witek.bis
10.03.09, 16:07
Nazywam się Kaczyński... Jarosław Kaczyński. I opowiadam Newsweekowi o swoich
szpiegowskich dokonaniach:
"Z kolei ja w 1989 roku załatwiałem Wałęsie wizytę w Moskwie, bo Wałęsa
myślał, że ta wizyta będzie niezbędna, by mógł zostać prezydentem. W tym celu
nawiązałem kontakt z jednym z pierwszych sekretarzy ambasady ZSRR, niejakim
Łasinem, który oczywiście miał także drugi etat. To był przyjaciel
wiceprezydenta ZSRR Giennadija Janajewa.
Nie obawia się pan, że założono panu teczkę w Moskwie?
– Myślę, że teczkę bardziej mógłbym założyć ja na niego niż on na mnie, bo
sporo od niego wyciągnąłem. Między innymi dzięki temu wcześniej wiedziałem, że
będzie pucz Janajewa."
www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/jaroslaw-kaczynski--dostalem-czarna-polewke,36577,5
Ach tan Jarek! Jak zwykle wiedział, ale nie powiedział. Nie ostrzegł
Gorbaczowa, który całkowicie zaskoczony wpadł w łapy puczystów razem ze swoją
atomową walizeczką. Ładnie byśmy wyglądali, gdyby chłopcy Janajewa nie okazali
się takimi nieudacznikami. Strach pomyśleć. Mam nadzieję, że Jarek
przynajmniej poinformował o planowanym puczu swojego szefa, czyli prezydenta
Wałęsę. I że ma na to świadków. Bo jeśli nie ma, to te jego kontakty z
"niejakim Łasinem" mogłyby mu przysporzyć "niejakich kłopotów". Zaczęłyby
śmierdzieć po prostu. Jakimś Olinem albo czymś jeszcze gorszym.