entefuhrer
27.01.09, 08:46
Pułkownik dziarskim krokiem przemierzał korytarz Gmachu.
Wszystko bylo zapięte na ostatni guzik; wydane dyspozycje,
rozdzielone zadania - machina ruszyla i już nic nie mogło jej
zatrzymać. Wóz albo przewóz.
Mniejszy ładunek, który udało się wcześniej niepostrzeżenie
umieścić tuż pod Kopułą, ma lekko zdezorientować delegatów Zjazdu
i - otwierając specjalny pojemnik - zasypać ich tysiącami ulotek z
tekstem Manifestu.
Drugi, znacznie silniejszy, musi ekspolodować w bezpośredniej
obecności Wodza i - jak wolał o tym myśleć Pułkownik - na dłuższy
czas wyeliminować Go z gry. To będzie decydujący moment całej
operacji - reszta powinna pójść już gładko...
entefuhrer.salon24.pl/382664.html