLUGICH USILOWAN KILKU UCZESTNIKOW
                  > FORUM NIE BYLA W STANIE ZROZUMIEC ELEMENTARNEGO ZADANIA A NAWET ZROZUMIEC, ZE
                  > PRZEKRACZA TO JEJ MOZLIWOSCI INTELEKTUALNE. "WIEDZA " TEJ OSOBY NA TEMATY
                  > NAZWIJMY TO - NAUK MAT/FIZ- OKAZALA SIE NIEUPORZADKOWANYM STOSEM ZASLYSZANYCH
                  > INFORMACJI.
                  K: Bzdura! patrz wyzej: to twoja wiedza okazala sie niepelna, potrafisz
                  tylko marotac o rownaniach rozniczkowych, ale NIE rozumiesz, co one
                  przedstawiaja. NIE potrafilews wyjasnic, czemu te straty maja byc dokladnie
                  50%, bez uzywania skrajnie uproszczonych formulek, formulek bez realnego
                  zwiazku z realna rzeczywistoscia fizyczna... Jestes ignorantem,
                  andrzejmacie, czlowieczkiem o waskim umysle, myslacym wedlug
                  prymitywnych, a na dodatek blednych formulek....

                  > DYSKUSJA I "DOWODY" CZEGOKOLWIEK W TEJ SYTUACJI SĄ NIEPOROZUMIENIEM I STRATĄ
                  > CZASU ALE CO WAŻNIEJSZE MOGĄ U OSOB MNIEJ BIEGLYCH W DZIEDZINIE NAUK SCISŁYCH
                  > SPRAWIAC WRAŻENIE , ŻE NAUKI TE MOGA BYC NA ZAWOLANIE UZYTE DO
                  > PRZEPROWADZENIA - NA PRZYKLAD - "DOWODU NA NIEISTNIENIE BOGA". MYSLE JEDNAK,
                  > ZE OSOBA O NICKU KAGAN NIE JEST W STANIE ZDAC SOBIE SPRAWY Z TEGO , ŻE
                  > DOPUSZCZA SIĘ OSZUSTWA I TO - UZYJMY TAKIEJ PRZENOSNI- PRZY UZYCIU NIEUDOLNIE
                  > PODROBIONYCH PIENIEDZY. INNMI SLOWY JEST TO OSZUSTWO - PARADOKSALNIE - W
                  DOBREJ
                  > WIERZE, BO ON SAM WIERZY "SWIECIE" W TO, CO WYPISUJE. SMUTNE, ALE NIESTETY
                  > CZESTE ZJAWISKO.
                  K: Jeszcze raz odwoluje sie do Pichta: nauka wspolczesna nie calkiem
                  odpowiada rzeczywistosci, bo opiera sie na zaaranzowanych eksperymentach i
                  uproszczonych modelach matematycznych. Rzeczywistosc jest bardziej
                  skomplikowana, NIE da sie ujac w formulki matematyczne, bo
                  przeciez swiat sie zmienia, powieksza sie, byc moze wiec i tzw.
                  stale fizyczne sie zmieniaja w dluzszym okresie czasu. A ty sadzisz,
                  ze te proste formulki, ktorych sie wyuczyles na studiach, sa wystarczajace...
                  Zal mi ciebie, choc z drugiej strony, do ciebie nalezy tzw. krolestwo
                  niebieskie...
                  Tak wiec, SUMUJAC:
                  Andrzejmat sie skompromitowal, bo NIE potrafil odpowiedziec na proste pytanie,
                  czemu straty energii wynikajace z polaczenia tych kondensatorow sa az tak
                  duze (podobno 50%), i czemu NIE zaleza one od jakosci uzytego przewodnika.
                  Zaczal cos tam marotac o rownaniach rozniczkowych, a ja sie pytalem o
                  fizyczny mechanizm, ktorego NIE potrafil wyjasnic...
                  "Jak nie potrafisz, nie pchaj sie na afisz", andrzejmacie...
                  Kagan
                  PS A moze jednak sprobujesz nam wyjasnic, czemu to za 50% energii ma
                  sie "marnowac" w tym doswiadczeniu, i czemu te straty sa w/g ciebie
                  niezalezne od jakosci uzytego polaczenia miedzy kondensatorami.
                  I NIE zmieniaj zalozen: mowimy o dwoch REALNYCH kondensatorach,
                  polaczonych realnym drutem!
                  K.
    • Gość: Pijar DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.nsw.bigpond.net.au 10.03.02, 12:51
      Kagan,
      odbiegam od zagadnienia kondensatorow (AndrzejMat) i powracam do glownego
      watku - przytaczam rozumowanie zacnego Pascala, ktore byc moze nie
      jest "dowodem na istnienie TZW.BOGA", ale przynajmniej pokazuje, ze warto w
      TZW.BOGA wierzyc.
      BOG NIE ISTNIEJE BOG ISTNIEJE
      PRAWDOPODOBIENSTWO p 1-p
      WIERZYC -u w
      NIE WIERZYC 0 -x

      Gdzie:
      -u = strata jaka ponosisz wierzac w Boga, ktory nie istnieje,
      w = nagroda, jaka cie czeka za to,ze wierzysz w Boga, ktory rzeczywiscie
      istnieje,
      -x = strata jaka ponosisz niewierzac w Boga, ktory jednak istnieje.

      Strategia wiary w Boga = -p*u +(1-p)*w
      Strategia niewiary w Boga = p*0 +(1-p)*(-x)

      Pascal zalozyl, ze w=+nieskonczonosc. Logicznie, jesli Bog istnieje i ty
      wierzysz w niego to ewentualna nagroda musi byc nieskonczenie wielka
      (nieskonczenie dobry Bog). W tej sytuacji strategia wiary w Boga zwycieza,
      gdyz -p*u + (1-p)*w > p*0 + (1-p) *(-x), bez wzgledu na wartosc
      prawdopodobienstwa p.

      Logika byc moze nigdy nie klamie, ale sprobuj przedstawic logiczny dowod na
      cokolwiek w ekstremalnych sytuacjach zyciowych (chyba nie musze ich opisywac?).

      Pijar
      • Gość: Kagan Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 10.03.02, 13:22
        Gość portalu: Pijar napisał(a):
        Kagan,
        odbiegam od zagadnienia kondensatorow (AndrzejMat) i powracam do glownego
        watku - przytaczam rozumowanie zacnego Pascala, ktore byc moze nie
        jest "dowodem na istnienie TZW.BOGA", ale przynajmniej pokazuje,
        ze warto w TZW.BOGA wierzyc.
        K: To dobrze. Tak sie z Andrzejmatem zaplatalismy w te kondensatory,
        ze obaj juz chyba nic nie rozumiemy z tego...
        Dobrze wrocic do oryginalnego watku!

        BOG NIE ISTNIEJE BOG ISTNIEJE
        PRAWDOPODOBIENSTWO p 1-p
        WIERZYC -u w
        NIE WIERZYC 0 -x

        Gdzie:
        -u = strata jaka ponosisz wierzac w Boga, ktory nie istnieje,
        w = nagroda, jaka cie czeka za to,ze wierzysz w Boga, ktory rzeczywiscie
        istnieje,
        -x = strata jaka ponosisz niewierzac w Boga, ktory jednak istnieje.
        K: Sa tu dwa zalozenia:
        1. ze wiemy, czym jest prawdopodobienstwo )od czasow zacnego Blazeja,
        to sie nieco skomplikowalo).
        2. Ze Bog wynagradza i karze. Ale:
        - 2 Tymoteusz 3:12 i Hebrews 12:6 'nawet wierzacy beda przesladowani
        przez Jahweh',
        - Exodus 4;24 przesladowanie samego Mojzesza przez Jahweh,
        - Jan 5:22, 3:17, 8:15, 12:47 "Bog (Jezus) NIE sadzi"

        Strategia wiary w Boga = -p*u +(1-p)*w
        Strategia niewiary w Boga = p*0 +(1-p)*(-x)

        Pascal zalozyl, ze w=+nieskonczonosc. Logicznie, jesli Bog istnieje i ty
        wierzysz w niego to ewentualna nagroda musi byc nieskonczenie wielka
        (nieskonczenie dobry Bog). W tej sytuacji strategia wiary w Boga zwycieza,
        gdyz -p*u + (1-p)*w > p*0 + (1-p) *(-x), bez wzgledu na wartosc
        prawdopodobienstwa p.
        K: Przy zalozeniu, ze Bog jest, ze sadzi, oraz ze karze/wynagradza, i ze
        nagroda jest nieskonczona, a moze byc proprcjonalna do zaslug,
        wiec dla wiekszosci grzesznikow niewielka. Zreszta i tak wszyscy katolicy
        trafia do piekla za balwochwalstwo. Na dodatek, jak usunieto z Dekalogu
        przykazanie o nieodawaniu czci obrazom i innym Bogom niz Jahweh,
        to jest mozliwe, ze zniklo tez inne przykazanie, np. zakaz mycia
        rak w piatek, o ktorym nic nie wiemy, wiec je lamiemy. A, jak
        wiadomo, nieznajomosc pawa NIE usprawiedliwia jego lamania!
        Poza tym nawet Biblia jest na ten temat sprzeczna!
        Jesli Bog sadzi, to malo prawdopodobne, aby byl sedzia absolutnie
        sprawiedliwym, sadzac bowiem po swiecie przez niego stworzonym, to byl on
        raczej marnym tworca... Mam wiec spore watpliwosci, czy jest on dobrym,
        sprawiedliwym sedzia, wiec juz dawno sie odalem pod opieke
        Szatana! Na niego mozna liczyc, od NIE udaje innego, niz nim jest...

        Logika byc moze nigdy nie klamie, ale sprobuj przedstawic logiczny dowod na
        cokolwiek w ekstremalnych sytuacjach zyciowych (chyba nie musze ich opisywac?).
        Pijar
        K: Sa rozne logiki! Logika Pascala byla dwuwartosciowa (TAK i NIE).
        W realnym swiecie mamy trojwartosciowa (TAK, NIE i ? czyli NIE WIADOMO).
        Tyle,ze jest ona trudna do sformalizowania...
        Pozdr.
        Kagan
        • Gość: Tluk Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.157.60.137.Dial1.Washington1.Level3.net 10.03.02, 16:27
          Kagan jak sie mozesz tak podkladac intelektualnie.
          Prof. Greniewski badal logike wielowartosciowa, ktora jest wlasnie tak samo
          realna jak i dwu wartosciowa, to zalezy od sytuacji, i moze byc matematycznie
          rowniez dosc precyzyjnie okreslona uzywajac ulamkowej skali od 0 do 1.

          PS
          Jak mozna dowodzic cos co z zalozenia jest watpliwe, czyli dowodzenie
          watpliwosci jest zadne bo watpliwosc istnieje zawsze, jest faktem.
          • Gość: Kagan Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.02, 02:29
            Gość portalu: Tluk napisał(a):

            Kagan jak sie mozesz tak podkladac intelektualnie.
            Prof. Greniewski badal logike wielowartosciowa, ktora jest wlasnie tak samo
            realna jak i dwu wartosciowa, to zalezy od sytuacji, i moze byc matematycznie
            rowniez dosc precyzyjnie okreslona uzywajac ulamkowej skali od 0 do 1.
            K: Co innego "badania naukowe" a co innego zastosowania! Gdyby sie dalo
            latwo zaimplementowac logike chocby trojwartosciowa, to bysmy ja mieli
            w prawie kazdym komputrze! Szkopul, ze komputery "mysla" w systemie
            binarnym (0 lub 1, "nic" albo "wszystko", "TAK" lub "NIE").
            Inny stan jest uwazany z blad: np. w transmisji danych (z grubsza),
            1 to jest np. napiecie 10V, 0 to jest napiecie np. 5V (+/- 1V).
            Jak sie pojawi napiecie np. 7.5V, to jest sygnalizowane jako blad!
            Pomysl, jakie bylyby trudnosci przesylania sygnalow opartych na
            logice wielowartosciowej! "Diabel siedzi w szczegolach".
            Prof. Greniewski byl zapewne dobrym teoretykiem, ale nie mial pojecia
            o praktycznych zastosowaniach swoich teorii. Nawet tzw. fuzzy logic
            jest w stadium malo zaawansowanym: Windows 95/98, na ktorym to
            systemie pracuje, wciaz "mysla" w kategoriach "absolutna prawda"
            i "absolutny falsz"... Stad tyle w nich bledow!
            Kagan
            PS
            Jak mozna dowodzic cos co z zalozenia jest watpliwe, czyli dowodzenie
            watpliwosci jest zadne bo watpliwosc istnieje zawsze, jest faktem.
            K: Cala matematyka opiera sie na aksjomatach, czesto b. watpliwych.
            Slyszales o Goedlu?
            K.
            • Gość: Tluk Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.244.208.103.Dial1.Washington2.Level3.net 11.03.02, 10:45
              A jak sedzia w jezdzie figurowej nadaje subiektywo-obiektywne punkty to jest to
              logika dwu-wartosciowa, a jak wybierasz kolory szare to jest to logika dwu-
              wartosciowa? Cos Ci sie pieprzy z tymi wartosciami. Wlasnie zycie jest logika
              wielowartosciowa, a nie tylko dwu. Komputery pracuja na dwie wartosci bo to
              proste a nie dlatego, ze inaczej niemozliwe. Wlasnie ta Twoja logika dwu-
              wartosciowa zastosowana w polityce, wiarze, czy zycia ludzkiego doprowadza do
              tego, co raz wiecej ludzie sie smieje z Ciebie. Tylko ciolki mysla w dwoch
              kategoriach, bo nie moga sobie wyobrazic innych mozliwosci. "Albo bedzie pogoda
              albo bedzie padal deszcz" - a jak nie bedzie pogody i deszczu to co bedzie?
        • Gość: Leszek Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.ists.pl 10.03.02, 17:22
          Kagan satanista, he, he. Wpadłeś we własne sidła. Nie wierzysz w Jahwe, ale
          wierzysz w Baala
          • Gość: Kagan Re: DOWOD PASCALA NA ISTNIENIE TZW.BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.02, 02:46
            Gość portalu: Leszek napisał(a):

            > Kagan satanista, he, he. Wpadłeś we własne sidła. Nie wierzysz w Jahwe,
            > ale wierzysz w Baala.
            K: Ja wierze w Sierotke Marysie, oraz w istnienie Szatana (raczej
            wiec Achrymana niz Baala). Jestem wiec czym w rodzaju Manicheisty,
            gdyz dualizm Boga (np. "dobry" Achura Mazda vs rownie potezny,
            ale "zly" Achryman) dobrze tlumaczy istnienie zla. Katolicy,
            Chrzescijanie a nawet Muzulmanie czy Judaisci tego NIE potrafia
            wytlumaczyc, bo zakladaja prymat "dobrego" Boga nad "zlym"
            Szatanem, czyli ze "silniejsze" dobro powinno dawno temu
            pokonac "slabsze" zlo. A jak jest, kazdy widzi...
            Kagan
    • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.icpnet.pl 10.03.02, 19:05
      Tak, ale ze mnie DEBIl - i to z dużej litery. Jak mogłem mówić, że dzieli się
      przez zero. Przecież to niemożliwe, ale ze mnie pacan i głupi ćwok. Jak ja
      kształcę swoich studentów? Biedni studenci. Co ja im teraz powiem? Jeżeli
      dzieli się liczbę jeden przez liczbę nieskończenie małą (zbliżoną nieskończenie
      do zera) to wtedy faktycznie otrzymuje się liczbę nieskończenie wielką. Można
      się nieskończenie zbliżyć do do zera, ale przez samo zero nie można podzielić,
      bo wtedy powstaje sprzeczność. Już rozumiem, nareszcie załapałem. Całe
      rozumowanie dotyczące Boga oparłem na tym, że skoro Bóg jest nieskończonością,
      to skoro nieskończoność nie istnieje w realnym świecie, to Bóg tez nie
      istnieje. Chciałem wykazać, że nieskończoność nie istnieje w realnym świecie i
      chciałem pokazać, że się dzieli przez zero, co jest oczywistym nonsensem. Przez
      zero się nie dzieli. Zero nie spełnia definicji dzielenia. Chciałem pokazać, że
      nieskończoność to tylko wymysł człowieka i tak naprawdę nie istnieje w naturze.
      I tu popełniłem właśnie zasadniczy błąd, który dyskwalifikuje całkowicie
      wszystkie moje wywody: może nie istnieje nieskończoność w naturze (rozumiecie:
      w naturze), a przecież Bóg nie jest częścią natury - on ją stworzył i nie
      podlega jej prawom, bo przecież on stworzył te wszystkie prawa. Bóg jest poza
      czasem - on sam stworzył czas i nie podlega mu. Jak mogłem być takim ignorantem
      w tej i wielu innych sprawach? A między 0 a 1 jest nieskończenie wiele liczb
      rzeczywistych, jak mogłem być taki tępy? A teraz jeszcze w sprawie pierwiastka
      kwadratowego z liczby -1. Tak naprawdę coś takiego nie istnieje, tylko się go
      oznacza literą i (z angielskiego - urojony, czyli nieistniejący), która oznacza
      go symbolicznie, choć taka liczba nie istnieje, i używa się później tego
      symbolu do obliczeń. A liczb jest nieskończenie wiele, już chociażby biorąc na
      chłopski rozum - jeśli ktoś napisze jakąś liczbę, to zawsze można napisać
      większą. Ale ze mnie głupek. To ja jestem BARAN i możecie mnie tak nazywać.
      • Gość: Coma Dowod na nie nieinstenienie Boga IP: *.dyn.optonline.net 11.03.02, 02:10

        Radze poczytac Simone Weil "Necessity and Love of God",
        po angielsku,lub w oryginale po francusku lub w tlumaczeniu
        Czeslawa Milosza.

        "Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary. W tym
        sensie ateizm jest oczyszczeniem. Powinnam być ateistką tą częścią samej
        siebie, która nie jest dla Boga. Pośród ludzi, których nadprzyrodzona część ich
        samych nie przebudziła się, ateiści mają słuszność, a wierzący się mylą".

        Simone Weil




        • Gość: Kagan Re: Dowod na nie nieistnienie tzw. Boga IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.02, 02:19
          Gość portalu: Coma napisał(a):
          Radze poczytac Simone Weil "Necessity and Love of God",
          po angielsku,lub w oryginale po francusku lub w tlumaczeniu
          Czeslawa Milosza.

          "Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary. W tym
          sensie ateizm jest oczyszczeniem. Powinnam być ateistką tą częścią samej
          siebie, która nie jest dla Boga. Pośród ludzi, których nadprzyrodzona
          część ich samych nie przebudziła się, ateiści mają słuszność, a wierzący się
          mylą".
          Simone Weil

          K: Powyzsze opiera sie na zalozeniu dualizmu czlowieka (materialne
          cialo vs "nadprzyrodzona" dusza). Co jednak, jesli "dusza" jest
          immanentnie zwiazana z cialem, ze jest to po prostu zbior procesow
          myslowych, ustajacy zaraz po smierci?
          Dziekuje za bardzo ciekawy i pouczajacy przyczynek do naszej dyskusji...
          Kagan
          • Gość: Coma Re: Dowod na nie nieistnienie tzw. Boga IP: *.dyn.optonline.net 11.03.02, 04:40
            Gość portalu: Kagan napisał(a):

            > Gość portalu: Coma napisał(a):
            > Radze poczytac Simone Weil "Necessity and Love of God",
            > po angielsku,lub w oryginale po francusku lub w tlumaczeniu
            > Czeslawa Milosza.
            >
            > "Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary. W tym
            > sensie ateizm jest oczyszczeniem. Powinnam być ateistką tą częścią samej
            > siebie, która nie jest dla Boga. Pośród ludzi, których nadprzyrodzona
            > część ich samych nie przebudziła się, ateiści mają słuszność, a wierzący się
            > mylą".
            > Simone Weil
            >
            > K: Powyzsze opiera sie na zalozeniu dualizmu czlowieka (materialne
            > cialo vs "nadprzyrodzona" dusza). Co jednak, jesli "dusza" jest
            > immanentnie zwiazana z cialem, ze jest to po prostu zbior procesow
            > myslowych, ustajacy zaraz po smierci?
            > Dziekuje za bardzo ciekawy i pouczajacy przyczynek do naszej dyskusji...
            > Kagan

            "Posrod ludzi,z ktorych zaden nie mial doswiadczenia Boga,
            ten,ktory przeczy jego istnieniu, moze byc blizej Boga."

            Simone Weil

            Ps.Masz racje,to sie opiera na takim zalozeniu,podwojnej natury
            czlowieka,tzn.jego dwojlomnosci;(jak swiatlo; czasami jest fala
            czasami kwantem; a jakie naprawde jest?)
            Z nami jest problem bardziej zlozony; bo w nas jest sprzecznosc.






            • Gość: Kagan Re: Dowod na nie nieistnienie tzw. Boga IP: *.arts.monash.edu.au 11.03.02, 07:11
              Gość portalu: Coma napisał(a):

              > Gość portalu: Kagan napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: Coma napisał(a):
              > > Radze poczytac Simone Weil "Necessity and Love of God",
              > > po angielsku,lub w oryginale po francusku lub w tlumaczeniu
              > > Czeslawa Milosza.
              > >
              > > "Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary. W tym
              > > sensie ateizm jest oczyszczeniem. Powinnam być ateistką tą częścią samej
              > > siebie, która nie jest dla Boga. Pośród ludzi, których nadprzyrodzona
              > > część ich samych nie przebudziła się, ateiści mają słuszność, a wierzący się
              > > mylą".
              > > Simone Weil
              > >
              > > K: Powyzsze opiera sie na zalozeniu dualizmu czlowieka (materialne
              > > cialo vs "nadprzyrodzona" dusza). Co jednak, jesli "dusza" jest
              > > immanentnie zwiazana z cialem, ze jest to po prostu zbior procesow
              > > myslowych, ustajacy zaraz po smierci?
              > > Dziekuje za bardzo ciekawy i pouczajacy przyczynek do naszej dyskusji...
              > > Kagan
              >
              > "Posrod ludzi,z ktorych zaden nie mial doswiadczenia Boga,
              > ten,ktory przeczy jego istnieniu, moze byc blizej Boga."
              >
              > Simone Weil

              K: Czasem tez tak mysle, stad zaprzeczajac jego istnieniu, wciaz Go szukam...

              >Ps.Masz racje,to sie opiera na takim zalozeniu,podwojnej natury
              >czlowieka, tzn.jego dwojlomnosci;(jak swiatlo; czasami jest fala
              czasami kwantem; a jakie naprawde jest?)
              K: W/g mej ulubionej teorii superstrun swiatlo jest wlasnie zbiorem takich
              malutkich, 11-wymiarowych drgajacych strun, zachowujacych sie czasem jak
              czastka, a czasem jak fala...

