kłopoty "psiarzy"

02.06.09, 23:41
Niestety dziś przelała się moja "czara goryczy" i postanowiłem podzielić się moimi troskami z innymi sad
Przeprowadziłem się na wieś - do jednej z podserockich wsi, skuszony bliskością natury, piękną okolicą i ... zgodnie z zapewnieniami Pana, od którego kupowałem działkę, sąsiedzką życzliwością.
Nie wiem dlaczego, ale od początku czuję się nietolerowanym i niechcianym sąsiadem. Sąsiedzi z ulicy tylko wypatrują, kiedy przechodzę ja, albo ktoś z członków rodziny - żeby zrobić nam awanturę a przynajmniej "zwrócić grzecznie uwagę". Pretekstem są zawsze nasze dwa psy (suka 11 lat niewiele jej już życia zostało, pies 2 lata wesoły, niegroźny, choć wielki i może swoją wielkością budzić respekt). Fakt, codziennie chodzimy z naszymi psami na spacer. I tu zaczynają się schody. Połowa sąsiadów znienawidziła nas za to. Zupełnie tego nie rozumiem. Psy chodzą na smyczy (z wyjątkami, kiedy na ulicy jest zupełnie pusto, czasem ten młodszy jest spuszczany,a le zawsze z kimś ze smyczą). Pilnujemy, jak tylko się da, żeby nie załatwiały swoich potrzeb gdzie nie trzeba (no, czasem się zdaży katastrofa, ale nie ma jak tego sprzątnąć, bo przecież we wsi nie ma ANI JEDNEGO pojemnika na śmieci - o czym wiedzą wszyscy mieszkańcy i beztrosko wywalają butelki, puszki i torby w krzaki - ale to pewnie jest ok,psia kupa jest be). Schodzimy wszystkim z drogi... a jednak to nie starcza.
Pierwsza sąsiadka, sama mająca dwa jamniki i wiecznie otwartą bramę (a może to jej sąsiadka?), przez którą wybiegają z wyciem na ulicę, zrobiła niesmaczne uwagi, że ona się boi i nie życzy sobie, żebym tędy chodził (droga powiatowa) - tylko postukałem się w czoło. Drugi sąsiad zarzucł mojej mamie, że specjalnie przyprowadza psy, żeby obsikiwały mu podmurówkę pod ogrodzeniem. Jego pies, wesoły rudy kundelek zawsze jednak wybiega przez dziurę w płocie i buszuje po całej okolicy - nie raz już tak bardzo przeszkadzał i rozpraszał tym moje psy, że musieliśmy wracać do domu. Murek jest obleśny i nigdy chyba nie pomalowany - ale cóż, specjalnie wyprowadzamy psa, żeby go obsikiwał... no oczywiście. (jego pies prawdopodobnie, nie kestem jednak pewien na 100%, zniszczył nam z 1,5 roku temu ogrodzenie, jak suka miała cieczkę, usiłował się do niej dostać - rozdarł siatkę od dołu)
Kolejna Pani znów wymyśliła, że nie możemy przechodzić obok jej domu, robimy to złośliwie i ona nie może przez to spać. Fakty były takie, że ona ma dwa psy, które są strasznie agresywne (zresztą jeden rzuca się na drugiego), i jak tylko kogoś widzą to niemiłosiernie ujadają - co ją budzi - no ale, czy to owtatecznie moja wina? Kolejna Pani wymyśliła, że nasze psy robią kupę na skrawek trawnika pomiędzy jezdnią a jej płotem - jest tam może ze 20 cm chwastów, NIGDY w tym miejscu się nie załatwiały - specjalnie zwracam na to uwagę, bo obok stoi "święta figura" i zawsze się bałem po prostu zlinczowania, gdyby pies tam zrobił choćby siusiu. Jak widzę miałem rację co do swoich obaw. Z tydzień temu facet ze Stasi Lasu przychrzanił się, że idziemy z psami jego prywatną drogą i cytuję "one tu srają" i on nam zabrania. Droga na wszystkich mapach jest zaznaczona jako publiczna, gmina ostanio utwardziła tam nawierzchnię (napewno za darmo na jego prywatnej to zrobiła, już w to uwierzę) To, że jego gołębie, ktore chowa, srają na mój dach to już pewnie nie ważne. No a dzisiaj jeszcze inna kobieta przeszła już sama siebie. Mama szła sobie rano z psami, kobieta szła z naprzeciwka i wyjechała tak: "jak długo mamy się jezcze bać, jak pani tu chodzi z tymi psami?!" (droga powiatowa!, przy niej mieszkamy, nie może nam zabronić chodzenia - co mamy fruwać?; obok jak zwykle latają luzem jamniki z sąsiedztwa). Mama na to w stylu :"proszę Pani, tu latają nezpańskie psy, ja swoich pilnuję" Ona: "ale o nie moje psy!" Mama: "czy moj pies kiedykolwiek przestraszył Panią, lub chociaz podszedł do Pani" Ona: "Nie, ale sam wygląd wystarczy"! Wtedy mamie puściły nerwy i powieziała jej, że za wygląd to ją powini zamknąć. Może nie powinna była, ale jak się tych samych uwag słucha co dwa, trzy dni, to w końcu człowiek zaczyna czuć się osaczony i po prostu nerwy puszczają.
Czego oni oczekują, że się wyniesiemy?! CO miało znaczyć to "jak długo mamy się bać" Co myśmy im zrobili?! Może mi ktoś wutłumaczy, co kieruje takimi ludźmi, że wyjeżdzają z mordą i takie bzdury wygadują? Ja tego zrozumieć nie mogę...
Czy w tej okolicy naprawdę sami chorzy na psią fobię mieszkają? Wariactwo gorsze niż w centrum Warszawy! Tyle kiedyś słyszałem chłopskiej zawiści i nie wierzyłem. Teraz wierzę. Jak można taką niechęcią i złą wolą do sąsiadów zionąć. Skąd tyle niechęci w ludziach?! Niezrozumienia, i braku tolerancji. CHoć muszę oddać sprawiedliwość, że na kilkanaście domów przy mojej ulicy, nieprzyjemności spotykają nas tylko ze strony mieszkańców czterech, góra pięciu. Z innymi mówimy sobie kulturalnie dzień dobry, czasem porozmawiamy.
Czy tylko ja mam takie kopoty, czy inni psiarze w okolicy też się z tym stykają?
    • spodeck Re: kłopoty "psiarzy" 03.06.09, 07:58
      Hmmmm, skoro pan faktycznie tak dba o to, żeby psy chodziły na smyczy,
      załatwiały się nie wszędzie gdzie popadnie, to ja chętnie wymienię Pana na
      większość swoich sąsiadów, w szczególności:

      - pana z dwoma wilczurami, które wprawdzie posłuszne, wyprowadzane są bez smyczy
      czy kagańca - o fizjologii nie wspomnę...

      - państwa ze spanielem i jamnikiem, które wprawdzie zazwyczaj chodzą na smyczy,
      ale wyrywają się z zębami każdego i paskudzą całą ulicę okrutnie: podmurówka
      sąsiadów i kamienie wyglądają powiedziałbym tragikomicznie, zwłaszcza, że są
      dosyć wysokie więc widok psich kup na nich sprawia wrażenie, że trzeba było nie
      lada wysiłku, żeby się tam załatwić,

      - w rezerwie mam jeszcze jedną panią, która pieska już (na szczęście) nie ma,
      ale potrafiła nawrzeszczeć na sąsiada, który wypuścił na chwilę na ulicę chorą
      wilczurzycę czasami ledwo chodzącą (tylne łapy prawie sparaliżowane), sama zaś
      raczej nie dbała, żeby pieska przypilnować. Ów piesek a raczej suczka rasy
      golden retriever, owszem wobec dorosłych i starszych dzieci łagodna, natomiast w
      przypadku maluchów ok. 3-letnich odzywała się w niej trauma z czasu kiedy to
      synek tej pani w wieku właśnie ok. 3 lat kopał ją i okładał czym popadnie i
      warczała, kiedy mały zbliżał sie tylko do niej.

      Efekt jest taki, że choć uliczka spokojna i zaciszna, wkoło zielono i
      bezpiecznie (samochody praktycznie tylko mieszkańców) to trudno dziecko puścić,
      żeby sobie swobodnie pobiegało, bo wszędzie: w trawie obok drogi, na drodze
      nas..ne na potęgę. To co? Pieski będą sobie biegały i s..ły gdzie popadnie a my
      dzieci na smyczy będziemy wyprowadzać, żeby się w tym g..nie nie ubabrały? Chyba
      coś jest nie tak, nieprawdaż?

      Ta oto wyglądają psie sprawy z nieco innej perspektywy w jednej z podserockich
      wsi. Bliskość natury, piękna okolica i życie pod dyktando psiej kupy. Aż boję
      się pomyśleć, co by było gdyby takich nieodpowiedzialnych właścicieli psów było
      nie 3-4 tylko np. 10-12.

