Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Polsce

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 19:27
Rozporządzenie RM w sprawie bezpieczeństwa osób przebywających w górach
wyraźnie precyzuje, że powyżej 1000 m n.p.m., w parkach narodowych i
rezerwatach przyrody, wycieczki piesze i narciarskie mogą być prowadzone
tylko przez górskiego przewodnika turystycznego. To przecież praktycznie
niemal cały obszar, jaki w Polsce zajmują tereny gór niskich i średnich z
niewielkim skrawkiem gór wysokich jakimi są Tatry. Ze stanowiska europejskich
standardów praw człowieka, które jawią się nam jako konieczne instrumentarium
pozwalające na pełnię realizacji człowieka wynika, że przepis ten łamie prawa
międzynarodowe, w szczególności prawo do swobodnego poruszania się po
terytorium kraju. Faktu łamania elementarnych praw człowieka zagwarantowanych
w Konstytucji RP*, w żadnym razie nie usprawiedliwiają mocno naciągane
względy bezpieczeństwa.

Za skandal można uznać ustanowienie przez władze rozporządzenia, które
zabrania udać się bez eskorty licencjonowanego przewodnika nawet na znakowane
szlaki, również o znaczeniu międzynarodowym, nie tylko grupie wycieczkowej
złożonej z obywateli RP, ale także każdej wycieczce cudzoziemców
przybywających do Polski. W tej sytuacji grupa obywateli, zrzeszona w jakimś
stowarzyszeniu z osobowością prawną, która ma zagwarantowaną konstytucyjnie
wolność decydowania o wyborze swojego lidera oraz - co jest oczywiste -
również prawo powierzenia prowadzenia wycieczki osobie z własnego grona,
traktowana jest jak niewolnicy i w myśl naszego chorego prawa ci ludzie muszą
być eskortowani.

Czy nasi ustawodawcy tego nie widzą? Czy nie widzą, że względy bezpieczeństwa
są naciągane w tym przepisie w sposób wprost rażący, bo skoro tym samym
znakowanym szlakiem mogą chodzić osoby indywidualnie, to oznacza, że aż
takiego niebezpieczeństwa tam nie ma. Inaczej szlak by musiał po prostu być
zamknięty. Czy nie widzą, że takimi przepisami odstarszają potencjalnych
turystów z zagranicy, którzy by mogli mieszkańcom naszych gór dać zarabiać na
turystyce? Bo przecież grupa by korzystała ze schronisk i hoteli, z
gastronomi, dokonywała zakupów w polskich sklepach... Grupa by wynajmowała
także przewodnika ze znajomością języka - ale tylko tam, gdzie by był
potrzebny, a nie pod przymusem. Kto więc na tym traci?
___________________________

* Konstytucja RP przyznaje prawa do wolności zrówno poszczególnym obywatelom
jak całym organizacjom społecznym w ramach prawa do zrzeszania się w grupy
(stowarzyszenia) i działania w tych grupach, nie zakazuje tworzenia grup
wycieczkowych, daje więc prawo do wolności działania tych grup, w tym prawo
do swobodnego poruszania się po kraju oraz decydowania kto ma być liderem
grupy i przewodzić grupie w poruszaniu się po tetytorium Polski na
turystycznym szlaku.

Ograniczenie wolności może tylko określać ustawa (Art.31 pkt. 3 i Art. 52,
pkt.3 Konstytucji RP). Rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie bezpieczeństwa
osób przebywających w górach nie jest ustawą, choć powołuje się na ustawę z
dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej. Ustawa ta jednak na aż tak
duże ograniczenia zagwarantowanych konstytucyjnie praw wolności obywateli i
tworzonych przez nich stowarzyszeń nie zezwala. Nie zezwala na to przede
wszystkim polska Konstytucja: Art .32, pkt 3 "(...) Ograniczenia te nie mogą
naruszać istoty wolności i praw"

Odgórne narzucanie lidra grupie czy osoby eskortującej wycieczkę jest
charakterystyczne dla krajów o systemach totalitarnych, w których bez
obowiązkowego "opiekuna" żadna wycieczka nie ma prawa się przemieszczać.
    • Gość: Sec Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 11:22
      Podbijam
    • Gość: Sec Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 13:35
      Popieram
    • Gość: Slon Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols IP: 217.97.129.* 09.10.03, 14:49
      Pisaliśmy już o tym bezpośrednio po wypadku na Rysach i niestety
      przewidywaliśmy takie podejście "biurw".
      To kolejny przypadek ograniczania wolności człowieka w "cywilizowanym
      społeczeństwie". Niedługo nie będzie miejsca na ziemi (bo w Polsce to już chyba
      nie ma gdzie), gdzie choć przez krótki czas można poczuć się wolnym.
      Czy ograniczono też wychodzenie w góry zimą?

      Następny krok to przyklejenie gał do telewizora, pyska do podajnika z żarciem.
      a dupy do kibelka. Tak niestety większość, w tym rządzący, wyobrażają sobie
      błogostan.
      • Gość: Sec Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 19:23
        Gość portalu: Slon napisał(a):

        > Pisaliśmy już o tym bezpośrednio po wypadku na Rysach i niestety
        > przewidywaliśmy takie podejście "biurw".
        > To kolejny przypadek ograniczania wolności człowieka w "cywilizowanym
        > społeczeństwie". Niedługo nie będzie miejsca na ziemi (bo w Polsce to już >
        chyba
        >
        > nie ma gdzie), gdzie choć przez krótki czas można poczuć się wolnym.
        > Czy ograniczono też wychodzenie w góry zimą?

        Zimą tym bardziej. Zresztą jeśli stawki podane na stronie:
        www.kptzakopane.republika.pl/cen.htm
        są prawdziwe, to doskonale rozumiem żródło owego przymusowego wynajmowania
        płatnej siły roboczej do ekortowania wycieczek w polskich górach.
      • a-r Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols 10.10.03, 09:23
        Czy ktoś mógły mi wyjaśnić dlaczego prowadzący np. wycieczkę rowerzystów po
        ruchliwej krętej szosie, gdzie niebezpieczeństwo jest bez porównania większe
        niż na asfalcie do Moskiego Oka albo w Dolinie Kościeliskiej, nie musi mieć w
        ogóle prawa jazdy ani uprawnień przewodnika? Może ktoś wie dlaczego prowadzący
        wycieczkę kajakową nie musi mieć karty pływackiej? Dlaczego nikt nie weryfikuje
        czy w ogóle potafi pływać? Dlaczego zgodnie z stadardami międzynarodowymi
        zniesiono kretyńskie karty pływackie? Dlaczego takie wycieczki nie muszą mieć
        eskorty przewodnika i i nikt się aż tak wnikliwie nie zastanawia nad
        weryfikowaniem umiejętności osób je prowadzących, by musiały uzyskiwać aż
        licencje od wojewody? Czy wiecie, że wypadków utonięć w jednym tylko roku jest
        dużo więcej niż wypadków w górach przez kilka lat z rzędu?

        Dlaczego skoro nikt nie wymaga przewodnika do obsługi wycieczek związanych z
        dużym ryzykiem i o dużym stoponiu trudności w całej niemal Polsce, a tylko w
        górach wycieczki piesze, i to nawet latem, muszą wynajmować płatną siłę
        roboczą zatwierdzoną przez wojewodę do ich eskortowania? Czyżby chodzenie
        pieszo po szlaku było bez porównania trudniejsze od jazdy rowerem po krętych
        serpentynach czy od wiosłowania kajakiem w rwącym nurcie rzecznym? Może ktoś
        powiedzieć po co w takim razie są znakowane szlaki turystyczne, skoro na nich
        musi prowadzić przewodnik? Czy po to by przewodnik nie zabłądził?
        • Gość: Tramp Przewodnicy z Zakopca ostrzą ciupagi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 11:24
          a-r napisał:
          > Może ktoś
          > powiedzieć po co w takim razie są znakowane szlaki turystyczne, skoro na nich
          > musi prowadzić przewodnik? Czy po to by przewodnik nie zabłądził?

          Forsa, Panie, forsa. Tu chodzi o pieniądze.
          "Dziennik Polski", 3.10.2003, ADAM MOLENDA,"Przewodnickie waśnie":

          dzisiaj.dziennik.krakow.pl/archiwum/dziennik/2003/10.03/i/Kraj/50/50.html
          Oto fragmenty samych nagłówków, które mówią same za siebie i potwierdzają moje
          wcześniejsze spostrzeżenia:

          "Sezon jesiennych wycieczek w góry właśnie się rozpoczął, tymczasem w
          środowisku przewodnickim wrze. Padają oskarżenia o przekraczanie uprawnień i
          niskie kwalifikacje, rozsyłane są donosy, komuś z zemsty wybito szyby w
          samochodzie. Co się dzieje?
          (...) emocje muszą być nieliche, skoro donosy trafiają do wszystkich świętych,
          prokuratury nie wyłączając (...) doszło do gwałtownych kłótni (...)
          Trudno się oprzeć wrażeniu, że chodzi głównie o pieniądze.
          (...) polski przepis, nakładający na grupy dziesięcioosobowe, wybierające się
          powyżej 1000 m n.p.m., obowiązek wynajmowania przewodnika, to swoiste curiosum.
          Nawet w Alpach nie ma takiego przymusu. Ostatnio GOPR wystąpił z wnioskiem, by
          kryterium złagodzić do 1300 m n.p.m."


          • Gość: Gucio Re: Przewodnicy z Zakopca ostrzą ciupagi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 21:16
            Gość portalu: Tramp napisał(a):

            > a-r napisał:
            > > Może ktoś
            > > powiedzieć po co w takim razie są znakowane szlaki turystyczne, skoro na n
            > ich
            > > musi prowadzić przewodnik? Czy po to by przewodnik nie zabłądził?
            >
            > Forsa, Panie, forsa. Tu chodzi o pieniądze.
            > "Dziennik Polski", 3.10.2003, ADAM MOLENDA,"Przewodnickie waśnie":
            >
            > dzisiaj.dziennik.krakow.pl/archiwum/dziennik/2003/10.03/i/Kraj/50/50.html
            > Oto fragmenty samych nagłówków, które mówią same za siebie i potwierdzają
            moje
            > wcześniejsze spostrzeżenia:
            >
            > "Sezon jesiennych wycieczek w góry właśnie się rozpoczął, tymczasem w
            > środowisku przewodnickim wrze. Padają oskarżenia o przekraczanie uprawnień i
            > niskie kwalifikacje, rozsyłane są donosy, komuś z zemsty wybito szyby w
            > samochodzie. Co się dzieje?
            > (...) emocje muszą być nieliche, skoro donosy trafiają do wszystkich
            świętych,
            > prokuratury nie wyłączając (...) doszło do gwałtownych kłótni (...)
            > Trudno się oprzeć wrażeniu, że chodzi głównie o pieniądze.
            > (...) polski przepis, nakładający na grupy dziesięcioosobowe, wybierające się
            > powyżej 1000 m n.p.m., obowiązek wynajmowania przewodnika, to swoiste
            curiosum.
            >
            > Nawet w Alpach nie ma takiego przymusu. Ostatnio GOPR wystąpił z wnioskiem,
            by
            > kryterium złagodzić do 1300 m n.p.m."

            Przewodnicy są w różnych górach, ale nawet w Alpach nie ma przymusu ich
            wynajmowania. Jak grupa uzna, że dadzą sobie radę, to korzystają ze szlaku. U
            nas każda wycieczka musi obligatoryjnie wynająć przewodnika i to jest właśnie
            niewolnictwo. U nas jest w górach przewodnicka hucpa, która uważa siebie za
            jedynych, którzy sobie poradzą w każdej sytuacji, wręcz za jasnowidzów i
            cudotwórców. A że tak nie jest dowodzi fakt, że były też wypadki z
            przewodnikami.

            Jeżeli już takie ograniczenia w górach wprowadzono, to wycieczki górskie
            powinni mieć też możliwość prowadzić ratownicy GOPR, przodownicy PTTK (nie
            wyszli w końcu krowie spod ogona), instruktorzy narciarscy, bo Ci też znają
            realia i niebezpieczeństwa góskie. W końcu nie każdy przewodnik górski umie
            jezdzić na nartach, a wycieczki narciarskie na "biegówkach" czy "skiturach"
            prowadzi się coraz częściej. Może instruktor narciarski nie będzie umiał
            powiedzieć, dlaczego dane chronisko jest im. takiego pana a nie innego, ale na
            pewno da wskazówki uczestnikom jak np. podchodzić pod górę, żeby nie uszkodzić
            stawu kolanowego, czy skokowego...

            Trzeba zdefiniować dokładnie jakie grupy mają mieć opiekuna i rozszerzyć ilosć
            uprawnionych (czasami przodownik GOT o wiele lepiej poprowadzi grupę turystów
            od wieloletniego przewodnika, bo ten strzela jak z karabinu: Sokole Góry, Góry
            Ołowiane, Starościńskie Skały, Wołek, Dzicza Góra, Przełęcz Rudawska,
            Skalnik... a tak na prawdę taka dokładność nikogo nie interesuje.

            Jeżeli ktoś twierdzi, że przodownictwo turystyki górskiej to hobby, to
            przewodnictwo też i brak w nim jest tak samo profesjonalizmu jak u przodowników
            tg. Wg mnie przynajmniej połowa przewodników prowadzi dwie, trzy wycieczki
            rocznie. To czasami dużo mniej, niż liczba dniówek imprez przeprowadzonych
            społecznie przez przodowników.

