buldog2
01.07.08, 14:31
Trwa zaciekły spór o Wałęsę, ale nie tylko on. Toczy się wojna, w
której spór i wszystko, co z nim związane, staje się orężem
walczących stron. Niżej (w trzech kawałkach, ze względu na rozmiar)
próba odniesienia się do tego tematu. Starałem się pisać prawdę,
całą i tylko prawdę, jednak deklaracja nie gwarantuje oczekiwanego
wyniku. Wskazanie błędów jest pożądane – przybliża do rzeczywistości
buldog.
____________
Informacji i komentarzy na temat książki o Wałęsie tyle, a
konsekwencje zamieszania sięgają poza granice kraju. Historia z
początku lat siedemdziesiątych to dziś zaledwie kanwa i pożywka dla
nowej wojny na górze, która mogłaby się obyć i bez tego rekwizytu. Z
historią trzeba się poukładać, a dopiero po tym odnaleźć się we
współczesności. Zacznijmy od dygresji.
Kiedy słowo prześladowcy z SB ma być świadectwem prawdy, to
faktycznie, sytuacja niemiła i jakby z Mrożka, jeśli jednak zeznania
ubeka układają się w spójną całość z innymi fragmentami wiedzy o
sprawie, nie sposób go ignorować. Charakterystyczne: ci, którzy
jeszcze niedawno kwestionowali możliwość współpracy Wałęsy z
bezpieką, dziś jej nie zaprzeczają i dodają, że książka jest
wybiórcza i tendencyjna. Wiadomo już, że zasadne są zarówno
stwierdzenie wybiórczości materiału o Wałęsie, jak i replika –
książka to przyczynek, bez pretensji do obejmowania całości tematu.
Niecałe trzy lata temu Wałęsa sam prosił Jaruzelskiego (sic!) o
wystawienie mu świadectwa moralności i, wobec takiego zachowania,
zarzuty o wybiórczość świadectw i upokarzanie słowami ubeka tracą
sens. Czy więcej warte świadectwo konfidenta WSI, generała Ludowego
WP i członka PZPR Jaruzelskiego, nie ma co się zastanawiać. Tym
niemniej Jan Rokita powiedział wtedy, że go Wałęsa tą prośbą
upokorzył.
Mnie – nie. Co więcej, nawet nie zdziwił. GW również o upokorzeniu
nie wspomniała, widać nie za bardzo czuła się związana z Wałęsą. Nie
tak, by zabolało.
Faktem jest wykradanie przez Wałęsę dokumentów na temat Bolka, mówił
o tym minister prezydenta Kwaśniewskiego Siwiec, wspominały media.
To radykalnie podnosi wiarygodność zachowanych kopii i relacji
potwierdzających ich prawdziwość oraz każe zastanowić się nad wagą
zarzutów stawianych zeznaniom i materiałom. Adwersarze autorów
przyznają, że prawdopodobieństwo prawdziwości materiałów
obciążających Wałęsę jest bardzo duże, bliskie, ale nie równe
jedynce. Fachowcy twierdzą, że możliwość sfałszowania każdego
dokumentu z osobna, jest bardzo mała. Znikoma, ale wywołująca
wahanie przed wydaniem ostatecznego osądu rzeczy.
Przyjmijmy prawdopodobieństwo sfałszowania pojedynczego dokumentu
równe 0,001. Więcej się nie da, historycy potwierdzają, że
dokumentów na własny użytek bezpieka nie fałszowała. Dwa dokumenty
potwierdzające daną tezę, to prawdopodobieństwo przypadku jeden do
miliona, pięćdziesiąt – zawartość skromnej teczki – jeden do liczby
mniej więcej bilion razy większej, niż liczba atomów we
Wszechświecie. Prawdopodobieństwo sfałszowania pojedynczego
dokumentu można przyjąć i większe – choćby i 0,01, co jest już
ewidentnym błędem, bo sfałszowane dokumenty musielibyśmy napotykać
co rusz. Tak czy owak otrzymamy prawdopodobieństwo prawdziwości
takiego kompletu dokumentów niewyobrażalnie bliskie jedności. Na
przykład = 1 – exp(–100 ln10), tzn. jeden minus dziesięć do minus
setnej (edytor tekstu nie pokazuje wykładników).