      Pozdrawiam,
      Spodek

      • tadeusz001 Re: kłopoty "psiarzy" 03.06.09, 12:44
        Panie "Spodeck"!
        Właśnie problem polega na tym, że moje psy ZAWSZE są na smyczy
        (chyba, że ulica jest kompletnie pusta). Czasem spuszczam młodszego,
        żeby się wybiegał, ale tylko jeżeli tylko ktoś się pojawia - zapinam
        na smycz.
        Twoja wypowiedź potwierdza moje obserwacje - wrzucanie włacicieli
        psów do jednego worka. Co ja mam do Twojej sąsiadki z wilczurmi bez
        smyczy? Piszesz o psie, który nie może chodzić bo ma sparaliżowane
        łapy - moja ma 11 lat, ledwo chodzi, ledwo widzi, jest siwa ze
        statości i wszystko ją boli. Czy to kogoś powstrzymało przed
        robieniem awantury? Nikogo.
        Zarzuty sa takie: psy latają luzem i załatwiają się gdzie popadnie a
        dzieci się boją. To straszne, należy psy zamknąć w klatkach,
        najlepiej wraz z właścicielami.
        Więc po pierwsze: MOJE psy zawsze są pilnowane, nie latają luzem bez
        kontroli - dlaczego więc to ja mam obrywać za tych właścicieli,
        którzy swoich nie pilnują. Sąsiedzi w ogóle nie zamykają bram i ich
        pieski biegają luzem po ulicy - ja idę ze swoimi na smyczy, muszę
        się od nich oganiać i w tym samym czasie spotykam osobę, która ma do
        mnie pretensje o moje psy, a nie o te co plączą nam się podczas
        dyskusji między nogami. Chyba coś tu jest nie tak...
        Po drugie: Moje prawo do spacerowania z psami jest równie Twojemu
        prawu do wypuszczania dzieci. Nie porównuję tu prawa psa i dziecka,
        ale MOJE i dziecka. Ja też tu mieszkam i nie ma żadnego przepisu,
        który mógłby mi zabronić chodzenia drogą publiczną z moim psem lub
        bez.
        Po trzecie: załatwianie "potrzeb": żeby dojść do krzaków, gdzie pies
        może się załatwić, trzeba czasem przejśc ulicą. Pies jak to pies -
        obsikuje czasem latarnie, murki - tego w odróżnieniu od kupy nie da
        się sprzątnąć - chyba wyjaśniać tego nie trzeba. Czasem nie uda mi
        się zdążyć doprowadzić pieska w krzaki, bo muszę wdawać się w
        idiotyczne dyskusje - zamiast po prostu spokojnie przejść.
        Zacytuję Ciebie:
        "To co? Pieski będą sobie biegały i s..ły gdzie popadnie a my
        > dzieci na smyczy będziemy wyprowadzać, żeby się w tym g..nie nie
        ubabrały?" (znów wrzucasz mnie do jednego worka z innymi)
        No to zagadka bez rozwiązania - co mam zrobić z kupą psa skoro w
        całej wsi (i sąsiednich) nie ma ŻADNEGO pojemnika na śmieci? Nie
        mówię o juz nawet o specjalnym na psie odchody, ale o jakimkolwiek?
        Mogę zakopać lub przysypać i to właśnie robię. Czemu jednak wymaga
        się ode mnie rzeczy niemożliwych? W miastach, gdzie wprowadzono
        okreslone przepisy, można dostać specjalne torebki, są pojemniki na
        śmieci, a tu? Zresztą, ja nie mogę odpowiadać za wszystkie te kupy,
        które robą psy puszczane luzem przez tych samych ludzi, którzy mają
        potem do mnie pretensję.
        Najbardziej przykre jest to, że niektórzy ludzie widzą źdźbło w moim
        oku a nie widzą belki w swoim. Uważają, że nie obowiązują ich te
        samy reguły, których wymagają ode mnie.
        Ja rozumiem część zarzutów, jakie stawiasz, ale czemu JA mam obrywać
        za to co robią inni? Dlatego, że ja jestem pod ręką? Wyszedłem na
        spacer i po prostu można mi zrobić awanturę, a tym innym nie można,
        bo ich zwyczajnie nie ma - siedzą w domu, podczas gdy ich psy
        biegają po okolicy?
        • aganiok32 Re: kłopoty "psiarzy" 03.06.09, 17:44
          współczuję, ale takie jest własnie nasze społeczeństwo. A na wsiach
          to już szczególnie. Nie mogą pojąć, że z psem można i nawet trzeba
          wyjść na spacer. Najlepiej gdyby stał całe życie na krótkim łańcuchu
          przy budzie. To jeden z najczęstszych widoków na polskiej wsi.
          Myślę, że nie zreformujesz swoich sąsiadów, zacznij olewać ich uwagi.
          Mam tylko nadzieję, że nie zrobią psom nic złego.
          ps. czy jeden z Twoich piesków to może mastiff? Czasami widzę w tej
          okolicy osobę spacerującą z mastiffem i psem innej rasy ( ale nie
          znam nazwy). Piękne psy i bardzo spokojne smile pozdrawiam
          • tadeusz001 Re: kłopoty "psiarzy" 04.06.09, 13:18
            Może i mnie widujesz, albo mamę bo ja to całymi dniami w warszawie w
            pracy siedzę. Jedynie w weekendy wychodzę, albo podczas urlopu. No i
            często taka pyskówka z nieuprzejmum sąsiadem psuje mi cały weekend
            właśnie.
            Piesek to bullmastiff a suczka, stara i siwa na mordce - to ... w
            zasadzie mieszanka amstafa z czymś niewiadomym ale dużym, więc
            wygląda jak groźny pitbul.
        • spodeck Re: kłopoty "psiarzy" 04.06.09, 11:30
          tadeusz001 napisał:

          > Panie "Spodeck"!
          > Właśnie problem polega na tym, że moje psy ZAWSZE są na smyczy
          > (chyba, że ulica jest kompletnie pusta). Czasem spuszczam młodszego,
          > żeby się wybiegał, ale tylko jeżeli tylko ktoś się pojawia - zapinam
          > na smycz.
          > Twoja wypowiedź potwierdza moje obserwacje - wrzucanie włacicieli
          > psów do jednego worka. Co ja mam do Twojej sąsiadki z wilczurmi bez
          > smyczy?

          I chwała Ci za to, dlatego też, bodajże w pierwszym zdaniu napisałem, że
          chętnie wymienię moich (niektórych) sąsiadów na Ciebie, jeżeli był w tym jakiś
          przytyk, to na pewno nie w Twoją stronę.

          > Piszesz o psie, który nie może chodzić bo ma sparaliżowane
          > łapy - moja ma 11 lat, ledwo chodzi, ledwo widzi, jest siwa ze
          > statości i wszystko ją boli. Czy to kogoś powstrzymało przed
          > robieniem awantury? Nikogo.

          W zasadzie od kilku dni o tym piesku można już pisać niestety w czasie
          przeszłym, a szkoda...

          > Po drugie: Moje prawo do spacerowania z psami jest równie Twojemu
          > prawu do wypuszczania dzieci. Nie porównuję tu prawa psa i dziecka,
          > ale MOJE i dziecka. Ja też tu mieszkam i nie ma żadnego przepisu,
          > który mógłby mi zabronić chodzenia drogą publiczną z moim psem lub
          > bez.

          Równość w tym przypadku to też nasza równość w odpowiedzialności: ja odpowiadam
          za dzieci, bo różne rzeczy w małym kubusiowym rozumku mogą się urodzić, ty
          odpowiadasz za psa, bo to Twoje zwierzę. W przypadku kiedy dziecko na broi: moje
          dziecko - mój problem, w przypadku psa: Twój pies - twój problem (twoja kupa wink)).

          > Po trzecie: załatwianie "potrzeb": żeby dojść do krzaków, gdzie pies
          > może się załatwić, trzeba czasem przejśc ulicą. Pies jak to pies -
          > obsikuje czasem latarnie, murki - tego w odróżnieniu od kupy nie da
          > się sprzątnąć - chyba wyjaśniać tego nie trzeba.

          Obsikiwanie murków to jedno natomiast ja pisałem o sytuacji kiedy to praktycznie
          codziennie widzę trudno mi sklasyfikować jako bardziej śmieszne czy tragiczne.
          Chodzi mi o zarobioną przez dużego psa podmurówkę ogrodzenia (jak on to robi???)
          i kamienie średnicy ok. 35-40 cm znajdujące się na trawniki przed ta podmurówką.
          Kiedy pierwszy raz to zobaczyłem to w pierwszym odruchu pomyślałem, że ktoś
          chyba to złośliwie podrzucił...