              > Z nami jest problem bardziej zlozony; bo w nas jest sprzecznosc.
              K: Bog Chrzescijan jest jeszcze bardziej sprzeczny: potezny i dobry,
              a toleruje slabego wzgledem niego Ksiecia Ciemnosci...
              Pozdr. Kagan
              • f116 Re: WAZELINA i F116 i andrzejmat dodatek 11.03.02, 22:52
                Andrzejmacie chcialem dodac ze pamietam temat tego watku - ja sam ku zgorszeniu
                moich ciotek dewotek( bo mama jest w porzadku i ojciec tez)jestem jakas tam
                odmiana agnostyka, ale to o czym przypomniales (wiem ze nic nie wiem) to ja
                zawsze pamietalem od dawna przedtem jeszcze. i wkurza mnie jak tacy jak ten
                twoj kagan do dyskusji chyba filozoficznej mieszaja nauke a co gorsza fizyke a
                potem sie okazuje, ze maja o niej takie pojecie, jak ja o muzyce chinskiej. bo
                potem klechy smieja sie z "niedowiarkow" ze sa prymitywni i kagan dostarcza im
                argumentow.
                czesc - f116

                • Gość: Kagan Re: WAZELINA i F116 i andrzejmat dodatek IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 08:04
                  f116 napisał(a):
                  > Andrzejmacie chcialem dodac ze pamietam temat tego watku - ja sam ku zgorszeniu
                  > moich ciotek dewotek( bo mama jest w porzadku i ojciec tez)jestem jakas tam
                  > odmiana agnostyka, ale to o czym przypomniales (wiem ze nic nie wiem) to ja
                  > zawsze pamietalem od dawna przedtem jeszcze. i wkurza mnie jak tacy jak ten
                  > twoj kagan do dyskusji chyba filozoficznej mieszaja nauke a co gorsza fizyke a
                  > potem sie okazuje, ze maja o niej takie pojecie, jak ja o muzyce chinskiej. bo
                  > potem klechy smieja sie z "niedowiarkow" ze sa prymitywni i kagan dostarcza im
                  > argumentow.
                  > czesc - f116
                  K: F116 jest ksiedzem katolickim, co udaje w dyskusji niedowiarka w celu zmylenia wroga.
                  Nigdy sie za fizyka nie podawalem, co nie znaczy, ze nie moge uzywac argumentow zaczerpnietych
                  z fizyki. Co wiecej, w fizyce nic nie jest takie proste, jak to sie maluczkim, takim jak ty, F116,
                  wydaje. Formuly matematyczne opisuja jeno zachowanie sie abstrakcyjnych modeli.
                  Niektore modele matematyczne dosc dobrze opisuja rzeczywistosc, ale pamietaj,
                  ze model Ptolemeusza, ktory byl z zalozenia falszywy (dlatego tak kochany przez klechow,
                  co sa tez z natury falszywi), pozwalal przewidywac np. zacmienia slonca czy ksiezyca nie mniej dokladnie,
                  niz pierwsze modele heliocentryczne (np. model Kopernika). Dopiero model Kepplera okazal sie lepszy
                  od z gruntu falszywego modelu Ptolemeusza...
                  Kagan
                  • f116 Re: Ksiadz f116 do Kagana 12.03.02, 08:50
                    Gość portalu: Kagan napisał(a):

                    > > K: F116 jest ksiedzem katolickim, co udaje w dyskusji niedowiarka w celu
                    zmylen
                    > ia wroga.
                    > Nigdy sie za fizyka nie podawalem, co nie znaczy, ze nie moge uzywac argumentow
                    > zaczerpnietych
                    > z fizyki. Co wiecej, w fizyce nic nie jest takie proste, jak to sie maluczkim,
                    > takim jak ty, F116,
                    > wydaje. Formuly matematyczne opisuja jeno zachowanie sie abstrakcyjnych modeli.
                    > Niektore modele matematyczne dosc dobrze opisuja rzeczywistosc, ale pamietaj,
                    > ze model Ptolemeusza, ktory byl z zalozenia falszywy (dlatego tak kochany przez
                    > klechow,
                    > co sa tez z natury falszywi), pozwalal przewidywac np. zacmienia slonca czy ksi
                    > ezyca nie mniej dokladnie,
                    > niz pierwsze modele heliocentryczne (np. model Kopernika). Dopiero model Kepple
                    > ra okazal sie lepszy
                    > od z gruntu falszywego modelu Ptolemeusza...
                    > Kagan

                    f116: kagan, gdzie ci tam do Keplera, jak ty "maluczki" nawet prawa Ohma nie
                    znasz albo co gorzej nie mozesz zrozumiec, jak wynika z dyskusji... (nie ze mna).
                    Ale jestem ksiedzem!!! Ale jaja, zaraz pokaze kumplom i jednej takiej bogobojnej
                    co to ja klechy strasznie kreca - to znaczy leci na nich a jest dobra laska!!!

                    Dziekuje za przysluge - ale jaja!!!
                    • Gość: Kagan Re: Ksiadz f116 do Kagana IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 09:43
                      K: F116 jest ksiedzem katolickim, co udaje w dyskusji niedowiarka w celu
                      zmylenia wroga.
                      Nigdy sie za fizyka nie podawalem, co nie znaczy, ze nie moge uzywac argumentow
                      zaczerpnietych z fizyki. Co wiecej, w fizyce nic nie jest takie proste, jak to sie maluczkim,
                      takim jak ty, F116, wydaje. Formuly matematyczne opisuja jeno zachowanie sie abstrakcyjnych
                      modeli.
                      Niektore modele matematyczne dosc dobrze opisuja rzeczywistosc, ale pamietaj,
                      ze model Ptolemeusza, ktory byl z zalozenia falszywy (dlatego tak kochany
                      przez klechow, co sa tez z natury falszywi), pozwalal przewidywac np. zacmienia slonca
                      czy ksiezyca nie mniej dokladnie, niz pierwsze modele heliocentryczne (np. model Kopernika).
                      Dopiero model Kepplera okazal sie lepszy od z gruntu falszywego modelu Ptolemeusza...
                      Kagan

                      f116: kagan, gdzie ci tam do Keplera, jak ty "maluczki" nawet prawa Ohma nie
                      znasz albo co gorzej nie mozesz zrozumiec, jak wynika z dyskusji... (nie ze mna ).
                      K: Dobrze, ze mi przypomniales. W szkole sredniej, w laboratorium elektrycznym,
                      mielismy cwiczenie z prawa Ohma. I wiesz co, wcale nam to nie chcialo wyjsc,
                      ze dokladnie I=U/R. Bledy pomiaru, nagrzewanie sie opornikow, opornosc
                      zlaczy itp. spowodowala, ze otrzymalismy iz owszem, prad jest wprost proporcjonalny do
                      napiecia a odwrotnie proporcjonalny do oporu, ( w znaczeniu, ze im wyzsze napiecie
                      przy tym samym oporze, tym wiekszy prad), ale bynajmniej nam taka
                      prosta zaleznosc liniowa ja w podrecznikach nie wyszla. Nauczyciel nam zaliczyl
                      (na 4, a nie nalezna 5, bo niepotrzebnie sie pytalismy, zamiast nieco "wygladzic"
                      wyniki pomiarow), ale odmowil odpowiedzi na pytanie, czemu wyniki naszego doswiadczenia byly
                      niezgodne z teoria...

                      > Ale jestem ksiedzem!!! Ale jaja, zaraz pokaze kumplom i jednej takiej bogobojnej
                      > co to ja klechy strasznie kreca - to znaczy leci na nich a jest dobra laska!!!
                      K: Moze i na ciebie tez poleci!
                      :)
                      > Dziekuje za przysluge - ale jaja!!!
                      Alez prosze, cala przyjemnosc po mojej stronie!
                      Kagan :)
              • d_nutka Re: Dowod na nie nieistnienie tzw. Boga 12.03.02, 09:41
                chyba udało ci się udowodnić logicznie, że tzw.( podkreślam tzw.) Boga nie ma.
                :)))
                • Gość: Kagan Re: Dowod na nie nieistnienie tzw. Boga IP: *.arts.monash.edu.au 12.03.02, 09:45
                  d_nutka napisał(a):

                  > chyba udało ci się udowodnić logicznie, że tzw.( podkreślam tzw.) Boga nie ma.
                  > :)))
                  Przyjmujac moja definicje logiki, oczywiscie :)))))
                  Kagan z pozdr.

                  • Gość: Postman Re: Dowodow ze Bog istnienie IP: 172.10.2.* 13.03.02, 01:02
                    masz wiele i codziennie, tylko uwaznie sluchaj wlasnego sumienia.
                    Zrelaksuj sie i nie pozwol zadnym mysla zaklucac twojego spokoju, pozwol twojej
                    wyobrazni samodzielnie dryfowac i bedziesz rozmawial z Bogiem. Porazmawiaj
                    umiejetnie wskaze ci droge.
                    • Gość: Kagan Re: Dowodow ze Bog istnienie IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 01:36
                      Gość portalu: Postman napisał(a):
                      > masz wiele i codziennie, tylko uwaznie sluchaj wlasnego sumienia.
                      > Zrelaksuj sie i nie pozwol zadnym mysla zaklucac twojego spokoju, pozwol twojej
                      > wyobrazni samodzielnie dryfowac i bedziesz rozmawial z Bogiem. Porazmawiaj
                      > umiejetnie wskaze ci droge.
                      K: Niestety, ale te "rozmowy z bogiem" to sa rozmowy z samym soba.
                      Takie medytacje to pierwszy krok ku schizofrenii, bo zaczynamy sobie
                      wyobrazac, ze swiat jest inny, niz nam to sugeruja zmysly i rozum.
                      A stad tylko krok ku szalenstwu...
                      Kagan
                      • Gość: postman Re: Dowodow ze Bog istnienie IP: 172.10.2.* 13.03.02, 01:56



                        Kagan czyzbys nie umial medytowac?
                        Sprobuj a zdziwisz sie. Chyba ze ty juz masz schizofrenie.
                        Wspolczuje.


                        Gość portalu: Kagan napisał(a):

                        > Gość portalu: Postman napisał(a):
                        > > masz wiele i codziennie, tylko uwaznie sluchaj wlasnego sumienia.
                        > > Zrelaksuj sie i nie pozwol zadnym mysla zaklucac twojego spokoju, pozwol t
                        > wojej
                        > > wyobrazni samodzielnie dryfowac i bedziesz rozmawial z Bogiem. Porazmawiaj
                        >
                        > > umiejetnie wskaze ci droge.
                        > K: Niestety, ale te "rozmowy z bogiem" to sa rozmowy z samym soba.
                        > Takie medytacje to pierwszy krok ku schizofrenii, bo zaczynamy sobie
                        > wyobrazac, ze swiat jest inny, niz nam to sugeruja zmysly i rozum.
                        > A stad tylko krok ku szalenstwu...
                        > Kagan

                        • Gość: Kagan Re: Dowodow ze Bog istnienie IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 06:44
                          Gość portalu: postman napisał(a):
                          > Kagan czyzbys nie umial medytowac?
                          K: Potrafie, ale mi sie ten twoj zydowski bozek NIE ukazuje.
                          Z prostej przyczyny, ze go NIE ma!

                          > Sprobuj a zdziwisz sie. Chyba ze ty juz masz schizofrenie.
                          > Wspolczuje.
                          K: Schizofrenia polega wlasnie m. innymi na takich parareligijnych zwidach.
                          Prawie kazdy katol na to cierpi! Wspolczuje im!
                          Kagan
    • zupagrzybowa 500 13.03.02, 00:32
      5x2x5x2x5
      • Gość: Kagan Re: 500 + IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 01:33
        zupagrzybowa napisał(a):

        > 5x2x5x2x5
        Cokolwiekbyscie nie powiedzieli, to faktem jest, iz:
        1. Jeszcze zaden watek NIE osiagnal 500 postow na forum Kraj,
        czyli temat wzbudzil zainteresowanie, i to calkiem spore...
        2. Mialem niezla zabawe, szczegolnie ze sporo forumowiczow
        (glownie katolikow, kultowcow i sekciarzy) wpadlo w panike,
        obawiajac sie, ze taki dowod rzeczywiscie istnieje... :)
        Kagan z pozdr. dla Wszyskich, Ktorzy Wzieli Udzial w Tej Zabawie!
        • Gość: Dr.FröJD GRATULACJE ! IP: *.cm-upc.chello.se 13.03.02, 01:43
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > zupagrzybowa napisał(a):
          >
          > > 5x2x5x2x5
          > Cokolwiekbyscie nie powiedzieli, to faktem jest, iz:
          > 1. Jeszcze zaden watek NIE osiagnal 500 postow na forum Kraj,
          > czyli temat wzbudzil zainteresowanie, i to calkiem spore...
          > 2. Mialem niezla zabawe, szczegolnie ze sporo forumowiczow
          > (glownie katolikow, kultowcow i sekciarzy) wpadlo w panike,
          > obawiajac sie, ze taki dowod rzeczywiscie istnieje... :)
          > Kagan z pozdr. dla Wszyskich, Ktorzy Wzieli Udzial w Tej Zabawie!

          I POZDROWIENIA

          • Gość: DrFreund Re: GRATULACJE ! IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 01:46
            Gość portalu: Dr.FröJD napisał(a):

            > Gość portalu: Kagan napisał(a):
            >
            > > zupagrzybowa napisał(a):
            > >
            > > > 5x2x5x2x5
            > > Cokolwiekbyscie nie powiedzieli, to faktem jest, iz:
            > > 1. Jeszcze zaden watek NIE osiagnal 500 postow na forum Kraj,
            > > czyli temat wzbudzil zainteresowanie, i to calkiem spore...
            > > 2. Mialem niezla zabawe, szczegolnie ze sporo forumowiczow
            > > (glownie katolikow, kultowcow i sekciarzy) wpadlo w panike,
            > > obawiajac sie, ze taki dowod rzeczywiscie istnieje... :)
            > > Kagan z pozdr. dla Wszyskich, Ktorzy Wzieli Udzial w Tej Zabawie!
            >
            > I POZDROWIENIA
            >
            Danke!
            Herr Doktor Freund (aka Kagan)


            • Gość: rd Re: GRATULACJE ! IP: *.server.ntl.com 13.03.02, 01:57
              Czy Herr DOktor Freund "aka" (also known as) Kagan zechce mi odpowiedziec kiedy zamierza
              dokonczyc opowiesc o lazeniu za mna ?
              • Gość: Kagan Re: GRATULACJE ! IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 06:18
                Gość portalu: rd napisał(a):

                > Czy Herr DOktor Freund "aka" (also known as) Kagan zechce mi odpowiedziec kiedy
                > zamierza
                > dokonczyc opowiesc o lazeniu za mna ?

                This is a kind of a NEVERending story!
                Obiecuje dzisiaj nowy odcinek!
                Ale koniec jest daleki...
                Kagan
      • Gość: Tluk Re: 500 IP: *.244.224.159.Dial1.Washington1.Level3.net 13.03.02, 04:44
        zupagrzybowa napisał(a):

        > 5x2x5x2x5

        Ale pamietaj 40-45% to Kagan sam napisal, a pod innym nick-iem
        to napewno ponad 50% odpowiadajac sobie samemu aby watek zyl, zyl, i zyl...
        • Gość: Kagan Re: 500 IP: *.vic.bigpond.net.au 13.03.02, 06:40
          Gość portalu: Tluk napisał(a):

          ) zupagrzybowa napisał(a):
          )
          ) ) 5x2x5x2x5
          )
          ) Ale pamietaj 40-45% to Kagan sam napisal, a pod innym nick-iem
          ) to napewno ponad 50% odpowiadajac sobie samemu aby watek zyl, zyl, i zyl...
          K: Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew, Jak teraz papiez, jak niegdys Brezniew,
          Jak teraz pap
          • andrzejmat SMUTNE WNIOSKI Z "NIBY ZABAWY" 13.03.02, 20:09
            DLA PRZYPOMNIENIA: "DYSKUSJA O KONDENSATORACH" ZACZELA SIĘ OD TEGO,
            ZE KTOS STWIERDZIL, IZ ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI" W DYSKUSJI
            NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY WYKAZAC SIE JAKA TAKA
            WIEDZA WDZIEDZINIE TEJ NAUKI A "NA PROBE" WYKAZAC SPRAWNOSC W
            ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW FIZYCZNYCH... TAKIM
            PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI
            - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD JEGO - z
            przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.
            OSOBA O NICKU "KAGAN" NIE WYKAZALA SIE TAKA SPRAWNOSCIA KU ZDUMIENIU
            PODDAJACYCH JĄ TEJ PROBIE. CO WIECEJ, MIMO DLUGICH USILOWAN KILKU UCZESTNIKOW
            FORUM NIE BYLA W STANIE ZROZUMIEC ELEMENTARNEGO ZADANIA A NAWET ZROZUMIEC, ZE
            PRZEKRACZA TO JEJ MOZLIWOSCI INTELEKTUALNE. "WIEDZA " TEJ OSOBY NA TEMATY
            NAZWIJMY TO - NAUK MAT/FIZ- OKAZALA SIE NIEUPORZADKOWANYM STOSEM ZASLYSZANYCH
            INFORMACJI.
            DYSKUSJA I "DOWODY" CZEGOKOLWIEK W TEJ SYTUACJI SĄ NIEPOROZUMIENIEM I STRATĄ
            CZASU ALE CO WAŻNIEJSZE MOGĄ U OSOB MNIEJ BIEGLYCH W DZIEDZINIE NAUK SCISŁYCH
            SPRAWIAC WRAŻENIE , ŻE NAUKI TE MOGA BYC NA ZAWOLANIE UZYTE DO
            PRZEPROWADZENIA - NA PRZYKLAD - "DOWODU NA NIEISTNIENIE BOGA". MYSLE JEDNAK,
            ZE OSOBA O NICKU KAGAN NIE JEST W STANIE ZDAC SOBIE SPRAWY Z TEGO , ŻE
            DOPUSZCZA SIĘ OSZUSTWA I TO - UZYJMY TAKIEJ PRZENOSNI- PRZY UZYCIU NIEUDOLNIE
            PODROBIONYCH PIENIEDZY. INNMI SLOWY JEST TO OSZUSTWO - PARADOKSALNIE - W DOBREJ
            WIERZE, BO ON SAM WIERZY "SWIECIE" W TO, CO WYPISUJE. SMUTNE, ALE NIESTETY
            CZESTE ZJAWISKO.

            POZDRAWIAM WSZYSTKICH NA FORUM
            ANDRZEJMAT

            • Gość: kruk Re: SMUTNE WNIOSKI Z IP: *.acn.waw.pl 13.03.02, 23:06
              nie jestem taka przekonana ;-/ moim zdaniem dowód na istnienie/nieistnienie
              boga nie jest kwestią fizyko-matematyczną, a znajomością logiki (która w tej
              materii jest moim laickim zdaniem kluczowa) kagan sie wykazał w stopniu
              zadowalającym. ergo - nie należy odwracać kota ogonem i udowadniać fałszywości
              wniosku na podstawie schematu przeprowadzania dowodu. to też z logiki ;-P
              zresztą, dowód (ani w jedną ani w drugą stronę), jak chyba w którymś momencie
              Kagan sam powiedział, nie jest możliwy do przeprowadzenia arbitralnego, tak
              więc może najlepiej jest przyjąć, że stanowiskiem optymalnym jest agnoza ;-)
              pozdrawiam serdecznie
              • Gość: Kagan Re: SMUTNE WNIOSKI... IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 01:21
                Gość portalu: kruk napisał(a):
                nie jestem taka przekonana ;-/ moim zdaniem dowód na istnienie/nieistnienie
                boga nie jest kwestią fizyko-matematyczną, a znajomością logiki (która w tej
                materii jest moim laickim zdaniem kluczowa) kagan sie wykazał w stopniu
                zadowalającym.
                K: To w ogole byla zabawa intelektualna, ktora niektorzy wzieli zbytnio na
                serio ("liceum", "andrzejmat") i sie wyglupili, bo po pierwsze chcieli mnie
                "zagiac" na glupawym zadaniu z zakresu szkoly sredniej. A ja juz NIE musze
                takich zadan rozwiazywac, bo mature zdalem w pamietnym roku 1968. Nie musze
                rozwiazywac zadan zle sformulowanych (ja zrozumialem, iz oni sugeruja
                pojawianie sie energii "znikad", tak bylo ono zle i specjalnie niejasno
                sformulowane). NIE musze wiec rozwiazywac glupawych zadan, co im napisalem.
                A oni na tej podstawie wyciagneli falszywy wniosek, ze jestem rzekomo
                ignorantem w fizyce, gdy ja tymczasem dyskutowalem jeno filozoficzne jej
                podstawy, NIE majace nic wspolnego z matematycznymi sztuczkami opartymi na
                skrajnie uproszczonych, a wiec nierealnych, zalozeniach...
                Andrzejmat sie jeszcze bardziej skompromitowal, bo NIE potrafil
                odpowiedziec na proste pytanie, czemu straty energii wynikajace z
                polaczenia tych kondensatorow sa az tak duze (podobno 50%), i czemu
                NIE zaleza one od jakosci uzytego przewodnika. Zaczal cos tam
                marotac o rownaniach rozniczkowych, a ja sie pytalem o fizyczny
                mechanizm, ktorego NIE potrafil wyjasnic...
                "Jak nie potrafisz, nie pchaj sie na afisz", andrzejmacie...

                ergo - nie należy odwracać kota ogonem i udowadniać fałszywości
                wniosku na podstawie schematu przeprowadzania dowodu. to też z logiki ;-P
                zresztą, dowód (ani w jedną ani w drugą stronę), jak chyba w którymś momencie
                Kagan sam powiedział, nie jest możliwy do przeprowadzenia arbitralnego, tak
                więc może najlepiej jest przyjąć, że stanowiskiem optymalnym jest agnoza ;-)
                pozdrawiam serdecznie
                K: Ja tez! Zgadzam sie, ze najlepiej byc agnostykiem, bo sie wtedy nie obraza
                Boga (jesli on istnieje), a On na pewno zrozumie te watpliwosci, jesli jest
                Bogiem Nieskonczenie Madrym (jesli jest niezbyt madry, to tak czy inaczej
                marny nasz los, bo mozemy sie znalezc na lasce szalenca...).
                Kagan
                • Gość: WIDZ Re: ILORAZ INTELIGENCJI - czyli BLAD LICEUM IP: *.pl 14.03.02, 18:09
                  Liceum czyli ci , ktorym udalo sie pognebic Kagana udawadniajac nieodwolalnie,
                  ze nie ma on prawa podawac sie za autorytet w dziedzinie nauki i gdakac "jak
                  wiadomo nauka (i kagan) to..nauka tamto" i po jego chamskim ataku - w
                  odpowiedzi stwierdzili zlosliwie , ze nie warto nim dyskutowac, bo dyskusja
                  jest ciekawa z osobnikami o IQ powyżej 110 i (tu powiedzieli ze to paradoks,
                  moze i slusznie) albo ponizej 75. Sugerowali przez niedomówienie, ze Kagan ma
                  IQ 95. Nie wiem , skad taki wniosek. Mylili sie. To jest atak "ad personam",
                  ktore to ataki on stosuje ustwicznie i po chamsku :IQ kagana jest "akurat" 76.
                  To wynika z calej pozniejszej "polemiki" na ten temat (tych biednych
                  kondensatorow) i wypowiadanych tam przez niego piramidalnych glupot, ktore
                  odzwierciedlaja tak zawartosc jak i "oprogramowanie" jego biednego umysłu.
                  Zawartosc mozna niby zmieniac, gorzej z tym oprogramowaniem. Po tej dyskusji
                  kazdy by sie stal chcac nie chcac ekspertem od jej przemiotu - tylko Kagan z
                  uporem deliryka ciagle swoje....chodzi dookola okraglego slupa i skarzy sie, ze
                  go zamkneli w kominie...

                  Widz
                  • Gość: Aussie Re: ILORAZ INTELIGENCJI - czyli BLAD LICEUM IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 15.03.02, 02:11
                    Gość portalu: WIDZ napisał(a):

                    > Liceum czyli ci , ktorym udalo sie pognebic Kagana
                    A: Czyzby? Liceum czyli andrzejmat udowodnili, ze nie potrafia
                    odpowiedziec na zadne z prostych i jasno sformulowanych pytan Kagana!

                    ...udawadniajac nieodwolalnie, ze nie ma on prawa podawac sie za
                    autorytet w dziedzinie nauki i gdakac "jak wiadomo nauka (i kagan)
                    to..nauka tamto" i po jego chamskim (???) ataku - w
                    odpowiedzi stwierdzili zlosliwie , ze nie warto nim dyskutowac,
                    bo dyskusja jest ciekawa z osobnikami o IQ powyżej 110 i
                    (tu powiedzieli ze to paradoks, moze i slusznie) albo ponizej 75.
                    Sugerowali przez niedomówienie, ze Kagan ma IQ 95. Nie wiem ,
                    skad taki wniosek. Mylili sie. To jest atak "ad personam",
                    ktore to ataki on stosuje ustwicznie i po chamsku
                    A: Kagan z reguly nie stosuje ataku ad personam, uzywa tej
                    taktyki tylko w odpowiedzi na chamskie ataki (p. watek
                    "poziom polskich katolikow").

                    :IQ kagana jest "akurat" 76.
                    A: Mierzyliscie? Nie macie pojecia, ze inteligencja:
                    1. ma wiele rodzajow,
                    2. jest ex definitione nie mierzalna, bo to
                    jest wlasciwosc mozgu, o ktorym tak malo wiemy...

