Dodaj do ulubionych

W Starachowicach po weryfikacji

IP: *.proxy.aol.com 31.10.03, 00:17
Najbogatsi baronowie zostali.Sami swoi!!Mafia Sld dba o swoich!!
Nie ma uczciwych ludzi w Sld to jest banda zlodzieji,oni tylko
mysla o sobie a nie o narodzie!!
Obserwuj wątek
    • Gość: Kris P. Re: W Starachowicach po weryfikacji IP: *.wmmv.put.poznan.pl 31.10.03, 07:19
      W zasadzie to sld wymagałoby współczucia. Powołali do życia tą
      partię ludzie związani wspólną przeszłością w PZPr, nie wzięli
      jednak pod uwagę dynamiki procesów społecznych. Cóż się porobiło?
      Ano jak tylko sondaże pokazały, że to nowe ugrupowanie może mieć
      jakieś znaczenie w polityce (czyt. ma szansę dorwać się do
      władzy) pod skrzydla "lewicowej" partii zaczęły spływać rzesze
      kryminalistów, większych czy mniejszych oprychów, oszustów,
      nieudolnych nieudacznoików itp. licząc - i jak się okazało
      słusznie, - że partii będzie zależało na liczbie członków i
      będzie ona robiła wszystko by ukryć faktyczny "stan
      socjologiczny" swoich. Teraz liderzy przecierają oczy i nie
      wiedzą czy mówić o 90% swoich członków dobrze (mimo wszystko, a
      raczej wbrew wszystkiemu), czy też zabrać się za "sprzątanie"
      (ta cała weryfikacja to czysta zadyma jak pokazały liczne
      przypadki np. świętokrzycki, czy łódzko- pabianicki). Na razie
      starzy wyjadacze PZPR-owscy robią to czego się nauczyli w latach
      młodości: plują na wszystkich naokoło z przeświadczeniem, że to
      oni są "siłą przewodnią narodu" i wara od nich społeczeństwu,
      od tego co robią (nawet jak to jest kryminał, głupota,
      niekompetencja, prywata, korupcja, nepotyzm, oszustwo, czy
      zwykle chamstwo). Tyle tylko, że wydarzenia wymykają już im się
      z pod kontroli i pierwsze, a raczej najgłośniejsze, skrzypce
      grają już "nowi" wymagający "parasola ochronnego" i w
      społeczeństwu utrwala się obraz partii-mafii z wszystkimi
      atrybutami właściwymi dla tej organizacji przestępczej.
      Dla socjologa i badacza zjawisk zachodzących w grupach
      społecznych jest to proces niezwykle interesujący. Dla Polaków
      jednak niezwykle niebezpieczny.

    • Gość: Rybka W zdrowym ciele zdrowe czlonki IP: 62.225.152.* 31.10.03, 11:24
      "Z ponad 300 członków w SLD w Starachowicach pozostało 168. -
      Zostali ci, którzy coś skorzystali. Dostali pracę, jakieś
      stanowisko dla siebie lub kogoś z rodziny. Takich jest 80 proc."
      --------
      To zdanie nie wymaga chyba komentarzy. I tak oto idee Lenina sa
      realizowane w prawdziwej demokracji. Od stroza i sprzataczki do
      derechtora - sami swoi z buraczanymi wypiekami (to z wysilku) ma
      usmiechnietych mordkach.
      I dlatego towarzysze byla ta weryfikacja potrzebna, bo trudno
      zeby w nasze szamba zagladal nasz ustrojowy wrog.
    • Gość: Lajkonik która to afera? IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 31.10.03, 13:34
      Drogie Panie.
      Drodzy Panowie.
      Jak większośc obywateli naszego społeczeństwa nie jestem w
      stanie śledzić wszystkich pojawiających sie afer z udziałem
      działaczy SLD. Zresztą stanowią one zapewne 95% wszystkich afer
      w tym kraju. Apeluje zatem do kogoś kto ma nadmiar wolnego czasu
      o skatalogowanie ich wg. miejsc, nazwisk, tematów, sum, a także
      ilości wódki wypitej przez bohaterów danego wątku z Leszkiem
      Millerem.
      Wszelkie inicjatywy w tym kierunku będą mile widziane.
      Z wyrazami szacunku.
      Lajkonik Pospolity
    • Gość: Wojtek Re: W Starachowicach po weryfikacji IP: *.dsl.mtry01.pacbell.net 02.11.03, 00:39
      LIST PROSZKI DO LENINA

