sebj.1
02.06.09, 10:24
Po oficjalnych przemówieniach w pasażu Schillera jeden z
przechodniów głośno zarzucał prezydentowi promowanie Żydów, częste
wyjazdy do Izraela i zaniedbywanie bieżących spraw miasta -
relacjonuje "Express Ilustrowany". Nikt ze zgromadzonych urzędników
nie reagował. Jerzy Kropiwnicki wziął kubek z nalaną ze zdroju wodą
i podał mężczyźnie. "Napij się pan i idź sobie stąd" - powiedział.
Mężczyzna wylał zawartość kubk wprost pod nogi prezydenta, który
mocno zdenerwowany odwrócił się i odszedł. Jerzy Kropiwnicki
podszedł do młodego strażnika miejskiego i wybuchnął: "Do k...
nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma".
"Ale panie prezydencie, jak tylko się dowiedziałem, to przybiegłem" -
bronił się strażnik. "Gdzie masz ch... czapkę?!" - Kropiwnicki
atakował w ordynarny sposób przerażonego funkcjonariusza. "Trzeba
się zastanowić, czy by was nie rozwiązać, bo do niczego się nie
nadajecie" - rzucił już zupełnie głośno prezydent i odszedł.
Marzena Korosteńska z biura prasowego urzędu miasta ubolewa nad
zachowaniem... przechodnia. "Prezydentowi było przykro, że podał
wodę, a ta została wylana. Prezydent z pewnością był tym również
zdenerwowany, ale nie kojarzę, by rozmawiał ze strażnikiem, tym
bardziej w sposób wulgarny" - mówi Marzena Korosteńska.