sloggi
10.05.06, 00:04
Nie ma w naszym mieście miejsca bardziej prodziecięcego niż sieć domów
meblowych IKEA. Funkcjonalne i proste wnętrza proponowane przez tę szwedzką
firmę to tylko połowa sukcesu.
Nasza rodzina jest w stanie utknąć w długim korku do Janek lub gnieść się w
bezpłatnym autobusie na Targówek, byle tylko zaznać luksusu beztroskich
zakupów. Nie trzeba strofować dzieci, ponieważ w trakcie zwiedzania IKEI można
je zostawić w specjalnej „przechowalni” przy wejściu lub zabrać ze sobą i
pozwolić wybawić się w specjalnych punktach dla dzieci. To różne domki i
namioty, które są ustawione przy każdym dziale. Do tego panuje tu całkowity
luz, jeśli chodzi o bawienie się sprzedawanymi zabawkami. Ja najbardziej lubię
jeść w IKEI. W restauracji na piętrze, przy dziale dziecięcym, każdy szczegół
zaprojektowano z myślą o rodzinach z dziećmi. Jest kuchenka mikrofalowa, w
której każdy sam może sobie podgrzać jedzenie ze słoika dla dziecka (do
kupienia na miejscu). Dla starszych dzieci są: specjalna plastikowa zastawa i
menu (m.in. szwedzkie klopsiki, brokuły, borówki). Nieopodal jest kącik zabaw,
który można obserwować, siedząc obok przy stoliku. W łazience jest oczywiście
przewijak. Dla zmęczonych planowaniem nowego wystroju mieszkania rodziców to
prawdziwa ulga. Bruno nie chciał ostatnio wyjść z restauracji i z rozpędu
zjadł cały obiad.
Wydaje się, że szwedzki pomysł na rodzinne zakupy jest tyleż prosty, co wart
powielania: wystarczy tylko odrobina wyobraźni i kilka zabawek, a zakupy z
koszmaru zamieniają się w prawdziwą przyjemność.
/Życie Warszawy/