                    > To wynika z calej pozniejszej "polemiki" na ten temat (tych biednych
                    > kondensatorow) i wypowiadanych tam przez niego piramidalnych glupot, ktore
                    > odzwierciedlaja tak zawartosc jak i "oprogramowanie" jego biednego umysłu.
                    > Zawartosc mozna niby zmieniac, gorzej z tym oprogramowaniem. Po tej dyskusji
                    > kazdy by sie stal chcac nie chcac ekspertem od jej przemiotu - tylko Kagan z
                    > uporem deliryka ciagle swoje....chodzi dookola okraglego slupa i skarzy sie, ze
                    > go zamkneli w kominie...
                    A: Znow atakujesz Kagana ad personam... WSTYD!
                    Miejcie wreszcie odwage przyznac, ze bladzicie, ze nie macie
                    zielonego pojecia o fizyce i matematyce, ze potraficie tylko
                    przepisywac cudze pomysly, i to tez z bledami...
            • Gość: Kagan Nicosc andrzejmata... IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 01:48
              andrzejmat napisał(a):
              DLA PRZYPOMNIENIA: "DYSKUSJA O KONDENSATORACH" ZACZELA SIĘ OD TEGO,
              ZE KTOS STWIERDZIL, IZ ABY UZYWAC ARGUMENTOW "WSPOŁCZENEJ NAUKI" W
              DYSKUSJI NA TEMAT TAKI JAK ISTNIENIE CZY NIEISTNIENIE BOGA, NALEŻY
              WYKAZAC SIE JAKA TAKA WIEDZA WDZIEDZINIE TEJ NAUKI A "NA PROBE"
              WYKAZAC SPRAWNOSC W ROZWIAZYWANIU NAJPROSTRZYCH CHOCBY PROBLEMIKOW
              FIZYCZNYCH... TAKIM PROBLEMIKIEM - STOSOWANYM PRZEZ BELFROW NA CALYM
              SWIECIE NA LEKCJACH FIZYKI - JEST WLASNIE TEN Z KONDENSATOREM, STAD
              JEGO - z przymrużeniem oka "UNIWERSALNE" ZNACZENIE.
              K: Bzdura! Na zachodzie nauczyciel, dajacy tak glupie zadanie
              bylby wysmiany przez uczniow i wywalony z roboty, bo nauczanie NIE
              polega na nekaniu uczniow glupimi pseudoproblemami, ale na
              wyjasnianiu rzeczywistych problemow i nauczaniu technik ich
              rozwiazywania. To pseudozadanie z kondensatorami bylo celowo
              zle, NIEjednoznacznie sformulowane, tak, ze mozna bylo je roznie zrozumiec,
              np. tak jak ja, ze sugeruje ono "pojawianie' sie energii "znikad"...
              Stajac po stronie tych, co takie glupie zadania wymyslaja, i na
              dodatek zle formuluja, pokazujesz swa ciasnosc umyslu, bo jako tzw.
              fachowiec (specjalista w waskiej dziedzinie) straciles gietkosc
              umyslu: myslisz w/g ustalonych schematow, modele matemtyczne
              mylisz ze znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistoscia...
              George Picht napisal w "Odwaga Utopii" (W-wa 1981 s. 125-6)
              "obiektywnosc nowoczesnej nauki definiuje sie przez to wlasnie, ze nie
              odpowiada ona rzeczywistosci, lecz ogranicza sie do tych tylko wiadomosci,
              ktore mozna zdobyc w dajacej sie jednoznacznie skontrolowac aranzacji
              eksperymentu". Tak wiec odpowiednio aranzujac eksperyment z kondensatorami
              mozna pewnie uzyskac straty ok. 50%, inaczej aranzujac eksperyment,
              straty te beda np. 10%... Pisalem juz, jak nie aranzujac eksperymentu, nawet
              prawo Ohma NIE jest tak proste, jak w podrecznikach (tj. zaleznosc istnieje,
              ale NIE jest liniowa). Jak widzisz, caly ten problem z kondesatorami
              jest znacznie bardziej zlozony, niz myslisz, chocby dla tego, ze liniowe
              czy inne proste (np. potegowe) zaleznosci, NIE wystepuja tak naprawde w
              przyrodzie... Ty i "liceum" dyskutowali jakies nierealne, "idealne" i
              zaaranzowane doswiadczenie, ja zas realna rzeczywistosc,
              ktora jest znacznie brdziej skomplikowana...

              > OSOBA O NICKU "KAGAN" NIE WYKAZALA SIE TAKA SPRAWNOSCIA KU ZDUMIENIU
              > PODDAJACYCH JĄ TEJ PROBIE. CO WIECEJ, MIMO DLUGICH USILOWAN KILKU UCZESTNIKOW
              > FORUM NIE BYLA W STANIE ZROZUMIEC ELEMENTARNEGO ZADANIA A NAWET ZROZUMIEC, ZE
              > PRZEKRACZA TO JEJ MOZLIWOSCI INTELEKTUALNE. "WIEDZA " TEJ OSOBY NA TEMATY
              > NAZWIJMY TO - NAUK MAT/FIZ- OKAZALA SIE NIEUPORZADKOWANYM STOSEM ZASLYSZANYCH
              > INFORMACJI.
              K: Bzdura! patrz wyzej: to twoja wiedza okazala sie niepelna, potrafisz
              tylko marotac o rownaniach rozniczkowych, ale NIE rozumiesz, co one
              przedstawiaja. NIE potrafilews wyjasnic, czemu te straty maja byc dokladnie
              50%, bez uzywania skrajnie uproszczonych formulek, formulek bez realnego
              zwiazku z realna rzeczywistoscia fizyczna... Jestes ignorantem,
              andrzejmacie, czlowieczkiem o waskim umysle, myslacym wedlug
              prymitywnych, a na dodatek blednych formulek....

              > DYSKUSJA I "DOWODY" CZEGOKOLWIEK W TEJ SYTUACJI SĄ NIEPOROZUMIENIEM I STRATĄ
              > CZASU ALE CO WAŻNIEJSZE MOGĄ U OSOB MNIEJ BIEGLYCH W DZIEDZINIE NAUK SCISŁYCH
              > SPRAWIAC WRAŻENIE , ŻE NAUKI TE MOGA BYC NA ZAWOLANIE UZYTE DO
              > PRZEPROWADZENIA - NA PRZYKLAD - "DOWODU NA NIEISTNIENIE BOGA". MYSLE JEDNAK,
              > ZE OSOBA O NICKU KAGAN NIE JEST W STANIE ZDAC SOBIE SPRAWY Z TEGO , ŻE
              > DOPUSZCZA SIĘ OSZUSTWA I TO - UZYJMY TAKIEJ PRZENOSNI- PRZY UZYCIU NIEUDOLNIE
              > PODROBIONYCH PIENIEDZY. INNMI SLOWY JEST TO OSZUSTWO - PARADOKSALNIE - W DOBREJ
              > WIERZE, BO ON SAM WIERZY "SWIECIE" W TO, CO WYPISUJE. SMUTNE, ALE NIESTETY
              > CZESTE ZJAWISKO.
              K: Jeszcze raz odwoluje sie do Pichta: nauka wspolczesna nie calkiem
              odpowiada rzeczywistosci, bo opiera sie na zaaranzowanych eksperymentach i
              uproszczonych modelach matematycznych. Rzeczywistosc jest bardziej
              skomplikowana, NIE da sie ujac w formulki matematyczne, bo
              przeciez swiat sie zmienia, powieksza sie, byc moze wiec i tzw.
              stale fizyczne sie zmieniaja w dluzszym okresie czasu. A ty sadzisz,
              ze te proste formulki, ktorych sie wyuczyles na studiach, sa wystarczajace...
              Zal mi ciebie, choc z drugiej strony, do ciebie nalezy tzw. krolestwo
              niebieskie...
              Tak wuec, SUMUJAC:
              Andrzejmat sie skompromitowal, bo NIE potrafil odpowiedziec na proste pytanie,
              czemu straty energii wynikajace z polaczenia tych kondensatorow sa az tak
              duze (podobno 50%), i czemu NIE zaleza one od jakosci uzytego przewodnika.
              Zaczal cos tam marotac o rownaniach rozniczkowych, a ja sie pytalem o
              fizyczny mechanizm, ktorego NIE potrafil wyjasnic...
              "Jak nie potrafisz, nie pchaj sie na afisz", andrzejmacie...
              Kagan
    • Gość: Horus Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: 212.160.102.* 14.03.02, 10:03
      Paraintelektualne wypociny niedouczonej ofiary spuścizny kartezjańskiej - jeśli
      ignorancja pozwalała by latać, osoby głoszące takie brednie poumioerały by z
      głodu w powietrzu
      • Gość: kruk Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.acn.waw.pl 14.03.02, 10:20
        Ty, jako Horus, zapewne wiesz też co nieco o lataniu ;-)
        • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 13:16
          Gość portalu: kruk napisał(a):

          > Ty, jako Horus, zapewne wiesz też co nieco o lataniu ;-)
          Co on tam wie! Dostal dawno temu w du.e od Seta; sep (Horus) smokowi (Setowi) rady NIE da...
          Kagan
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 13:12
        Gość portalu: Horus napisał(a):

        > Paraintelektualne wypociny niedouczonej ofiary spuścizny kartezjańskiej - jeśli
        > ignorancja pozwalała by latać, osoby głoszące takie brednie poumioerały by z
        > głodu w powietrzu
        K: A to czemu? W powietrzu lata wiele muszek. Ksiadz by ci powiedzial, ze dobry Bog
        je stworzyl aby ptaszki mialy co jesc. A ze dokuczaja ludziom?
        No coz, my zostalismy stworzeni na koncu, nieudani ludzie, podatni na pokusy...
        Zauwaz, ze tylko zwierzeta sa dobre w ST (np. Genesis 1:25), a czlowiek NIE!
        Kagan :)


    • Gość: U Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.gis.net 14.03.02, 20:07
      Polacy,dajcie mi na chwile spokoj.Mam krotki oddech,czuje sie zmeczony....A jeszcze nie tak dawno
      przechadzalem sie nad Polska dla relaksu.........

      Bog
      • Gość: Belial Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.astercity.net / 10.134.130.* 14.03.02, 21:13
        Cóż to taki nasz mały odwet za to że wsadziłeś nas panie Boże dla kawału miedzy
        Rosjan i Niemców...teraz cierp
        • andrzejmat KONIEC DARMOWYCH LEKCJI PODSTAW FIZYKI 14.03.02, 21:40
          Kagan napisal:
          "Jak nie potrafisz, nie pchaj sie na afisz", andrzejmacie...
          Kagan
          PS A moze jednak sprobujesz nam wyjasnic, czemu to za 50% energii ma
          sie "marnowac" w tym doswiadczeniu, i czemu te straty sa w/g ciebie
          niezalezne od jakosci uzytego polaczenia miedzy kondensatorami.
          I NIE zmieniaj zalozen: mowimy o dwoch REALNYCH kondensatorach,
          polaczonych realnym drutem!
          K.
          NIE ZAMIERZAM PODEJMOWAC DALSZYCH PROB NAUCZENIA CIE CZEGOKOLWIEK. JESTES
          ZAPUSZKOWANY HERMETYCZNIE I WIEDZO - ORAZ MYSLOODPORNY. PYTAJ KOLEGOW ZE SWEJ
          WSPANIALEJ UCZELNI, GDZIE JAK MOWISZ "JESTES ZA WYKLADOWCE". ALE NIE NUDZ ICH
          ZBYT DLUGO, BO ICH CIERPLIWOSC MOZE BYC DUUUUUZO MNIEJSZA OD MOJEJ...

          A.
          • Gość: Aussie Andrzejmat NIE rozumie PODSTAW FIZYKI IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 15.03.02, 02:00
            andrzejmat napisał(a):
            > Kagan napisal:
            > "Jak nie potrafisz, nie pchaj sie na afisz", andrzejmacie...
            > Kagan
            > PS A moze jednak sprobujesz nam wyjasnic, czemu to za 50% energii ma
            > sie "marnowac" w tym doswiadczeniu, i czemu te straty sa w/g ciebie
            > niezalezne od jakosci uzytego polaczenia miedzy kondensatorami.
            > I NIE zmieniaj zalozen: mowimy o dwoch REALNYCH kondensatorach,
            > polaczonych realnym drutem!
            > K.
            > NIE ZAMIERZAM PODEJMOWAC DALSZYCH PROB NAUCZENIA CIE CZEGOKOLWIEK. JESTES
            > ZAPUSZKOWANY HERMETYCZNIE I WIEDZO - ORAZ MYSLOODPORNY. PYTAJ KOLEGOW ZE SWEJ
            > WSPANIALEJ UCZELNI, GDZIE JAK MOWISZ "JESTES ZA WYKLADOWCE". ALE NIE NUDZ ICH
            > ZBYT DLUGO, BO ICH CIERPLIWOSC MOZE BYC DUUUUUZO MNIEJSZA OD MOJEJ...
            > A.
            Aussie: Oto andrzejmat sie poddal, nie potrafil odpowiedziec
            na zadne z pytan Kagana. Andrzejmacie: czemu nie masz
            odwagi przyznac sie do porazki, do tego, ze nic nie
            rozumiesz z fizyki, potrafisz tylko, jak pauga, bredzic cos o
            rownaniach rozniczkowych, nie rozumiejac ich sensu,
            ale wlasnymi slowami nie potrafisz nic wyjasnic. Kagan cytowal,
            ze naukowcy tworza teorie i je "udowadniaja" na podstawie
            zaaranzowanych (czyli falszowanych) eksperymentow. A tacy ubodzy
            duchem jak ty bezkrytycznie wierza tym szalbierzom
            zpod znaku Einsteina i Cantora... Zal mi ciebie,
            bo masz glowe zakuta jak sredniowieczny rycerz...
            Boisz sie myslec samodzielnie!
            Aussie


        • Gość: Aussie Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 15.03.02, 02:03
          Gość portalu: Belial napisał(a):

          > Cóż to taki nasz mały odwet za to że wsadziłeś nas panie Boże
          > dla kawału miedzy Rosjan i Niemców...teraz cierp
          A: I na dodatek naslales na nas miliony Chazarow udajacych
          zydow... Dobrze ci tak, "kawalarzu"...

    • nossos DOWOD LOGICZNY NA niewyksztalcenie Kagana 15.03.02, 00:30

      Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie przejmuje,
      to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomosci
      matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
      nastolatkiem, kilka lat przed matura.
      A oto co pisze Kagan:

      Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
      nieskonczenie dobry).
      Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      Ale wrocmy do glownego tematu!
      Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!

      Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
      +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
      Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawowej.


      I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      NIE ma).

      Odp. [Nossos]
      Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
      1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)

      Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!

      Odp. [Nossos]
      No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
      nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...

      NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...

      Odp. {Nossos}
      Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.

      Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...

      Odp. [Nossos}
      Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.


      Pozdrawiam!
      P.S. Wesolych Swiat!

      Wzajemnie!
      • Gość: WIDZ Re: DOWOD NA IGNORANCJE IP: *.pl 15.03.02, 00:52
        nossos napisał(a):

        >
        > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie przejmuje,
        > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomosci
        > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
        > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
        > A oto co pisze Kagan:
        >
        > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
        > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
        > nieskonczenie dobry).
        > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
        > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
        > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
        > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
        > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
        > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
        > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
        > Ale wrocmy do glownego tematu!
        > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
        > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
        > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
        >
        > Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
        > +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
        > Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawowej.
        >
        >
        > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
        > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
        > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
        > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
        > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
        > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
        > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
        > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
        > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
        > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
        > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
        > NIE ma).
        >
        > Odp. [Nossos]
        > Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
        > 1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
        >
        > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
        > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
        > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
        > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
        >
        > Odp. [Nossos]
        > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
        > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
        >
        > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
        > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
        > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
        > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
        >
        > Odp. {Nossos}
        > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
        >
        > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
        > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
        > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
        >
        > Odp. [Nossos}
        > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
        >
        >
        Widz
        Nossosie, dyskusja z Kaganem o nieskonczonoscia jest strata czasu. "Liceum" kilka
        tygodbni temu wykazalo, ze to analfabeta matematyczno - fizyczny,ktory sie stroil
        w piorka naukowca i autorytetu, plotac o teorii strun!!
        • Gość: Aussie Ignorancja andrzejmata IP: *.013.dsl.mel.iprimus.net.au 15.03.02, 01:53
          Gość portalu: WIDZ napisał(a):
          > nossos napisał(a):
          Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma.
          A: On tylko dowiodl, ze nie ma tzw. boga katolikow!

          Skoro Bog sie tym nie przejmuje,
          A: Bo go nie ma!

          ... czemu ja mialbym sie przejmowac.
          Natomiast zabawny jest poziom znajomosci
          matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie
          jst jeszcze nastolatkiem, kilka lat przed matura.
          A: Poczytaj co Kagan napisal o Cantorze i Bernoullim na tym
          watku. On jedyny wiedzial, ze L'Hopital popelnil plagiat...

          [Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
          +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
          A: Wyobraz sobie olbrzymi dlug (minus miliony $),
          ktory moze byc spalcony tylko olbrzymia kwota tychze $.
          -n i +n daja zero. Niezaleznie, czy n jest 1, 2 czy
          dowolnie wielka liczba...

          Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole
          podstawowej.
          A: Od glupawych, niedouczonych popluczyn po wariacie Cantorze...

          Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
          1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
          A: Dawniej tez twierdzono, ze pierwiastek kwadratowy z minus jeden
          NIE istnieje!

          Kagan:
          > > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
          > > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
          > > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
          > > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
          > >
          > > Odp. [Nossos]
          > > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
          > > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
          A: Zaden powazny fizyk nie twierdzi dzis, ze wszechswiat jest nieskonczony.
          Powstal w wyniku tzw. big bang, i obecnie sie powieksza.
          Co dalej nie wiadomo, albo zacznie sie kurczyc, albo "umrze"
          smiercia termiczna...

          Kagan:
          > > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
          > > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
          > > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach
          > > nieskonczonosc,
          > > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
          > >
          > > Odp. {Nossos}
          > > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
          A: W liceum ucza roznych rzeczy, wiele z nich to zwykle bajki.
          Nieskonczonosc w przyrodzie po prostu nie wystepuje!
          > >
          > > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
          > > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
          > > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
          > >
          > > Odp. [Nossos}
          > > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
          A: Niestety, zyd Einstein narobil sporo szkod w fizyce, przez
          swoj osli upor i nieracjonalna wiare w zydowskiego bozka Jahweh...
          > >
          > Widz
          > Nossosie, dyskusja z Kaganem o nieskonczonoscia jest strata czasu. "Liceum"
          > kilka tygodbni temu wykazalo, ze to analfabeta matematyczno - fizyczny,
          > ktory sie stroil w piorka naukowca i autorytetu, plotac o teorii strun!!
          A: Liceum (andrzejmat) sie skompromitowali, nie potrafili
          wyjasnic swych "rewalacji", oni tylko potrafia kopiowac
          cudze pomysly. Zalosne! Nie odpowiedzieli na zadne z pytan Kagana!
          Po prostu polglowki, co noc nie rozumieja z fizyki, potrafia
          tylko przepisywac, i to z bledami, cudze pomysly...
          Aussie
      • Gość: Kagan DOWOD LOGICZNY NA DOWOD LOGICZNY IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 05:39
        nossos napisał(a):
        > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie przejmuje,
        > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomosci
        > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
        > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
        1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
        dziedziczna i nieuleczalna!
        2.Jak Kagan jest nastolatkiem, to przyszlosc przed nim.
        3. W Australii nie ma matury, jest natomiast tzw. VCE (w stanie Victoria, w innych
        stanach sa inne "certyfikaty" tzw. szkolnej dojrzalosci).

        > A oto co pisze Kagan:
        > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
        > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
        > nieskonczenie dobry).
        > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
        > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
        > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
        > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
        > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
        > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
        > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
        > Ale wrocmy do glownego tematu!
        > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
        > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
        > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
        >
        > Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
        > +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
        > Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawowej.
        K: Moze w podstawowce, ale na uniwersytecie jest inaczej!
        Dowod prosty:
        Negatywna nieskonczonosc znosi pozytywna nieskonczonosc.
        -1 znosi +1, -10^10 znosi +10^10, itd.
        a wiec -10^10-n znosi +10^10+n, gdzie "n" jest dowolna liczba calkowita...
        CNU
        Zreszta jest to tzw. akademicka dyskuja, bo, jak widomo, nieskonczonosc
        w przyrodzie NIE wystepuje. Swiat powstal okreslona ilosc czasu temu w wyniku tzw.
        Big Bang, rozprzestrzenia sie tez z szybkoscia skonczona (nie wieksza od szybkosci
        swiatla "c"), ergo, jest skonczony (choc niewyobrazalnie wielki)...


        > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
        > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
        > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
        > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
        > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
        > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
        > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
        > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
        > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
        > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
        > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
        > NIE ma). P. dyskusja o L'Hopitalu na tym watku i o Cantorze!
        >
        > Odp. [Nossos]
        > Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
        > 1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
        Zapytaj sie L'Hopitala, a wl. Bernoulliego!
        Nie jest oczywiscie taka sama liczba jak np, 1 czy 2, czy 0.0001,
        raczej liczba typu liczby "i"...

        > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
        > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
        > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
        > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!

        > Odp. [Nossos]
        > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
        > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
        K: Einstein umarl w r. 1955. Nobla dostal za tzw. efekt fotoelektryczny;
        teorie wzglednosci (obie) sa oparte na odkryciach Minkowskiego (jego nauczyciela,
        prawda, jakie swojskie nazwisko), Lorentza i innych. Einsteina na geniusza
        wykreowalo wplywowe lobby chazarskie, jak wiadomo byl on nienajlepszym studentem,
        okrutnym mezem i nezbyt dobrym matematykiem.
        Mial za to fascynujaca osobowosc i prezencje, cechy kazdej tzw. pop star.
        Po prostu: Einstein to pop star fizyki, nic wiecej...

        > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
        > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
        > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
        > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
        >
        > Odp. {Nossos}
        > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
        K: I co z tego, jak jej NIE ma w rzeczywistosci fizycznej naszego wszechswiata?

        > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
        > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
        > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
        >
        > Odp. [Nossos}
        > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
        K: P. wyzej ma dyskusja o Einsteinie...
        Kagan :)
        PS Widze, ze moj paranaukowy zart zaczal zyc wlasnym zyciem...
        Przy okazji paru "fizykow" i "matematykow" sie skompromitowalo,
        a ja mam przednia zabawe. I chyba nie tylko ja, sadzac po ilosci
        postow na tym watku!
        Ubawiony szczerze i do rozpuku Kagan :)))))
        • nossos DEFINICJA IDIOTY wg mojego profesora 15.03.02, 06:47
          Moj profesor od matematyki mial nastepujaca definicje idioty:
          "Idiota to taki, co potrafi odjąc nieskończonosc od nieskończoności i za kazdym
          razem otrzyma zero."

          Wniosek:
          Kagan spelnia w/w definicje.

          O sposobie rozumowania Kagana, ww sprawie, patrz nizej.



          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > nossos napisał(a):
          > > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie przejmu
          > je,
          > > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomos
          > ci
          > > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
          >
          > > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
          > 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
          > dziedziczna i nieuleczalna!
          > 2.Jak Kagan jest nastolatkiem, to przyszlosc przed nim.
          > 3. W Australii nie ma matury, jest natomiast tzw. VCE (w stanie Victoria, w inn
          > ych
          > stanach sa inne "certyfikaty" tzw. szkolnej dojrzalosci).
          >
          > > A oto co pisze Kagan:
          > > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
          > > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
          > > nieskonczenie dobry).
          > > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
          > > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
          > > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
          > > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
          >
          > > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
          > > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
          > > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
          > > Ale wrocmy do glownego tematu!
          > > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
          > > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
          > > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
          > >
          > > Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
          > > +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
          > > Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawowej.
          > K: Moze w podstawowce, ale na uniwersytecie jest inaczej!
          > Dowod prosty:
          > Negatywna nieskonczonosc znosi pozytywna nieskonczonosc.
          > -1 znosi +1, -10^10 znosi +10^10, itd.
          > a wiec -10^10-n znosi +10^10+n, gdzie "n" jest dowolna liczba calkowita...
          > CNU
          > Zreszta jest to tzw. akademicka dyskuja, bo, jak widomo, nieskonczonosc
          > w przyrodzie NIE wystepuje. Swiat powstal okreslona ilosc czasu temu w wyniku t
          > zw.
          > Big Bang, rozprzestrzenia sie tez z szybkoscia skonczona (nie wieksza od szybko
          > sci
          > swiatla "c"), ergo, jest skonczony (choc niewyobrazalnie wielki)...
          >
          >
          > > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
          > > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
          > > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
          > > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
          > > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
          > > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
          > > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
          > > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
          > > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
          > > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
          > > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
          > > NIE ma). P. dyskusja o L'Hopitalu na tym watku i o Cantorze!
          > >
          > > Odp. [Nossos]
          > > Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
          > > 1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
          > Zapytaj sie L'Hopitala, a wl. Bernoulliego!
          > Nie jest oczywiscie taka sama liczba jak np, 1 czy 2, czy 0.0001,
          > raczej liczba typu liczby "i"...
          >
          > > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
          > > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
          > > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
          > > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
          >
          > > Odp. [Nossos]
          > > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
          > > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
          > K: Einstein umarl w r. 1955. Nobla dostal za tzw. efekt fotoelektryczny;
          > teorie wzglednosci (obie) sa oparte na odkryciach Minkowskiego (jego nauczyciel
          > a,
          > prawda, jakie swojskie nazwisko), Lorentza i innych. Einsteina na geniusza
          > wykreowalo wplywowe lobby chazarskie, jak wiadomo byl on nienajlepszym studente
          > m,
          > okrutnym mezem i nezbyt dobrym matematykiem.
          > Mial za to fascynujaca osobowosc i prezencje, cechy kazdej tzw. pop star.
          > Po prostu: Einstein to pop star fizyki, nic wiecej...
          >
          > > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
          > > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
          > > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonos
          > c,
          > > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
          > >
          > > Odp. {Nossos}
          > > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
          > K: I co z tego, jak jej NIE ma w rzeczywistosci fizycznej naszego wszechswiata?
          >
          > > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
          > > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
          > > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
          > >
          > > Odp. [Nossos}
          > > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
          > K: P. wyzej ma dyskusja o Einsteinie...
          > Kagan :)
          > PS Widze, ze moj paranaukowy zart zaczal zyc wlasnym zyciem...
          > Przy okazji paru "fizykow" i "matematykow" sie skompromitowalo,
          > a ja mam przednia zabawe. I chyba nie tylko ja, sadzac po ilosci
          > postow na tym watku!
          > Ubawiony szczerze i do rozpuku Kagan :)))))

          • Gość: Kagan Re: DEFINICJA IDIOTY wg mojego profesora IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 07:00
            nossos napisał(a):

            > Moj profesor od matematyki mial nastepujaca definicje idioty:
            > "Idiota to taki, co potrafi odjąc nieskończonosc od nieskończoności i za kazdym
            > razem otrzyma zero."
            K: Ales sie napracowal...

