Czy bandytyzmem jest to co robi min.Kopacz?

02.10.08, 19:17
A może jednak mamy prawo cały rząd Tuska nazwać bandyckim rządem a członków
rządu bandytami???

Właśnie Polsat pokazał , co się obecnie dzieje w Świętochłowickim szpitalu,
pokazał posłusznie wykonującego polecenia ministerstwa zdrowia dyrektora,
który zwalnia lekarzy specjalistów, bo UTRUDNIAJĄ restrukturyzację!!! Dyrektor
szpitala stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów a Kopacz będzie
mówiła, że wszystko idzie zgodnie z planem???????????????
    • kaczyjar Re: Czy bandytyzmem jest to co robi min.Kopacz? 02.10.08, 19:20
      Trzymal bys darmozjada i rozrabiake w swojej firmie.
      • 1normalnyczlowiek Wyrzuciłbym na zbity pysk-ten dyrektor wyglądał 02.10.08, 19:26
        kaczyjar napisał: Trzymal bys darmozjada i rozrabiake w swojej firmie.

        ---> ... oprócz tego na zwykłego kretyna, który nie potrafi samodzielnie nawet
        zdania ułożyć. :)
    • prskchx Re: Czy bandytyzmem jest to co robi min.Kopacz? 02.10.08, 19:28
      czy wysrałeś się dzisiaj srana?
      • 1normalnyczlowiek Coś POpu_szczasz złogu esbecki ... :)))))))))) 02.10.08, 19:31
        prskchx napisał: czy wysrałeś się dzisiaj srana?
        • prskchx Re: Coś POpu_szczasz złogu esbecki ... :))))))))) 02.10.08, 19:33
          No jeśli popuszczasz to Twoja sprawa
    • 1normalnyczlowiek A Balcerowicz pomagał! 02.10.08, 22:07
      "Jak wyglądało generowanie zadłużenia na poziomie kierownika kliniki? Otóż w wyniku ustalenia przez premiera Balcerowicza składki na poziomie 7,5% - szpitalom w 1999 r. przyznano fundusze na poziomie 90% roku 1997, bez uwzględnienia ciągle wtedy dużej inflacji. Przykładowo, Centralnemu Szpitalowi Klinicznemu przy ul. Banacha, a więc szpitalowi, który leczy najcięższe przypadki, przyznano najniższą stawkę za hospitalizację w województwie mazowieckim. (Pisała o tym w "Polityce" red. Solska). W ten sposób powstał mechanizm, który nazywam "oscylatorem Balcerowicza", od nazwiska genialnego autora. Polega on na tym, że najlepsze szpitale zmusza się do przyjmowania bez ograniczeń najciężej chorych pacjentów, refundując za każdym razem tylko część faktycznych kosztów leczenia. Im lepiej i efektywniej taki szpital pracuje, lecząc chorych - tym gorsza staje się jego sytuacja finansowa: sam zaciska sobie pętlę na szyi.
      Tutaj oczywiście od razu nasuwa się pytanie, dlaczego samo zwiększanie składki o ułamki % nie powoduje zatrzymania się zadłużania. Muszę przyznać, że oczywiście przyjęcie samej wysokości składki jako parametru do obliczeń było pewnym uproszczeniem, gdyż system jest zasilany dodatkowo z budżetu w odniesieniu do tych grup (np. bezrobotnych i ich rodzin), za których składkę opłaca Skarb Państwa. Otóż skutki podwyższenia składki - zostały w końcu 2002 r. całkowicie zneutralizowane przez arbitralne zmniejszenie przez ministra finansów (bodajże z 28 na 11 zł miesięcznie) dotacji na jednego bezrobotnego i jego rodzinę. Dla porównania: roczna wartość świadczeń na jednego ubezpieczonego ponoszona przez NFZ (a wcześniej kasy chorych) wynosi ok. 750 zł. Przyjmując, że bezrobotny ma na utrzymaniu 2 osoby i siebie, daje to roczną wartość świadczeń, jaką zapewnia mu system ochrony zdrowia - w wysokości 2250 zł. To wszystko minister finansów kupuje w systemie za 121 zł. Powstały w ten sposób deficyt środków - NFZ przerzuca następnie na szpitale, zaniżając wycenę świadczeń, a te już nie mają na kogo przerzucić deficytu i się zadłużają. Nie wiem, z jakich podręczników ekonomii uczył się minister finansów - chciałbym od niego otrzymać wiedzę o zasadach kupowania za 1/18 kosztu. W znanej mi ekonomii, jeżeli się coś kupuje, to trzeba zapłacić tyle, ile to kosztuje.
      Dopiero od 2004 r., po niezliczonych interwencjach, przetoczenia preparatów krwi są wreszcie finansowane przez NFZ. Ale stare długi pozostają do zapłacenia. Kto powinien je spłacić? Ten, kto je spowodował, ten, kto zabrał wcześniejszą dotację na ten cel. To nie były szpitale. Aby wszystko było jasne, w grudniu 1998 r., przewidując zaistnienie tej sytuacji, zwróciłem się do ówczesnego ministra zdrowia o spowodowanie wstrzymania wejścia w życie Ustawy o publicznej służbie krwi w części dotyczącej odpłatności. Bez odpowiedzi. Potem wielokrotnie zwracałem się do następnego ministra zdrowia. Również bez odpowiedzi, z pełnym pogwałceniem Kodeksu Postępowania Administracyjnego. W każdym razie nic nie stało się przez przeoczenie. To były celowe działania zmierzające do zadłużenia szpitali.
      Następną sprawą jest wymuszanie na dyrektorach szpitali podpisywania niekorzystnych dla tych placówek umów z kasami chorych metodami politycznymi. Wszyscy kierownicy klinik SP CSK w Warszawie byli świadkami, jak w końcu marca 2003 r. zmuszono dyrekcję do podpisania kontraktu na rok 2003 na poziomie 20 milionów zł poniżej kosztów, czyli zmuszono ją do zwiększenia zadłużenia placówki o następne 20 milionów zł. Wszyscy partnerzy tego smutnego procederu byli świadomi tego, co robią. Wszystko było powiedziane. Jeżeli w klinice kierowanej przez konsultanta krajowego z interny (a więc z definicji klinice, która jest zobowiązana przejmować najtrudniejsze przypadki) refundacja za jedną hospitalizację wynosiła wtedy 1312 zł, to właściwie nie wiadomo, o co tu chodzi (jest to stawka na poziomie szpitala powiatowego), gdyż takiej hospitalizacji nie można wykonać za mniej niż 2000 zł."
      www.nil.org.pl/xml/oil/oil68/gazeta/numery/n2004/n200411/n20041118
Pełna wersja