      Proszka mieszkał wraz z ojcem – Parfenem i matką – Daszą w
      Kiklochowsku – maleńkiej wsi w okolicach Semipałatyńska.
      W 1920 roku, gdy Proszka miał dziewięć lat, Dasza zachorowała
      na gruźlicę. W tamtych czasach była to choroba bardzo ciężka,
      toteż po dwóch tygodniach Dasza zmarła. Po pogrzebie Proszka,
      zamknął się w sobie. Teraz jemu tylko z ojcem,
      było bardzo ciężko. Bieda zapanowała w domu. Bogacze z
      okolicznych miejscowości śmieli się z Parfena: „Nędza, nędza.
      Hej, nędzo,
      zatrudniłeś już lokaja. Stać cię przecież na to.” W tym czasie
      Proszka poznał mieszkającego w okolicy
      Wiktora – uczestnika Rewolucji 1917 roku. Chociaż Wiktorowi żyło
      się całkiem nieźle, cały swój dobytek przekazywał na
      ofiary kapitalizmu, toteż po jakimś czasie został biedny jak
      mysz kościelna. On to opowiadał Proszce o wielkim
      Wodzu Robotników i Chłopów – Leninie. Całymi dniami Proszka
      siedział w chacie Wiktora i słuchał o bohaterskich czynach
      Wodza.
      Powoli w Proszce rozpalała się chęć do Lenina, więc chłopiec
      kupił za użebrane pieniądze książkę o Leninie.
      Teraz w dzień słuchał Wiktora, a nocami czytał książkę. Pewnego
      dnia Wiktor wracając do wsi z Semipałatyńska,
      został zraniony nożem, przez dawnego carskiego żołnierza.
      Niestety zmarł dwa dni później. Proszka był przybity jeszcze
      bardziej niż dotychczas. Któregoś dnia podjął on
      decyzję: „Napiszę do Lenina. On jest taki dobry, że na pewno
      coś poradzi na tą naszą nędzę”. Znalazł w szufladzie papier,
      pióro i zaczął pisać:

      Kochany Towarzyszu !!!

      To ja właśnie do ciebie piszę – ja Proszka, syn Parfena Dudkina.
      Piszę do ciebie, Towarzyszu,
      gdyż u nas w domu panuje straszna bieda. Ojciec mój pracuje w
      polu, co się da lecz niewiele to daje,
      nam na jedzenie. Mama moja umarła w marcu na gruźlicę. Żyjemy tu
      z ojcem sami. Strasznie źle nam się wiedzie.
      Bogacze z okolicy, Ojciec mówi na nich „obszarnicy”, śmieją się
      z nas i wyzywają. Wiele czytałem, słuchałem
      i wiem o tobie, dużo, Towarzyszu. Wiem, że jesteś dobry i mądry
      oraz kochasz wszystkich chłopów. Dlatego
      proszę cię, żebyś poradził coś na tę naszą biedę. Wierzę w
      ciebie, Towarzyszu, bo wiem, że możesz coś zrobić i liczę,
      że pomożesz. Jak tak ciągle czytałem o tobie, to sąsiedzi
      powiedzieli mi kiedyś: „Ty tak wciąż gadasz o tym
      swoim Leninie, to pomódl się do niego. Może Ci z funt soli
      przyśle”. Wybacz im Towarzyszu, bo ciemni z nich
      ludzie, ale pewnie się kiedyś poprawią. I jeszcze, Towarzyszu,
      powiem Ci, że kiedyś jak znajdziesz chwilę
      czasu, mógłbyś nas tu odwiedzić. Mógłbym Ci odstąpić swoje
      łóżko. Spałbym wtedy na podłodze.
      Pomyśl o tym, Kochany Towarzyszu, bo wtedy jakoś raźniej na
      duszy by mi było. Podaję adres: Kiklochowsk,
      Powiat Semipałatyński, Gubernia Pendżeńska. Wierzę, że pomożesz,
      Towarzyszu, bo jesteś dobry. Ja to wiem i w to
      gorąco wierzę. Jeszcze chciałbym ci bardzo podziękować, za
      wszystkie dobro jakie czynisz ludziom i pewnie
      jeszcze będziesz czynił.