            > Wniosek:
            > Kagan spelnia w/w definicje.
            K: Na nic lepszego cie nie stac, niz na kolejny atak ad personam?
            Zal mi ciebie...

            > O sposobie rozumowania Kagana, ww sprawie, patrz nizej.
            >
            >
            >
            > Gość portalu: Kagan napisał(a):
            >
            > > nossos napisał(a):
            > > > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie pr
            > zejmu
            > > je,
            > > > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom zna
            > jomos
            > > ci
            > > > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest je
            > szcze
            > >
            > > > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
            > > 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
            > > dziedziczna i nieuleczalna!
            > > 2.Jak Kagan jest nastolatkiem, to przyszlosc przed nim.
            > > 3. W Australii nie ma matury, jest natomiast tzw. VCE (w stanie Victoria,
            > w inn
            > > ych
            > > stanach sa inne "certyfikaty" tzw. szkolnej dojrzalosci).
            > >
            > > > A oto co pisze Kagan:
            > > > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
            > > > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
            > > > nieskonczenie dobry).
            > > > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
            > > > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NI
            > E
            > > > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozl
            > iwe,
            > > > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja j
            > akies
            > >
            > > > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC ni
            > e
            > > > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
            > > > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
            > > > Ale wrocmy do glownego tematu!
            > > > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodza
            > je
            > > > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
            > > > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
            > > >
            > > > Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
            > > > +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
            > > > Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawo
            > wej.
            > > K: Moze w podstawowce, ale na uniwersytecie jest inaczej!
            > > Dowod prosty:
            > > Negatywna nieskonczonosc znosi pozytywna nieskonczonosc.
            > > -1 znosi +1, -10^10 znosi +10^10, itd.
            > > a wiec -10^10-n znosi +10^10+n, gdzie "n" jest dowolna liczba calkowita...
            > > CNU
            > > Zreszta jest to tzw. akademicka dyskuja, bo, jak widomo, nieskonczonosc
            > > w przyrodzie NIE wystepuje. Swiat powstal okreslona ilosc czasu temu w wyn
            > iku t
            > > zw.
            > > Big Bang, rozprzestrzenia sie tez z szybkoscia skonczona (nie wieksza od s
            > zybko
            > > sci
            > > swiatla "c"), ergo, jest skonczony (choc niewyobrazalnie wielki)...
            > >
            > >
            > > > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodza
            > je
            > > > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
            > > > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
            > > > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
            > > > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
            > > > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
            > > > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
            > > > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
            > > > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
            > > > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
            > > > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
            > > > NIE ma). P. dyskusja o L'Hopitalu na tym watku i o Cantorze!
            > > >
            > > > Odp. [Nossos]
            > > > Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
            > > > 1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
            > > Zapytaj sie L'Hopitala, a wl. Bernoulliego!
            > > Nie jest oczywiscie taka sama liczba jak np, 1 czy 2, czy 0.0001,
            > > raczej liczba typu liczby "i"...
            > >
            > > > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
            > > > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
            > > > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
            > > > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
            > >
            > > > Odp. [Nossos]
            > > > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
            > > > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
            > > K: Einstein umarl w r. 1955. Nobla dostal za tzw. efekt fotoelektryczny;
            > > teorie wzglednosci (obie) sa oparte na odkryciach Minkowskiego (jego naucz
            > yciel
            > > a,
            > > prawda, jakie swojskie nazwisko), Lorentza i innych. Einsteina na geniusza
            > > wykreowalo wplywowe lobby chazarskie, jak wiadomo byl on nienajlepszym stu
            > dente
            > > m,
            > > okrutnym mezem i nezbyt dobrym matematykiem.
            > > Mial za to fascynujaca osobowosc i prezencje, cechy kazdej tzw. pop star.
            > > Po prostu: Einstein to pop star fizyki, nic wiecej...
            > >
            > > > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matemat
            > yce
            > > > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzecz
            > ne.
            > > > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonc
            > zonos
            > > c,
            > > > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
            > > >
            > > > Odp. {Nossos}
            > > > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
            > > K: I co z tego, jak jej NIE ma w rzeczywistosci fizycznej naszego wszechsw
            > iata?
            > >
            > > > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
            > > > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
            > > > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
            > > >
            > > > Odp. [Nossos}
            > > > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
            > > K: P. wyzej ma dyskusja o Einsteinie...
            > > Kagan :)
            > > PS Widze, ze moj paranaukowy zart zaczal zyc wlasnym zyciem...
            > > Przy okazji paru "fizykow" i "matematykow" sie skompromitowalo,
            > > a ja mam przednia zabawe. I chyba nie tylko ja, sadzac po ilosci
            > > postow na tym watku!
            > > Ubawiony szczerze i do rozpuku Kagan :)))))
            >

            • Gość: Kagan Z powodu braku czasu.... IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 07:04
              ... przestaje odpowiadac na ataki ad personam.
              "Szkoda czasu i atlasu"!
              Kagan
              PS Jak nie potraficie kulturalnie dyskutowac, to sie sami kompromitujecie.
              Nazywanie mnie idiota, analfabeta itp. swiadczy tylko o waszej bezsilnosci.
              Zal mi was, maluczcy duchem i intelektem "andrzejmaty", "licea" itp. istoty
              czlekopodobne...
              K.
            • nossos Kto mieczem wojuje... 15.03.02, 07:32

              > K: Na nic lepszego cie nie stac, niz na kolejny atak ad personam?

              Oj Kagan, Kagan, a kto zaczal umieszczac inwektywy? Dla przypomnienia twoje
              wlasne slowa:
              "> 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
              > dziedziczna i nieuleczalna!"

              A twoja pewnosc siebie, przy zupelnej ignorancji domaga sie oceny. Sam ocen...
              A moze zajrzysz wreszcie do podrecznika od matmy dla "elementary school"?

              • Gość: Kagan Re: Kto mieczem wojuje... IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 08:32
                nossos napisał(a):

                >
                > > K: Na nic lepszego cie nie stac, niz na kolejny atak ad personam?
                >
                > Oj Kagan, Kagan, a kto zaczal umieszczac inwektywy? Dla przypomnienia twoje
                > wlasne slowa:
                > "> 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
                > > dziedziczna i nieuleczalna!"
                >
                > A twoja pewnosc siebie, przy zupelnej ignorancji domaga sie oceny. Sam ocen...
                > A moze zajrzysz wreszcie do podrecznika od matmy dla "elementary school"?
                >
                Zrobie wyjatek aby ci przypomiec, ze ani w Australii, ani w Polsce NIE ma
                tzw. elementary schools. I ze NIE wszystko co ucza w szkole to prawda, nawet
                jesli chodzi o tzw. przedmioty scisle...
        • nossos Re: DOWOD LOGICZNY NA DOWOD LOGICZNY 15.03.02, 07:26
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > nossos napisał(a):
          > > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie przejmu
          > je,
          > > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomos
          > ci
          > > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
          >
          > > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
          > 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas
          > dziedziczna i nieuleczalna!
          > 2.Jak Kagan jest nastolatkiem, to przyszlosc przed nim.
          > 3. W Australii nie ma matury, jest natomiast tzw. VCE (w stanie Victoria, w inn
          > ych
          > stanach sa inne "certyfikaty" tzw. szkolnej dojrzalosci).
          >
          > > A oto co pisze Kagan:
          > > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
          > > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
          > > nieskonczenie dobry).
          > > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
          > > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
          > > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
          > > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
          >
          > > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
          > > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
          > > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
          > > Ale wrocmy do glownego tematu!
          > > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
          > > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
          > > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
          > >
          > > Odp.[Nossos] Ciekawe gdzie Kagan nauczyl sie, ze:
          > > +(nieskonczonosc)-(nieskonczonosc)=0 ?????
          > > Za to dostaje sie 1 (obecny niedostateczny stopien) w szkole podstawowej.
          > K: Moze w podstawowce, ale na uniwersytecie jest inaczej!
          > Dowod prosty:
          > Negatywna nieskonczonosc znosi pozytywna nieskonczonosc.
          > -1 znosi +1, -10^10 znosi +10^10, itd.
          > a wiec -10^10-n znosi +10^10+n, gdzie "n" jest dowolna liczba calkowita...
          > CNU
          > Zreszta jest to tzw. akademicka dyskuja, bo, jak widomo, nieskonczonosc
          > w przyrodzie NIE wystepuje. Swiat powstal okreslona ilosc czasu temu w wyniku t
          > zw.
          > Big Bang, rozprzestrzenia sie tez z szybkoscia skonczona (nie wieksza od szybko
          > sci
          > swiatla "c"), ergo, jest skonczony (choc niewyobrazalnie wielki)...
          >
          >
          > > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
          > > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
          > > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
          > > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
          > > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
          > > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
          > > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
          > > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
          > > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
          > > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
          > > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
          > > NIE ma). P. dyskusja o L'Hopitalu na tym watku i o Cantorze!
          > >
          > > Odp. [Nossos]
          > > Znowu Kagan niedouczony. Ile mozna skonczyc klas nie wiedzac, ze:
          > > 1/0 jest po prostu nieoznaczone (nie ma takiej liczby)
          > Zapytaj sie L'Hopitala, a wl. Bernoulliego!
          > Nie jest oczywiscie taka sama liczba jak np, 1 czy 2, czy 0.0001,
          > raczej liczba typu liczby "i"...
          >
          > > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
          > > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
          > > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
          > > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
          >
          > > Odp. [Nossos]
          > > No wcale nie wiadomo. Wg. Einsteina moze byc skonczony, moze byc i
          > > nieskonczony. Ale tego ucza dopiero w liceum...
          > K: Einstein umarl w r. 1955. Nobla dostal za tzw. efekt fotoelektryczny;
          > teorie wzglednosci (obie) sa oparte na odkryciach Minkowskiego (jego nauczyciel
          > a,
          > prawda, jakie swojskie nazwisko), Lorentza i innych. Einsteina na geniusza
          > wykreowalo wplywowe lobby chazarskie, jak wiadomo byl on nienajlepszym studente
          > m,
          > okrutnym mezem i nezbyt dobrym matematykiem.
          > Mial za to fascynujaca osobowosc i prezencje, cechy kazdej tzw. pop star.
          > Po prostu: Einstein to pop star fizyki, nic wiecej...
          >
          > > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
          > > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
          > > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonos
          > c,
          > > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
          > >
          > > Odp. {Nossos}
          > > Ja tam z liceum pamietam, ze nieskonczonosc w mianowniku moze byc.
          > K: I co z tego, jak jej NIE ma w rzeczywistosci fizycznej naszego wszechswiata?
          >
          > > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
          > > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
          > > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
          > >
          > > Odp. [Nossos}
          > > Jasne, ze spisek. Przeciez fizycy to Zydzi, wiec musza spiskowac.
          > K: P. wyzej ma dyskusja o Einsteinie...
          > Kagan :)
          > PS Widze, ze moj paranaukowy zart zaczal zyc wlasnym zyciem...
          > Przy okazji paru "fizykow" i "matematykow" sie skompromitowalo,
          > a ja mam przednia zabawe. I chyba nie tylko ja, sadzac po ilosci
          > postow na tym watku!
          > Ubawiony szczerze i do rozpuku Kagan :)))))

          • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA DOWOD LOGICZNY IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 08:35
            nossos napisał(a):

            > Gość portalu: Kagan napisał(a):
            >
            > > nossos napisał(a):
            > > > Nasz bezcenny Kagan dowodzi, ze Boga nie ma. Skoro Bog sie tym nie pr zejmuje,
            > > > to czemu ja mialbym sie przejmowac. Natomiast zabawny jest poziom znajomosci
            > > > matematyki u Kagana. Wskazuje to, ze pt. Kagan prawdopodobnie jest jeszcze
            > > > nastolatkiem, kilka lat przed matura.
            > > 1. Brak wyksztalcenia mozna latwo nadrobic, glupota "nossosa" jest zas dziedziczna i nieuleczalna!
            > > 2. Jak Kagan jest nastolatkiem, to przyszlosc przed nim.
            > > 3. W Australii nie ma matury, jest natomiast tzw. VCE (w stanie Victoria,
            > > > w innych stanach sa inne "certyfikaty" tzw. szkolnej dojrzalosci).
            > > PS Widze, ze moj paranaukowy zart zaczal zyc wlasnym zyciem...
            > > Przy okazji paru "fizykow" i "matematykow" sie skompromitowalo,
            > > a ja mam przednia zabawe. I chyba nie tylko ja, sadzac po ilosci
            > > postow na tym watku!
            > > Ubawiony szczerze i do rozpuku Kagan :)))))
    • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 09:28
      Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
      nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet nieskonczenie dobry).
      Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
      umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
      moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
      i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
      tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
      mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
      natychmiast zamknac wydzialy teologii).
      Ale wrocmy do glownego tematu!
      Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
      nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
      wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
      I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
      materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
      i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
      one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
      i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
      ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
      proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
      Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
      (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
      liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
      NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
      NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
      jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
      w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
      chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
      NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
      nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
      Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
      to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
      Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
      NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
      by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
      Pozdrawiam!
      P.S. Wesolych Swiat!
      Kagan
      • Gość: appendix Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.dyn.optonline.net 16.03.02, 00:56

        chciallbym tylko wyjasnic pewne nieporozumienie, ktore
        tutaj na tym watku wyniklo.
        dotyczy ono tzw. nieskonczonosci w matematyce.
        otoz, w matematyce sa tzw.symbole nieokreslone i nieoznaczone.
        zgodnie z przyjeta terminologia polska bede je tak nazywac;
        a wiec 1/0 jest symbolem nieokreslonym,a nie, nieoznaczonym!
        jest to "symbol" ktory stosuje sie zamiast czasami pisac symbol
        nieskonczonosci (pozioma osemka) i jest rozumiany jako granica
        ilorazu funkcji (niekoniecznie ze swym argumentem dazacym do
        nieskonczonosci) z ktorych funkcja licznika zdaza do liczby
        skonczonej (chociaz by niewiadomo jak duzej),a mianownik zdaza
        do zera (rowniez po argumencie jakimkolwiek);
        krotko mowiac jest to poprostu nieskonczonosc (+ czy - to nie ma
        znaczenia).
        Dalej,jesli chodzi o symbole tzw. nieoznaczone to sa to symbole
        typu: n-n, n^0,n/n, 0/0 itd; gdzie n oznacza nieskonczonosc czyli
        np.1/0!!!
        i to do nich stosuje sie regula naszego Markiza!
        Jest to regula ktora zaklada ze obie funkcje (licznika i mianownika)
        sa klasy c1 tzn, ze sa to funkcje ciagle majace rowniez ciagle funkcje
        pochodne;wtedy granica ich ilorazu (np.n/n) rowna jest ilorazowi granic
        pochodnych tych funkcji;(zreszta to jest dosc proste do udowodnienia
        na kawalku serwetki gdy sie cos tam wie z analizy matematycznej).
        Pozostale symbole jako wyrazenia sa przksztalcane tak by byly ich
        kombinacja i wszystko mozna wtedy policzyc.
        Sa to podstawy tzw.analizy matematycznej ktora jest w programie
        szkoly sredniej dla uczniow o profilu matematyczno-fizycznym.
        To tyle co do pewnych nieporozumien tutaj;

        Nie widze jednak zwiazku tego wszystkiego z dowodzeniem istnienia
        czy tez nie jakiegos tam boga.
        To jest matematyka; fizyka skolei opisuje materie martwa, poslugujac
        sie matematyka jako jezykiem dla swych modeli;i opisuje ja lepiej lub
        gorzej zaleznie od modelu i stopnia trudnosci zjawiska.
        W fizyce chodzi o to by za pomoca modelu opartego o jezyk matematyczny
        dostac wielkosc ktora mozemy zaobserwowac tzn.zmierzyc; bez wzgledu na
        to, co sie dzieje w modelu po drodze!
        A wiec moga tam byc rozne tzw.nieskonczonosci,ktore musza byc czasami
        usuwane np. poprzez renormalizacje (jak to sie dzieje w kwantowej teorii
        pola) ale winik czyli tzw.obserwabla musi byc liczba skonczona
        i rzeczywista!
        Powyzej mowilem o matematycznych symbolach zwiazanych z nieskonczonoscia;
        Otoz, w tzw. teorii funkcji uogolnionych zwanej w skrocie teoria
        dystrybucjii, symbole nieskonczone wystepuje tam jak liczby w elementarnej
        matematyce,i nikt nie rozdziera szat z tego powodu;
        przyzwyczjenie sie do tego myslenia jest wlasnie umiejetnoscia posiadania
        tego typu wiedzy,ktora oddala wielkie uslugi dla fizyki kwantowej;
        nie mowiac juz o analizie funkcjonalnej,gdzie przestrzen argumentu
        jest przestrzenia funkcji; czasami nawet moze to byc dystrybucja
        tzn. funcja ktora z nieskonczonoscia robi "co chce" (np. calka(sin(x))/x)).

        Wracajac do tematu, to dalej nie widze zwiazku tego z dowodzeniem istnienia
        boga;matematyka jest jezykiem jak juz mowilem fizyki; fizyka zas zajmuje
        sie materia martwa; A mnie uczono ze Bog jest zywy!
        A wiec nie mam juz nic na ten temat do powiedzenia.
        To wszystko,tak zeby wyjasnic jakies niezbyt sisle rozwazania matematyczne;
        Te,sa rowniez popularno-naukowe,a jak ktos chce wiecej to biblioteki chyba sa
        wszedzie.
        Z powazaniem,





        • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 16.03.02, 13:11
          Gość portalu: appendix napisał(a):

          Chciallbym tylko wyjasnic pewne nieporozumienie, ktore
          tutaj na tym watku wyniklo.
          Dotyczy ono tzw. nieskonczonosci w matematyce.
          Otoz, w matematyce sa tzw.symbole nieokreslone i nieoznaczone.
          Zgodnie z przyjeta terminologia polska bede je tak nazywac;
          a wiec 1/0 jest symbolem nieokreslonym, a nie, nieoznaczonym!
          K: Zgoda... Nie ma na 1/0 okreslenia, podobnego jak np. dla
          (-1)^(1/2)...

          Jest to "symbol" ktory stosuje sie zamiast czasami pisac symbol
          nieskonczonosci (pozioma osemka) i jest rozumiany jako granica
          ilorazu funkcji (niekoniecznie ze swym argumentem dazacym do
          nieskonczonosci) z ktorych funkcja licznika zdaza do liczby
          skonczonej (chociaz by niewiadomo jak duzej),a mianownik zdaza
          do zera (rowniez po argumencie jakimkolwiek);
          Krotko mowiac jest to poprostu nieskonczonosc (+ czy - to nie ma
          znaczenia).
          K; Nieskonczonosc jako wyimaginowania granica, a NIE jako
          realnie istniejaca, fizyczna wielkosc...

          Dalej,jesli chodzi o symbole tzw. nieoznaczone to sa to symbole
          typu: n-n, n^0,n/n, 0/0 itd; gdzie n oznacza nieskonczonosc czyli
          np.1/0!!!
          I to do nich stosuje sie regula naszego Markiza!
          K: Wlasciwie Bernoulliego! Jak wiadomo nasz Markiz byl uczniem
          Bernoulliego, i splagiatowal odkrycie swego mistrza...

          Jest to regula ktora zaklada ze obie funkcje (licznika i mianownika)
          sa klasy c1 tzn, ze sa to funkcje ciagle majace rowniez ciagle funkcje
          pochodne;
          (K: Jak nie sa ciagle w danym miejscu, to nie moga miec w nim
          pochodnej)

          ... wtedy granica ich ilorazu (np.n/n) rowna jest ilorazowi granic
          pochodnych tych funkcji;(zreszta to jest dosc proste do udowodnienia
          na kawalku serwetki gdy sie cos tam wie z analizy matematycznej).
          K: Ten dowod mozna znalezc w kazdym lepszym podreczniku analizy mat.

          Pozostale symbole jako wyrazenia sa przksztalcane tak by byly ich
          kombinacja i wszystko mozna wtedy policzyc.
          Sa to podstawy tzw.analizy matematycznej ktora jest w programie
          szkoly sredniej dla uczniow o profilu matematyczno-fizycznym.
          To tyle co do pewnych nieporozumien tutaj;
          Nie widze jednak zwiazku tego wszystkiego z dowodzeniem istnienia
          czy tez nie jakiegos tam boga.
          K: Oczywiscie, ze to NIE ma zadnego zwiazku. Pozwolilem sobie na
          zarcik "ubrany" w paranaukowa (raczej niz pseudonaukowa) szate,
          pamietajac jak to w podobny sposob jezuici chcieli udowodnic
          cos o 180 stopni przeciwnewgo, czyli udowodnic istnienie
          "jakiegos tam boga" na podstawie pseudonaukowych "rewelacji"
          niejakiego Cantora, tego od "nieskonczonych" zbiorow, co to
          skonczyl w przytulku dla umyslowo chorych, bo mu sie te
          nieskonczonosci nie mogly (z definicji) skonczyc w jego
          (tez z definicji) skonczonym mozgu!

          To jest matematyka; fizyka z kolei opisuje materie martwa, poslugujac
          sie matematyka jako jezykiem dla swych modeli;i opisuje ja lepiej lub
          gorzej zaleznie od modelu i stopnia trudnosci zjawiska.
          W fizyce chodzi o to by za pomoca modelu opartego o jezyk matematyczny
          dostac wielkosc ktora mozemy zaobserwowac tzn.zmierzyc; bez wzgledu na
          to, co sie dzieje w modelu po drodze!
          A wiec moga tam byc rozne tzw.nieskonczonosci,ktore musza byc czasami
          usuwane np. poprzez renormalizacje (jak to sie dzieje w kwantowej teorii
          pola) ale wynik czyli tzw.obserwabla musi byc liczba skonczona
          i rzeczywista!
          K: Poniewaz nieskonczonosc realnie NIE istnieje w naszym skonczonym
          wszechswiecie...

          Powyzej mowilem o matematycznych symbolach zwiazanych z nieskonczonoscia;
          Otoz, w tzw. teorii funkcji uogolnionych zwanej w skrocie teoria
          dystrybucjii, symbole nieskonczone wystepuje tam jak liczby w elementarnej
          matematyce,i nikt nie rozdziera szat z tego powodu;
          przyzwyczjenie sie do tego myslenia jest wlasnie umiejetnoscia posiadania
          tego typu wiedzy,ktora oddala wielkie uslugi dla fizyki kwantowej;
          nie mowiac juz o analizie funkcjonalnej,gdzie przestrzen argumentu
          jest przestrzenia funkcji; czasami nawet moze to byc dystrybucja
          tzn. funcja ktora z nieskonczonoscia robi "co chce" (np. calka(sin(x))/x)).
          K: To sa czysto formalne przeksztalcenia! W matematyce mozna
          tworzyc przestrzenie o dowolnych wlasciwosciach, w tym o nieskonczonych
          wymiarach, czy o nieskonczonej ilosci wymiarow. Pytanie tylko:
          po co? Ja zas dyskutowalem o REALNEJ, t.j. skonczonej przestrzeni...

          Wracajac do tematu, to dalej nie widze zwiazku tego z dowodzeniem istnienia
          boga;matematyka jest jezykiem jak juz mowilem fizyki; fizyka zas zajmuje
          sie materia martwa; A mnie uczono ze Bog jest zywy!
          K: Bog NIE jest zywy w takim sensie, w jakim my jestesmy, bo NIE
          jest materialny, czyli NIE mozna wykryc w nim zycia na podstawie
          np. przemiany materii w oraganizmie czy przeplywu impulsow elektrycznych
          w mozgu!

          A wiec nie mam juz nic na ten temat do powiedzenia.
          To wszystko,tak zeby wyjasnic jakies niezbyt sisle rozwazania matematyczne;
          Te,sa rowniez popularno-naukowe,a jak ktos chce wiecej to biblioteki chyba sa
          wszedzie.
          Z powazaniem,
          K: Dziekuje, nawzajem...
          • Gość: AU Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.dialup.optusnet.com.au 16.03.02, 14:35
            DZISIAJ BYLEM W KOSCIELE,PO MSZY SPRAWDZILEM KUPON I WYGRALEM...LOGICZNI
            PRZEGRYWAJA,WIERZACY WYGRYWAJA.
            • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.02, 01:18
              Gość portalu: AU napisał(a):
              DZISIAJ BYLEM W KOSCIELE,PO MSZY SPRAWDZILEM KUPON I WYGRALEM...LOGICZNI
              PRZEGRYWAJA,WIERZACY WYGRYWAJA.
              K: Tyle, ze jak sie zglosiles po wygrana, to kupon okazal sie
              sfalszowany i teraz musisz wynajac dobrego adwokata, aby sie wybronic
              w sadzie... Uwazaj na podarunki otrzymywane od kleru katolickiego!
              Oni sa od brania, NIE od dawania!
              Kagan
        • Gość: Kagan Do "appendixa" o nieskonczonosci! IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.02, 01:57
          Nieskonczonosc istnieje np. w geometrii euklidesowej, czyli na
          otwartej, niograniczonej plaszczyznie. W tej geometrii dwie linie
          proste nie krzyzuja sie (nie przecinaja) TYLKO wtedy, gdy kat miedzy
          nimi jest dokladnie rowny 0 stopni.
          Jesli kat ten jest on tylko nieznacznie rozny od zera (np. 1 sekunda katowa,
          lub nawet 0.001 sekundy katowej), to linie te sie krzyzuja. W tej geometrii
          istnieje abstrakcyjne pojecie nieskonczonosci. Niemniej jest ona
          nielogiczna, bo w/g niej mozna np. poprowadzic z punktu A do punktu B
          (A rozne od B) NIESKONCZONA ilosc odcinkow, jako iz odcinek (odcinek
          prostej) ma tylko jeden wymiar (dlugosc), NIE ma on w/g Euklidesa szerokosci
          (albo szerokosc=0). Nie zgadza sie to oczywiscie z doswiadczeniem,
          bo doswiadczalnie mozna poprowadzic tylko jeden prosty odcinek
          miedzy dwoma roznymi punktami na plaszczyznie.
          Stad mamy inne geometrie, ktore bardziej zgadzaja sie z empiria.
          Jedna z nich jest geometria na powierzchni kuli. W tej geometrii
          nie jest istotne, jaki kat jest miedzy dwoma liniami prostymi,
          ale jak sa one polozone na powierzchni kuli. Jesli sa one odpowiednio
          polozone wzglem siebie, to nawet jak sa wobec siebie o 90 stopni, to sie
          one NIE przecinaja (proponuje wziac globus, pilke itp. model kuli i wykonac
          kilka prostych eksperymentow, np. przytknac dwie obraczki do powierchni
          kuli: obraczka to model prostej na powierchni kuli). Co wiecej, linie proste
          na powierzchni kuli NIE sa nieskonczone: maja one skonczona dlugosc
          (maksymalnie 2 razy "pi" razy promien kuli, czyli nie wiecej niz 8 razy
          promien kuli, bo "pi" jest liczba niewymierna, ale na 100% mniejsza niz 4).
          Nieskonczonosc wiec NIE istnieje w tej geometrii!
          I teraz NAJWAZNIEJSZE: najlepszym modelem naszego wszechswiata jest
          wlasnie powiekszajaca sie kula (np. nadymajacy sie kulisty balon). Kula ma,
          jak wiadomo, skonczona objetosc (ok. 1/2 razy srednica do szescianu,
          na pewno mniej niz 0.6 razy d^3, gdzie "d" jest srednica kuli) i
          skonczona powierchnie ("pi" razy srednica do kwadratu, czyli mniej niz 4
          razy d^2). Nieskonczonosc wiec w niej NIE wystepuje, bo zarowno
          wnetrze jak i powierzchnia naszego wszechswiata jest skonczona
          (olbrzymia, ale dajaca sie wyrazic liczba rzeczywista i skonczona...).
          Stad bredzenia Cantora i jego nasladowcow o tzw. nieskonczonosci
          sa czysta abstrakcja, nie majaca niec wspolnego z realna, fizyczna
          rzeczywistoscia. Matematycy sie czesto bawia w tworzenie roznych,
          abstrakcyjnych, "swiatow" (przestrzeni), niektore znajduja czasem
          zastosowanie w fizyce (np. 11 wymiarowa przestrzen w teorii superstrun),
          ale wiekszosc z nich to czyste abstrakcje, bez zadnego lacznika z
          realna rzeczywistoscia fizyczna nassego wszechswiata. Stad tzw.
          nieskonczonosc istnieje tylko w matematyce teoretycznej, ale NIE ma
          ona prawa bytu w naszym realnym wszechswiecie, a wiec i w fizyce go
          opisujacej. We wszechswiecie, ktorego najlepszym obecnie modelem jest
          nadymajaca sie kula, o olbrzymimm, ale SKONCZONYM promieniu, nie ma
          nieskonczonosci, bo ow wszechswiat jest po prostu skonczony w czasie
          i przestrzeni (zarowno jego wiek jak i wymiary dadza sie wyrazic
          skonczonymi liczbami rzeczywistymi)!...
          Oczywiscie, jesli ten model zostanie zastapiony innym, lepszym,
          to jestem gotow zmienic me poglady, ale na razie, dopoki
          fizyka przyjmuje model czasoprzestrzeni jako powiekszajacej sie kuli,
          to nie masz nieskonczonosci w naszym wszechswiecie.
          Kagan (nie udajacy ani matematyka, ani fizyka).
          • Gość: Kagan O nieskonczonosci c.d. IP: *.arts.monash.edu.au 21.03.02, 05:28
            Patrz tez:
            www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=NAUKA&wid=1423019&aid=1423744
    • Gość: Jureczek Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.zak.com.pl 21.03.02, 10:23
      Mnie interesuje taki problem. Bog jest niesmiertelny i wszechmocny. To sie
      wzajemnie wyklucza . Skoro jest niesmiertelny nie moze sie unicestwic a to
      oznacza ze wszechmocy juz nie jest.
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.02, 13:08
        Gość portalu: Jureczek napisał(a):

        > Mnie interesuje taki problem. Bog jest niesmiertelny i wszechmocny. To sie
        > wzajemnie wyklucza . Skoro jest niesmiertelny nie moze sie unicestwic a to
        > oznacza ze wszechmocy juz nie jest.
        K: Ciekawe pytanie! Obawiam sie, ze od katolikow NIE dostaniesz na
        nie odpowiedzi...
        Ja zas uwazam, ze poniewaz Boga katolikow nie ma, wiec pytanie jest
        o byt nieistniejacy, ktory ucinam moja ulubiona brzytwa Occama...
        Kagan z pozdr.
    • Gość: A A IP: *.anat.am.poznan.pl 21.03.02, 11:25
      Pomyśl dobrze, jaką masz perspektywę?
      Parę chwil i do piachu. Razem z różnymi dziwnymi teoriami.
      Nie jestem panem od liczb. Z fizyki pamiętam z grubsza,
      że ktoś kiedyś powiedział, że wszystko jest wzglwzgl.
      Branie tego na serio, uwzględnianie względnej formy w
      bezwzględnych ramach jest dużym błędem.
      Co właśnie robię.
      Są pewne rzeczy, pewne dogmaty, nie tyle katolickie, co
      czysto ludzkie. Nie powinno się im zaprzeczać.
      Chłopcy, trzeba umieć patrzeć na świat prosto, ze
      szczyptą świadomości w oczach. Bez tego się ginie.

      K, moja rada, wyśpij się, zjedz rano płatki z mlekiem,
      weź psa na spacer. Wysikaj się pod drzewem, a nie do
      brudnego kibla i od razu Ci się lepiej zrobi.
      Swoją drogą, czuję jakiś pociąg do sikania w naturze.
      Drzemie w nas trochę pradziadków.

      A swoją drogą, jak można logicznie udowodnić istnienie
      lub nieistnienie kogoś, kogo swoją logiką nie jesteśmy
      w stanie objąć?

      Widziałem rozgrzebanych ludzi, zimnych i sztywnych...
      Życie jest tak silne, a zarazem tak kruche i
      delikatne... Możesz pstryknąć i znika... Różnica między
      życiem a śmiercią wydaje się być tak strasznie duża, a
      tan przypadek, który przechyla wszystko na drugą stronę
      tak drobny (a jednak jako dokonany zawsze równy 1)...
      Ale to już nie do Ciebie, K, do innych, którzy przez
      przypadek wpadają w to nielogiczne miejsce.
      • Gość: Kagan Re: A IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.02, 13:05
        Gość portalu: A napisał(a):

        > Pomyśl dobrze, jaką masz perspektywę?
        > Parę chwil i do piachu. Razem z różnymi dziwnymi teoriami.
        K: Trzeba zrobic miejsce nastepnemu pokoleniu, inaczej to by dopiero
        bylo pieklo na tej ziemii: po kilka osob na jedno lozko,
        i to w wiekszosci malo atrakcyjnych seksualnie...

        > Nie jestem panem od liczb. Z fizyki pamiętam z grubsza,
        > że ktoś kiedyś powiedział, że wszystko jest wzglwzgl.
        > Branie tego na serio, uwzględnianie względnej formy w
        > bezwzględnych ramach jest dużym błędem.
        > Co właśnie robię.
        K: Ja ci NIE bronie, bo NIE jestem ksiedzem! :)
        > Są pewne rzeczy, pewne dogmaty, nie tyle katolickie, co
        > czysto ludzkie. Nie powinno się im zaprzeczać.
        K: A to czemu? To samo mowili komunisci (dogmat: komunizm+
        przyszloscia ludzkosci), podobnie dogmatycznie mysla katole
        (katolicyzm przyszloscia ludzkosci)...

        > Chłopcy, trzeba umieć patrzeć na świat prosto, ze
        > szczyptą świadomości w oczach. Bez tego się ginie.
        K: ???
        >
        > K, moja rada, wyśpij się, zjedz rano płatki z mlekiem,
        > weź psa na spacer. Wysikaj się pod drzewem, a nie do
        > brudnego kibla i od razu Ci się lepiej zrobi.
        K: Moj kibel jest czysty i ladnie pachnie (wiesz, w Australii
        sa do nabycia za psie pieniadze takie rozne zapachy do kibla i
        srodki do jego latwego mycia).... Platki z mlekiem smakuja
        mi tylko w Anglii (no, tez i w Szkocji), a psa zawsze rano
        wyprowadzam na spacer polaczony z psia toaleta...

        > Swoją drogą, czuję jakiś pociąg do sikania w naturze.
        > Drzemie w nas trochę pradziadków.
        K: Moj pradziadek tez mial kibel...
        > A swoją drogą, jak można logicznie udowodnić istnienie
        > lub nieistnienie kogoś, kogo swoją logiką nie jesteśmy
        > w stanie objąć?
        K: Nie jestesmy objac nasza logika np. natury kwarkow
        (czemu sa one np. "gorne" i "dolne" i czemu maja po 1/3
        ladunku), odrzucajac, jak katoliccy uczeni, teorie superstrun,
        nie mozna tez pojac dwoistej natury elektronu...
        >
        > Widziałem rozgrzebanych ludzi, zimnych i sztywnych...
        > Życie jest tak silne, a zarazem tak kruche i
        > delikatne... Możesz pstryknąć i znika... Różnica między
        > życiem a śmiercią wydaje się być tak strasznie duża, a
        > tan przypadek, który przechyla wszystko na drugą stronę
        > tak drobny (a jednak jako dokonany zawsze równy 1)...
        > Ale to już nie do Ciebie, K, do innych, którzy przez
        > przypadek wpadają w to nielogiczne miejsce.
        K: Juz ci pisalem, ze smierc jest tak samo naturalna jak porod.
        Bez porodu by nas nie bylo, bez smierci zycie byloby pieklem
        (przeludnienie)... Widzialem smierc niejednego czlowieka, ale tez
        wiem, ze to jest konieczne... :(


        • Gość: A Re: A IP: *.anat.am.poznan.pl 22.03.02, 11:18
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: A napisał(a):
          >
          > > Pomyśl dobrze, jaką masz perspektywę?
          > > Parę chwil i do piachu. Razem z różnymi dziwnymi teoriami.
          > K: Trzeba zrobic miejsce nastepnemu pokoleniu, inaczej to by dopiero
          > bylo pieklo na tej ziemii: po kilka osob na jedno lozko,
          > i to w wiekszosci malo atrakcyjnych seksualnie...
          po pierwsze, nie rozumiesz, o co mi chodzi. przeczytaj jeszcze raz. po drugie
          żart jest git
          >
          > > Nie jestem panem od liczb. Z fizyki pamiętam z grubsza,
          > > że ktoś kiedyś powiedział, że wszystko jest wzglwzgl.
          > > Branie tego na serio, uwzględnianie względnej formy w
          > > bezwzględnych ramach jest dużym błędem.
          > > Co właśnie robię.
          > K: Ja ci NIE bronie, bo NIE jestem ksiedzem! :)
          A wiesz, nadawałbyś się... :)
          Przeczytaj całość, a nie ostatnią linijkę.
          > > Są pewne rzeczy, pewne dogmaty, nie tyle katolickie, co
          > > czysto ludzkie. Nie powinno się im zaprzeczać.
          > K: A to czemu? To samo mowili komunisci (dogmat: komunizm+
          > przyszloscia ludzkosci), podobnie dogmatycznie mysla katole
          > (katolicyzm przyszloscia ludzkosci)...
          Napaleńcy są poierdoleni, zarówno katoliccy, jak i antykatoliccy, tu się z Tobą
          zgadzam :)
          >
          > > Chłopcy, trzeba umieć patrzeć na świat prosto, ze
          > > szczyptą świadomości w oczach. Bez tego się ginie.
          > K: ???
          !
          > >
          > > K, moja rada, wyśpij się, zjedz rano płatki z mlekiem,
          > > weź psa na spacer. Wysikaj się pod drzewem, a nie do
          > > brudnego kibla i od razu Ci się lepiej zrobi.
          > K: Moj kibel jest czysty i ladnie pachnie (wiesz, w Australii
          > sa do nabycia za psie pieniadze takie rozne zapachy do kibla i
          > srodki do jego latwego mycia).... Platki z mlekiem smakuja
          > mi tylko w Anglii (no, tez i w Szkocji), a psa zawsze rano
          > wyprowadzam na spacer polaczony z psia toaleta...
          W każdym kiblu drzemią podstępne zarazki. Nie ma to jak odgłos szczyn spadających
          na zieloną trawkę
          >
          > > Swoją drogą, czuję jakiś pociąg do sikania w naturze.
          > > Drzemie w nas trochę pradziadków.
          > K: Moj pradziadek tez mial kibel...
          Skad wiesz?
          > > A swoją drogą, jak można logicznie udowodnić istnienie
          > > lub nieistnienie kogoś, kogo swoją logiką nie jesteśmy
          > > w stanie objąć?
          > K: Nie jestesmy objac nasza logika np. natury kwarkow
          > (czemu sa one np. "gorne" i "dolne" i czemu maja po 1/3
          > ladunku), odrzucajac, jak katoliccy uczeni, teorie superstrun,
          > nie mozna tez pojac dwoistej natury elektronu...
          Mieszasz dwa poziomy. Ale musisz to robić. Trudno.
          > >
          > > Widziałem rozgrzebanych ludzi, zimnych i sztywnych...
          > > Życie jest tak silne, a zarazem tak kruche i
          > > delikatne... Możesz pstryknąć i znika... Różnica między
          > > życiem a śmiercią wydaje się być tak strasznie duża, a
          > > tan przypadek, który przechyla wszystko na drugą stronę
          > > tak drobny (a jednak jako dokonany zawsze równy 1)...
          > > Ale to już nie do Ciebie, K, do innych, którzy przez
          > > przypadek wpadają w to nielogiczne miejsce.
          > K: Juz ci pisalem, ze smierc jest tak samo naturalna jak porod.
          > Bez porodu by nas nie bylo, bez smierci zycie byloby pieklem
          > (przeludnienie)... Widzialem smierc niejednego czlowieka, ale tez
          > wiem, ze to jest konieczne... :(
          > W tej chwili tak, masz rację, ale to akurat mnie nie interesuje. nie mam już
          czasu.
          >A, prośba, zrób mały skrót Twoich "przemyśleń"

          • Gość: Kagan Re: A IP: *.vic.bigpond.net.au 24.03.02, 06:10
            A: Pomyśl dobrze, jaką masz perspektywę?
            Parę chwil i do piachu. Razem z różnymi dziwnymi teoriami.
            K: Trzeba zrobic miejsce nastepnemu pokoleniu, inaczej to by dopiero
            bylo pieklo na tej ziemii: po kilka osob na jedno lozko,
            i to w wiekszosci malo atrakcyjnych seksualnie...
            A: Po pierwsze, nie rozumiesz, o co mi chodzi. przeczytaj jeszcze raz.
            K: Chciales mnie wystraszyc smiercia, a ja sie jej, jak widzisz, nie boje! :)

            A: Po drugie żart jest git...
            K: Dziekuje! :)

            A: Nie jestem panem od liczb. Z fizyki pamiętam z grubsza,
            że ktoś kiedyś powiedział, że wszystko jest wzglwzgl. (EIN STEIN)
            Branie tego na serio, uwzględnianie względnej formy w bezwzględnych ramach
            jest dużym błędem. Co właśnie robię. (?)
            K: Ja ci NIE bronie, bo NIE jestem ksiedzem! :)
            A: A wiesz, nadawałbyś się... :)
            K: Raczej nie: nie jestem zboczkiem! :)

            A: Przeczytaj całość, a nie ostatnią linijkę.
            Są pewne rzeczy, pewne dogmaty, nie tyle katolickie, co
            czysto ludzkie. Nie powinno się im zaprzeczać.
            K: A to czemu? To samo mowili komunisci (dogmat: komunizm
            przyszloscia ludzkosci), podobnie dogmatycznie mysla katole
            (katolicyzm przyszloscia ludzkosci)...
            A: Napaleńcy są poierdoleni, zarówno katoliccy, jak i antykatoliccy,
            tu się z Tobą zgadzam :)
            K: Dzieki! :)
            A: Chłopcy, trzeba umieć patrzeć na świat prosto, ze
            szczyptą świadomości w oczach. Bez tego się ginie.
            K: ???
            A:!
            K: OK! :)
            A: K, moja rada, wyśpij się, zjedz rano płatki z mlekiem,
            weź psa na spacer. Wysikaj się pod drzewem, a nie do
            brudnego kibla i od razu Ci się lepiej zrobi.
            K: Moj kibel jest czysty i ladnie pachnie (wiesz, w Australii
            sa do nabycia za psie pieniadze takie rozne zapachy do kibla i
            srodki do jego latwego mycia).... Platki z mlekiem smakuja
            mi tylko w Anglii (no, tez i w Szkocji), a psa zawsze rano
            wyprowadzam na spacer polaczony z psia toaleta...
            A: W każdym kiblu drzemią podstępne zarazki. Nie ma to jak odgłos szczyn
            spadających na zieloną trawkę.
            K: Tak, ale mam raczej maly ogrodek, i zona nie pozwala mi wszedzie sikac...
            A: Swoją drogą, czuję jakiś pociąg do sikania w naturze.
            Drzemie w nas trochę pradziadków.
            K: Moj pradziadek tez mial kibel...
            A: Skad wiesz?
            K: Ze zdjecia! :)
            A: A swoją drogą, jak można logicznie udowodnić istnienie
            lub nieistnienie kogoś, kogo swoją logiką nie jesteśmy w stanie objąć?
            K: Nie jestesmy objac nasza logika np. natury kwarkow
            (czemu sa one np. "gorne" i "dolne" i czemu maja po 1/3 ladunku),
            odrzucajac, jak katoliccy uczeni, teorie superstrun,
            nie mozna tez pojac dwoistej natury elektronu...
            A: Mieszasz dwa poziomy. Ale musisz to robić. Trudno.
            K: Sorry! :)
            A: Widziałem rozgrzebanych ludzi, zimnych i sztywnych...
            Życie jest tak silne, a zarazem tak kruche i delikatne... Możesz pstryknąć i
            znika... Różnica między życiem a śmiercią wydaje się być tak strasznie duża,
            atan przypadek, który przechyla wszystko na drugą stronę tak drobny (a jednak
            jako dokonany zawsze równy 1)...
            Ale to już nie do Ciebie, K, do innych, którzy przez
            przypadek wpadają w to nielogiczne miejsce.
            K: Juz ci pisalem, ze smierc jest tak samo naturalna jak porod.
            Bez porodu by nas nie bylo, bez smierci zycie byloby pieklem
            (przeludnienie)... Widzialem smierc niejednego czlowieka, ale tez
            wiem, ze to jest konieczne... :(
            A: W tej chwili tak, masz rację, ale to akurat mnie nie interesuje.
            Nie mam już czasu.
            A, prośba, zrób mały skrót Twoich "przemyśleń"
            K: Tez nie mam czasu, ale moze kiedys sprobuje... :)
    • Gość: BB Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: 193.120.126.* 21.03.02, 11:40
      Polecam strony traktujace o skonczonosci i nieskonczonosci wszechswitata, czasu
      itp. podane w sposob przystepny popularnonaukowy :-))

      www.bbc.co.uk/science/space/origins/index.shtml
      map.gsfc.nasa.gov/m_uni/uni_101ouruni.html
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.02, 13:53
        www.bbc.co.uk/science/space/origins/index.shtml
        BIG BANG
        The Big Bang theory tells us how the Universe began and is evolving. In
        essence, it is a theory that was created to explain two facts that we know
        about the Universe - it is gradually expanding and cooling.
        In the 1920s, Edwin Hubble found that galaxies far from our own Milky Way are
        moving away from us. In fact, the further away galaxies are, the faster they
        are receding. So he concluded that the whole Universe must have been expanding.
        Working backwards this means that at one stage the Universe must have come from
        a single point.
        We also know that the Universe is cooler now than in the past. In the 1960s
        Arno Panzias and Robert Wilson detected the afterglow of the Big Bang, known as
        the cosmic microwave background (or CMB for short), which revealed that the
        Universe was once a very hot, hostile place. Both these discoveries led
        astronomers to deduce that the Universe began as an infinitely compact
        fireball.
        The Big Bang describes how this fireball grew to form all the stars and planets
        we see around us now. Because of its name many people think of the Big Bang as
        a kind of explosion that happened at some specific point in space, but this
        isn't correct, as the Universe didn't spring from one central ignition point.
        Instead, during the Big Bang space was first created and then stretched.
        K: W skrocie: w roku 1920 Hubble odkryl, ze galaktyki "uciekaja"
        od naszej galatyki, co znaczy, ze nasz wszechswiat sie rozszerza.
        Oznacza to, ze na "poczatku" byl on niejako w jednym punkcie, z ktorego
        "eksplodowal". Nie oznacza to jednak, ze ta "ekslplozja" byla w jakims
        okreslonym miejscu, tylko ze podczas owego "big bang" zostala stworzona,
        a nastepnie "poszerzona" przestrzen (dokladnie czasoprzestrzen)...

