cymber.gaj
24.04.09, 22:50
Ostatnio, przy okazji kolejnego występu Janusza Palikota, pojawiły się głosy, że jednak to nie wypada, że Głowie Państwa należy się szacunek itd., itp.
A ja pamiętam debatę telewizyjną Donald Tusk – Lech Kaczyński przed wyborami prezydenckimi w 2005 r.:
Dziennikarz: A jak u panów ze znajomością języków?
Tusk: Angielski, na razie słabo, ale nad tym pracuję.
Kaczyński: Biegle angielski. Zdarza mi się nawet poprawiać tłumaczy.
I kiedy teraz obserwuję, jak Lech Kaczyński podczas swoich zagranicznych wyjazdów w panice szamoce się ze słuchawkami, albo słyszę, jak nieporadnie duka i przekręca najprostsze angielskie słowa, trudno mi w sobie wykrzesać choćby odrobinę szacunku. Widzę w nim zwykłego oszusta, który wygrał wybory dzięki bezwstydnemu kłamstwu. A także dzięki innemu kłamstwu, swojego brata Jarosława, który obiecywał, że nie będzie premierem, jeżeli Lech zostanie prezydentem. To tak jak z Renatą Beger, która żeby zostać posłanką, sfałszowała podpisy.
Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, Panie Prezydencie i Panie Bracie. A raz utracony – jak dziewictwo - jest nie do odzyskania.