      Twój Proszka

      Następnie, wygrzebał kopertę i włożył do niej list. Nie wiedział
      jak zaadresować, więc napisał tylko:

      „D o M o s k w y - O d d a ć L e n i n o w i”

      Pobiegł siedem kilometrów do skrzynki pocztowej, wrzucił list i
      wrócił do domu. Minęły jakieś dwa miesiące,
      Proszka już prawie zapomniał o liście, a żyło im się nadal źle.
      Lenin wciąż nie odpowiadał.
      Aż tu nagle, przy końcu listopada, Proszkę i jego ojca wezwano
      do Komitetu w Semipałatyńsku.
      „Papier do was od Lenina”. Gdy urzędnik wyrzekł te słowa,
      Proszce mocniej zabiło serce. Ojciec rozerwał papier.

      Moskwa, 10 listopada 1920 r.

      Do Komitetu Wykonawczego Guberni Pendżeńskiej w Semipałatyńsku.

      Nakazuje się:
      - chłopu – Parfenowi Dudkinowi, zamieszkałemu w
      Kiklochowsku, jako czerwonoarmiście, przyznać cztery
      funty chleba miesięcznie, dwa funty szynki oraz funt sera i pół
      funta soli. Należy także przyznać mu z funduszu
      Komitetu Gubernialnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii
      Bolszewików, tysiąc rubli na poprawę warunków życia
      materialnego.
      - Syna jego – Prokopa, skierować na koszt państwa, do
      szkoły elementarnej w Semipałatyńsku. Należy także
      zapewnić mu wszelkie niezbędne przybory oraz książki do nauki.
      - Na koszt państwa odnowić i ozdobić granitem pierwszego
      gatunku, nagrobki: Daszy Dudkinowej oraz Wiktora
      Grigorowa, znajdujące się na Cmentarzu w Kiklochowsku.


      Przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych


      W.I. Ulianow (Lenin)