          Poza tym nie jest dla mnie w żaden sposób usprawiedliwione nawet jeśli nie zdąży
          "w krzaki" pozostawianie kupy (zwłaszcza jak pupil jest duży) na środku chodnika
          czy ulicy (zwłaszcza takiej, która z racji braku chodnika jest pieszym ciągiem
          komunikacyjnym. Można by ją chociaż na bok odrzucić, czy w głąb w krzaki, aha
          widzę dalej, że jakoś sobie z tym radzisz i chwała Ci za to - szacun.

          > "To co? Pieski będą sobie biegały i s..ły gdzie popadnie a my
          > > dzieci na smyczy będziemy wyprowadzać, żeby się w tym g..nie nie
          > ubabrały?" (znów wrzucasz mnie do jednego worka z innymi)
          > No to zagadka bez rozwiązania - co mam zrobić z kupą psa skoro w
          > całej wsi (i sąsiednich) nie ma ŻADNEGO pojemnika na śmieci? Nie
          > mówię o juz nawet o specjalnym na psie odchody, ale o jakimkolwiek?

          Ok. ale w naszym przypadku to żaden argument kiedy u nas na głównych drogach są
          piękne pojemniki na śmieci, natomiast jeśli chodzi o spacery na naszej
          pomniejszej uliczce to każdy z właścicieli psów, którzy nota bene, wyprowadzając
          psa, często nie oddalają się od swojego domu na więcej niż na 300 metrów ma
          własny pojemnik na śmieci.

          > Mogę zakopać lub przysypać i to właśnie robię. Czemu jednak wymaga
          > się ode mnie rzeczy niemożliwych? W miastach, gdzie wprowadzono
          > okreslone przepisy, można dostać specjalne torebki, są pojemniki na
          > śmieci, a tu? Zresztą, ja nie mogę odpowiadać za wszystkie te kupy,
          > które robą psy puszczane luzem przez tych samych ludzi, którzy mają
          > potem do mnie pretensję.
          > Najbardziej przykre jest to, że niektórzy ludzie widzą źdźbło w moim
          > oku a nie widzą belki w swoim. Uważają, że nie obowiązują ich te
          > samy reguły, których wymagają ode mnie.
          > Ja rozumiem część zarzutów, jakie stawiasz, ale czemu JA mam obrywać
          > za to co robią inni? Dlatego, że ja jestem pod ręką? Wyszedłem na
          > spacer i po prostu można mi zrobić awanturę, a tym innym nie można,
          > bo ich zwyczajnie nie ma - siedzą w domu, podczas gdy ich psy
          > biegają po okolicy?

          Nie obrywasz broń Boże, oberwali moi sąsiedzi, raptem trzy przypadki, a przecież
          mieszkają tu tez inni ludzie i doskonale wiem, że można inaczej. Co ciekawe
          podobnie jak Ty nie zawsze cieszą się sympatią tych mniej odpowiedzialnych
          właścicieli psów, jak chociażby właściciele tego schorowanego (już nieżyjącego
          niestety pieska). To by wiele wyjaśniało odnośnie Twojego przypadku. Widocznie
          odpowiedzialne zachowanie zbyt razi zbyt drażni, bo trzeba by też swojego pieska
          wziąć na smycz, bo trzeba by po nim czasem sprzątnąć, a po co? Takie normalne
          zachowanie jest dla niektórych zbyt trudne, więc lepiej zaatakować,
          nawrzeszczeć, starać się na każdym kroku, za wszelką cenę zepchąć na margines to
          co jest w tym przypadku jak najbardziej pozytywnym przykładem godnym naśladowania.

          Pomyśl ile osób dookoła Ciebie musiałoby zmienić swoje zachowanie. Popatrz na to
          przez pryzmat ich mentalności, tego jak zachowują się na co dzień, co sobą
          reprezentują, czy rozmawiając z nimi nie masz wrażenia, że słowa trafiają w
          bezdenną pustkę. Będziesz miał odpowiedź.

