cozanostra
17.01.02, 19:03
"[..]Jeśli nie liczyć Bułgarii i Rumunii, które nie mają szans na przyjęcie w
pierwszej turze, wśród pozostałej dziesiątki kandydatów Polska z PKB na 1
mieszkańca równym 39 proc. średniej unijnej, wyprzedza dzisiaj prawdopodobnie
już tylko Litwę (29 proc.) i Łotwę (29 proc.).[..]
[..]Szybko więc może się okazać, że za nami pozostanie już tylko Litwa. O
poziomie życia w Słowenii, równym prawie trzem czwartym średniej unijnej,
możemy tylko pomarzyć. Niewiele mniej odległe są Czechy z PKB na mieszkańca
równym 60 proc. przeciętnej w UE, Węgry z 52 proc. czy nawet Słowacja (48
proc.). Biorąc pod uwagę istniejące realia gospodarcze Komisja Europejska
wyszacowała niedawno, że dojście do trzech czwartych unijnej zamożności –
mierzonej wysokością PKB na głowę – zajmie nam, bagatela, 33 lata. Węgrzy zaś
mają szansę osiągnąć to za 11 lat, a Czesi za 15.[..]
[..]Podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Doświadczenia innych
państw uczą, że dopiero gdy gospodarka zaczyna się zwijać, politycy zmuszeni są
do podejmowania działań usprawniających jej funkcjonowanie i podnoszących
konkurencyjność, nawet tych niepopularnych społecznie, a więc ryzykownych
politycznie, na odkładanie których można sobie pozwolić w czasach wysokiej
koniunktury.[..]
[..]Niestety wygląda na to, że u nas reguła ta nie działa. Mimo że polska
gospodarka zwija się od wielu miesięcy, a politycy łatają dziury, o jej
generalnym remoncie ani myślą. Uwaga nowej władzy skupia się głównie na
wykazywaniu, do jakiej ruiny doprowadziły kraj poprzedni rząd i parlament.
Drugi kierunek aktywności ekonomicznej rządzącej koalicji polega na
poszukiwaniu cudownego środka, który natychmiast sprowadziłby powszechną
pomyślność i dobrobyt. Magiczną formułę już znaleziono. Jest nią głęboka
obniżka stóp procentowych przez NBP. Teraz trwa walka o złamanie diabelskiego
uporu opanowanej przez złe moce Rady Polityki Pieniężnej władnej wypowiedzieć
zaklęcie. A zadziałałoby ono z cudowną mocą.[..]
[..]Politycy rządzącej koalicji pochłonięci zmaganiami z RPP nie zdążyli
zauważyć, że banki wcale nie palą się do ekspansji kredytowej. Dlatego, mimo
znacznych obniżek stóp przez RPP, w ubiegłym roku obniżyły one jedynie
symbolicznie oprocentowanie kredytów dla ludności. Rosnąca góra trudnych do
odzyskania kredytów skłania bowiem banki do dużej ostrożności w udzielaniu
nowych. Tym bardziej że rząd, który tak bardzo liczy na zapał kredytowy banków,
sam stworzy im w tym roku atrakcyjną, bo bezpieczną, alternatywę, sprzedając
papiery skarbowe za ponad 100 mld zł na pokrycie olbrzymiej dziury budżetowej.
[..]
[..]W mocno zdezelowanej gospodarce wszystko trzeszczy. Politycy pochłonięci
spektakularnymi przepychankami i populistycznymi licytacjami wydają się tego
nie dostrzegać. Obyśmy nie ocknęli się na pustej drodze, bo inni będą już
daleko przed nami.[..]"
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1074736&M=GO&MP=1