opornik5
03.10.08, 18:48
Niestety na lewicy tylko ten gostek ma trochę oleju w głowie,
charyzmy, politycznej przebiegłości i przywódeczej charyzmy.
Po raz kolejny obnażył prawicowych pseudopatriotów i zwykłych
głupców.
Dał popis na swoim blogu w rocznicę wydarzenia, którego początek
świętowano z taką celebrą, ale jego koniec, to już wstydliwie jest
przemilczany.
A to się nie godzi. Gdzie pamięć o setkach tysięcy poległych.
Była celebra dla żywych, czas na pamięć o poległych, tych było i
wciąż jest więcej.
A oto parę wyjątków z Millera:
Minęła 64 rocznica kapitulacji Powstania Warszawskiego. Prezydent
Kaczyński nie wygłosił podniosłego przemówienia. Nie odezwały się
syreny. Nie było apelu poległych. Nie odprawiono uroczystych mszy.
Nie przypomniano postaci w łachmanach przemierzających morze ruin w
poczuciu zupełnej i dojmującej klęski.
O największej polskiej tragedii po 1939 roku przesądził płk. Antoni
Chruściel ("Monter"), który 31 lipca 1944 roku wsiadł do tramwaju i
pojechał na Pragę, aby zobaczyć, co się dzieje na przedpolach
miasta. Dojechał do wylotu Grochowskiej i Radzymińskiej. Tam
napotkane kobiety powiedziały mu, że na Pelcowiżnie widziano już
czołgi radzieckie. Z tą wiadomością, która była zwykłą plotką,
wrócił do Komendy Głównej AK, aby wysnuć wniosek, że jest to
początek ofensywy Armii Czerwonej.
Akowców nie posiadających broni kazał uzbroić w siekiery, łomy i
kilofy i razem z innymi oszołomami wymógł na Borze-Komorowskim
rozkaz pójścia do ataku.
Gen. Władysław Anders w depeszy z Włoch na ręce ministra obrony
narodowej gen. Mariana Kukiela raportował, że jego żołnierze nie
rozumieją celowości wywołania walk w Warszawie. Analizując sytuację
podkreślił, że „stolica pomimo bezprzykładnego w historii
bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania
uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to
odpowiedzialność”.
Antoni Chruściel odznaczony nie dawno przez prezydenta Kaczyńskiego
dopuścił się nawet twierdzenia, że "Wszyscy, którzy rozpoczęli walkę
wiedzieli, że idą na pewną śmierć. Pozostali zazdrościli poległym.
Nadziemska siła rozpromieniała serca”.
Poza dowódcami byli prawdziwi bohaterowie. Według poruszających słów
Andrzeja Solaka to żołnierze, którzy zacisnęli zęby i wykonali
rozkaz, idąc na rzeż bez broni. Chłopcy w zbyt dużych hełmach,
spadających na oczy. Łączniczki i sanitariuszki, dokonujące cudów
odwagi. „Berlingowcy” w postrzelanych łodziach i lotnicy płonący nad
Warszawą. Cywile znoszący to, co wedle normalnych, ludzkich
kryteriów było nie do zniesienia. I jeszcze matki, nieulękłe wobec
wroga, które miały też odwagę wykrzyczeć Borowi-Komorowskiemu w
twarz: „Morderco naszych dzieci!”. To im należą się hołdy. Im – i
tylko im.
Pozostała treść:
wiadomosci.onet.pl/blogi/leszek-miller.blog.onet.pl,344661212,blog.html
"Igranie z inteligencją pos. Marzeny Wróbel (PiS) nie jest moim
zamiarem, zostawiam to kabareciarzom".