W oparciu o dowody rzeczowe skazuje się, także na najcięższy wymiar
kary, osoby niewinne. Ich wartość, choć duża, również jest
ograniczona. Daleko mniejsza, aniżeli wielu dowodów pośrednich.
Doświadczenie amerykańskie pokazuje, że wykonuje się karę śmierci
także na ludziach niewinnych. Prawdopodobieństwo błędu jest rzędu
dziesięć do minus czwartej, tymczasem w przypadku oparcia się na
wielu materiałach, w każdym pojedynczym przypadku daleko mniej
pewnych, otrzymujemy pewność niemal absolutną. Wątpić w to, tak jak
wątpić w prawa fizyki. Trzymając się własnych procedur, sąd
orzeknie – nieprawda, prawa fizyki nie obowiązują (brak całkowitej
pewności). Ale co powiemy, jeśli kto będzie nalegał, żeby taki wyrok
potraktować poważnie? Wielkim przyjacielem sąd, większą przyjaciółką
prawda. Wyrok sądu nie pozwala (taka umowa społeczna) mówić o
współpracy Lecha Wałęsy z SB, jednak przedstawione dowody samą myśl
o jej braku czynią absurdalną. Wątpliwości nie ma.
Dawni sprzymierzeńcy, dziś przeciwnicy Wałęsy, nie nadają sprawie
rozgłosu w imię uczciwości, wolności wypowiedzi, sprawiedliwości czy
jakich tam innych, jak się wyraził C. G. Jung, -ości. Można byłoby
na to przystać, gdyby wcześniej nie byli nie tylko
współpracownikami, ale autorami inicjatyw, apologetami Wałęsy. Dziś
sprawa Wałęsy, to broń w wojnie publicznej i prywatnej. Motywy jej
są osobiste i polityczne, nie etyczne. Tym niemniej argumenty, jakie
przedstawiają wrogowie Wałęsy, są mocne.
Postarajmy się odłożyć na bok metodologię orzekania o winie,
spróbujmy, o ile się da, pozostać przy ustalaniu prawdy. Przyjmijmy,
co dyktuje rozsądek i zastanówmy, jak kształtuje to wizerunek Wałęsy
lat siedemdziesiątych.
Rozpoczął współpracę po stłumionym siłą strajku i zakończyl ją w
roku 1976, można się domyślać, pod wpływem wydarzeń radomskich. Kto
zna atmosferę początku lat siedemdziesiątych, ten wie, jak
przygniatającą przewagę miał nad człowiekiem aparat bezpieczeństwa,
do tego po objęciu rządów przez ekipę Gierka w kraju zapanował
autentyczny optymizm i do standardowych argumentów SB doszły
odwołania do wspólnoty narodowej, patriotyzmu, budowania drugiej
Polski etc. etc.
O Wałęsie mam w miarę ustalone, od lat to samo, zdanie. Jego obraz
poprawił się cokolwiek, kiedy dowiedzieliśmy się, że współpracę z SB
z własnej inicjatywy przerwał w roku 1976. Skandaliczne, szczegółowo
opisane przez media, ekscesy okresu prezydentury nie zmieniły, a
tylko utrwaliły wcześniejsze wyobrażenia. Jeśli chodzi o współpracę
z bezpieką, kapowanie na kolegów, współpracę za szmal i przywileje,
jest to coś takiego, co wiecznie budzi odrazę. Cały czas mówię o
własnych odczuciach i wyobrażeniach – nie podejrzewam Wałęsy o
podobne zachowanie. Myślę, że chodziło o mieszankę zastraszenia i
odwoływania się do patriotyzmu, które w tamtym czasie mogło zawrócić
w głowie, na jakiś czas, i ulepić go podług wybrażeń bezpieki. Plus
pomoc w załatwieniu mieszkania, plus pieniądze, nie na odwrót.