            Sprawa mnie szczególnie irytuje, bo mam kilkuletnie doświadczenie i obycie z
            górami w każdych warunkach na górskiej granicy w Sudetach (służba wojskowa) i
            różne uprawnienia na góry, niestety bez przewodnickich. Byłem na kursie
            sudeckim, ale wycieczki stażowe i szczegółowe egzaminy, które trzeba było zdać
            przed "wysoką komisją", były dla mnie poprostu koniecznością wyssaną z palca,
            bo co z tego, że kandydat wiedział powiedzmy, że kościół w Wypierdziejewie był
            pod wezwaniem Pimparelli Iksińskiej, skoro w praktyce nie był w stanie nazwać
            widocznego zza szyb autokaru szczytu... A egzamin praktyczny odbywał się w
            autokarze i na ulicach miast oddalonych od gór (sic!).

            Bez problemów prowadziłem kiedyś obozy wędrowne z młodzieżą jako kierownik
            obozu. Wychowałem wielu pasjonatów gór nie biorąc za przewodnictwo turystyczne
            żadnych wynagrodzeń. Wszelkie czynności jak objaśnianie panoram, opowiadanie o
            geologii, pokazywanie przykładów piętrowości w roślinności czy historii
            zagospodarowania turystycznego gór oraz prowadzenie grupy po trasie,
            wykonywałem całkowicie bezinteresownie, a teraz po prostu wielkie g***o...

            Padła tania turystyka młodzieżowa, bo wielu mi podobnych, w tym także moi
            wychowankowie, mimo nabytego doświadczenia nie mogą już prowadzić takich grup.
            I jeżdzą z takimi gupami do Czech, gdzie w ich prawie takiej głupoty - jak
            wymaganie przewodnika dla wycieczek górskich - nie umieszczono. Wycieczka
            zyskuje, bo nie musi opłacać przewodnika, jedzenie i spanie tam tańsze... Za to
            tracą na tym nasi przedsiębiorcy turystyczni. Traci nasza gastronomia,
            schroniska, handel... Bo wycieczka korzysta z czeskich ubytowni, z czeskiej
            kuchni, u nich kupuje pamiątki a nie u nas...

            To co piszę, to zwrócenie uwagi, że w demokratycznym społeczeństwie istnieje
            poszanowanie prawa człowieka do jego realizacji w grupach stowarzyszeniowych i
            zagwarantowana konstytucyjnie wolność działalności takich grup: wolność wyboru
            lidera i wolność wyboru i decydowania o tym, kto będzie ich prowadził na
            górskim szlaku. Tak właśnie realizowane są prawa wolności człowieka w innych -
            poza Polską - demokratycznych społeczeństwach.

            Wystarczy spojrzeć na naszych południowych sąsiadów. Tam nie zamyka się całych
            obszarów gór niskich i średnich dla zorganizowanych wycieczek i wpuszcza grupy
            wycieczkowe wyłącznie z eskortą przewodnika górskiego.

    • Gość: Gucio Re: Niewolnictwo na szlakach turystycznych w Pols IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.03, 18:02
      Wymaganie uprawnień powinno mieć miejsce jedynie wtedy, gdy działanie w danej
      dziedzinie może zagrozić innym osobom. Prawo jazdy jest niezbędne nie dla mnie,
      ani nawet dla mojego pasażera (jeżeli tylko jest pełnoletni), gdyż nawet on
      powinien być świadom jaki jest ze mnie kierowca. Natomiast dziesiątki innych
      kierowców spodziewają się, że moje zachowanie będzie zgodne z pewnymi regułami
      i na tym opierają swoje przewidywania, działania, a tym samym swoje
      bezpieczeństwo. Muszą być pewni, że na skrzyżowaniu będziemy się kierowali
      wspólnymi zasadami, co pozwoli nam jakoś przebrnąć tę trudność, że jadąc prawą
      stroną szosy nie wyskoczy im z nagła pojazd, który ma odmienną regułę jazdy.
      Natomiast wszędzie tam, gdzie podejmuję ryzyko związane jedynie z własnym
      życiem lub życiem innych osób, które są tego świadome i godzą się na to
      (partner na linie, albo uczestnik wycieczki górskiej powierzający mi
      przewodnictwo na szlaku) nikt nie ma prawa mi tego zabronić, ani ograniczać.
      Świat prawdziwych demokracji już dawno to odkrył, natomiast u nas
      stary "opiekuńczy" sposób myślenia będzie pokutował jeszcze bardzo długo.
Pełna wersja