        The easiest way to understand this tricky concept is to think of the Universe
        as a fruitcake in an oven. Imagine you are a bit of fruit inside the cake. As
        it bakes, the cake rises and all the other bits of fruit around you move
        further and further away. No matter whereabouts in the cake you are, everything
        around you is moving away at the same rate. But unlike the fruitcake, there is
        no centre to the Universe.

        INFLATION
        In beginning there was nothing - no galaxies, no stars, no planets, and no
        life. There was no matter at all, not even tiny particles existed. So how was
        something as huge and complex as the Universe created out of nothing?

        The answer lies in marrying the science of the very small (quantum theory) with
        the very large (cosmology). Amazingly, quantum theory says that bubbles of
        energy can appear temporarily out of absolutely nothing.
        K: Jak moglo powstac "z niczego" cos tak wielkiego jak wszechswiat?
        Wedlug teorii kwantowej, energia moze powstac, na pewien czas,
        z "niczego"...

        Normally these bubbles 'pop' as soon as they are formed. In order for one to
        survive, one of these transient bubbles must have had an intense outward push.
        Only then could this tiny bubble go on to evolve into the immense Universe
        around us. Inflation is the best theory to date to describe how this might have
        happened. It involves a short period of extremely rapid expansion, where the
        Universe grew by a factor of a 10 to the power 60 (that's a million billion
        billion billion billion billion billion!). It expanded from smaller than the
        size of a proton to the size of a grapefruit in a tiny fraction of a second.
        This then kick started the Big Bang and the creation of everything in the
        Universe.
        K: Wedlug teorii "inflacyjnej", ten "babel" energii, ktory dal poczatek
        naszemu swiatu, rozszerzal sie poczatkowo w tempie 10^60 (10 z 60 zerami).
        Z rozmiaru protonu do rozmiaru duzej pomaranczy zwiekszyl sie w malutkiej
        czesci sekundy (pamietajmy, ze proton jest tak maly, ze niemozliwy do
        bezposredniej obesrwacji, "ukryty" gleboko w atomie, ktory, choc znacznie
        wiekszy od protonu, jest tez niewyobrazalnie maly...

        This theory has sparked some mind-blowing ideas - including the possibility
        that inflation may be an ongoing process and not just a unique event that
        created our own Universe. Somewhere else in the Universe, bubbles of energy
        might be appearing and creating other universes that grow off our own. And our
        Universe may have originally budded out from another. We may be just one of
        many multiverses, in an evolution without beginning or end.

        THE END

        Astronomers are now fairly sure that the Universe was born 15 billion years ago
        in the Big Bang. Since then, the Universe has been constantly expanding,
        stretching the very fabric of space itself. But will it ever die? And if so,
        how?

        There are three alternative scenarios for the future fate of the Universe. If
        the expansion continues forever then the Universe is destined for the Big
        Freeze, gradually pulled apart into a cold desolate wasteland of dying stars
        and black holes. If space stops stretching and springs back on itself, it will
        shrink until galaxies start colliding in the Big Crunch - terminating in the
        mother of all black holes. However, there is a more peaceful option. The final
        scenario involves the Universe gradually slowing down to a halt. With the whole
        Universe balanced precisely, cosmic catastrophe would be averted and space
        would be saved. At least for a while. Eventually the Universe would succumb to
        the Big Freeze, it would just take a lot longer.
        K: Mamy trzy mozliwe konce swiata:
        1. Wielki mroz czyli smierc termiczna
        2. Wielkie zgniecenie (odwrotnosc "big bangu", czyli "wielkiej eksplozji")
        3. Wielkie zgniecenie, ale na raty, co nieco przedluzy agonie pacjenta...

        The fate of the Universe is basically a battle fought between the inward pull
        of gravity and the outward push of expansion. So astronomers are trying to
        calculate the strength of these forces. The amount of gravity the Universe has
        to wield against this expansive onslaught depends on how much stuff there is
        out there in space. Anything with a mass has its own gravity. Even you yourself
        have a gravitational force that attracts everything else around you, including
        other people. The bigger you are, the stronger this force is, and so, the
        Earth, being the most massive thing around, completely overwhelms the tiny
        forces that we personally possess. So to calculate the fate of the Universe, we
        must weigh it to find its density.

        In astronomy, the density of the Universe goes under the symbol O (or Omega),
        the last letter of the Greek alphabet, meaning 'the end'. The precise amount of
        matter needed to gradually halt the expansion of the Universe is known as the
        critical density, where O=1. If O is 1 then the future of the Universe is a
        gentle, serene stop. Smaller than 1 and we're heading for the quick Big Freeze,
        a universal ice age. Larger than 1 then it's Crunch time. So our destiny
        depends on our density. Recent results show that O is at least 0.3. That figure
        includes the mysterious dark matter that lurks invisibly in space and has yet
        to be fully understood.
        K: Wedlug ostanich szacunkow czeka nas smierc termiczna...

        It has also been proving difficult to measure the precise expansion rate of the
        Universe. Recently it's been discovered that this expansion is accelerating
        under the grip of a previously undetected force, called dark energy, that is
        helping to pull the Universe apart. Until both these dark questions are
        answered, the fate of the Universe still hangs in the balance.

        However, although the end of the Universe may look pretty black, this impending
        cosmic catastrophe is not our most pressing concern. In about 4 billion years
        the Sun will expand and engulf our planet Earth. Also around the same time, our
        nearest galactic neighbour, Andromeda, will start to crash into our own galaxy,
        the Milky Way. Life on Earth must escape into space if it is to survive.
        K: Niemniej, zanim nadejdzi
        • Gość: Kagan DOWOD LOGICZNY (CD) IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.02, 13:55
          K: Niemniej, zanim nadejdzie konec swiata, nasze slonce eksploduje, palac
          ziemie, a na dodatek sasiednia galaktyka sie zderzy z nasza...
    • Gość: ganka Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.insa-lyon.fr 21.03.02, 13:21
      W niektorych sprawach nalezy wykazac sie wyobraznia. Tytaj jednak takowej
      zabraklo. No bo czy to, ze ktos nie potrafi wyobrazic sobie nieskonczonosci
      dowodzi jej nieistnienia? Taka np. Dwoinka zapalenia pluc (bakteria) czy ona
      potrafi wyobrazic sobie zycie, istnienie czlowieka, ktory napisal te wiadomosc?
      Nie sadze. Wiec zgodnie z jego teoria on NIE ISTNIEJE!
      Przykro mi, ze pisze w proznie.
      Haslo na cale zycie: WIECEJ WYOBRAZNI!
      Pozdrawiam
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 21.03.02, 14:01
        Gość portalu: ganka napisał(a):
        > W niektorych sprawach nalezy wykazac sie wyobraznia. Tytaj jednak takowej
        > zabraklo. No bo czy to, ze ktos nie potrafi wyobrazic sobie nieskonczonosci
        > dowodzi jej nieistnienia? Taka np. Dwoinka zapalenia pluc (bakteria) czy ona
        > potrafi wyobrazic sobie zycie, istnienie czlowieka, ktory napisal te wiadomosc?
        > Nie sadze. Wiec zgodnie z jego teoria on NIE ISTNIEJE!
        > Przykro mi, ze pisze w proznie.
        > Haslo na cale zycie: WIECEJ WYOBRAZNI!
        > Pozdrawiam
        K: Mozna sobie wyobrazic:
        - krasnoludki
        - dobre wrozki
        - zlych czarnioksieznikow
        - marsjan koloru zielonego z antenkami na czubku glowy
        - boga wszechmogacego, ktory jednoczesnie jest niesmiertelny, czyli
        niezupelnie wswzechmogacy, bo nie moze biedaczek sie sam zabic,
        nawet jakby mu istnienie calkiem obrzydlo...
        - itp. fantastyczne istoty...
        Ale czy to znaczy, ze powyzsze istoty istnieja?
        Odroznij wyobraznie (albo Virual Reality) od
        rzeczywistosci (czyli Real Reality)...
        Kagan
        • Gość: ganka Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.insa-lyon.fr 21.03.02, 16:23
          Tak samo jak niemozliwym jest udowodnienie istnienia wrozek, krasnoludkow itp
          tak samo niemozliwym jest dowiedzenie ich nieistnienia. Czy to ze czegos nie
          postrzegamy swiadczy o nieistnieniu tego czego? Wezmy na ten przyklad zmysl
          wzroku. Jesli niewidomy nie widzi np. czerwonego swiatla na przejsciu dla
          pieszych czy to swiadczy, ze ono nie istnieje? Nie istnieje z jego punktu
          widzenia, a istnieje z punktu widzenia osoby widzacej. Co jest wiec
          rzeczywistoscia? To co postrzegamy, to czego mozemy dotknac czy moze jednak
          chociaz w pewnym zakresie to co mozemy sobie wyobrazic? Niewidomy od urodzenia
          nigdy nie bedzie wiedzial dokladnie co to jest czerwone swiatlo, ale moze sobie
          sprobowac je wyobrazic.
          W pewnych przypadkach ogranicza nas nasza natura nie pozwalajac dostrzec tego
          czego nie potrafimy objac zmyslami, czy to znaczy, ze rzeczy te nieistnieja?
          Uwazam, ze nie.
          • dziwak4 Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA 21.03.02, 17:16
            Gość portalu: ganka napisał(a):

            > Tak samo jak niemozliwym jest udowodnienie istnienia wrozek, krasnoludkow itp
            > tak samo niemozliwym jest dowiedzenie ich nieistnienia. Czy to ze czegos nie
            > postrzegamy swiadczy o nieistnieniu tego czego? Wezmy na ten przyklad zmysl
            > wzroku. Jesli niewidomy nie widzi np. czerwonego swiatla na przejsciu dla
            > pieszych czy to swiadczy, ze ono nie istnieje? Nie istnieje z jego punktu
            > widzenia, a istnieje z punktu widzenia osoby widzacej. Co jest wiec
            > rzeczywistoscia? To co postrzegamy, to czego mozemy dotknac czy moze jednak
            > chociaz w pewnym zakresie to co mozemy sobie wyobrazic? Niewidomy od urodzenia
            > nigdy nie bedzie wiedzial dokladnie co to jest czerwone swiatlo, ale moze sobie
            >
            > sprobowac je wyobrazic.
            > W pewnych przypadkach ogranicza nas nasza natura nie pozwalajac dostrzec tego
            > czego nie potrafimy objac zmyslami, czy to znaczy, ze rzeczy te nieistnieja?
            > Uwazam, ze nie.

            To oczywiste, ale nie sadze by bylo dla wszystkich tutaj zrozumiale.


            • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 22.03.02, 13:10
              dziwak4 napisał(a):

              > Gość portalu: ganka napisał(a):
              Tak samo jak niemozliwym jest udowodnienie istnienia wrozek, krasnoludkow
              itp tak samo niemozliwym jest dowiedzenie ich nieistnienia. Czy to ze
              czegos nie postrzegamy swiadczy o nieistnieniu tego czego?
              K: Nie musimy bezposrednio spostrzegac, wystarczy, ze obserwujemy
              je posrednio, np. przez wyniki dzaialania. Obserwujemy i doswiadczamy
              na codzien efekty istnienia elektronow czy tez wydarzen w dalekich
              krajach (np. atak na WTC zaowocowal zaostrzeniem prawa prawie na calym
              swicie), zas efekty istnienia wrozek czy krasnoludkow sa niezauwazalne, ergo
              elektrony i atak na WTC to realnosc, wrozki i krasnale to nierealnosc...

              • Gość: ganka Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.insa-lyon.fr 22.03.02, 14:31
                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                > K: Nie musimy bezposrednio spostrzegac, wystarczy, ze obserwujemy
                > je posrednio, np. przez wyniki dzaialania. Obserwujemy i doswiadczamy
                > na codzien efekty istnienia elektronow czy tez wydarzen w dalekich
                > krajach (np. atak na WTC zaowocowal zaostrzeniem prawa prawie na calym
                > swicie), zas efekty istnienia wrozek czy krasnoludkow sa niezauwazalne, ergo
                > elektrony i atak na WTC to realnosc, wrozki i krasnale to nierealnosc...
                >
                Obserwujemy posrednio dzialalnosc pewnych elementow, owszem, pod warunkiem, ze te
                elementy maja charakter masowy, przekraczaja pewien prog wrazliwosci naszych
                zmyslow. No bo czy mozemy odczuc dzialalnosc pojedynczego elektronu np.
                znajdujacego sie w pojedynczym atomie tuz w srodku monitora komputera? Nie
                bardzo, wiec znow, czy to znaczy ze ten akurat pojedynczy elektron nie istnieje?
                Skoro on nie istnieje, dlaczego maja istniec pozostale? A skoro tak dlaczego ma
                istniec atom, na ktory sie one skladaja, a dalej, minitor itd w nieskonczonosc
                (nota bene)
                Pozdrawiam
                • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 24.03.02, 06:01
                  Gość portalu: ganka napisał(a):
                  K: Nie musimy (np. elektronow) bezposrednio spostrzegac, wystarczy, ze
                  obserwujemy je posrednio, np. przez wyniki dzialania. Obserwujemy i
                  doswiadczamy na codzien efekty istnienia elektronow czy tez wydarzen w
                  dalekich krajach (np. atak na WTC zaowocowal zaostrzeniem prawa prawie na
                  calym swiecie), zas efekty istnienia wrozek czy krasnoludkow sa niezauwazalne,
                  ergo elektrony i atak na WTC to realnosc, wrozki i krasnale to nierealnosc...

                  G: Obserwujemy posrednio dzialalnosc pewnych elementow, owszem, pod warunkiem,
                  ze te elementy maja charakter masowy, przekraczaja pewien prog wrazliwosci
                  naszych zmyslow. No bo czy mozemy odczuc dzialalnosc pojedynczego elektronu
                  np. znajdujacego sie w pojedynczym atomie tuz w srodku monitora komputera?
                  Nie bardzo, wiec znow, czy to znaczy ze ten akurat pojedynczy elektron nie
                  istnieje?
                  K: Jest tzw. komora Wilsona (znana od r. 1907, czyli prawie 100 lat),
                  ktora pozwala zaobserwowac nawet pojedyncze czasteczki elemntarne...

                  G: Skoro on nie istnieje, dlaczego maja istniec pozostale? A skoro tak dlaczego
                  ma istniec atom, na ktory sie one skladaja, a dalej, minitor itd w nieskonczonosc
                  (nota bene)
                  K: Jak widzisz, juz od prawie 100 lat mozemy obserwowac zachowanie sie
                  pojedynczych czastek elementarnych, co dowodzi ich obiektywnego istnienia!
                  A ostatnie urzadzenie do "wykrywania" Boga (Arka Przymierza) jak zginela
                  setki lat temu, tak sie tylko pojawia na fantastycznych filmach :)
                  Pozdrawiam

    • Gość: Pijar Kagan! DOWOD LOGICZNY NICZEGO NIE DOWODZI!!!!! IP: *.nsw.bigpond.net.au 23.03.02, 08:00
      Logika umiera w chwili gdy mozg czlowieka nie otrzyma odpowiedniej dawki tlenu
      i cukru. Domyslam sie, ze w chwili spotkania czlowieka z tzw.Bogiem (np.
      poprzez smierc),czlowiek nie dysponuje juz narzedziem logiki - mozg czlowieka
      umierajacego jest wystarczajaco niedotleniony, zeby logiki nie dalo sie uzyc
      (do obrony przed tzw.Bogiem). Mechanizm wiary okazuje sie w takich skrajnych
      okolicznosciach silniejszy niz logika i to on przejmuje wladze. Co nastepuje
      dalej - nie wiadomo. Zeznania tych co przezyli smierc kliniczna sa sprzeczne.
      Jedni twierdza, ze bylo fajnie, a inni (Kerry Packer), ze... 'fuck-all'.
      Dowod logiczny sam w sobie jest interesujacy, ale niestety w sprawach wiary nie
      jest dowodem ostatecznym. Od dawna wiadomo, ze wiara czyni cuda i temu chyba
      nie zaprzeczysz.
      Ze slonecznego Sydney pozdrawia Pijar
      • forum2 ZNOWU LICEUM do KAGANA 23.03.02, 22:58
        Jezeli kogos z uczestnikow forum to zainteresueje - to prosze zajrzec do
        skrzynki forum2@poczta.gazeta.pl (login: forum2; haslo: forum), sa tam
        zamieszczone (w celu nauki Kagana) wyniki symulacji komputerowej "problemu"
        czyli oslego mostka,przy pomocy ktorego dowiedlismy elementarnego nieuctwa
        Kagana i ktorego zabawnosci Kagan nie byl w stanie pojac mimo nieskonczenie
        (he, he a Kagana konik to nieistnienie zyrafy i nieskonczonosci...)wielkiej
        cierpliwosci nauczyciela - amatora o nicku "andrzejmat". Kagan jako zwolennik
        (byc moze) spiskowej teorii wszechrzeczy uwaza zreszta zdaje sie, ze andrzejmat
        i LICEUM to jedno - no ale co mozemy na to poradzic...
        My z Kaganem nie dyskutowalismy - chcielismy go tylko czegos nauczyc, ale
        okazal sie odporny na wiedze elementarna. Tego samego probowal bez powodzenia
        andrzejmat - i stad podobienstwo.
        • Gość: Kagan ZNOWU LICEUM do KAGANA IP: *.vic.bigpond.net.au 24.03.02, 05:47
          forum2 napisał(a):
          Jezeli kogos z uczestnikow forum to zainteresueje - to prosze zajrzec do
          skrzynki forum2@poczta.gazeta.pl (login: forum2; haslo: forum), sa tam
          zamieszczone (w celu nauki Kagana) wyniki symulacji komputerowej "problemu"
          czyli oslego mostka,przy pomocy ktorego dowiedlismy elementarnego nieuctwa
          Kagana i ktorego zabawnosci Kagan nie byl w stanie pojac mimo nieskonczenie
          (he, he a Kagana konik to nieistnienie zyrafy i nieskonczonosci...)wielkiej
          cierpliwosci nauczyciela - amatora o nicku "andrzejmat".
          K: Tzw. symulacja komputetrowa mozna udowodnic wszystko, takie symulacje sa
          przeprowadzane codziennie przez ekonomistow, tyle ze ich wyniki nijak sie
          nie maja do rzeczywistosci. Gdyby te symulacje byly takie dobre, to
          nie trzeba by wykonywac prototypow samolotiw czy samochodow, a tymczasem
          nawet stosukowo prosty most dla pieszych w Londynie (laczacy katedre Sw.
          Pawla i galerie sztuki Tate Modern), choc byl zaprojektowany z uzyciem
          najnowoczesniejszych komputerow, wymagal wielomiesiecznych i jakze
          kosztownych poprawek, bo byl po prostu niebezpieczny. A w Izraelu
          taki "komputerowo" zaprojektowany most sie po prostu zawalil, i wiele
          osob utonelo! Tyle o wartosci modeli komputerowych...
          A "andrzejmat" NIE potrafil odpowiedziec na zadne z mych, jakze
          prostych i jasno sformulowanych pytan... Poza tym: my tu dyskutujemy o
          filozofii, a nie o rozwiazywniu glupich zadan z zakresu szkoly sredniej!

          Kagan jako zwolennik (byc moze) spiskowej teorii wszechrzeczy uwaza zreszta
          zdaje sie, ze andrzejmat i LICEUM to jedno - no ale co mozemy na to poradzic...
          K: Tzw. Wielka Rewolucja Pazdziernikowa byla spiskiem, II Wojna Swiatowa wybuchla
          na skutek spisku ZSRR-Niemcy (pakt Ribentrop-Molotow), tzw. Rozmowy Okraglego
          Stolu tez sie okazaly spiskiem politykow...

          My z Kaganem nie dyskutowalismy - chcielismy go tylko czegos nauczyc, ale
          okazal sie odporny na wiedze elementarna. Tego samego probowal bez powodzenia
          andrzejmat - i stad podobienstwo.
          K: Kagan sie was NIE pytal o nauki, bo on dawno skonczyl szkoly. Probujac
          uczyc starszych, madrzejszych i bardziej doswiadczonych sie po prostu
          SKOMPROMITOWALISCIE: i "liceum" i "andrzejmat"! Zal mi was...

      • Gość: Kagan Re: Kagan! DOWOD LOGICZNY NICZEGO NIE DOWODZI!!!!! IP: *.vic.bigpond.net.au 24.03.02, 05:52
        Gość portalu: Pijar napisał(a):
        Logika umiera w chwili gdy mozg czlowieka nie otrzyma odpowiedniej dawki
        tlenu i cukru. Domyslam sie, ze w chwili spotkania czlowieka z tzw.Bogiem
        (np. poprzez smierc),czlowiek nie dysponuje juz narzedziem logiki - mozg
        czlowieka umierajacego jest wystarczajaco niedotleniony, zeby logiki nie dalo
        sie uzyc (do obrony przed tzw.Bogiem). Mechanizm wiary okazuje sie w takich
        skrajnych okolicznosciach silniejszy niz logika i to on przejmuje wladze. Co
        nastepuje dalej - nie wiadomo. Zeznania tych co przezyli smierc kliniczna sa
        sprzeczne.
        K: Smierc kliniczna to nie smierc, bo jest ona odwracalna. Zeznania
        introspektywne sa tak subiektywne, ze bez jakielkolwiek naukowej wartosci.
        Sa one jak marzenia senne...

        Jedni twierdza, ze bylo fajnie, a inni (Kerry Packer), ze... 'fuck-all'.
        Dowod logiczny sam w sobie jest interesujacy, ale niestety w sprawach wiary
        nie jest dowodem ostatecznym. Od dawna wiadomo, ze wiara czyni cuda i temu
        chyba nie zaprzeczysz.
        K: Wiara, ale NIE bog! Po prostu nasze mozgi maja ogromne rezerwy, ktore
        czasem zostaja "uwolnione" w tzw. ekstazie religijnej...

        > Ze slonecznego Sydney pozdrawia Pijar
        K: Rownie serdeczne pozdrowka ze slonecznego i goracego Melbourne!

    • Gość: ◄viri► plus i minus nieskonczonosc sie nie znosza! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.02, 23:16
      to sa dwie nieoznaczonosci
      nie znosza sie - istnieja niezaleznie

      Bog jest nieskonczony dla nas - istot zyjacych w 4rech (skonczonych) wymiarach-
      > zamknietych w materialnym iluzorycznym swiecie
      • Gość: Kagan Re: plus i minus nieskonczonosc sie nie znosza! IP: *.vic.bigpond.net.au 24.03.02, 06:17
        Gość portalu: ◄viri► napisał(a):
        to sa dwie nieoznaczonosci nie znosza sie - istnieja niezaleznie
        K: To po co maja znaki "+" i "-", jesli sie nie znosza?
        Czyzby byly tym samym? :)

        V: Bog jest nieskonczony dla nas - istot zyjacych w 4rech (skonczonych)
        wymiarach-zamknietych w materialnym iluzorycznym swiecie
        K: Jedni twierdza, ze wymiarow nie ma, inni ze jest ich np. 11. :)
        I jaki masz dowod NA TO, ze Bog:
        A. Istnieje i
        B. Jest nieskonczony (najpierw musisz udowodnic "A").
        I jeszcze dwa pytania:
        1. Czy Bog jest tylko dla nas nieskonczony?
        2. Czy Bog jest naprawde wszechmocny, bo wiem jesli jest wieczny, to
        znaczy, ze NIE moze sam zakonczyc swego istnienia?
        Kagan
        • Gość: ◄viri► Re: plus i minus nieskonczonosc sie nie znosza! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.02, 11:42
          jesli chodzi o "myslenie" o Bogu naszymi "ograniczonymi" umyslami
          (wymiarow jest byc mzoe nawet 24 / ale my "siedzimy" cialami w 4rech)
          to nie jestesmy w stanie zrozumiec czym jest nieskonczonosc, nieograniczone
          mozliwosci etc...
          ja Boga czuje - tak jak widze kolory teczy czy slysze na swoj wlasny sposob
          muzyke, ktora lubie... jestem czescia Boga !
          Tak jak kiedys ktos napisal na tym forum posilkujac sie chyba BHAGAVAD GIT'a

          Jestem kropelka w wielkim oceanie
          (ja - jako kropelka, Bog - jako calosc)


          co do nieskonczonosci, to skoro + i - nieskonczonosc (2 nieoznaczonosci)
          mialyby sie znosic to w matematyce nie byloby przy liczeniu chociazby granic
          twierdzenia de'lopitala, wiele dowodow i teorii wygladaoby inaczej...
          2 nieoznaczonosci sa zupelnie rozne od siebie

          kiepski ze mnie "teoretyk" - takie rzeczy sie po prostu czuje!



          jeszcze jedno - czy Twoj ojciec CIe kocha ?


          jesli uwazasz, ze tak to prosze o dowod !
          • Gość: Osa   Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 24.03.02, 20:25
            Czytam ten tytul i nie wierze oczom!!!!!! Widze ze Kagan w juz tytule
            udowadnia ze "tzw. bog" nie istnieje. Czyli prawdziwy istnieje!!! Alleluja!
            Dzieki Kaganie za twoj nielogiczny dowod logiczny.

