Gość: Mendelson
IP: 213.17.152.*
24.10.03, 17:39
Byłam pracownicą USC "w okienku".Któregoś dnia następni w kolejce,dwoje Romów,podali mi swoje dow.osobiste i oświadczyli:"my chcemy rozwód".Byłam w szoku!Zaczęłam im tłumaczyć,że muszą iść do sądu.A dlaczego?-obruszyli się.Tu braliśmy ślub i tu powinniśmy dostać rozwód.Wywiązała się dyskusja,ja nie miałam argumentów ,a oni nie chcieli odejść.To gdzie ten sąd?-zapytali tonem urażonym,że się ich posyła" od Iwana do Pogana".Ludzie w kolejce pomagali mi objaśniać która to ulica itd. '"Kolejka" się podśmiechiwała ile ich jeszcze zdrowia,czasu i pieniędzy będzie kosztowało to , co im ,nieświadomym ,prostolinijnym wydawało się takie oczywiste.Przecież to ONI chcieli się rozejść,co komu do tego.I do końca dnia,obsługując ludzi, myślałam:oni mają rację!Nie wiem ,kto i w imię czego tak wszystko pogmatwał,zakręcił,utrudnił.Oczywiście ,jeżeli oboje małżonkowie chcą rozwodu to powinni go dostać w USC.A piszę to poruszona artykułem w "Polityce" z 25 X "Rozwody bez sądu!"Jestem na tak!Uważam, że tylko mściwcy mogą być na nie.Co o tym myślicie?