camille_pissarro
01.06.08, 21:42
Powinno się pamiętać, bo to było stosunkowo nie tak dawno.
Otóż A.Michnik publicznie przywołał Lecha Wałęsę w czasie dyskusji o
sprawie Guntera Grassa, przypominając, że ma w młodości też
niechlubny incydent, nie mniej wstydliwy niż słuzba
autora "Blaszanego bębenka" w formacji SS.
Zatem półgębkiem "autorytety" przyznają, ze L.Wałęsa ma na swym
koncie niechlubny incydent z lat sidemdzisiątych.
==>
Analogiczna sytuacja miała miejsce "w obronie czci Kuronia"
Chodziło o to, że stenogramy z rozmów J.Kuronia z Lesiakiem
zaprezentował ktoś inny a nie redakcja z Czerskiej, a przecież mogła
to z powodzeniem zrobić i nikt J.Kuroniowi nie odbierałby czci.
W ataku na autorów książki o Wałęsie bezprecedensu jest tylko fakt ,
ze "autorytety" nie zaczekały do ukazania się książki.
Kto pamięta jeszcze pomówienia o współpracę Z.Herberta z SB dokonane
na łamach GW to ma już komplet dualizmu, swego rodzaju dychotomii
środowiska z Czerskiej, wraz z naczelnym guru.
A.Michnik o wstydliwych sprawach np. L.Wałęsy może mówić, natomiast
innym od badania życiorysów wara.Sposób postępowania tego
środowiska jest już Polakom doskonale znany ( oczywista , ze nie
wszystkim, ale mam na myśli większość polskiego społeczeństwa ;-))
==>
Konkludując, środowisko związane z Czerską stwierdza, że nie
można "kwestionować autorytetów", bo to zagraża demokracji i
powinno być potępione u samego zarania ( w przypadku Cenckiewicza i
Gontarczyka nawet jeszcze wcześniej ), ba reaguje tak ostro
ponieważ , ktoś próbuje naruszyć monopol "autorytetów" na prawdę i
słuszność...