            • Gość: Kagan   Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 25.03.02, 09:20
              Gość portalu: Osa napisał(a):

              > Czytam ten tytul i nie wierze oczom!!!!!! Widze ze Kagan w juz tytule
              > udowadnia ze "tzw. bog" nie istnieje. Czyli prawdziwy istnieje!!! Alleluja!
              > Dzieki Kaganie za twoj nielogiczny dowod logiczny.

              K: Wesolych Swiat (jakiekolwiek obchodzicie)!
              A na serio:
              1. "Prawdziwy Bog" oczywiscie, ze istnieje! Na imie mu "Natura",
              "Przyczyna Tego, ze Cos Istnieje" (bo przeciez mogla byc tylko absolutna
              nicosc) itp. Ale jest to "byt" (istota, czyli po angielsku "entity")
              BEZOSOBOWY! A tzw. bog (zydow, muzulmanow, chrzescijan czy tez szczegolnie
              katolikow) to jest osoba (czasami nawet trzy). Jest to typowy antropomorfizm
              (anthropomorphizm), czyli po prostu bluznierswo i herezja, za ktore
              to grzechy widomo co grozi (mnie to nawet cieszy, bo jako ze jestem
              znanym wcieleniem diabla, to ciesze sie z niemalejacej popularnosci piekiel)...
              2. Istnienia czegos, co jest metafizyczne (poza fizyka, czyli poza
              materia) NIE da sie oczywiscie udowodnic czysta logika, stad prosty wniosek,
              ze caly ten moj wywod byl intelektualna prowokacja oraz rodzajem zartu.
              I tak nalezy ten watek traktowac...:)
              Kagan
              • Gość: Pijar   TZW.BOG IP: *.nsw.bigpond.net.au 26.03.02, 07:17
                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                > Gość portalu: Osa napisał(a):
                >
                > > Czytam ten tytul i nie wierze oczom!!!!!! Widze ze Kagan w juz tytule
                > > udowadnia ze "tzw. bog" nie istnieje. Czyli prawdziwy istnieje!!! Alleluja
                > !
                > > Dzieki Kaganie za twoj nielogiczny dowod logiczny.
                >
                > K: Wesolych Swiat (jakiekolwiek obchodzicie)!
                > A na serio:
                > 1. "Prawdziwy Bog" oczywiscie, ze istnieje! Na imie mu "Natura",
                > "Przyczyna Tego, ze Cos Istnieje" (bo przeciez mogla byc tylko absolutna
                > nicosc) itp. Ale jest to "byt" (istota, czyli po angielsku "entity")
                > BEZOSOBOWY! A tzw. bog (zydow, muzulmanow, chrzescijan czy tez szczegolnie
                > katolikow) to jest osoba (czasami nawet trzy). Jest to typowy antropomorfizm
                > (anthropomorphizm), czyli po prostu bluznierswo i herezja, za ktore
                > to grzechy widomo co grozi (mnie to nawet cieszy, bo jako ze jestem
                > znanym wcieleniem diabla, to ciesze sie z niemalejacej popularnosci piekiel)...
                > 2. Istnienia czegos, co jest metafizyczne (poza fizyka, czyli poza
                > materia) NIE da sie oczywiscie udowodnic czysta logika, stad prosty wniosek,
                > ze caly ten moj wywod byl intelektualna prowokacja oraz rodzajem zartu.
                > I tak nalezy ten watek traktowac...:)
                > Kagan

                Tutaj chyba zgadzam sie z Kaganem:

                Falszywy jest ten Bog, ktorego CZLOWIEK STWORZYL NA WZOR I PODOBIENSTWO SWOJE,
                czyli Bog katolikow, czyli tzw.Bog.

                Pijar
                • Gość: Kagan Re:   TZW.BOG IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:44
                  Gość portalu: Osa napisał(a): Czytam ten tytul i nie wierze oczom!!!!!! Widze ze Kagan w juz tytule
                  udowadnia ze "tzw. bog" nie istnieje. Czyli prawdziwy istnieje!!! Alleluja!
                  Dzieki Kaganie za twoj nielogiczny dowod logiczny.

                  K: Wesolych Swiat (jakiekolwiek obchodzicie)!
                  A na serio:
                  1. "Prawdziwy Bog" oczywiscie, ze istnieje! Na imie mu "Natura",
                  "Przyczyna Tego, ze Cos Istnieje" (bo przeciez mogla byc tylko absolutna nicosc) itp. Ale jest to "byt"
                  (istota, czyli po angielsku "entity") BEZOSOBOWY! A tzw. bog (zydow, muzulmanow, chrzescijan czy tez
                  szczegolnie katolikow) to jest osoba (czasami nawet trzy). Jest to typowy antropomorfizm
                  (anthropomorphizm), czyli po prostu bluznierswo i herezja, za ktore to grzechy wiadomo co grozi (mnie to
                  nawet cieszy, bo jako ze jestem znanym wcieleniem diabla, to ciesze sie z niemalejacej popularnosci
                  piekiel)...
                  2. Istnienia czegos, co jest metafizyczne (poza fizyka, czyli poza materia) NIE da sie oczywiscie udowodnic
                  czysta logika, stad prosty wniosek, ze caly ten moj wywod byl intelektualna prowokacja oraz rodzajem
                  zartu. I tak nalezy ten watek traktowac...:)
                  Kagan

                  > Tutaj chyba zgadzam sie z Kaganem:
                  > Falszywy jest ten Bog, ktorego CZLOWIEK STWORZYL NA WZOR I PODOBIENSTWO SWOJE,
                  > czyli Bog katolikow, czyli tzw.Bog.
                  > Pijar
                  K: Cho.era jasna! Cyzby koniec dyskusji? Po magicznej liczbie 600 postow osiagamy
                  pewna zgode! Anyaway, pozdr. dla Pijara!
                  Od Kagana! :)

                  • Gość: hehe Re: TZW.BOG IP: *.multicon.pl 13.11.03, 22:40
                    hop do góry dla 2 zmiany :)
          • Gość: Kagan Re: plus i minus nieskonczonosc sie nie znosza! IP: *.vic.bigpond.net.au 25.03.02, 09:31
            Gość portalu: ◄viri► napisał(a):
            Jesli chodzi o "myslenie" o Bogu naszymi "ograniczonymi" umyslami
            (wymiarow jest byc moze nawet 24 / ale my "siedzimy" cialami w 4rech)
            to nie jestesmy w stanie zrozumiec czym jest nieskonczonosc,
            nieograniczone mozliwosci etc...
            K: nasze ciala sa wiec wiecej niz 3 wymiarowe w przestrzeni, tyle ze
            te wymiary ɯ sa tak male, ze praktycznie nieistotne w skali makro...

            V: ja Boga czuje - tak jak widze kolory teczy czy slysze na swoj wlasny
            sposob muzyke, ktora lubie... jestem czescia Boga !
            K: Masz po prostu halucynacje. To dosc popularna choroba, z nia
            mozna zyc szczesliwie i 100 lat, wiec "don't worry, be happy MAN"! :)

            V: Tak jak kiedys ktos napisal na tym forum posilkujac sie chyba
            BHAGAVAD GIT'a Jestem kropelka w wielkim oceanie
            (ja - jako kropelka, Bog - jako calosc)
            K: To jest strasznie pyszalkowate, nazywanie sie czastka, i to czastka
            rozumna, samego Boga! Jestes wiec potencjalnie mym klientem w zaswiatach
            (jak wiadomo, jestem kolejnym wcieleniem Szatana)! Witam kolejnego
            Klienta & "How may I help You, Sir/Madam?" :)

            V: Co do nieskonczonosci, to skoro + i - nieskonczonosc (2 nieoznaczonosci)
            mialyby sie znosic to w matematyce nie byloby przy liczeniu chociazby granic
            twierdzenia de'lopitala, wiele dowodow i teorii wygladaoby inaczej...
            K: O Markizie, ktory ukradl twierdzenie Bernoulliemu, byla mowa powyzej na
            tym forum... Przypominam, ze powyzsze twierdzenie dotyczy glownie granic
            funkcji...

            V: 2 nieoznaczonosci sa zupelnie rozne od siebie kiepski ze mnie "teoretyk"
            - takie rzeczy sie po prostu czuje!
            K: Ale to zaden dowod. Jasio tez cos czuje do Maryski, ale Nobla za to
            raczej mu nie dadza... :)

            V: jeszcze jedno - czy Twoj ojciec CIe kocha ?
            K: Kochal, zgadnij czemu?

            V: jesli uwazasz, ze tak to prosze o dowod !
            K: Dowodem jest moja obecnosc na tym forum... :)
    • tatam a ty byłeś juz u spowiedzi? 24.03.02, 23:26
      jaja se tu robisz toś Wielkanocny
      Lechu , powinieneś.
      • Gość: Kagan Re: a ty byłeś juz u spowiedzi? IP: *.vic.bigpond.net.au 25.03.02, 09:08
        tatam napisał(a):

        > jaja se tu robisz toś Wielkanocny
        > Lechu , powinieneś.
        K: Na Wielkanoc pojade tradycyjnie poswiecic jaja!
        Nie powiem jakie... :)
        • Gość: Akka Kagan biedaku IP: *.wgi.com.pl / 10.0.0.* 25.03.02, 13:33

          Jesli jestes taki matematyk to daj dowod na istnienie
          liczby wiekszej od zera, od ktorej nie ma juz liczby
          wiekszej. Tak sie sklada, ze niewazne jak wielka
          liczbe wymyslisz ZAWSZE mozesz do niej dodac np. 1 i
          uzyskasz liczbe wieksza. Czy Twoim zdaniem ciag

          n+1 jest skonczony?

          jak Ci sie uda to udowodnic Nobel czeka.

          ziew
          • Gość: Kagan Do ubogiego na umysle Akki! IP: *.arts.monash.edu.au 26.03.02, 03:09
            Gość portalu: Akka napisał(a):
            Jesli jestes taki matematyk to daj dowod na istnienie
            liczby wiekszej od zera, od ktorej nie ma juz liczby wiekszej.
            Tak sie sklada, ze niewazne jak wielka liczbe wymyslisz ZAWSZE mozesz do niej dodac np. 1 i
            uzyskasz liczbe wieksza. Czy Twoim zdaniem ciag n+1 jest skonczony?
            jak Ci sie uda to udowodnic Nobel czeka.
            1. Nobla NIE daja za odkrycia w dzedzinie matematyki, bo Nobel byl praktyczny
            facet, i "dzielenie wlosa na czworo" go NIE interesowalo!
            2. NIE zrozumiales mego argumentu: mnie chodzilo tylko o to, ze w SKONCZONYM
            wszechswiecie( jak nasz) NIE masz nieskonczonosci. Matematycy zas (do ktorych
            NIE naleze), tworza rozne abstrakcyjne swiaty, jeden z nich utworzyl byl dawno temu
            niejaki Euklides, i mimo iz NIE opisuje jego geometria naszego wszechswiata
            (a jakis abtrakcyjny, plaski i nieskonczony wszechsiat), to tepi nauczycoiele matematyki
            wciaz na sile wtalaczaja do mlodych umyslow jego bzdurne torie, wyrzadzajac
            tym umyslom olbrzymia szkode...
            Stad tylu calkiem rozsadnych ludzi wierzy, ze nieskonczonosac istnieje obiektywnie...
            Kagan

            >
            > ziew

            • Gość: Osa Re: Natura IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 26.03.02, 04:24
              Problem w tym ze nie da sie udowodnic ze Natura istnieje.
              Zapytaj mistykow hinduskich. Dla nich istnieje tylko duch, a reszta to
              zludzenie. Podaj mi dowod logiczny na istnienie Natury. Nareszcie
              dochodzimy do sedna...
              • Gość: Kagan Empiryczny dowod na istnienie Natury IP: *.arts.monash.edu.au 26.03.02, 04:42
                Gość portalu: Osa napisał(a):
                > Problem w tym ze nie da sie udowodnic ze Natura istnieje.
                > Zapytaj mistykow hinduskich. Dla nich istnieje tylko duch, a reszta to
                > zludzenie.
                K: Stad siedza (doslownie) w gownie. Bylem kilka lat temu w Bombaju, wiedzialem tych obsranych
                mistykow na wlasne oczy i czulem ich smrod na setki metrow...
                Po co mi te brudne hindusy, wole Berkeleya, twierdzil podobnie, a byl przynajmniej Europejczykiem...

                O: Podaj mi dowod logiczny na istnienie Natury. Nareszcie dochodzimy do sedna...
                K: Dowodu logicznego nie ma , ale jest empiryczny. Zaloz, ze tylko twoja mysl istnieje realnie,
                reszta to zludzenie. Teraz znajdz najbliszsze zludzenie posterunku policji, kopnij zludzenie policjanta
                w zludzenie jego jaj, i na wszelki wypadek wybij zludzenie szyby w zludzeniu radiowozu albo napluj
                zludzeniu policjanta zludzeniem sliny w zludzenie jego twarzy. Doswiadczenie uczy, ze
                wkrotce znajdziesz sie w najprawdziwszym areszcie, gdzie oberwiesz najprawdziwsza pala.
                Bol bedzie (niestety) realny...
                Kagan
                • d_nutka Re: Empiryczny dowod na istnienie Natury 26.03.02, 07:21
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                  > Gość portalu: Osa napisał(a):
                  > > Problem w tym ze nie da sie udowodnic ze Natura istnieje.
                  > > Zapytaj mistykow hinduskich. Dla nich istnieje tylko duch, a reszta to
                  > > zludzenie.
                  > K: Stad siedza (doslownie) w gownie. Bylem kilka lat temu w Bombaju, wiedzialem
                  > tych obsranych
                  > mistykow na wlasne oczy i czulem ich smrod na setki metrow...
                  > Po co mi te brudne hindusy, wole Berkeleya, twierdzil podobnie, a byl przynajmn
                  > iej Europejczykiem...
                  >
                  > O: Podaj mi dowod logiczny na istnienie Natury. Nareszcie dochodzimy do sedna.
                  > ..
                  > K: Dowodu logicznego nie ma , ale jest empiryczny. Zaloz, ze tylko twoja mysl i
                  > stnieje realnie,
                  > reszta to zludzenie. Teraz znajdz najbliszsze zludzenie posterunku policji, kop
                  > nij zludzenie policjanta
                  > w zludzenie jego jaj, i na wszelki wypadek wybij zludzenie szyby w zludzeniu ra
                  > diowozu albo napluj
                  > zludzeniu policjanta zludzeniem sliny w zludzenie jego twarzy. Doswiadczenie uc
                  > zy, ze
                  > wkrotce znajdziesz sie w najprawdziwszym areszcie, gdzie oberwiesz najprawdziws
                  > za pala.
                  > Bol bedzie (niestety) realny...
                  > Kagan

                  Czy nie za łatwo tym razem przyszło Ci to udowodnić???
                  A gdzie "ciężka praca" w dochodzeniu do końcowych wniosków?
                  Czyżbyś pocz€ł tego kopniaka?
                  A jak doliczysz się liczby postów w Re:???
                  d_nutka
                  • Gość: Kagan Re: Empiryczny dowod na istnienie Natury IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:34
                    Gość portalu: Osa napisał(a):
                    Problem w tym ze nie da sie udowodnic ze Natura istnieje.
                    Zapytaj mistykow hinduskich. Dla nich istnieje tylko duch, a reszta to zludzenie.
                    K: Stad siedza (doslownie) w gownie. Bylem kilka lat temu w Bombaju, widzialem
                    tych obsranych mistykow na wlasne oczy i czulem ich smrod na setki metrow...
                    Po co mi te brudne hindusy, wole Berkeleya, twierdzil podobnie, a byl przynajmniej Europejczykiem...

                    O: Podaj mi dowod logiczny na istnienie Natury. Nareszcie dochodzimy do sedna.
                    K: Dowodu logicznego nie ma , ale jest empiryczny. Zaloz, ze tylko twoja mysl istnieje realnie,
                    reszta to zludzenie. Teraz znajdz najbliszsze zludzenie posterunku policji , kopnij zludzenie policjanta
                    w zludzenie jego jaj, i na wszelki wypadek wybij zludzenie szyby w zludzeniu radiowozu albo napluj
                    zludzeniu policjanta zludzeniem sliny w zludzenie jego twarzy. Doswiadczenie uczy, ze
                    wkrotce znajdziesz sie w najprawdziwszym areszcie, gdzie oberwiesz najprawdziwsza pala.
                    Bol bedzie (niestety) realny...
                    Kagan

                    > Czy nie za łatwo tym razem przyszło Ci to udowodnić???
                    > A gdzie "ciężka praca" w dochodzeniu do końcowych wniosków?
                    > Czyżbyś poczuł tego kopniaka?
                    > A jak doliczysz się liczby postów w Re:???
                    d_nutka
                    K: Moj dowod ma te zalete, ze da sie powtorzyc wiele razy, i staystycznie rzecz biorac, w
                    conajmniej 90% przypadkow wynik bedzie taki, jak opisalem...
                • Gość: AU kagan jest przekorny:" Dog dla niego God".... IP: *.dialup.optusnet.com.au 26.03.02, 15:30
                  Pieskie zycie twoje niedowiarku...
                  • Gość: Kagan Re: kagan jest przekorny: IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:35
                    Gość portalu: AU napisał(a):

                    > Pieskie zycie twoje niedowiarku...
                    A to czemu?


    • Gość: obywatel Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.otenet.gr 26.03.02, 22:01
      to nie bog stworzyl czlowieka tylko czlowiek stworzyl sobie boga, kaplanow, kosciol, auchwitz-birkenau, telewizor, komputer takze paetza, burd..e, aws, sld, katyn ...........wymieniac dalej? Ojczyzno znowu sie wyrzygalem.
      • d_nutka Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA 27.03.02, 09:06
        Gość portalu: obywatel napisał(a):

        > to nie bog stworzyl czlowieka tylko czlowiek stworzyl sobie boga, kaplanow, kos
        > ciol, auchwitz-birkenau, telewizor, komputer takze paetza, burd..e, aws, sld, k
        > atyn ...........wymieniac dalej? Ojczyzno znowu sie wyrzygalem.

        Obywatelu. Wydaje mi się, że zapomialeś o przedrostku w imieniu.
        pzdr.
        • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:40
          Gość portalu: obywatel napisał(a):
          to nie bog stworzyl czlowieka tylko czlowiek stworzyl sobie boga, kaplanow, kosciol, auchwitz-birkenau,
          telewizor, komputer takze paetza, burd..e, aws, sld, katyn ...........wymieniac dalej? Ojczyzno znowu sie
          wyrzygalem.
          >
          > Obywatelu. Wydaje mi się, że zapomialeś o przedrostku w imieniu.
          > pzdr.
          K: niestety, ale PT Obywatel mial racje... Swiat stworzony przez wszechwiedzacego,
          wszechpoteznego i milosiernego ("kochajacego") Boga NIE zawieral by:
          kaplanow, kosciola, auchwitz-birkenau, Paetza, aws, sld, czy Katynia .
          A burdeliki bylyby wolne od oplat i chorob "W" (z AIDS/HIV wlacznie)... :)

    • Gość: mr.bond Gosciu - jestes chory... IP: *.riz.pl 27.03.02, 10:05
      Lecz sie, albo zajmij czyms bardziej pozytecznym niz gaworzenie.
      • Gość: Kagan Re: Gosciu - jestes chory... IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:36
        Gość portalu: mr.bond napisał(a):

        > Lecz sie, albo zajmij czyms bardziej pozytecznym niz gaworzenie.
        Ludzie! Wciaz to samo wypisujecie? Wciaz atakujecie ad personam?
        WSTYYD!!! :(
        • Gość: mr.bond Re: Gosciu - jestes chory... IP: *.riz.pl 29.03.02, 17:19
          Bo chyba sie nie spodziewasz, ze do takich bzdetow jakie wypisales bede sie
          powaznie odnosil?
          • Gość: Kagan Re: Gosciu - jestes chory... IP: *.vic.bigpond.net.au 30.03.02, 09:37
            Gość portalu: mr.bond napisał(a):

            > Bo chyba sie nie spodziewasz, ze do takich bzdetow jakie wypisales bede sie
            > powaznie odnosil?
            K: To po co mi wciaz odpisujesz? :(
    • Gość: G'day Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.prem.tmns.net.au 28.03.02, 07:26
      Istnienie jak i potrzeba odczuc funkcjonuje poza logika zawsze doczesnej wiedzy
      nabytej.
      • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.arts.monash.edu.au 28.03.02, 07:47
        Gość portalu: G'day napisał(a):

        > Istnienie jak i potrzeba odczuc funkcjonuje poza logika zawsze doczesnej wiedzy nabytej
        K: Istniejemy realnie, czujemy tez realnie. Postepujemy zs czesto nielogicznie, bo mamy
        pewna wolnosc w ramach praw fiyyki. Wiedza niewiele tu zmienia, bo prawa makroswiata
        w skali ludzkiej wlasciwie juz znamy, nie znamy tylko praw rzadzacych calym swiatem i praw
        mikroswiata...

        • Gość: edirokis Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: 212.244.68.* 28.03.02, 12:32
          Zastanawia mnie jedna rzecz,dlaczego niezależnie
          od położenia geograficznego na każdym z kontynentów,
          wykształciła się jakaś wiara( w boga,słońce,księżyc itp).
          Wynika z tego że człowiek potrzebuje w coś wierzyć,stwarza
          sam sobie wiarę i ją kultywuje oraz przekazuje potomnym,stara
          się ją krzewić,pokazując na wiele sposobów że jego wiara jest
          jedyną słuszną.Wymyślamy sobie bogów,powołujemy kapłanów oraz
          budujemy świątynie,modlimy się i.....i klniemy potem na
          wszystko to co sami wymyślilismy lub wymyślili inni.
          Ogrom nietolerncji przewijający się przez to forum jest
          ogromny,ludzie mieniący się ateistami,chrześcijanami itp.
          bluzgają na wszystko co popadnie tak by bulwersować,być innym
          i by jego wątki były zawsze w pierwszej dziesiątce.
          90% wszystkich wypowiedzi dotyczy Boga,papieża lub wiary,
          mierzy się,waży i podważa istnienie tylko niewiem czego i po co.


          Pozdrawiam wszystkich E.

          • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 29.03.02, 03:10
            Gość portalu: edirokis napisał(a):
            Zastanawia mnie jedna rzecz,dlaczego niezależnie
            od położenia geograficznego na każdym z kontynentów,
            wykształciła się jakaś wiara( w boga,słońce,księżyc itp).
            Wynika z tego że człowiek potrzebuje w coś wierzyć, stwarza
            sam sobie wiarę i ją kultywuje oraz przekazuje potomnym, stara
            się ją krzewić, pokazując na wiele sposobów że jego wiara jest
            jedyną słuszną. Wymyślamy sobie bogów,powołujemy kapłanów oraz
            budujemy świątynie,modlimy się i.....i klniemy potem na
            wszystko to co sami wymyślilismy lub wymyślili inni.
            K: Tak samo na wszystkich kontynentach ludzie wymyslili narkotyki
            (alkohol, wyciagi z konopii indyjskich, maku itp.). Po prostu
            ewolucja nas stworzyla ulomnymi. Gdybysmy byli dzielem Idealnego
            Kreatora, to nie chorowalibysmy np. na raka, nie cierpieli na bol
            zebow czy schozofrenie...
            A tak, to sobie wymyslamy te nieistniejace bostwa. Przyklady:
            Gdzie byl Allach, gdy setki australijskich muzulmanow zatruly sie
            kilka dni temu na przyjeciu z okazji ichniego swieta religijnego?
            Gdzie byl Jahwe (Jehowa), gdy zamachowiec z bomba wkroczyl do zatloczonego
            hotelu, gdzie jego wyznawcy swietowali tzw. Passover?
            Gdzie byl Jezus, gdy Abp Paetz seksualnie molestowal klerykow?
            Odpowiedz jest prosta, byli oni w absolutnym niebycie, jako iz NIE
            istnieja oni poza chora ludzka wyobraznia...