          Pozdrawiam,
          Spodek.
    • el_mariposa Re: kłopoty "psiarzy" 03.06.09, 08:04
      Hehehe, nieźle.
      Myśle, że jeśli psy są na smyczy, załatwiają swoje potrzeby NIE na
      chodniku, nie centralnie przed posesją sąsiada ale np na polu, czy
      łące ( są przecież takowe miejsca w okolicy ) to nie widzę problemu.
      Jednakże, jeśli piesek załatwia sie na chodniku jest to karygodne !!
      Nie raz można wdepnąć w "to" i troszkę się zezłościć.
      Spotkałam się jedynie z oznakami nietolerancji w stosunku to kupek
      na chodniku - oznaki nietolerancji uznaję i rozumiem! Sama sprzątam
      po moim psie jeśli zechce mu sie zapaskudzić chodnik.
      Wiem, że nie ma u nas za dużo koszów na śmieci ( tzn, jest to
      rzadkośc na miarę spadającej komety) ale proponuję wszelkie
      nieczystości jakoś spychać na pobocze by nie leżały sobie na środku
      chodnika wink Brak koszów nie jest wytłumaczeniem na brak sprzatania !
      Nie jest też zbyt fajnym aktem robieni przez pieska kupy przed
      czyimś ogrodzeniem/bramą/furtką. Ja bym się wściekła gdybym
      zauwazyła takowe niespodzianki przed bramą....
      Jednakże, skoro piszesz, iż sytuacje uprzykrzające życie sąsiadom
      nie mają miejsca to rzeczywiście nie rozumiem całej tej sytuacji.
      Jeśli Twoje pieski są cały czas na smyczy to wszystko jest git. Nie
      rozumiem oburzenia Twoich sąsiadów ;-(
      Ja osobiście nie spotkałam się nigdy a jakimiś przykrymi uwagami na
      mój temat i mojego psa... (jeszcze)
      Życzę spokoju i podejścia do sprawy z rezerwą, nie ma co się
      denerwować.

      P.S. Moim utrapieniem też są gołębie....wszędzie paskudzą....
      wink No ale to taka cena za życie na wsi crying

      Pozdrawiam "psiarzy" z SL
    • cowkiller Re: kłopoty "psiarzy" 04.06.09, 15:39
      Ten kto nie lubi zwierząt ma zły a nawet bardzo zły charakter,z
      Twojego opisu wynika , że zachowujesz się bardzo poprawnie, może
      przyczyny tak ogromnej niechęci w takim wypadku należałoby poszukać
      gdzie indziej.Może niświadomie w tym zamkniętym środowisku
      popełniłeś jakąś gafę.Życzę dużo cierpliwości.
      • ppelagia Re: kłopoty "psiarzy" 06.06.09, 23:54
        ja mam wrazenie, ze serocczanie sa czesto wrogo nastawieni do ludzi
        w ogole

        nie maja w sobie luzu i radosci
        sa zawistni i nie lubia naplywowych

        byc moze to polacy sa tacy a nie tylko serocczanie

        ale jak widac na forum jeden pan sie podpisuje serocczanin i tyle w
        nim jadu i zawisci

