krzys52
16.01.02, 06:39
.......Witam Wszystkich :O)
....W maju upłynie 5 lat jak na Forum WP zamieściłem serię wypowiedzi na temat
prawa kobiety do decydowania o własnej ciąży, jak i o prawie do posiadania
własnych poglądów na ten temat. Zanim zabrałem wtedy glos, dominowal tam (w
zasadzie), pogląd jeden, jako że różnice dotyczyły wyłącznie peryferii. Pisałem
tedy:_____
_____Jakość wymiany poglądów, którą aktualnie obserwuję na IOP znów zeszła
pniżej poziomu który zgodziłbym się akceptować. Nie chodzi jednak wyłącznie o
słownictwo, które mnie - jako zwolennika liberalnego podejścia do kwestii
aborcji - ma dotknąc. Taki delikatny to ja nie jestem. Idzie o skutki dalsze
aniżeli ewentualne poruszenie moim sumieniem - o terroryzowanie tych, którzy
śmią mieć inną opinię.
....Określenia typu “mordowanie dzieci (nienarodzonych)”, “zbrodnia przeciw
życiu (poczętemu)”, “zabijanie dzieci (nienarodzonych)”, które używane są przez
przeciwników praw kobiet - wbrew ich intencjom - nie są bowiem jeszcze
określeniami odzwierciedlającymi powszechne rozumienie zbrodni, zabijania, czy
mordu. Przeciwnicy prawa do aborcji dopiero zabiegają o zakorzenienie się w
naszym języku takiego właśnie znaczenia wymienienionych zwrotów. O to by w
powszechnym rozumieniu obejmowały swym znaczeniem to co sami pod nimi pojmują.
Chodzi im o rozszerzenie znaczenia owych terminów i powszechną tego akceptację.
Problem w tym, ze kij którego używają ma jeszcze jeden koniec. Mianowicie duża
część społeczeństwa, która - tak jak ja - nie akceptuje stanowiska
antyaborcjonistów, i postulowanych przez nich zakazów, może poczuć się nie
tylko urażona ale zagrożona wręcz i, jak to mówią, odpowiedzieć pięknym za
nadobne.
....W dyskusji z Tomaszem twierdziłem, i podtrzymuję, że moje poglądy to jestem
ja, a więc wszelkie próby zmierzające do odebrania mi prawa do ich wyrażania i
posiadania traktować muszę jako działania wymierzone w moją skromną
egzystencję. Jako kwestionowanie mego prawa do istnienia. Przez implikację
bowiem - popierając “prawo do zabijania”, “kulturę śmierci”, “mordowanie
niewinnych”, “zbrodnię” - biorę udział w czym, w czym człowiek w miarę porządny
brać udziału nie powinien. Innymi słowy, odmalowany jestem jako zabójca,
zbrodniarz, morderca, i krwawa bestia - indywiduum, którego prawo do stąpania
po tej ziemi może być śmiało zakwestionowane. Do rozstrzygniecia jest jedynie
kwestia - kiedy(!?)
....W takiej sytuacji nie moge sobie pozwolić na wyłączne traktowanie epitetów
jako części składowych procesu mającego na celu uzyskanie przemian w
świadomości Polaków. Jako planowanie dokonań natury czysto semantycznej. Nie
mam juz bowiem najmniejszych złudzeń, co do tego, że jednym z celów procesu
jest wywarcie na mnie tak dużej presji abym zamknął dziób, a poglądy - jeśli
posiadam - włożył sobie do kieszeni. Oczywiście mogę je mieć, ale lepiej by dla
mnie było gdybym powstrzymał się od ich ujawniania, gdyż ociekająca “krwia
poczętych” etykietka może do mnie na tyle mocno przylgnąć, że nigdy jej nie
odlepię. Nawet gdybym bardzo tego chciał.
....Problem w tym, że ja nie mam najmniejszej ochoty na pojście za głosem tej
delikatnej sugestii. Taka natura. Cholernie nie lubię być terroryzowanym.
