wujaszek_joe
12.01.08, 13:16
www.rp.pl/artykul/83242.html
ale forumowicze pewnie znają sprawę dokładniej
W równie instrumentalny sposób co literaturę fachową i źródła traktuje autor
„Strachu” oczywiste fakty. W historii widzi tylko to, co chciałby w niej
zobaczyć. Najbardziej dramatyczne opisy zbrodni w Jedwabnem skonstruował w
zasadzie na podstawie dwóch zeznań świadków – Abrama Boruszczaka i Eliasza
Grądowskiego. Gross dobrze wiedział, że świadkowie ci są fałszywi. Boruszczak
nigdy nie mieszkał w Jedwabnem i zapewne nie było go tam w 1941 r. Tak samo
wygląda sprawa Grądowskiego, który wprawdzie pochodził z tego miasteczka, ale
rok przed tragiczną zbrodnią został deportowany w głąb ZSRR za kradzież patefonu.
Kiedy te i inne manipulacje publicznie wytknięto autorowi „Sąsiadów”,
stwierdził on, że nigdy nie zdefiniował go jako „świadka naoczonego”. Kłopot w
tym, że przed objawieniem się Jana Tomasza Grossa nauka nie znała podziału
świadków na „naocznego” i „nienaocznego”. Mimo zdezawuowania relacji
Boruszczaka i Grądowskiego Gross nie dokonał w książce żadnych zmian i wydał
ją w Niemczech. Równie znamienne wypadki miały miejsce, kiedy syn jednego z
pomówionych przezeń o udział w zbrodni w Jedwabnem zagroził sądowym procesem.
Gross zrobił mordercę z człowieka, który po uwolnieniu z sowieckiego
więzienia, w momencie zbrodni w Jedwabnem, leżał w łóżku w ciężkim stanie.
Autor „Sąsiadów” przyznał się do pomyłki na łamach „Rzeczpospolitej”.