            > Ogrom nietolerncji przewijający się przez to forum jest
            > ogromny,ludzie mieniący się ateistami,chrześcijanami itp.
            > bluzgają na wszystko co popadnie tak by bulwersować,być innym
            > i by jego wątki były zawsze w pierwszej dziesiątce.
            > 90% wszystkich wypowiedzi dotyczy Boga,papieża lub wiary,
            > mierzy się, waży i podważa istnienie tylko niewiem czego i po co.
            Pozdrawiam wszystkich E.
            K: Po prostu jest to najwazniejszy temat, temat sensu naszego istnienia...
            Pozdrawiam wszystkich K.


            • Gość: edirokis Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: 212.244.68.* 29.03.02, 15:03
              Mylisz się Kaganie lub mnie nie zrozumiałeś.
              Gdzie był Bóg ???? Tam gdzie powinen być czyli
              w naszych umysłach,marzeniach lub dążeniach do
              bycia kims,czymś lub niczym.Dużo "ludzi" jest
              ogarniętych a każdy swoją chorobą na przykład
              ja lub Ty,ale czyż nie mamy swojej wiary w kogoś
              lub coś bo człowiek bez wiary,marzeń lub dążeń do
              czegoś pozostaje tylko zwierzęciem(bez obrazy zwierząt).
              Co do postów na temat wiary to fakt jest sensem
              naszego istnienia nizależnie od tego w co się WIERZY

              Pozdrawiam i życzę WESOŁYCH ŚWIĄT
              (oczywiście niezależnie od zapatrywań)
              E.
              • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.vic.bigpond.net.au 30.03.02, 09:36
                Gość portalu: edirokis napisał(a):
                Mylisz się Kaganie lub mnie nie zrozumiałeś. Gdzie był Bóg ???? Tam gdzie powinen być czyli
                w naszych umysłach,marzeniach lub dążeniach do bycia kims,czymś lub niczym.Dużo "ludzi" jest
                ogarniętych a każdy swoją chorobą na przykład ja lub Ty,ale czyż nie mamy swojej wiary w kogoś
                lub coś bo człowiek bez wiary,marzeń lub dążeń do czegoś pozostaje tylko zwierzęciem(bez obrazy
                zwierząt).
                K: Ja w NIC NIE wierze, to znaczy NIC NIE biore "na wiare", na zasadzie, ze np. tak twierdza tzw.
                autorytety...

                Co do postów na temat wiary to fakt jest sensem naszego istnienia nizależnie od tego w co się WIERZY
                K: Zgoda! Dodal bym: nawet jak sie w NIC NIE wierzy!
                Pozdrawiam i życzę WESOŁYCH ŚWIĄT
                (oczywiście niezależnie od zapatrywań)
                E.
                K: NAWZAJEM! :)


                • Gość: Bog oj Kaganie, Kaganie! IP: *.in-addr.btopenworld.com 02.04.02, 15:12
                  W Boga nie wierzymy, do kosciola nie chodzimy, nieladnie, oj nie...
                  Ty tak samo wierzysz, ze mnie nie ma, jak inni wierza, ze jestem. I dobrze, to
                  jest wlasnie wiara. Nie ma dowodu, ze istnieje, i... ze nie istnieje. Mylisz
                  sie jesli myslisz, ze cokolwiek udowodniles. Sproboj przeniknac, poznac,
                  zglebic rzecz najmniejsza (chodzby koniec wlasnego nosa) a poznasz mnie.
                  Dlaczego bawisz sie slowami, liczbami, doktrynami, jedynie Terturian okreslil
                  dobrze nature wiary: "Wierze, choc to absurdalne". Niestety Ty chcesz wiedziec,
                  wiara to dla Ciebie za malo. Przykro mi, dowiesz sie wszystkiego dopiero, gdy
                  nas sobie przedstawia, to juz wkrotce (przynajmniej w mojej skali czasowej,
                  wlasciwie dla mnie to juz sie wydarzylo, wydarza i wydarzy), wierz mi - no, ale
                  Ty przeciesz "niczego na wiare nie bierzesz".
                  Bog
                  • Gość: Kagan Oj Boze, Boze! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:31
                    Gość portalu: Bog napisał(a):
                    W Boga nie wierzymy, do kosciola nie chodzimy, nieladnie, oj nie...
                    K: Szatanowi NIE przystoi wierzyc w konkurencje! A w kosciele bylem przed
                    Wielka Noca, aby poswiecic jajka. W kosciele mnie pelno, nie musze wiec tam
                    czesto chodzic, czarni zastepuja mnie tam calkiem niezle... :)

                    Ty tak samo wierzysz, ze mnie nie ma, jak inni wierza, ze jestem. I dobrze, to
                    jest wlasnie wiara. Nie ma dowodu, ze istnieje, i... ze nie istnieje. Mylisz
                    sie jesli myslisz, ze cokolwiek udowodniles. Sproboj przeniknac, poznac,
                    zglebic rzecz najmniejsza (chodzby koniec wlasnego nosa) a poznasz mnie.
                    K: Ja w nic nie wierze, bo jestem agnostykiem, jak na Diabla przystalo...
                    To ateisci NIE wierza w istnienie Boga, agnostycy sa znacznie bardziej wyrafinowani... :)

                    Dlaczego bawisz sie slowami, liczbami, doktrynami, jedynie Terturian okreslil
                    dobrze nature wiary: "Wierze, choc to absurdalne". Niestety Ty chcesz wiedziec,
                    wiara to dla Ciebie za malo. Przykro mi, dowiesz sie wszystkiego dopiero, gdy
                    nas sobie przedstawia, to juz wkrotce (przynajmniej w mojej skali czasowej,
                    wlasciwie dla mnie to juz sie wydarzylo, wydarza i wydarzy), wierz mi - no, ale
                    Ty przeciesz "niczego na wiare nie bierzesz".
                    K: Ciebie NIE ma, powyzsze slowa ja tez napisalem, aby ludziskom zrobic metlik w glowie!
                    A oni, naiwni a ubodzy duchem, mysla, ze Bog i Szatan, to inne istoty...
                    Niech sobie tak mysla, tak czy inaczej kazdy z was trafi do piekla. I nie bojcie sie:
                    pieklo jest podobne do zycia na tym swiecie, tylko ze tam spedza sie znacznie wiecej
                    czasu...
                    Do rychlego (w mojej skali czasu) zobaczenia!
                    Kagan, czyli Diabel (vel Szatan) :)))

                    > Bog

        • Gość: G'day Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.prem.tmns.net.au 04.04.02, 02:18
          Moze wlasnie ta skala ludzka (mikroswiata) jest dla wielu kwint esencja trwania
          w ktorej istnienie (Boga) jest "pomostem" do ciagle przez nas odkrywanych
          nieskonczonosci "strachu bycia"
          • Gość: Kagan Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:24
            Gość portalu: G'day napisał(a):

            > Moze wlasnie ta skala ludzka (mikroswiata) jest dla wielu kwint esencja trwania
            > w ktorej istnienie (Boga) jest "pomostem" do ciagle przez nas odkrywanych
            > nieskonczonosci "strachu bycia"
            K: Mikroswiat to swiat atomow, czastek elementarnych, kwarkow i superstrun.
            My zas zyjemy w makroswiecie, gdzie obowiazuja (praktycznie) prawa Newtona i Keplera...
            Zaden Bog planetami czy gwiazdami nie rusza... :)
            Kagan

          • Gość: Marian Re: DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA IP: *.proxy.aol.com 04.04.02, 07:47
            Gość portalu: G'day napisał(a):

            > Moze wlasnie ta skala ludzka (mikroswiata) jest dla wielu kwint esencja trwania
            >
            > w ktorej istnienie (Boga) jest "pomostem" do ciagle przez nas odkrywanych
            > nieskonczonosci "strachu bycia"

            Wiele razy zastanawialem sie na istnieniem Boga i dalej mam watpliwosci co do
            jego istnienia.Dlaczego najwiecej wyznawcow Boga maja najbiedniejsze regiony
            swiata gdzie wiekszosc mieszkancow posiada niski stopien wyksztalcenia.Wezmy na
            przyklad Ameryke Lacinska czy Polske.Skoro Bog jest sprawiedliwy i wszechmogacy
            to dlaczego podczas roznych kataklizmow ci najbardziej wierzacy i modlacy sie
            ponosza najwieksze straty.Kiedy jest powodz (ostatnia powodz w Wenezueli) zawsze
            ginie najwiecej biednych i modlacych sie do Boga ludzi.Bogatych w wiekszosci
            przypadkow wszystko omija i nawet jak sa straty to nie odczuwaja ich tak bardzo.
            Od wielu lat obserwuje takie sytuacje i zawsze ten najwierniejszy sluga Bozy
            dostaje najbardziej po dupie.Jakos Bog nie chce a moze nie moze zatrzymac wody
            czy tez skierowac powodz w inne rejony,zeby uchronic te swoje
            owieczki.Zastanawiam sie czyzby Bog nie mial serca.Jak mozna swoim wiernym i
            oddanym slugom nie pomoc w takich sytuacjach.Jest nawet powiedzenie,ze biednemu
            to i cegla spadnie na glowe w drewnianym kosciele.A moze Bog zostal stworzony czy
            tez wymyslony do manipulowania ludzmi.Niestety ale najwieksi medrcy swiata nie
            moga stwierdzic na 100% ze Bog istnieje oraz nie moga stwierdzic ze Boga nie
            ma.Wezmy np.postac Jana Pawla II-go,ktory poswiecil cale swoje zycie sprawie Boga
            i teraz ten sluga Bozy chcac glosic Slowo Boze trzesie sie caly i nikt nie moze
            zrozumiec jego slow.Czy Wszechmogacego Boga nie stac na zrobienie malutkiego cudu
            i przywrocic czesc zdrowia Papiezowi, ktory tak wiernie reprezentuje go na ziemi
            i pokazac tym niedowiarkom ze istnieje i jest wszechmogacy.Jak do tej pory
            wszystko wskazuje na to,ze Bog zwiazany jest z businessem.
            • Gość: Kagan Szatan jest panem naszego swiata! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 08:23
              Gość portalu: Marian napisał(a):
              > Gość portalu: G'day napisał(a):
              > > Moze wlasnie ta skala ludzka (mikroswiata) jest dla wielu kwint esencja trwania
              > > w ktorej istnienie (Boga) jest "pomostem" do ciagle przez nas odkrywanych
              > > nieskonczonosci "strachu bycia"
              >
              > Wiele razy zastanawialem sie na istnieniem Boga i dalej mam watpliwosci co do
              > jego istnienia. Dlaczego najwiecej wyznawcow Boga maja najbiedniejsze regiony
              > swiata gdzie wiekszosc mieszkancow posiada niski stopien wyksztalcenia. Wezmy na
              > przyklad Ameryke Lacinska czy Polske. Skoro Bog jest sprawiedliwy i wszechmogacy
              > to dlaczego podczas roznych kataklizmow ci najbardziej wierzacy i modlacy sie
              > ponosza najwieksze straty. Kiedy jest powodz (ostatnia powodz w Wenezueli) zawsze
              > ginie najwiecej biednych i modlacych sie do Boga ludzi. Bogatych w wiekszosci
              > przypadkow wszystko omija i nawet jak sa straty to nie odczuwaja ich tak bardzo.
              K: Bog stal zawsze po stronie silniejszych, t.j. moznych tego swiata...

              > Od wielu lat obserwuje takie sytuacje i zawsze ten najwierniejszy sluga Bozy
              > dostaje najbardziej po dupie.
              K: Nawet swego zastepce na ziemii ukaral odebraniem kontroli nad cialem i rozumem...

              > Jakos Bog nie chce a moze nie moze zatrzymac wody czy tez skierowac powodz w inne rejony,
              > zeby uchronic te swoje owieczki. Zastanawiam sie czyzby Bog nie mial serca. Jak mozna swoim
              > wiernym i oddanym slugom nie pomoc w takich sytuacjach. Jest nawet powiedzenie, ze biednemu
              > to i cegla spadnie na glowe w drewnianym kosciele.
              K: Bog jest naprawde Szatanem, to jest tak oczywiste, ze chyba NIE wymaga zadnych
              dodatkowych dowodow czy objasnien!

              > A moze Bog zostal stworzony czy tez wymyslony do manipulowania ludzmi. Niestety ale najwieksi
              > medrcy swiata nie moga stwierdzic na 100% ze Bog istnieje oraz nie moga stwierdzic ze Boga nie
              > ma.
              K: Szatan im "zaciemnia" umysly, i robi to dosc skutecznie, z niemiecka precyzja...

              > Wezmy np.postac Jana Pawla II-go,ktory poswiecil cale swoje zycie sprawie Boga
              > i teraz ten sluga Bozy chcac glosic Slowo Boze trzesie sie caly i nikt nie moze
              > zrozumiec jego slow. Czy Wszechmogacego Boga nie stac na zrobienie malutkiego cudu
              > i przywrocic czesc zdrowia Papiezowi, ktory tak wiernie reprezentuje go na ziemi i pokazac tym >
              > niedowiarkom ze istnieje i jest wszechmogacy.Jak do tej pory wszystko wskazuje na to,
              > ze Bog zwiazany jest z businessem.
              K: Szatan zorganizowal wybor glupawego wikarego z Wadowic na najwyzsze stanowisko
              w kosciele rzymskim, aby te instytucje skompromitowac po raz kolejny, i dac sygnal
              ludziom, ze Boga nie ma! A pozniej, z iscie szatanskim zamyslem, zorganizowal zamach
              na Wojtyle, sprowadzil na niego drzaczki konczyn gornych, unieruchomil praktycznie jego
              dolne konczyny i odebral mu mowe, czyniac ja niezrozumiala. Szatan wrecz krzyczy w ten
              sposob: LUDZIE! BOGA NIE MA! JESTEM TYLKO, JA SZATAN!
              Teraz nie ma juz wykretow: trzeba wyjatkowo zlej woli, aby nie zauwayc, ze Panem
              naszego swiata jest wlasnie On, Szatan czyli Diabel!
              Kagan
    • Gość: logika Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.local 02.04.02, 15:26
      KAGAN BOGOBOJCA PISZE SAM DO SIEBIE. ON WYZNAJE WYLACZNIE SZATANA!
      • Gość: ania Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.upc.chello.be 02.04.02, 15:33
        Kagan przyznaj sie ilu Bogow zabiles?
        • Gość: BOG KAGAN BOGOBOJCA ... IP: *.in-addr.btopenworld.com 03.04.02, 18:35
          zabil mnie juz wielokrotnie. Za kazdym razem bolalo tak samo, ale budzilem sie
          po tem swiezy i wypoczety. O kurwa, zapomnialem, ze ja nigdy nie sypiam (nawet
          jak nie zyje) .
          • Gość: samanta Re: KAGAN BOGOBOJCA ... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.04.02, 22:43
            Pozdrawiam herr Leszek;)))
            • Gość: Kagan Re: KAGAN BOGOBOJCA ... IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:17
              Gość portalu: samanta napisał(a):

              > Pozdrawiam herr Leszek;)))

              HOCHACHTUNGSVOLL!
              Seine Kamerade
              Leszek K.
              :)
          • Gość: Kagan Re: KAGAN BOGOBOJCA ... IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:19
            Gość portalu: BOG napisał(a):

            > zabil mnie juz wielokrotnie. Za kazdym razem bolalo tak samo, ale budzilem sie
            > po tem swiezy i wypoczety. O kurwa, zapomnialem, ze ja nigdy nie sypiam (nawet
            > jak nie zyje) .
            K: Nie znudzila Ci sie, Koles, ta ciagla rezurekcja? :)
        • Gość: Kagan Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:20
          Gość portalu: ania napisał(a):

          > Kagan przyznaj sie ilu Bogow zabiles?
          K: Falszywych tylu, ze NIE pamietam...
          A prawdziwego NIE, bo z nim mam, jak dotad, remis... :)
      • Gość: Kagan Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 07:22
        Gość portalu: logika napisał(a):

        > KAGAN BOGOBOJCA PISZE SAM DO SIEBIE. ON WYZNAJE WYLACZNIE SZATANA!

        1. Nie mam podwojnej osobowosci!
        2. Ja NIE wyznaje Szatana, ja nim JESTEM!!!
        Kagan
        • Gość: samanta Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 08:07

          > 2. Ja NIE wyznaje Szatana, ja nim JESTEM!!!***To jak sie teraz zwracac do Ciebie...Lucek?;))) S


          • Gość: Kagan Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 08:11
            Gość portalu: samanta napisał(a):

            > > 2. Ja NIE wyznaje Szatana, ja nim JESTEM!!!***To jak sie teraz zwracac do
            > Ciebie...Lucek?;))) S
            K: Dla Ciebie nawet "Lucus", dla wiekszosci jednak "Pan Diabel"... :)
            Z pozdr.
            Kagan, czyli Diabel Wcielony! :)


            • Gość: samanta Re: KAGAN BOGOBOJCA WYZNAJE TYLKO SZATANA! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 08:17
              Coz ...Diable...chyba widzialam Cie dzisiaj na "moim" terenie;)))))))
              • Gość: Kagan Lucek do Samanty! IP: *.arts.monash.edu.au 04.04.02, 08:36
                Gość portalu: samanta napisał(a):

                > Coz ...Diable...chyba widzialam Cie dzisiaj na "moim" terenie;)))))))
                L: No coz, ja jestem wszedzie, bo skoro Boga nie ma, to ktos musi zapelnic te proznie... :)
                • Gość: samanta Re: Lucek do Samanty! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 08:43
                  Jakos slabo te starania Ci ida no i masz dziwne znajomosci jak na szatana....anioly?;)))))))) S.-upadly aniol;)
                  • Gość: Kagan Re: Lucek do Samanty! IP: *.vic.bigpond.net.au 05.04.02, 14:59
                    Gość portalu: samanta napisał(a):

                    > Jakos slabo te starania Ci ida no i masz dziwne znajomosci jak na szatana....an
                    > ioly?;)))))))) S.-upadly aniol;)
                    K: Nie pokazalem nawet 1% swych mozliwosci! :)
                    Pozdr.
                    K. czyli L.

                    • Gość: samanta Re: Lucek do Samanty! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 15:12
                      wiec? Chcialoby sie w tym miejscu powiedziec rozwin skrzydla ....;))))))) S.
                      • Gość: Kagan Re: Lucek do Samanty! IP: *.vic.bigpond.net.au 05.04.02, 15:19
                        Gość portalu: samanta napisał(a):

                        > wiec? Chcialoby sie w tym miejscu powiedziec rozwin skrzydla ....;))))))) S.
                        Raczej blony lotne... :)
                        • Gość: Bog Czy Ty aby jestes agnostykiem? IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.04.02, 17:41
                          Kaganku "wyrafinowany" oto co znaczy agnostycyzm (gnoza to 'poznanie', a
                          wiec "a"-gnoza, to 'brak mozliwosci poznania'). Jezeli mi jednak nie wierzysz
                          (ty w ogole nie wierzysz w to, ze istnieje) to masz tutaj tekst z encyklopedii:
                          "AGNOSTYCYZM [gr.], filoz.: 1) każda doktryna wykluczająca możliwość poznania
                          absolutu, ograniczająca możliwości poznawcze człowieka do zjawisk zmysłowych;
                          termin wprowadzony 1869 przez Th.H. Huxleya;2) kierunek negujący lub
                          ograniczający możliwość poznania rzeczywistości; a. głosili m.in. D. Hume i I.
                          Kant".
                          Tekst pochodzi z Encyklopedii PWN w trzech tomach
                          Tak wiec sam mi powiedz jak to z Toba jest, jako agnostyk uwazasz, ze nie
                          mozna poznac absolutu, a nawet w pewnym stopniu i rzeczywistosci, a
                          jednoczesnie twierdzisz, ze potrafisz UDOWOWODNIC, ze mnie nie ma. Agnostycy
                          olewaja takie sprawy jak absolut, bo twierdza, ze nie ma sensu gadac o czyms,
                          na temat czego i tak nie maja pojecia (co moze jest i calkiem sluszne). Poza
                          tym nie ma nic wyrafinowanego w tym, ze sie nie wierzy w cos czego sie nie
                          widzialo. Przeciwnie - wyrafinowanym jest czlowiek, ktory twierdzi, ze cos jest
                          absurdem, ale mimo to WIERZY!

                          A tak w ogole to przydalby mi sie tak gorliwy misjonarz katolicyzmu jak Ty,
                          gorliwy ateisto Ty jeden!
                          • Gość: Kagan Re: Czy Ty aby jestes agnostykiem? IP: *.vic.bigpond.net.au 07.04.02, 16:39
                            Gość portalu: Bog napisał(a):
                            Kaganku "wyrafinowany" oto co znaczy agnostycyzm (gnoza to 'poznanie', a
                            wiec "a"-gnoza, to 'brak mozliwosci poznania').
                            K: Tak to wlasnie rozumiem, brak mozliwosci poznania boga, wiec nawet brak mozliwosci
                            stwierdzenia jego istnienia/nieistnienia! Co bynajmniej nie neguje sensu poszukiwan prawdy!

                            Jezeli mi jednak nie wierzysz (ty w ogole nie wierzysz w to, ze istnieje) to masz tutaj tekst z encyklopedii:
                            "AGNOSTYCYZM [gr.], filoz.: 1) każda doktryna wykluczająca możliwość poznania
                            absolutu, ograniczająca możliwości poznawcze człowieka do zjawisk zmysłowych;
                            termin wprowadzony 1869 przez Th.H. Huxleya;2) kierunek negujący lub ograniczający możliwość
                            poznania rzeczywistości; a. głosili m.in. D. Hume i I. Kant".
                            Tekst pochodzi z Encyklopedii PWN w trzech tomach
                            K: Moge ci dac wiecej definicji, np. "Agnostycyzm - teoria wiedzy religijnej, powiazana z angielskim
                            racjonalista T. Huxley'em (1825-1895), gloszaca ze jest niemozliwoscia zarowno udowodnienie jak
                            zaprzeczenie istnienia Boga, na bazie istniejacej ewidencji (tj. bazie doswiadczalnej)" - The Hamlyn
                            Illustrated Encyclopedia ISBN 0-600-55916-5; moje zgrubne tlumaczenie...
                            Ty, jako Bog, znasz te encyklopedie, wiec wiesz, o czym mowie...

                            > Tak wiec sam mi powiedz jak to z Toba jest, jako agnostyk uwazasz, ze nie
                            > mozna poznac absolutu, a nawet w pewnym stopniu i rzeczywistosci, a
                            > jednoczesnie twierdzisz, ze potrafisz UDOWOWODNIC, ze mnie nie ma.
                            K: Przyjales zbyt szerokie znaczenie terminu "agnostycyzm". Ja rozumie to slowo
                            tak jak w cyt. encyklopedii: ograniczam je do religii! Nie mozna twego istnienia
                            stwierdzic/zanegowac doswiadczalnie, ale mozna droga eksperymentu myslowego... :)

                            > Agnostycy olewaja takie sprawy jak absolut, bo twierdza, ze nie ma sensu gadac o czyms,
                            > na temat czego i tak nie maja pojecia (co moze jest i calkiem sluszne). Poza
                            > tym nie ma nic wyrafinowanego w tym, ze sie nie wierzy w cos czego sie nie
                            > widzialo. Przeciwnie - wyrafinowanym jest czlowiek, ktory twierdzi, ze cos jest
                            > absurdem, ale mimo to WIERZY!
                            K: To jest wyrafinowanie Tertullianusa (credo, quia absurdum), wyrafinowanie prostaczka,
                            ktoren mysli, ze jest filozofem... :(

                            > A tak w ogole to przydalby mi sie tak gorliwy misjonarz katolicyzmu jak Ty,
                            > gorliwy ateisto Ty jeden!
                            K: A ile mi zaplacisz? Jak godziwie, to sie pewnie w dyrdy nawroce, jak np. Kolakowski! :)
                        • Gość: samanta Re: Lucek do Samanty! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 19:37
                          Jestes upadlym aniolem a nie...nietoperzem;)) S
                          • Gość: Kagan Re: Lucek do Samanty! IP: *.vic.bigpond.net.au 07.04.02, 16:24
                            Gość portalu: samanta napisał(a):

                            > Jestes upadlym aniolem a nie...nietoperzem;)) S
                            K: Jak upadlem, to mi sie skrzydla z pierzastych zamienily na lepsze, bardziej aerodynamiczne,
                            czyli bloniaste, jak wlasnie u nietoperza! :)
Pełna wersja