      Cała historia skończyła się dobrze. Proszka poszedł do szkoły,
      ojciec odnowił dom i wiodło im się od tej pory bardzo dostatnio.
      Proszka, jednak wciąż pamiętał o swoim dobroczyńcy i zawsze gdy
      ktoś mówił źle o Leninie, Proszka patrzył nań z pogardą.
      W każdym miejscu, gdzie wisiał portret Lenina, Proszka
      zdejmował czapkę z głowy. Przecież był to portret jego
      Lenina – jego wybawcy, dzięki któremu Proszka został
      wyswobodzony z nędzy.
    • Gość: Wojtek Re: W Starachowicach po weryfikacji IP: *.dsl.mtry01.pacbell.net 02.11.03, 00:41
      Lenin uczył się bardzo dobrze, a nawet świetnie. Ukoń-
      czył gimnazjum ze złotym medalem.
      Zapewne uczyłby się również bardzo dobrze w szkole
      wyższej. Niestety, władze usunęły go z uniwersytetu za
      to, że był rewolucjonistą. A tego rz†d nie mógł znieść.
      Car nie pozwalał rewolucjonistom na naukę w szkole
      wyższej.
      Więc Leninowi nie pozwolono kształcić się na uniwer-
      sytecie.
      Ktoś inny na jego miejscu pozostałby bez wyższego
      wykształcenia. Ale Lenin postanowił zrobić inaczej.
      Powiedział do swojej matki tak :
      -Muszę ukończyć wyższe studia.
      Czas mijał. Minęły już dwa iata od usunięcia Lenina
      z uniwersytetu. Wreszcie Lenin napisał podanie do mi-
      nistra oświaty. Prosił, by pozwolono mu przystąpić do
      egzaminów końcowych z wszystkich przedmiotów.
      Zdumiony minister pomyślał sobie :
      "W jaki sposób on zda wszystkie egzaminy od razu?
      Przecież nie chodził do żadnej uczelni. Dobrze. Udzielę
      mu pozwolenia, ale wątpię, żeby mu się to udało".
      Kiedy nadeszło pozwolenie ministra, Lenin wziął
      się ostro do nauki.
      Całe dni spędzał z książką w ręku, czytał, pisał, uczył
      się języków obcych, tłumaczył i tak dalej.
      W lecie poszukał w ogrodzie cichego zakątka w alei
      zarośnigtej gęsto lipami. Wkopał w ziemię stół i ławkę.
      Rankiem przychodził tu i uczył się samotnie aż do obiadu.
      Po odpoczynku kąpał się w rzece, powracał do swego
      stołu w ogrodzie i znów uczył się trzy lub cztery godziny.
      A wieczorem, po drugim spacerze i kąpieli, znów wi-
      dziano go pochylonego nad książkami.
      Cała rodzina była zdumiona tym, że Lenin może się
      tak dużo uczyć. Lękano się nawet o jego zdrowie. Ale
      Lenin powiedział swoim najbliższym :
      -Człowiek, który umie prawidłowo odpoczywać,
      potrafi dużo uczyć się i pracować.
      Rzeczywiście, Lenin prawidłowo odpoczywał. Go-
      dzinę uczył się, potem uprawiał gimnastykę. Później
      znów pisał godzinę lub dwie, a następnie biegł nad rzekę
      i pływał.
      Po odpoczynku lub spacerze w lesie wracał do książek
      i uczył się znowu.
      W swoim letnim gabinecie, w pobliżu stolika, ustawił
      drążek do ćwiczeń gimnastycznych. I od czasu do czasu
      ćwiczył na drążku.
      W ładną pogodę kąpał się w rzece kilka razy dziennie.
      Pływał doskonale. Tak znakomicie, że wszyscy byli
      zdumieni.
      Jeden ze znajomych Lenina, wspominając przeszłość
      opowiadał o groźnym jeziorze w Szwajcarii, w którym
      utonęło wielu ludzi. Jezioro to było bardzo głębokie,
      znane z zimnych prądów, wirów. Ale Lenin śmiało pły-
      wał w nim.
      ów znajomy powiedział kiedyś Leninowi, że musi
      być ostrożniejszy, bo w tym jeziorze toną ludzie.
      - Toną, mówi pan? - rzekł Lenin. - Nie ma oba-
      wy, ja nie utonę.
      I popłynął tak daleko, że prawie nie było go widać
      z brzegu.
      Właśnie dzięki pływaniu i gimnastyce, dzięki pra-
      widłowemu wypoczynkowi, Lenin potrafił uczyć się
      wytrwale i opanował cały program nauki szkoły wyższej.
      Uczył się w ten sposób prawie dwa lata. A w ciągu tego
      czasu przerobił cały kurs uniwersytecki, czyli to, czego
      inni uczą się cztery lata.
      Zdał wszystkie egzaminy i uzyskał dyplom z odznacze-
      niem.
      A profesorowie tak mu powiedzieli :
      Niezwykła rzecz. Przecież pan nie uczył się na uni-
      wersytecie i nie słuchał naszych wykładów. Więc jak pan
      mógł przygotować się tak dobrze do egzaminów? Chyba
      panu ktoś pomagał.
      Lenin odrzekł na to :
      - Nie, uczyłem się sam.
      Wówczas profesorowie zdziwili się jeszcze bardziej.
      A minister aż rozłożył ręce ze zdumienia.
      Bo rofesorowie i minister nie wiedzieli o tym, że Lenin
      był nie tylko bardzo mądry i bardzo zdolny, lecz rownież
      bardzo pracowity. A tę umiejętność pracy zawdzięczał
      ćwiczeniom gimnastycznym i dobrze zorganizowanemu
      odpoczynkowi.
      Oto dlaczego Lenin uzyskał dyplom uniwersytecki
      z doskonałym wynikiem.

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka