Gość: Kagan
IP: *.vic.bigpond.net.au
05.01.02, 07:32
W sprawie artykulów Pana Maksymiliana Hennera w Nr. 149 “Kuriera Zachodniego”
Artykuły Pana M. Hennera pod tytułami “Durban a sprawa nielegalnych imigrantów”
oraz “Sytuacja po 11 września” zawierają mnóstwo nieścisłości oraz, powiedzmy
to delikatnie, przeinaczeń prawdy. Tak więc uważam, że “Kurier” powinien
zamieścić sprostowanie tychże nieścislości i przeinaczeń. Nie powinno być
bowiem w interesie redakcji, aby jej pismo było spostrzegane jako organ
wojującego syjonizmu. Tym samym zeszło by ono na poziom takich wydawnictw
jak “Przegląd Katolicki” z Sydney czy osławiony “Tygodnik Polski” z Melbourne,
tyle że po przeciwnej stronie ideologiczno-politycznego spectrum.
Tak więc, po piewsze, trzeba wyraźnie powiedzieć, że ruch syjonistyczny był
zawsze ruchem rasistowskim, nawiązujacym do biblijnych (a wiec irracjonalnych)
koncepcji “narodu wybranego” i “powrotu do Syjonu” (Slownik wiedzy
obywatelskiej, 1970). Przykładem skrajnego wręcz rasizmu jest państwo Izrael,
gdzie obywatelstwo otrzymuje się automatycznie na podstawie samego
tylko “prawidłowego” (to jest żydowskiego) pochodzenia etnicznego, czyli
rasowego. Ale kto jest obecnie tak naprawdę Żydem? Pan Henner insynuuje, iż
jakoby tak zwana propaganda palestyńska twierdziła, iż “Żydzi europejscy sa w
90 procentach Mongołami”. Pan Henner slyszal, że dzwony gdzieś biją, dokładnie
nie wie, w ktorym kościele, ale mimo to zabiera glos i wyglasza autorytatywnie
poglądy ex cathedra, nie przymierzajac, jak sam papież rzymski…
Pan Henner zakłada więc (milcząco ale konsekwentnie), ni mniej ni wiecej, iż
Żydzi sa (przynajmniej w ich ogromnej większości) semitami. Jednakże według
ekspertow (na początek patrz książka Arthur’a Koestler’a The Thirteenth Tribe
czyli Trzynaste plemie), jest faktem, że olbrzymia większość Żydów, która
przeżyła Holocaust, jest pochodzenia głównie chazarskiego (tak więc tureckiego,
a nie mongolskiego, jak to insynuuje Pan Henner). Oznacza to, że ich przodkowie
przybyli do Europy (i dalej), nie znad Jordanu, ale znad Wołgi, nie z Kanaanu,
ale z Kaukazu, który jest uważany za kolebkę tak zwanej rasy aryjskiej. i że
genetycznie są oni bardziej zbliżeni do Hunow, Uigurow czy też plemion
węgierskich niż do potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jeśli to jest prawda (a
wszystko wskazuje, że jest: mogę służyć ekspertyzami zawodowych historyków z
polskich, rosyjskich i zachodnich, w tym australijskich, uniwersytetów), to
termin “antysemityzm” należałoby uznać za pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia.
Antysemityzm jest bowiem na ogół błędnie rozumiany jako “wrogość i nienawiść do
Żydow” (Encyklopedia Powszechna PWN, 1959), jako że oparty jest na on na
blędnym zalożeniu, ze współcześnie żyjący Żydzi to semici. Natomiast
wielokrotnie potwierdzonym faktem jest, że po pierwsze olbrzymia większość
obecnie żyjących Żydow nie jest semickiego pokolenia (patrz wspomniany
Koestler, ten sam, co był napisał Darkness at Noon czyli Ciemność w południe),
i po drugie, że najwięcej semitów można spotkać obecnie wsrod Arabów i
Abisynczyków, a nie Żydów. Tak więc obecnie antysemita to z definicji wróg
Arabów i Abisynczyków (Etiopczyków), a nie Żydow, co prowadzi nas do paradoksu,
że najwięcej atysemitów jest właśnie wśród prawdziwych semitów (to jest Arabów)
… Chciałbym jeszcze w tym miejscu dodać, ze w PRLu antysemityzm był w
niektórych okresach określany jako “nie tylko ruch antyżydowski, lecz w
niemniejszym stopniu – antywolnościowy, antypostępowy, antydemokratyczny i
antysocjalistyczny“ (Encyklopedia Powszechna PWN, 1959).
