bryt.bryt
14.08.08, 23:16
LK ma siebie za przywodce regionu, mentora, promotora Gruzji.
Nie milczy, gdy uwaza, ze Rosja cofa sie do czasow totalitarnych.
Tymczasem prezydent Gruzji mowi cos takiego:
"(...)To nie my zaczęliśmy tę wojnę - zapewniał Saakaszwili - Rosjanie przygotowywali się do niej od dawna. Od wiosny ściągali wojska, budowali bazy dla czołgów. W Południowej Osetii i w Abchazji. W końcu, na miejsce bitwy wybrali Południową Osetię, bo stąd szybciej i łatwiej jest dostać się do Tbilisi - wyjaśnia.
Saakaszwili twierdzi, że od miesięcy przestrzegał przywódców Zachodu, że Rosja szykuje się do wojny, ale jego groźby lekceważono, zbywano go, mówiono, że jak zwykle przesadza, wyolbrzymia, jak to Gruzini. - A nasz wywiad miał informacje, że Rosjanie szykują się do inwazji, przygotowują prowokacje - inwazję - mówi Saakaszwili.(...)"
Jak to sie stalo, ze LK pojechal na urlop zamiast walczyc o prawa Gruzji? Nie wierzyl jej prezydentowi, ze sytuacja jest krytyczna? Sadzil, ze to bajki, nic nie znaczace incydenty?
Tak zachowuje sie maz stanu, wizjoner, bojownik o wolnosc?
wyborcza.pl/1,75248,5587930,Rosja_przehandluje_pokoj_tylko_za_moja_glowe.html