        zaraz sie obraza..ale tak to odbieram
        • tadeusz001 Re: kłopoty "psiarzy" 10.06.09, 21:50
          Dzięki...
          tak dla wyjaśnienia: nie mieszkam w samym Serocku, tylko w jednej z okolicznych wsi "przed" Serockiem jadąc od strony Warszawy; przy mojej ulicy i sąsiednich nie ma chodników więc kupy siłą rzeczy, jeśli już się zdarzają, to zawsze w krzakach na poboczu, względnie pod płotem (ale nie w bramie czy podjeździe)- no i zawsze je przysypuję jak tylko się da.
          ostatnio obyło się bez awantur, możlowe przyczyny to, zaczynam od najbardziej prwdopodobnych, kończę na czystym science-fiction:
          1. zmieniliśmy trasy spacerów, omijamy "awanturne" rejony
          2. akurat nikt z wrednych sąsiadów się nie napatoczył, przypadkiem (spali, jedli, pracowali, awanturowali się z kimś innym)
          3. przeczytali sobie forum i zrobiło im się głupio
          4. poszli po rozum do głowy, znormalnieli
          nie mam złudzeń, stawiam na 1 i 2 przyczynę, raczej skreślam 3 i 4.
          • nanana.4 Re: kłopoty "psiarzy" 12.06.09, 00:45
            Witam,
            do tej dyskusji dorzucę tylko jedną kwestię- wypuszczanie psów na pola. Owszem
            pieski muszą sobie pobiegać i na pewno są szczęśliwe, gdy mają taką możliwość,
            ale Drodzy "psiarze" pola na wsi tym różnią się od np. parku w mieście, że mają
            konkretnych właścicieli, którzy wyrażając się dość delikatnie nie są zachwyceni,
            kiedy gro nowych sąsiadów wydeptuje na nich ścieżki stałych tras ze swoimi
            psami. Efekt jest taki, że łąki te są nie do przejścia!! Masa ekstrementów!!
            Postawcie się w sytuacji posiadacza takiej ziemi. Czy bylibyście zachwyceni,
            gdyby obcy ludzie beztrosko chodzili po waszych działkach, zanieczyszczali je, a
            chyba nie trzeba Was uświadamiać, że w przewodach pokarmowych psów, nawet tych
            najbardziej zadbanych, kryć się mogą różne choróbska, a w dodatku mieli
            pretensje, że zwraca się im uwagę. Moi drodzy trochę szacunku! Zastanówcie się
            zanim znów wejdziecie na cudze pole! Nawet jeśli na nim nic nie rośnie, to ono
            ma właściciela, który chce mieć czysty teren... A jeśli chodzi o kupy na
            poboczach- owszem na wsi nie ma koszy, ale mimo tego przyzwoitość nakazuje
            sprzątnięcie po swoim psie, szczególnie spod czyjegoś płotu. Zabranie ze sobą
            worka i wyrzucenie kupy do kosza w domu nie boli
            • aganiok32 Re: kłopoty "psiarzy" 12.06.09, 17:55
              No dobrze, a teraz mi powiedz gdzie właściciele psów mają wybiegać
              swoje zwierzaki? Skoro na polach nie można, w lesie też nie, to pytam,
              gdzie? Ja rozumiem, że działki mają właścicieli, ale często są to
              zaniedbane ugory i niekiedy przydałoby się, aby właściciele owych
              działek wzięli się za ich uporządkowanie ( walające się śmieci, gruz
              itp).
              • nanana.4 Re: kłopoty "psiarzy" 13.06.09, 00:19
                gdzie mają chodzić?? może po prostu używać przestrzeni publicznej- np. poboczy, chodników i własnych działek, a może pieski zaczną się załatwiać pod oknami swoich właścicieli i będzie im miło...
                > Ja rozumiem, że działki mają właścicieli, ale często są to
                > zaniedbane ugory i niekiedy przydałoby się, aby właściciele owych
                > działek wzięli się za ich uporządkowanie ( walające się śmieci, gruz
                > itp).
                Po pierwsze ziemia, która leży odłogiem z samego faktu, że nie jest uprawiana nie staje się zaniedbaną, po drugie zapewniam, że niewielu jest takich, którzy sami sobie zaśmiecają własne pola jakimiś stałymi odpadkami- puszki i butelki itp. raczej zostawia ktoś inny, a właściciele często wprost nie nadążają za sprzątaniem terenu, niestety jest to syzyfowa pracacrying Niech tam sobie jeszcze posprzątają kupy psów swoich sąsiadów. W końcu to takie miłe zajęcie! ( a chcąc np. zebrać rozrzucone przez kogoś śmieci należy uważnie patrzeć pod nogi, mając oko wyczulone na "miny")A może czasem zapytać, poprosić, czy nie można z pieskiem pobiegać trochę, przedstawić się... A do cudzych mieszkać wchodzisz bez pukania, żeby skorzystać z toalety?

                • aganiok32 Re: kłopoty "psiarzy" 13.06.09, 11:34
                  Jeśli masz problem z niechcianymi gośćmi na działce, to proponuję ją
                  ogrodzić. Natomiast sugestia, że psa można wybiegać na poboczach drogi
                  jest po prostu śmieszna. Widać, że nie masz (nie lubisz) psów.
                  Nie zauważyłam jakoś nadmiernej troski właścicieli takowych
                  nieogrodzonych przestrzeni o porządek na nich. Jakoś kupki gruzu od lat
                  leżą tam, gdzie leżały, wyrzuconych przed laty mebli też nikt nie
                  wywiózł. Przynajmniej tam, gdzie ja chodzę od czasu do czasu na spacer
                  tak własnie jest.
                  • nanana.4 Re: kłopoty "psiarzy" 13.06.09, 12:56
                    Przede wszystkim to moją sugestią jest uważne czytanie ze zrozumieniem.

                    > Jeśli masz problem z niechcianymi gośćmi na działce, to proponuję ją
                    > ogrodzić.

                    W żadnym ze swoich postów nie napisałam, że posiadam działkę, dotyczyły one
                    szacunku do cudzej własności. Poza tym grodzenie pól o dużej powierzchni dużo
                    kosztuje, poza tym niestety ogrodzenie również padają ofiarą wandali- po co więc
                    wyrzucać pieniążki w błoto?

