pyszne_poziomki
24.01.08, 22:35
Dołączam głos do tych, którzy twierdzą, że ogłoszenie żałoby narodowej po
tragicznej katastrofie samolotu wojskowego na Pomorzu jest następstwem
umyślnej nadinterpretacji tego zdarzenia
Zginęli świetni ludzie, świetni piloci, osierocili dzieci, pozostawili
zrozpaczone żony, ale ta sama bezradność wobec tragedii i żal dotyczy
wszystkich, którzy odchodzą - choćby w każdy weekend w Polsce ginie więcej
osób na drogach, niż dwadzieścia.
Wyrazem szacunku dla śmierci tych wspaniałych wojskowych powinny być
kondolencje najwyższych władz państwa (było), msza w Katedrze Polowej Wojska
Polskiego (odbyła się), awans na wyższy stopień wojskowy (będzie), zaznaczenie
pamięci po nich i pokazanie sylwetek w mediach (jest). Już pomoc rodzinie
powinna być mniej eksponowana. Choćby po to, by znów nie padł (w istocie
słuszny) zarzut, że ludzka tragedia służy politykom w znanych im i nam
wszystkim celach.
Zresztą ci, którzy śledzą dokładniej podobne sytuacje wiedzą, że pomoc jest
ogłaszana szumnie i publicznie, a z realizacją w zaciszu codzienności jest
znacznie gorzej. By przypomnić choćby los wdów po dwóch pilotach wojskowych,
którzy w samolocie "Iskra" w listopadzie 1998 zginęli pod Mińskiem Mazowieckim
w trakcie badania warunków pogodowych przed defiladą w Warszawie. Obie wdowy
zostały pozostawione praktycznie bez zapowiedzianej pomocy. W każdym razie
długo jeszcze po katastrofie nie było informacji, że obiecana pomoc nadeszła.
Podobnie było po zawaleniu się hali targowej w Chorzowie w styczniu 2006 roku.
Rząd obiecał góry. Jeszcze rok poźniej rodziny osób, które utraciły wówczas
życie, nie zostały objęte zapowiedzianym wsparciem.
Co wreszcie ma powiedzieć samotna matka, która nie zginęła w spektakularnej
(niestety tak w tym kontekście: spektakularnej) katastrofie lotniczej, która
umiera na raka, nie ma bliskiej rodziny i wie, że po jej rychłej śmierci
kilkuletnie dziecko zostanie oddane na łaskę-niełaskę opieki państwowej.
Żal mi tych, którzy zginęli wczoraj w katastrofie lotniczej, żal mi ich
bliskich, żal mi i siebie, bo bardzo cenię lotniczą brać i ta strata jest w
jakimś sensie i moją stratą.
Ale żal mi jeszcze bardziej tych, po których nie ma żałoby narodowej i którzy
odchodzą w medialnej cichości, a równie tragicznie, jak ci, których życie
zakończyło się wczoraj w leśnych ostępach w Mirosławcu.
Prawdziwy żal każdy przeżywa w sobie. To ta największa żałoba.
Żałoba narodowa jest tak wielkim zdarzeniem w życiu kraju, że powinna być
ogłaszana po naprawdę wielkich, dramatycznych zdarzeniach. Katastrofa w
Mirosławcu nie była tak wielkim wydarzeniem. Jest nieszczęściem takim samym,
jak wiele tych nieszczęściem, po których żałoby narodowej nikt nie ogłasza. O
których często nawet nikt z nas nie wie, że zdarzyło się obok, po drugiej
stronie domu, miasta, rzeki, góry... Łzy rozpaczy są tymczasem i w jednym
przypadku, i w drugim, w trzecim, tysięcznym tak samo bolesne.