....Wobec powyższego, nie pozostaje mi nic innego jak przypominać o istnieniu
moich poglądów - o mojej egzystencji. I liczyć na to, że będę usłyszany zanim
zostanę stratowany, przez pędzący do krainy szczęśliwości tłum misyjny.
Dlaczego tylko tyle? No cóż, z tej prostej przyczyny, że dyskusja z religijnymi
fanatykami jest bezcelowa, bezsensowna, i niemożliwa. Dyskusja musi bowiem
zakladać chęć do wysłuchania racji, zdolność do używania racjonalnych
argumentów, oraz gotowość do zmiany oryginalnego stanowiska. Religijny fanatyk
nie jest po prostu w stanie spełnić żadnego z tych warunków.
....Próby dyskusji z osobą, która, bez względu na jej formalny wiek,
intelektualnie znajduje się na poziomie 10-15 latka, i postrzega świat w
kategoriach skrajnych alternatyw, są tak samo owocne jak debata z każdym innym
kretynem. Rozumiem, że Obrońcy Prawdy nie mają mi za złe tej chwili szczerości.
O prawdę nie można sie przecież obrażac.
....W jaki niby sposób można dotrzeć do osoby, która - przy pomocy
indoktrynacji i pasa - została mentalnie upośledzona? Przecież “zamontowany” w
jej mózgu program warunkujący nigdy nie dopuści do analizy argumentu, który - w
myśl tego samego programu - nie może podlegać analizie. Przemeblowanie
skrystalizowanych już struktur noetycznych, oprócz wysokiego stopnia ryzyka - i
w odrożnieniu do prania mozgu - może się też odbywać wyłącznie na bardzo małą
skalę. Osobiście nie mogę sobie pozwolić na prowadzanie każdego potencjalnego
(a indoktrynowanego) dyskutanta do specjalisty od wstrząsania.
....Zapewniam, że poruszenie tej delikatnej materii jest dla mnie równie trudne
i przykre jak i sama próba porozumienia się z takim semi-robotem. Przecież to
nie ja go zaprogramowałem, nie ja go naoliwiam, i nie ja posiadam narzędzia do
manipulowania nim. Ponadto - jaki tam ze mnie mechanik, czy programista.
....Pozostaje mi więc demonstrowanie własnej obecności i nadzieja, że takich
jak ja pozostało jeszcze wystarczająco dużo, by razem, wspólnym wysiłkiem,
zatrzymać pochód cyborgów. Dlatego uciekam się do prezentacji mych poglądów w
miejsce podejmowania jałowych dyskusji, z osobami o wycinkowej zdolności do
(samodzielnego) myślenia.
....A jakie to poglądy? No cóż, uważam, że za hasłem ‘aborcja’ kryje się na
tyle duży wszechświat indywidualnych przypadków, przeróżnych nieszczęść i
krzywd, by nie móc pozwolić sobie na uproszczone rozumowanie i rozwiązania
typu - aborcja jest niedobra, a więc należy ją zakazać. Nikt nie twierdzi, że
jest “dobra”. Łacznie z kobietami, które się na nią decydują. Niemniej, biorąc
pod uwagę niezliczoną liczbę indywidualnych tragedii dorosłych juz istot
ludzkich nie jestem skłonny do lokowania swych uczuc w poblizu zygoty. Ona - w
przeciwieństwie do kobiety przeżywajacej ogromny niejednokrotnie koszmar - nie
odczuwa, bo jeszcze nie potrafi. Przy tej kobiecie jest dla mnie jedynie
zbiorem (żywych) komórek, który ma tego pecha, że nie powstal z uczucia i/lub
nie jest oczekiwanym gościem. W takiej sytuacji wszelkie dywagacje nt. kierunku
rozwoju tego zbioru nie wnoszą nic nowego. Sam fakt połączenia i podziału
komórek w łonie kobiety nie jest dla mnie warunkiem niezbędnym i zarazem
wystarczającym dla ich zachowania. Nie jesteśmy już zwierzętami. Ani bio-
robotami. Przynajmniej część z nas. U nas ważne są jeszcze okoliczności.
Dlatego musimy mieć prawo do decydowania.