                    >Natomiast sugestia, że psa można wybiegać na poboczach drogi
                    > jest po prostu śmieszna

                    A jak to uzasadnisz? Wielu ludzi nie ma z tym problemu, łącznie ze sprzątaniem
                    po swoim psie i wyrzucaniu tego co zostawił do przydomowego kontenera (naprawdę
                    szczelnie zamknięty worek nie różni się od dziecięcej pieluchy)

                    >Widać, że nie masz (nie lubisz) psów.

                    A właśnie, że psy mam. I psy kocham. I inne zwierzątka też. Ale potrafię też
                    szanować cudzą prywatność i mam na uwadze to, że może ktoś sobie nie życzyć,
                    żeby chodzić po jego działce. W ogóle szanuje poglądy innych, a jak wchodzę w
                    dyskusję to po to, żeby przedstawić swoje racje i uargumentowywać je.

                    > Nie zauważyłam jakoś nadmiernej troski właścicieli takowych
                    > nieogrodzonych przestrzeni o porządek na nich. Jakoś kupki gruzu od lat
                    > leżą tam, gdzie leżały, wyrzuconych przed laty mebli też nikt nie
                    > wywiózł. Przynajmniej tam, gdzie ja chodzę od czasu do czasu na spacer
                    > tak własnie jest.

                    Widzisz tam , gdzie Ty chodzisz (co i tak uważam nie jest ok), ale gro takich
                    właścicieli chce mieć zadbane działki. Gruz akurat nie jest szkodliwy dla
                    środowiska, a bywa, że się przydaje, więc niektórzy wyrzucają go na pola, mając
                    na uwadze to, że np. kiedyś przyda się do utwardzenia drogi, którą tam planują
                    przeprowadzić, czy też do innych celów. Oczywiście niektórzy z natury są
                    bałaganiarzami, ale nawet jak sami sobie coś wyrzucają, to robią to na swoim.
                    Chciałabyś, żeby ktoś notorycznie wrzucał Ci śmieci za płot?

                    Poza tym warto zastanowić się wybierając psa, czy ma się warunki, żeby go
                    odpowiednio utrzymać. Małemu kundelkowi naprawdę wiele nie trzeba- może pobiegać
                    po nawet nie dużej działce swoich właścicieli i spacer wzdłuż drogi też mu
                    wystarczy. Gorzej, jeżeli ktoś sprawy nie przemyśli i wybierze psa, który będzie
                    cierpiał dlatego, że jego panom brakuje wiedzy i wyobraźni o tym jak należy go
                    utrzymywać. Np. teraz panuje moda na owczarki haski, które kompletnie źle czują
                    się w naszym klimacie, czy owczarki podhalańskie... Ludzie zastanówcie się, czy
                    warto iść za taką modą. Albo czy czasem aż nie za bardzo nie chcecie o nie
                    zadbać. Bo przykro coraz częściej patrzeć na otyłe! psy (widać, że biedaki ledwo
                    się ruszają). A pies to pies- zje, co mu się poda, a jak jeszcze łakomczuszek
                    się trafi.

                    Pisząc swojego posta miałam na celu wywiązanie kulturalnej dyskusji, może ktoś
                    zreflektowałby się, że coś jest nie tak... I tu poruszę problem trochę szerszy-
                    szacunek do drugiego człowieka- chcemy być szanowani, to może zacznijmy od tego,
                    że szanować będziemy innych?



                    • begonia7 Re: kłopoty "psiarzy" 13.06.09, 17:08
                      Schroniska pękają w szwach. Nie wydawajmy pieniędzy na psy, wspierając w ten sposób często, gęsto, nawet nie wiedząc pseudo hodowle, w których zwierzęta są traktowane jak maszynki do robienia pieniędzy.Biorąc psa ze schroniska, dostajesz oddanego Ci do końca życia przyjaciela, którego uratowałeś. Wiem, co mówię, bo sama mam taką cudną psinę z Palucha. www.psy.warszawa.pl/
                      PS
                      Nawiązując do początkowego wątku: po pierwsze: nic nie usprawiedliwia niesprzątania psiej kupy nawet w lesie, po drugie: pies nigdy nie powinien stwarzać zagrożenia dla innych, a o to musi zadbać właściciel.
                      Pozdrawiam wszystkich przyjaciół zwierząt smile
                      • nanana.4 Re: kłopoty "psiarzy" 14.06.09, 15:04
                        begoonia7- super, że się odzywasz! Bo właśnie o to mi chodziło, a zostałam
                        oskarżona, że nie lubię zwierzątcrying A mi chodziło o to, żeby szanować ludzi, ich
                        prywatność, środowisko i zwierzątka...
Pełna wersja