anuszka_ha3.agh.edu.pl
23.11.08, 19:13
1. Załóżmy, że naprawdę strzelali Rosjanie.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dał się zabrać w jedno z najbardziej
niebezpiecznych miejsc na świecie i twierdzi, że jechał tam naprawdę W CELU
zobaczenia wojsk rosyjskich.
Nie mieści mi się w głowie, jak to jest możliwe? Przejazd głowy państwa nawet
w zupełnie bezpiecznym kraju jak Polaka to złożone przedsięwzięcie. Opracowuje
się kilka alternatywnych tras. Trasy są rozpoznane i zabezpieczone. Kto
pozwolił prezydentowi jechać w takie miejsce? Gdzie są służby odpowiedzialne
za to? Jakim cudem sam prezydent nie wiedział, jako to jest niebezpieczne?
2. Załóżmy, że była to prowokacja, ale nasz prezydent nic o niej nie wiedział.
Pytania postawione w punkcie 1. pozostają w mocy. Jak to możliwe, że on dał
się wpuścić w taką wyprawę? Co na to ochrona naszego prezydenta?
W takim przypadku należałoby postawić pytanie: kto wymyślił prowokację?
Saakaszwili? A może i on padł ofiarą jeszcze czyjejś prowokacji?
3. Załóżmy, że była to prowokacja i nasz prezydent o niej wiedział.
Przy obydwu punktach: 2 i 3, należałoby sobie postawić pytanie - na co liczył
autor prowokacji, niezależnie od tego, kim on jest?
Czy z prowokacji miałaby wyniknąć jakaś korzyść dla Polski?
Czy z prowokacji miałaby wyniknąć jakaś korzyść dla Gruzji?
Czy z prowokacji miałaby wyniknąć jakaś korzyść dla jeszcze innego kraju?