haen1950
08.08.09, 12:36
"Wtedy doszło do ostrego spięcia. Polski prezydent wyrzucał
Saakaszwilemu, że zgodził się na kapitulancki dokument, w którym nie
było zapisu o nienaruszalności terytorialnej Gruzji. Gruziński lider
tłumaczył, że Rosjanie grozili szturmem Tbilisi i musiał podpisać
zawieszenie broni.
Wieczorem obaj spotkali się w restauracji:
Kaczyński demonstrował swoje niezadowolenie. Był niemiły, brzęczał
sztućcami, głośno odstawiał talerze.
"Stosunek Kaczyńskiego do Gruzji nie uległ zmianie. Ale przyjaźń z
Saakaszwilim od czasu spięcia uległa ochłodzeniu" - mówi
współpracownik prezydenta."
Co to jest, jak walnięty dupek (dwa walnięte dupki) dostanie trochę
władzy to zaraz musi mieć swoją wojenkę żeby przejść do historii?
Kaczuś mały, wojenka stosowna, ale ta para nawiedzonych naprawdę
kombinowała konflikt zbrojny na dużą, nawet bardzo dużą skalę. Ale
szczyle, nic dziwnego, że Putin ma o nich pewne mniemanie, które w
zupełności podzielam.