Określenie “semita” ma zresztą taki sam sens (a raczej jego brak), jak
określenie “aryjczyk”. Ten ostatni to była dawniej osoba posługująca sie
językiem indoeuropejskim (indogermanskim). Do języków indoeuropejskich zalicza
się jednak języki tak odmienne od siebie jak języki indoirańskie (między innymi
perski, afgański i hindi, a z wymarłych głównie sanskryt i język awestyjski,
uzywany niegdyś przez Zaratusztre), bałtyckie, słowianskie (a więc i polski),
germańskie (tak więc i angielski), romańskie i celtyckie, a tudzież języki
albański, grecki i ormiański. Termin “aryjczyk” jest więc tak obszerny, że
niewiele mówiący o ludziach tak określanych. Co więcej, hitlerowcy określali
mianem “aryjczyka” osobę należącą do tak zwanej rasy szlachetnej, w odróżnieniu
od osób należących do tak zwanej rasy żydowskiej (Encyklopedia Powszechna PWN,
1959), stąd termin ten wyszedł obecnie (i słusznie) z użycia.. Najwyższa pora,
aby podobny los spotkal równie nieprecyzyjny i rasistowski termin “semita”, a
więc też i “antysemita”.
Pan Henner rozpisuje się też o rasizmie. Ale cóż to jest tak naprawdę ten
rasizm? Według Onet: Wiem, rasizm jest doktryną głosząca, że ludzie dzielą się
na rasy nie tylko ze względu na cechy somatyczne (budowa ciała, kolor skóry,
kształt czaszki), ale też i psychiczne. Rasy są (wedlug rasistów) nierównej
wartości: "wyższe" i "niższe". Mieszanie ras prowadzi, według nich, do
degeneracji ludzkości, upadku cywilizacji i kultur. Według tego przekonania
konieczna jest więc troska o czystość rasową i stosowanie segregacji rasowej.
Czyż to nie jest dokładny opis oficjalnej ideologii państwa Izrael (Medinat
Yisra’el)? Żydzi są według doktryny syjonistycznej tak zwanym narodem wybranym,
ze względu na ich cechy fizyczne i psychiczne (Pan Henner na przykład
stwierdza, że Izraelczycy, a więc Żydzi, są lepiej wykształceni od
Palestyńczykow czyli Arabow, co zakłada wyższą inteligencję tak zawanej rasy
żydowskiej). Państwo Izrael jest przeciwko mieszaniu ras, stąd tylko etniczny
(rasowy) Żyd może automatycznie zostać obywatelem tego państwa. Stosuje się w
nim też segregację rasową. Są tam bowiem luksusowe dzielnice i osiedla “Nür für
Juden”, i są też slamsy (obozy) dla Palestyńczyków, jedne od drugich oddzielone
kordonem policyjnym, jak za czasów hitlerowskiej III Rzeszy (co możemy ogądać,
prawie codziennie, w telewizji - na przykład na kanale kablowym BBC World News).
Pan Henner twierdzi też, że Izrael jest jedyną demokracją w stylu zachodnim na
Bliskim Wschodzie. Nie wiem, czy to miał być żart, czy coś zupełnie innego.
Bowiem po pierwsze to Izrael nie jest państwem w pełni demokratycznym. Znaczna
część jego stałych, a odwiecznych mieszkańców jest bowiem pozbawiona pełnych
praw obywatelskich (Palestyńczycy), co bardzo przypomina mi Republikę
Południowej Afryki z czasów tzw. apartheidu (mieszkałem pod Johannesburgiem we
wczesnych latach 1980tych, więc znam tę sytuację z pierwszej ręki). W Izraelu
obowiązuje też od niepamiętnych czasów stan wyjatkowy (wiadomo: wojna domowa),
co z definicji nie pozwala na określenie Izraela jako państwa w pełni
demokratycznego (możliwe jest tam, na przykład, przetrzymywanie podejrzanych
bez zawiadomienia o tym sądu, co spotyka nawet Żydow). Od roku 1985 Izrael nie
uznaje też jurysdykcji Sądu Światowego (International Court of Justice), ze
względu na liczne zbrodnie wojenne, których dopuścili sie Izraelczycy, łącznie
z obecnym premierem tego państwa, niejakim Arielem Szaronem (“rzeźnikiem
Libanu”), obecnie zaocznie sądzonym za te zbrodnie w Belgii (nawiasem
to “Ariel” jest jednym z nazw Jerozolimy, a doslownie znaczy “Lew Pana Boga”).
Izrael nie posiada też konstytucji, wydaje zaś conajmniej jedną piątą swego
Produktu Narodowego Brutto (GNP) na zbrojenia, i zapewne conajmniej drugie tyle
na policję i tajne służby porządkowe oraz na budowę muru oddzielającego Żydów
od Palestyńczyków (dane CIA – dla porównania USA wydaje na zbrojenia okolo
jednej dwudziestej swego GN